Jeśli chcemy zbudować swoje życie, musimy zacząć od fundamentów. Filozofia zawsze była fundamentem dla ludzkiego życia. Niech tak pozostanie.
26.06.2026
O FILOZOFII (przypomnienie) 1
O FILOZOFII (przypomnienie) /2
O FILOZOFII (przypomnienie) /3
3.Filozofia
uczy nas rozumienia
Filozofia ma jedno główne zadanie. Powinna nauczyć
człowieka rozumienia samego siebie. Takie rozumienie jest nierozłącznie
związane z poznaniem własnej realności. Z dorobku historii filozofii wiemy, ze
poznanie realności nie jest wcale takie łatwe czy oczywiste. Dużo łatwiej jest
pomyśleć o sobie coś dowolnego, cokolwiek przyjdzie nam na myśl. Jednak
myślenie nie niesie ze sobą żadnego rozumienia. Myślenie wprost neguje
rozumienie realności. Dlatego klasyczna filozofia nie posługiwała się
myśleniem, gdyż dobrze znała wszystkie jego niedogodności.
Kiedy jednak filozofia zwątpiła w swoją zdolność
rozumienia rzeczywistości, wtedy do głosu doszło myślenie (cogito). Wówczas
nastąpiło załamanie się filozofii na rzecz rozwoju nauk przyrodniczych, które
otwierały przed człowiekiem nieograniczone możliwości zastosowania rozwiązań
technicznych. Wiedza empiryczna popchnęła nas w kierunku wykorzystania
techniki, co doprowadziło najpierw do rewolucji przemysłowej, a następnie do
rewolucji informatycznej. Ale ten szalony postęp cywilizacji nie dał nam
żadnego nowego zrozumienia człowieka. Okazało się niestety, że ludzie uznali,
iż tworzenie coraz bardziej doskonałych maszyn i urządzeń sprawia, że nasz
świat staje się doskonalszy. Cóż nam z tego postępu, jeśli w tym doskonałym
świecie człowiek – sam dla siebie – staje się coraz mniej doskonały. Człowiek
powinien szukać własnej doskonałości, a nie zadawalać się doskonaleniem swojego
otoczenia, gdyż doskonałość zewnętrznych warunków bytowania i działania nie
przekłada się na doskonałość naszego postępowania moralnego.
Człowiek musi wreszcie odkryć doskonałość w swoim
wnętrzu, żeby móc działać moralnie. Taką doskonałością człowieka jest jego
osoba. Osoba stanowi sprawczą podmiotowość, która aktywizuje działania naszej
duszy i ciała. Tylko aktywność osoby (wynikająca z kontaktu z Bogiem, gdyż
osoba jest stwarzana przez Boga, co umożliwia jej bezpośredni kontakt z Bogiem)
może sprawić, że nasze działania będą doskonałe. Doskonałe moralnie. Teologia
mówi tutaj o łasce otrzymanej od Boga. Łaska uaktywnia naszą osobę, która
dzięki temu ożywia duszę i ciało.
Osoba stanowi samo centrum realności człowieka,
dlatego człowiek musi sięgnąć do rozumienia siebie jako osoby. Inaczej stanie
się taką myślącą zabawką w rękach demonów. Człowiek musi walczyć o swoją
realność. Każdy z nas powinien walczyć o swoją osobę, gdyż osoba stanowi nasze
podmiotowe Ja. Ludzka podmiotowość jest zawarta na poziomie istnienia (w
osobowej egzystencji człowieka). To stamtąd płynie cała osobowa aktywność
człowieka. Bez tej osobowej aktywności człowiek staje się posłusznym i
bezwolnym wykonawcą rozkazów i poleceń. Dlatego władza polityczna pragnie
odebrać ludziom osobową aktywność, żeby uczynić z nich posłusznych i podległych
sobie obywateli, którzy wykonają bezsensowne pomysły rządzących. Tylko osoba
potrafi wziąć swoje sprawy w swoje ręce, gdyż posiada odpowiednią moc sprawczą
do działania. Osoba działa zawsze w swoim imieniu. To oznacza, że działa sama
dla siebie i sama przez siebie. Osoba podejmuje bowiem tylko swoje własne
działania, gdyż jest panią i władczynią własnej aktywności. Nie musi się
kierować obcymi względami. Natomiast ludzka świadomość nie posiada żadnej mocy
sprawczej, dlatego kieruje się tym, co jej podpowiedzą inni (inne świadomości).
Faktycznym sprawcą działania w człowieku jest jego osoba. To osoba stanowi podmiotowe źródło ludzkiej aktywności. Osobowa aktywność napędza nasze władze duchowe, które dzięki temu mogą podejmować realne działania. Akty kontemplacji pobudzają nasz umysł do poznania prawdy. Akty sumienia poruszają naszą wolę do chcenia dobra, zaś akty upodobania napędzają naszą uczuciowość do przeżywania piękna. Dzięki temu nasza duchowość może działać moralnie kierując się słowem prawdy, czynem dobra i przeżyciem piękna. Dopiero wówczas nasze działania służą w pełni człowiekowi do wzrostu i rozwoju moralnego.
O FILOZOFII (przypomnienie) /4
4.Filozofia rozpoznaje
realność człowieka
Filozofia rozpoznaje realność człowieka. Poszukuje
również przyczyn i źródeł tej realności. Dlatego jedynie filozofia może dotrzeć
do pierwotnego poziomu istnienia (czyli do egzystencji człowieka).
Filozofia odkrywa realność. Wykrywa skutki i
przyczyny realności. Przede wszystkim filozofia bada istotową realność
człowieka. Podejmując takie badanie poszukuje dalej przyczyn tej istotowej
realności. Na tej podstawie filozofia uprawiana przez Tomasza z Akwinu wykryła
w bycie akt istnienia, który stanowi przyczynę całej realności istotowej. Byty
są bowiem czymś realnym dzięki zawartemu w nich aktowi istnienia. Z kolei sam
akt istnienia posiada swoją zewnętrzną przyczynę w postaci stwórczej mocy Boga,
który jest samym czystym istnieniem.
To odkrycie Tomasza nie zostało jednak od razu
wykorzystane dalej. Dopiero współczesne koncepcje tomistyczne posunęły te
rozwiązania dalej. Przede wszystkim tomiści starają się określić, kim jest
człowiek jako osoba. Wojtyła stwierdził, że w przypadku człowieka mamy do
czynienia z osobowym istnieniem. Ciekawą koncepcję przedstawił Gogacz. Uznał
on, że osobową postać ludzkiego bytu wyznacza istnienie oraz urealniana przez
nie intelektualność istoty. Ponadto Gogacz przedstawił teorię relacji
osobowych, które jego zdaniem, są zapodmiotowane we własnościach
transcendentalnych istnienia. Wszystko to razem wzięte pozwala nam poszukiwać
osobowej podmiotowości człowieka na gruncie istnienia (aktu istnienia), a nie
tylko na gruncie istoty. Dlatego możemy dziś przyjąć, że osoba ludzka jest
rzeczywistością egzystencjalną, związaną z samym osobowym istnieniem. Możemy
także dodać, że osoba stanowi podmiotowość istnienia. A dzięki temu stanowi
jednocześnie wewnętrzną przyczynę (czyli zasadę) wyposażenia istotowego. Mówiąc
krótko, osoba przyczynuje, czyli wyznacza i określa, naturę człowieka.
Natura ludzka nie jest więc tworem samoistnym, jak chciałyby nauki
przyrodnicze. Człowiek nie jest cząstką szeroko pojętej przyrody. Jego natura
ma swoje źródło w osobie i jest skutkiem aktywności osobowego istnienia.
Osoba (jako osobowa podmiotowość) stanowi zatem
przyczynę całej realności istoty. Człowiek poznaje bezpośrednio swoją realność
istotową. Człowiek ujmuje poznawczo to, co cielesne i to, co duchowe. Dlatego
tradycyjnie pojmowano naturę lub istotę człowieka jako złożoną z duszy i ciała.
Nasze poznanie nie ma bowiem dostępu do sfery istnienia. Osobowe istnienie
człowieka (ludzka egzystencja) jest niepoznawalne przez ludzki rozum. Ale
analizując realność istoty, jej kondycję i warunki działania możemy dojść do
wniosku, że za tym wszystkim stoi jakaś przyczyna tej realności. Tę przyczynę
rozpoznajemy jako akt istnienia. Właśnie na tej zasadzie Tomasz z Akwinu uznał,
że każdy realny byt jest złożony z istnienia i istoty. To istnienie sprawia, że
pojawia się realna istota. Bez istnienia treści istotowe mogłyby być jedynie
pomyślane. Ale myślenie nie sprawia realności.
Byt człowieka jest realny. Składa się z istnienia i
istoty. Podstawą i fundamentem bytu ludzkiego jest osobowe istnienie. Istnienie
wyposażone w osobowe własności prawdy, dobra i piękna tworzy osobową
podmiotowość, czyli osobę człowieka. Trzeba również zaznaczyć, że osoba jest
pierwszą realnością ludzkiego bytu i przyczyną istoty. Byt człowieka nie jest
więc ani samym ciałem, ani samą duszą, jak chcieli niektórzy. Byt człowieka nie
jest nawet samym złożeniem z duszy i ciała. Ten byt jest przede wszystkim
osobą, która dopiero przejawia się poprzez duszę i ciało. Osoba stanowi
wewnętrzną przyczynę zarówno duszy, jak i ciała. Do tego dochodzą oczywiście
przyczyny zewnętrzne. Osobowy Bóg jako bezpośrednia przyczyna sprawcza osoby
ludzkiej. Dalej aniołowie jako współprzyczyny duchowości człowieka (wyposażenia
duchowego) oraz rodzice i przyroda (byty naturalne) jako współprzyczyny
cielesności (konstytucji organizmu cielesnego). Dzięki swej cielesności (z
racji ciała) człowiek przynależy do środowiska przyrodniczego (do świata
natury). Dzięki swej duchowości (z racji wyposażenia duszy) człowiek należy do
środowiska kulturowego (do świata kultury). Natomiast z racji swej osoby
(dzięki swej osobowej podmiotowości) człowiek przynależy do środowiska
osobowego, czyli do osobowej wspólnoty.
Wspólnota osobowa oparta jest na relacjach
osobowych łączących osoby między sobą. Relacje osobowe są zapodmiotowane we
własnościach osobowych istnienia. Filozofia już dawno odkryła specjale
własności bytowe, które określają każdy realny byt. Nazwano je własnościami
transcendentalnymi w odróżnieniu od własności kategorialnych, które przysługują
tylko pewnym kategoriom (zakresom) bytów. Gogacz wyróżnia w przypadku człowieka
własności osobowe i nieosobowe. Własnościami osobowymi są prawda, dobro i
piękno (życie). Te własności osobowe pozwalają właśnie na kontakt osób między
sobą. Także dzięki tym własnościom Bóg może nawiązać łączność z człowiekiem.
Dzięki tym własnościom może być również nawiązany kontakt między dwoma osobami
ludzkimi.
Człowiek jest wcieloną osobą. Osoba jest przyczyną
całej istotowej realności człowieka. Osoba tworzy duszę i ciało. Osoba jako
podmiotowość istnienia posiada swoją własną aktywność. Będzie to aktywność
sprawcza, od której zależą nasze władze i ich duchowe wyposażenie. Tak więc
własności osobowe przyczynują zarówno nasze władze duchowe, jak i sprawiają ich
zasady (zasadnicze przedmioty) i działania. Dlatego aktywność osobowa przejawia
się na gruncie duchowym. Z drugiej strony działania władz duchowych są często
mylnie brane za samą osobę. Trzeba pamiętać, że osoba tylko przejawia się w
działaniach duchowych i to w tych pozytywnych. Osoba objawia się w moralności i
religijności człowieka. Natomiast działania rozumu i woli, które negują
realność – jak fałszywe myślenie, wybieranie zła albo przeżywanie przyjemności,
nie mają wcale charakteru osobowego, mimo że są rozumne.
Skoro człowiek jest przede wszystkim osobą, to
powinien żyć i działać jako osoba. Działania osobowe wypływają z samej osoby i
są zwrócone do innych osób. Człowiek jako osoba oddziałuje na inne osoby, a
zwłaszcza na osoby ludzkie. Działania osobowe są to działania, których
początkiem i przyczyną są relacje osobowe. Relacje osobowe nawiązuje z
człowiekiem sam Bóg. Bóg pragnie się spotkać i nawiązać relacje z każdym
człowiekiem. Jest to dar Bożej łaski. Należy stwierdzić, że to Bóg obdarza
człowieka relacjami osobowymi, które pozwalają mu działać w sposób osobowy,
czyli bezinteresownie. Człowiek może działać bezinteresownie pod wpływem
kontaktu z Bogiem. Dlatego powiemy, że działania osobowe tworzą religijność i
moralność człowieka.
Religia stanowi nasze działanie i odniesienie wobec
Boga. Religijność człowieka jest związana z modlitwą i nabożeństwem ku czci
Boga. Z kolei moralność jest naszym działaniem i odniesieniem wobec drugiego
człowieka. Jest to związane z poszanowaniem osobowej godności człowieka.
Najprościej ujął to Wojtyła w swojej normie personalistycznej. Człowiek jako
osoba jest takim dobrem, któremu należy się miłość. Bardziej ogólnie możemy
powiedzieć, że osobie ludzkiej należy się odniesienie moralne. Wobec człowieka
powinniśmy zawsze postępować moralnie. Na tym właśnie polega moralna powinność,
która wyznacza normy moralne albo przykazania prawa moralnego. „Nie czyń
drugiemu, co tobie niemiłe” albo „czyń dobro, unikaj zła” albo „będziesz
miłował bliźniego swego jak siebie samego”.
Działania moralne i religijne stanowią główny przejaw osobowej aktywności człowieka. Ponieważ dopiero człowiek moralny i religijny żyje w sposób osobowy. Możemy dodać, że taki człowiek żyje w świecie osób – we wspólnocie osobowej. Ten osobowy świat tworzy główne i podstawowe środowiska człowieka. Jest to środowisko osobowe, czyli rodzina. Człowiek jest osobą i musi żyć oraz rozwijać się w środowisku osobowym – w rodzinie. Jeżeli tego zabraknie, to człowiek zatraca swój osobowy byt i swoją osobową aktywność. Wtedy do głosu dochodzi ludzka natura, czyli dusz i ciało. Ale w duszy pozbawionej osobowych podstaw zaczyna dominować myślący rozum, czyli świadomość, zaś w ciele zaczyna dominować przyjemność. Gdy nastąpi połączenie świadomości i przyjemności, czyli kiedy przyjemność zostanie uznana za jedyne dobro człowieka, wtedy następuje całkowita deprawacja człowieka. Zdeprawowany człowiek porzuca moralność. Odrzuca moralną powinność służenia osobowemu dobru, czyli godności, człowieka. A tym samym człowiek odrzuca i neguje samą osobę. Najczęściej wiąże się to z porzuceniem życia religijnego i negacją Boga.
O FILOZOFII (przypomnienie) /5
5.Filozofia zrodziła się z
podziwu dla rzeczywistości
Filozofia zrodziła się z podziwu dla
rzeczywistości. Grecy zachwycili się rzeczywistością i podziwiali ją. Ten
podziw stanowił afirmację realności. Podziw i zachwyt rodzą potrzebę
rozumienia. Grecy zamierzali zrozumieć otaczającą człowieka rzeczywistość, tym
samym pragnęli doskonalić swoją rozumność. Możemy stwierdzić, że właśnie podziw
staje się początkiem chęci rozumienia świata.
Żadne wątpliwości lub krytyka nie zdołają pobudzić
człowieka do chęci rozumienia świata. Jeżeli zaczynamy wątpić w realność
otaczającego nas świata, to znaczy, że już porzuciliśmy chęć rozumienia. Żeby
szukać rozumienia, czyli zapytać o arche (przyczynę), musimy z podziwem
spojrzeć na świat. Musimy pokochać realność, żeby ją móc poznać. Musimy
zaakceptować i afirmować realność, a nie pytać o jakieś dowolne możliwości
istnienia. Możliwość istnienia nie jest realnością. Realna jest bowiem tylko
rzeczywistość, a nie nasze myślenie o niej. Po co rozmyślać o jakichś możliwych
światach lub bytach, skoro można poznawać nasza rzeczywistość.
Człowiek powinien poznać swoją własną realność.
Dopiero wtedy, gdy doświadczamy realności, nasze życie nabiera sensu. Aby nasze
życie stało się sensowne, musimy poznać własną realność (realność człowieka).
Musimy zdawać sobie sprawę, że prawdziwy sens niesie ze sobą właśnie realność,
a nie myślenie. Myślenie stwarza jedynie możliwości, dlatego przedstawia nam
jedynie pomyślane sensy, czyli pozorne. Myśleniu zawsze będzie brakowało sensu
realności. Dlatego trzeba powiedzieć, że to myślenie jest absurdalne a nie
realność. Realność jest piękna, dobra i prawdziwa, i dlatego ma sens. Musimy
poznać taką realność, żeby zrozumieć jej właściwy sens. Natomiast myślenie nie
jest ani dobre, ani piękne, ani prawdziwe. Ono jest po prostu zwodnicze.
Literatura nam podpowie, że myślenie jest uwodzicielskie. No dobra, do czego
więc uwodzi nas myślenie? Otóż wydaje się, że myślenie uwodzi nas do zabawy i
przyjemności, a to nie jest przecież sens ludzkiego życia.
Nowożytność zatraciła podziw dla rzeczywistości.
Opowiedziała się za myśleniem. Kartezjusz zachwycał się myśleniem, ale żeby
osiągnąć ten efekt, musiał porzucić podziw dla realności. Nie da się uprawiać
myślenia podziwiając jednocześnie realność. Nie można pogodzić rozumienia
realności z myśleniem. Gdy podziwiamy realność, wtedy rezygnujemy z myślenia na
rzecz rozumienia. Starożytna filozofia dążyła do rozumienia rzeczywistości, zaś
filozofia nowożytna zachwyciła się myśleniem, a tym samym porzuciła realność na
rzecz możliwości, które otwiera przed nami myślenie.
Dziś trzeba koniecznie przywrócić rozumienie
rzeczywistości, zwłaszcza rozumienie realności człowieka, inaczej nie zdołamy
poznać i zrozumieć siebie samych. Człowiekowi nie jest potrzebne myślenie o
sobie lecz rozumienie siebie. Rozumienie siebie jako osoby. Człowiek jest
przecież realnym bytem. Dlatego do tego, żeby sensownie działać, człowiek musi
zrozumieć siebie samego, ponieważ podstawą działania powinno być rozumienie a
nie samo myślenie. Dopiero wówczas człowiek osiągnie działanie moralne.
To, że Kartezjusz odwołał się do myślenia, nie było
jeszcze najgorsze. Najgorszą sprawą okazała się reifikacja myślenia dzięki
przyjęciu myślącej substancji (res cogitans). Ostateczną konsekwencją
będzie późniejsza reifikacja świadomości. Nie wiadomo, czy dzisiaj da się
jeszcze to odkręcić, gdyż zwolennicy myślenia nie chcą się przyznać do tego
potwornego błędu. Doświadczenie wewnętrzne ludzkiego Ja zostało ograniczone do
refleksyjnego myślenia, gdyż Kartezjusz dopuścił się nadużycia przypisując
myślącej „podmiotowości” realność. Później Leibniz uważał, że istnieją
wyłącznie substancje duchowe, czyli myślące monady. Filozofia zaczęła odtąd
rozważać same możliwości nie przejmując się wcale rzeczywistością. Kant będzie
badał warunki poznawania przedmiotów zjawiskowych, czyli po prostu możliwości
poznawcze, a nie poznawanie realności. Dlatego u niego myślenie kształtuje i
warunkuje poznawalność zjawisk. To był początek swobodnego tworzenia
poznawanych rzeczy. Fichte uznał, że nasza myśląca jaźń (świadomość) tworzy
swobodnie cały poznawczy obraz świata. Realna rzeczywistość przestała być do
czegokolwiek potrzebna świadomości. Stąd Hegel sprowadził już rzeczywistość do
kulturowej twórczości człowieka, co pokutuje do dziś.
Przecież skoro zakładamy, że możliwość myślenia jest czymś realnym, to musimy się pozbyć realności świata. Gdy więc sama możliwość staje się realnością, wtedy realność należy potraktować jako coś możliwego. Dlaczego Kartezjusz porzucił realność? Tego nie można wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób. To mogła być sprawka złośliwego Demona.
O FILOZOFII (przypomnienie) /6
6. Człowiek
jest z natury filozofem
Jan Paweł II powiedział: Człowiek jest z
natury filozofem. Ale chyba z tej lepszej strony swojej natury. Z tej gorszej
strony człowiek jest po prostu oszustem. Albo więc wychowamy w sobie filozofa,
albo staniemy się oszustami. Aby stać się filozofem człowiek potrzebuje prawdy,
po prostu prawdy. Potrzebujemy prawdy, abyśmy mogli poznawać prawdę o
człowieku. Jeśli nie zdobędziemy prawdy, to będziemy jedynie oszustami. Bez
przyjęcia i posiadania prawdy człowiek może stać się tylko oszustem. Będzie
oszukiwał wszystkich dookoła, nawet sam siebie.
Prawda objawia się w naszym umyśle w postaci słowa
prawdy. Albo więc mamy słowo prawdy i możemy się nim kierować, albo go nie
mamy. Jeśli jesteśmy pozbawieni słowa prawdy, to stać nas jedynie na kłamstwo.
Gdy brak nam prawdy, wtedy zaczynamy kłamać. Wówczas kłamstwo staje się dla nas
czymś własnym i oczywistym. Człowiek żyjący w swoim własnym kłamstwie może
uważać się za szczęśliwego. Ale jego szczęściem będzie tylko kłamstwo.
Człowiek jest albo filozofem, albo oszustem. Tertium
non datur. Tu nie ma złotego środka. Człowiek ma zdolność przyjmowania
prawdy (capacitas veritatis). Człowiek może przyjąć prawdę od Boga. Jak
dawniej głoszono, człowiek jest capax Dei. Ale samo przyjęcie leży
całkowicie w naszych rękach. Dlatego człowiek musi się otworzyć. Papież
wołał: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Przecież to właśnie jest nasze
otwarcie się na prawdę. Na tę Bożą Prawdę, jaką jest Chrystus.
Czym jest takie otwarcie? Jak człowiek może się
otworzyć na prawdę? Na czym ma polegać to otwarcie? Co powinniśmy właściwie
otworzyć? Jakie drzwi mamy otworzyć i gdzie?
Nasze zmysły są drzwiami otwartymi na zewnątrz.
Zmysły są otwarte na kontakt ze światem zewnętrznym. Ale zmysły nie otwierają
nas na prawdę. One otwierają nas na faktyczne właściwości rzeczy materialnych.
Trzeba zatem otworzyć jakieś inne drzwi. Drzwi wewnętrzne. Musimy się otworzyć
na własności istnienia, a nie na cielesne właściwości materii.
Co jednak pozwoli nam doświadczyć tych własności
istnieniowych, które mają charakter transcendentalny? Świat działa na nasze
zmysły swoimi właściwościami cielesnymi. Ale tak samo działa na nas istnienie (esse)
swoimi własnościami transcendentalnymi. Musimy jednak otworzyć nasz umysł i
serce na takie oddziaływanie. Jak możemy otworzyć rozum oraz wolę, a nawet
uczucia na osobowe własności istnienia?
Rozum musi się otworzyć na akt kontemplacji. Wola
musi się otworzyć na akt sumienia. Wreszcie uczuciowość musi się otworzyć na
akt upodobania. Powiemy, że właśnie w ten sposób człowiek otwiera się na
aktywność własności transcendentalnych istnienia. Kontemplacja jest efektem
aktywności osobowej prawdy. Sumienie jest z kolei skutkiem aktywności osobowego
dobra. Natomiast upodobanie jest wywołane aktywnością osobowego piękna, które
przejawia się w ludzkim życiu.
Wszystko to razem oznacza, że powinniśmy się
odwrócić, choćby na moment lub na jakiś czas, od informacji zmysłowych (od
wrażeń i wyobrażeń). Co więcej, powinniśmy w jakiś sposób oczyścić władze
duchowe z uzależnienia od zmysłów i tym samym przygotować je na przyjęcie
czegoś nowego. Duchowość chrześcijańska nazywa to nawróceniem i rachunkiem
sumienia, gdy człowiek dokonuje oceny swojego postępowania, odrzucając wszelkie
złe myśli i grzeszne uczynki. Filozofia (etyka) powiedziałaby, że należy się
pozbyć wszystkiego, co nie jest w nas osobowe. Trzeba porzucić używanie
przeróżnych rzeczy. Trzeba odrzucić różne doznania przyjemności i przykrości.
Trzeba natomiast „spojrzeć głęboko w oczy” swojej własnej osobie. Poszukać tego,
co osobowe w naszym życiu i postępowaniu. Należy odrzucić wszystko, co zasłania
osobę i przeszkadza w doświadczeniu jej samej i jej własności. Musimy więc
odrzucić wiedzę budowaną na doświadczeniu zmysłowym. Musimy porzucić wybory
woli oparte na tym zmysłowym poznaniu. Powinniśmy oczyścić swoje władze duchowe
z wszelkiej zależności od zmysłów. Trzeba przywrócić tym władzom ich stan
duchowy (duchową intelektualność), czyli zdolność doświadczania tego, co
osobowe, i dzięki temu umożliwić doświadczanie samej osoby.
Dopiero wtedy będą mogły zadziałać w nas i ujawnić
się własności osobowe. A dzięki temu doświadczymy wprost samej osoby (swojej
własnej podmiotowości lub podmiotowości innych ludzi). Dopiero wtedy osiągniemy
właściwy poziom życia osobowego. W tym względzie zarówno chrześcijaństwo, jak
też filozofia (etyka) są jak najbardziej radykalne. Religia i wiara powiadają,
że nie można służyć dwóm panom – Bogu i mamonie. Filozofia z kolei naucza, że
nie możemy osiągnąć osobowej godności poprzez nagromadzenie wszelkich dóbr
materialnych, sławy i zaszczytów. Religia uczy, że nie osiągniemy życia
osobowego, czyli życia wiecznego, posługując się dobrami tego świata. Musimy
wznieść się do Osobowego Boga, gdyż tylko dzięki łasce przyjętej od Niego
będziemy w stanie odrodzić i odnowić swoje życie osobowe. Bóg jest Osobą, co
więcej – On jest Wspólnotą Osób, czyli Trójcą Świętą. Dlatego z Bogiem możemy
się spotkać jedynie jako osoby. Dopiero takie spotkanie przyniesie naszej
cielesności radykalna zmianę, czyli zmartwychwstanie.
Całą prawdę posiada tylko Bóg, czyli Chrystus. On
jest Prawdą, Drogą i Życiem. Zatem to od Niego możemy otrzymać prawdę. A to
znaczy, że musimy przyjąć Słowo Boże. Przyjęcie Słowa Bożego jest zarazem
przyjęciem Prawdy. Bo tylko Słowo Boże jest pełnią Prawdy. Właśnie taka prawda
może nas wyzwolić z okowów zmysłowości, z naszego uzależnienia od zmysłów.
Nasza natura jest uzależniona od doświadczenia zmysłowego. Rozum próbuje
wznieść się ponad zmysłowe informacje. Dokonuje abstrakcji, czyli może odkrywać
matematykę, geometrię i muzykę. Ale nawet te abstrakcje służą jedynie do
poznania i używania tego, co cielesne. To z pewnością nie jest duchowy ogląd (intelligere)
tego, co osobowe. Żeby przeniknąć ducha osoby rozum musi się stać intelektem (intellectus).
To przecież intelekt posiada słowo i dlatego jest nazywany logosem. Sam
rozum jest tylko ratio (jest rozumieniem).
Powstaje jednak pytanie, czy można tu na ziemi żyć
w pełni osobowo? Przecież zostaliśmy stworzeni jako osoby, dlatego powinniśmy
żyć i działać jako osoby. Ale czy mamy potrzebną do tego siłę? Sami z siebie na
pewno nie. Możemy jednak otrzymać potrzebną moc w postaci łaski. Jest to
oczywiście pomoc nadprzyrodzona, która wykracza poza naszą naturę. Ale bez niej
nie zdołamy osiągnąć osobowej doskonałości. A więc nasza obecna natura (natura
po upadku, jak powie religia) nie pozwala nam na życie osobowe. Na przykład nie
możemy się dzięki niej spotkać z Bogiem.
Gdyby dziś ludzki świat odrzucił to, co
nadprzyrodzone, jako do niczego nie potrzebne, gdyby świat odrzucił Boga, to
byłby to koniec człowieka. Człowiek nie może żyć osobowo bez Boga. A przecież
powinniśmy zrozumieć, że człowiek może żyć i istnieć tylko jako osoba. Bez Boga
nie ma nadziei na życie wieczne jako życie osobowe.
Na co dzień nasze władze duchowe są zależne od
zmysłów. Żyjemy przecież w świecie materialnym, o którym informują nas zmysły.
Dla codziennych czynności potrzebujemy poznania zmysłowego. Jako byty cielesne
(żywe organizmy) nie moglibyśmy bez tego funkcjonować. Musimy się odżywiać,
spać i ubierać się. W związku z tym traktuje się często człowieka jak zwierzę
(nawet gdy nazwiemy go animal rationale lub homo
sapiens). Ale człowiek nie jest zwierzęciem. Człowiek jest wcieloną osobą.
W nim najważniejsza jest osoba, a nie zwierzęcość (żywy organizm).
Osoby nie poznamy poprzez zmysły. Osoba przekracza
wszelką cielesność i duchowość. Osoba stanowi podmiotowość istnienia. Może
należałoby powiedzieć, że osoba współstanowi podmiotowość istnienia wraz z
życiem (vivere). Inaczej mówiąc, ludzkie istnienie współtworzy
podmiotowość osoby oraz podmiotowość życia. Osoba przyczynuje w człowieku
wyposażenie duchowe, czyli władze duszy. Natomiast życie (vivere –
jako moc ożywcza) sprawia i przyczynuje wyposażenie cielesne organizmu. To
egzystencjalne życie ożywia materię powołując do życia cielesność (narządy i
władze cielesne).
Zmysły służą do działania naszemu cielesnemu
organizmowi, zaś władze duchowe powinny służyć osobie człowieka. Ale to znaczy,
że muszą być otwarte na własności osobowe. Jeżeli władze duchowe zostaną
poddane panowaniu zmysłów, to w ogóle nie można mówić o życiu osobowym. W
takim przypadku osoba i jej własności nie mogą działać i nie mogą się w ogóle
ujawnić. Powiemy wówczas, że osoba jakby zanika, gdyż w żaden sposób nie może
się ujawnić w życiu człowieka. Człowiek pozbawiony działania osobowego staje
się po prostu zwierzęciem. I co z tego, że będzie to zwierzę rozumne. To
jeszcze gorzej, ponieważ taki człowiek wykorzystuje swoją rozumność w służbie
cielesności i jej przyjemności. Rozumność służąca ciału staje się bezwolna i
kłamliwa. Po prostu staje się obrzydliwym oszustem. Rozumność bardzo łatwo
potrafi nas okłamywać i oszukiwać. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Wydaje nam się, że najważniejsze to kierować się rozumem, nie pytając, jaki on
jest.
Rozum pozbawiony prawdy staje się kłamcą i
oszustem. Ale taki rozum nie będzie chciał ujawnić swojej natury – kłamliwej
natury. Rozum, który odszedł od prawdy, potrafi kłamać jak z nut. Wcale nie
musi się wysilać. Jak udowodnić, że nasze myślenie kłamie? To nie jest wcale
takie oczywiste, ponieważ jeśli odwołamy się do samego rozumu i jego myślenia,
to nie sposób wykazać mu kłamstwa, gdyż rozum będzie stale zaprzeczał.
Pozostając na gruncie samego myślenia okazuje się, że prawdziwością staje się
zgodność myślenia z samym myśleniem (jasnym i wyraźnym, tak jak chciał
Kartezjusz). To, co jesteśmy w stanie pomyśleć w sposób jasny i wyraźny,
uważane jest od razu za prawdę.
Może więc trzeba zastosować zasadę realizmu. W tym
wypadku prawda byłaby zgodnością naszego myślenia z rzeczywistością. Ale skoro
uznano, że to zmysły kontaktują nas z rzeczywistością, to trzeba się odwołać do
zmysłów. Jednak zmysły ograniczają rzeczywistość do tego, co cielesne, gdyż
dzięki nim poznajemy ciała lub fakty (albo cielesne fakty). Stąd myślenie
należy utożsamić lub uzgodnić z cielesnymi faktami. W ten sposób w ujęciach
empirycznych prawdziwość myślenia miała nam zapewnić faktyczność poznania
zmysłowego. Dlatego prawdziwe staje się tylko to, co widziałem i dotykałem.
Prawda zostaje sprowadzona do doświadczenia zmysłowego. Ale przecież taka
prawda nie obejmuje zupełnie osoby człowieka, czyli tego, co w nim
najważniejsze i co stanowi samo sedno jego realności. To zamyka nam również
drogę do Boga, którego nikt nigdy nie widział, jak pisze św. Jan Ewangelista.
Z powodu poznania zmysłowego człowiek zostaje
zamknięty w świecie faktów cielesnych. Nie ma wówczas możliwości odkrycia
swojej duchowości. Dlatego ucieka najczęściej w spirytyzm lub magię. Człowiek
bowiem czuje, że nie powinien ograniczać się do świata materialnego. I
doskonale zdaje sobie sprawę, że miłość nie jest żadną chemią, zaś technika nie
jest w stanie udoskonalić człowieka moralnie.
Dzisiaj trzeba mieć niezmiernie dużo odwagi, żeby
wykrzyczeć w twarz całemu światu, że nauki przyrodnicze i cała ta technika mogą
jedynie usprawniać nasze życie codzienne, ale ani na włos nie poprawiają i nie
polepszają samego człowieka. Taką odwagę miał Jan Paweł II. Człowiek doskonali
się moralnie, jeżeli rozwija swoje życie osobowe. A to dokonuje się za sprawą
realizacji i osiągania osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego
piękna. Tylko prawda, dobro i piękno dają nam doskonałość duchową, czyli
udoskonalają nasze działania, gdy staną się wyposażeniem naszych władz
duchowych. Dlatego człowiek powinien żyć słowem prawdy (wiarą), czynem dobra
(miłością) oraz przeżyciem piękna, czyli upodobaniem życia (jako nadzieją).
Rozum, który przyjął prawdę (osobową prawdę), staje
się na powrót intelektem, który posiada zdolność oglądu i poznania tego, co
osobowe. Nasz rozum może się kierować jedynie poznaniem zmysłowym, dlatego ma
długą drogę do poznania rzeczywistości. Dopiero intelekt, jakim człowiek
dysponował na początku i do którego może powrócić dzięki łasce, jest zdolny
oglądać bezpośrednio rzeczywistość osobową, czyli egzystencjalne źródło
realności. Intelekt ma dostęp do własności osobowych, to znaczy do
istnieniowych własności transcendentalnych – prawdy, dobra i piękna. Dzięki
temu może nastąpić realne spotkanie osobowe. Spotkanie osoby z osobą.
Spotkanie twarzą w twarz.
Jeżeli człowiek nie pozna pełnej prawdy o sobie
samym, to pozostanie jedynie oszustem. Taki człowiek będzie oszukiwał sam
siebie i wszystkich innych dookoła. To dlatego w życiu społecznym jest tyle
zła, niesprawiedliwości i przemocy. Politycy rwą się do władzy, ale nikt z nich
nie dba o realną prawdę o człowieku, o rodzinie, o moralności, o Bogu. Dlatego
w polityce wszystkie błędy i oszustwa ujawniają się ze dwojoną siłą. Wszyscy
się tego boimy, ale nic nie robimy, żeby temu zapobiec. Papież wołał: nie
lękajcie się!
Możemy powiedzieć, że dziś prawda o człowieku jest
dostępna. Trzeba ją tylko wydobyć na światło dzienne. Trzeba ją ujawnić i
rozreklamować. Ale to by przeszkadzało wszystkim oszustom, którzy żyją ze swego
kłamstwa. Przecież oszust i kłamca nie będzie chciał pokazać swojego
charakteru. Będzie się maskował i ściemniał, jak mówi młodzież.
Dlaczego ludzie wolą żyć w niewoli kłamstwa i
grzechu? Przecież prawda może nas wyzwolić. Może nas w prosty sposób uwolnić od
kłamstwa. Czyżby kłamstwo było tak głęboko wpisane w naszą naturę? Ale to
znaczy, że kłamstwo musi być wpisane w duchowość człowieka, gdyż trudno jest
okłamać własne ciało. Ciało ma swoje potrzeby, jeśli chce jeść, to nie można go
nakarmić marzeniami.
Najczęściej ludzie domagają się chleba i
wolności. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj! Ale nie
samym chlebem żyje człowiek. Pan Jezus powiedział, że prawda nas wyzwoli,
lecz my ludzie nie potrafimy się tym zadowolić. Wciąż poszukujemy wolności na
własną rękę i na własną miarę. Co więcej, chcemy stworzyć wolność dla siebie
samych, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób tylko popadamy w niewolę
zmysłów lub swoich pomysłów.
Dlaczego człowiekowi tak trudno jest przyjąć prawdę
o sobie samym? Grecy wzywali: Poznaj samego siebie. To z pewnością nie
jest łatwe. Sokrates przypłacił to życiem. Dużo łatwiej jest wymyślać przeróżne
kłamstwa (czy choćby dowolne poglądy). Prawda wymaga pokory. Trzeba pokory
ducha, żeby przyjąć i uznać prawdę. Uznać prawdę to znaczy upokorzyć swój
umysł. Upokorzyć pychę myślenia. Cogito egro sum. Myślę więc jestem
– to jest pycha ludzkiej świadomości. Pycha kłamliwego rozumu człowieka, który
dąży do swojej absolutyzacji. Levinas mówił, że ludzka świadomość się
wyabsolutnia, czyli że chce się stać czymś absolutnym. Pragnie absolutnego
panowania. Pragnie wszystko zawłaszczyć dla siebie, jakby wymyślić od nowa. Ale
to znaczy, że chce absolutnego kłamstwa, które zanegowałoby całą rzeczywistość
z Bogiem na czele.
Kłamstwo jest zaprzeczeniem rzeczywistości, gdyż
jest negacją prawdy. Prawdą jest wszystko, co realne. Prawdą jest człowiek w
swojej osobie. Prawdą jest Bóg w trzech Osobach. Jeśli odrzucimy prawdę, to
odrzucimy i Boga i człowieka. Jeżeli chcemy odrzucić człowieka, to nie mamy po
co żyć. A gdy znika cel ostateczny, pojawia się relatywizm. Gdy odrzucamy ten
cel, czyli zbawienie, pozostaje nam tylko bawienie się, czyli zabawa. Dziś
ludzkie życie traktuje się jako dobrą zabawę. Trzeba umieć się bawić, wszystko
inne przestaje się liczyć.
Ale człowiek nie jest nieustannym imprezowiczem.
Nawet najlepsza zabawa nadużywana codziennie może się znudzić. Zabawa nic nie
daje człowiekowi, a może wszystko zabrać. Zabawa w niczym człowieka nie
rozwija. Co najwyżej mami go muzyką, alkoholem lub narkotykami, seksem. Zabawa
niszczy naszą osobowość, wprost wyżyma ją jak zwykłą szmatę. Jeżeli człowiek
straci swoją osobę i osobowość, to stanie się bezwolnym narzędziem w rękach
polityków i menadżerów. Stanie się narzędziem, które można użyć, zużyć i
wyrzucić. I cześć.
Proszę Was, strzeżcie swojej osoby. Jesteście osobami i to jest coś najcenniejszego, co posiadacie. Waszą realnością i Waszym istnieniem jest Wasza osoba. Osoba, która może żyć i rozwijać się tylko w środowisku osobowym. Osoba powinna żyć wśród osób. Wszystko inne nie jest w stanie zadowolić osoby. Zarówno przyroda, jak i kultura to dla osoby za mało. Osoba musi żyć wśród kochających osób. Osoba musi oddychać miłością i wiarą. Musi żywić się nadzieją. Osoba może żyć i rozwijać się jedynie we wspólnocie miłości, czyli w rodzinie.
O FILOZOFII (przypomnienie) /7
7. Historia filozofii nowożytnej
Historia filozofii nowożytnej
powoli ale systematycznie odkręcała rozumienie realności człowieka. Najpierw na
zasadzie negacji porzucono realistyczne poznanie rzeczywistości. To
doprowadziło ostatecznie do stwierdzenia, że realność jest niepoznawalna. A skoro
nie poznajemy realnych rzeczy, to zamieniono pojęcie substancji określające
istotę realności na pojęcie faktu lub zjawiska. Skoro poznanie realnych rzeczy
stało się nieważne i niepotrzebne, to za ważniejsze uznano to, w jaki sposób
realność zjawia się w naszym oglądzie (pojęcie naoczności) i jak jest ujmowana
przez nasze myślenie.
Teologia i metafizyka zostały
zastąpione przez poszukiwanie metodycznej teorii wiedzy naukowej. To
spowodowało, że metafizyka została zastąpiona przez ontologię, a dalej ontologia
zmieniła się w fenomenologię. Dawna metafizyka badała zasady realności,
natomiast ontologia zajmowała się bytami możliwymi (do pomyślenia). Z kolei
fenomenologia przeszła od poznania zjawiskowego do narzucenia myślenia jako
zasady realności. Dla Hegla realność stała się wytworem myślenia, bo traktował
rzeczywistość jako wytwór kulturowy. Ostatecznie fenomenologia Husserla
skończyła na świadomościowym myśleniu o rzeczywistości, co sprowadza się do
tezy, że człowiek wymyśla sobie wszystko, co go dotyczy (wszystko z pełną
swobodą).
Od czego należy zacząć naszą
opowieść? Otóż wydaje się, że w XV wieku skończyła się teologiczna wizja
człowieka. Taką ostatnią wizją człowieka był malarstwo Michała Anioła w Kaplicy
Sykstyńskiej. Natomiast w świecie kultury europejskiej zaczęto usilnie
poszukiwać jakiejś świeckiej teorii wiedzy naukowej. Te poszukiwania poszły już
obok albo nawet wbrew dotychczasowej wizji teologiczno-filozoficznej.
Przede wszystkim zanegowano
najpierw tradycyjne poznanie rozumowe, ponieważ uznano, ze nie prowadzi ono do
uzyskania wiedzy naukowej. Porzucono w ten sposób tradycyjne rozumienie poznania
rzeczywistości. Skrajny racjonalizm zanegował poznanie na rzecz myślenia,
natomiast empiryzm przyjmował pełną zależność poznania rozumowego od zmysłów
(nie ma w rozumie nic, czego nie byłoby w zmysłach, jak twierdził Locke).
Zobaczmy teraz, jak to
przebiegało w kolejnych etapach. Pierwszym myślicielem, który zanegował
poznanie realności, był Kartezjusz. Posłużył się on totalnym wątpieniem, a jego
wniosek był radykalny. Uznał, że jedynym skutecznym działaniem rozumu jest
myślenie. Tylko myślenie może być zasadą tworzenia prawdziwej wiedzy. To
oznaczało, że prawdziwą wiedzą jest jasne i
wyraźne pomyślenie czegoś. W ten sposób zamienił zgodność poznania z
realnym stanem rzeczy na zgodność myślenia z samym myśleniem. To oczywiście
sprawdzało się doskonale w przypadku jego teoretycznego układu współrzędnych
opisującego matematycznie działania w przestrzeni (np. lot pocisków
artyleryjskich). Ale gdy Kartezjusz spróbował zastosować swoją metodę cogito do
ogólnych rozważań filozoficznych, wtedy pojawiły się problemy. Jak bowiem mówić
o realnym świecie, skoro samo myślenie nie jest poznaniem i nie da się
sformułować pojęć dotyczących rzeczywistości. Dlatego musiał on wprowadzić
założenie istnienia pojęć wrodzonych obecnych od zawsze w ludzkim umyśle (czy
nawet w umyśle Boga ???). Miały to być pojęcia duszy, Boga i świata. Dopiero
przy zastosowaniu tego założenia można było rozwijać filozofowanie o
rzeczywistości (właściwie dowolne myślenie o niej).
Co z tego ostatecznie
powstało? Kartezjusz zdefiniował duszę jako res
cogitans, a jego następcy zaczęli odnosić to określenie do całego
człowieka. Człowiek stał się dla filozofów jakąś substancją lub istotą myślącą
(ostatecznie posługiwano się pojęciem myślącego podmiotu). Jak zobaczymy dalej,
człowiek staje się dzisiaj myślącym podmiotem, czyli świadomością.
Natomiast empiryzm zanegował
poznanie rozumowe uzależniając je całkowicie od zmysłów. To oznaczało, że umysł
nie poznaje sam z siebie niczego z realności, lecz jego myślenie opracowuje
dane zmysłowe i na ich podstawie tworzy wiedzę naukową. Oczywiście taka wiedza
miała wymiar praktyczno-doświadczalny, co pozwala jej rozwijać rozwiązania
techniczne. Wobec opisu tego, co dzieje się realnie wokół nas, zrezygnowano z
posługiwania się pojęciem substancji odnoszącego się do realnych rzeczy i
zastąpiono je pojęciem faktu ujmującym to, co pojawia się dla zmysłów. Wyjątek
w postaci idei tworzonych przez umysł zastosowano wobec analiz i pojęć
matematycznych.
Niestety w tej koncepcji
empirycznej człowiek został kompletnie odarty ze swojej wewnętrznej realności.
Pozostawała jedynie wizja psychologiczna ujmująca relację pomiędzy umysłem a
zmysłami (także w aspekcie emocjonalnym).
Próbę szerszego ogarnięcia obu
tych stanowisk racjonalizmu i empiryzmu podjął Kant. Stwierdził, że realność
rzeczy (rzecz sama w sobie) jest niepoznawalna. Dla stworzenia potrzebnej
wiedzy ujmujemy poznawczo jedynie pewną sferę zjawiskową. Rozum za pomocą
myślenia tworzy fenomeny, czyli pojęcia ujmujące zjawiska (jakieś fakty lub
oglądowe postaci). Według mnie w ten sposób powstała pierwsza wersja filozofii
fenomenologicznej ( Ja tak właśnie interpretuję i nazywam krytyczną filozofie
Kanta).
Oczywiście Kant zachował
pomysł idei czystego rozumu, ale zastosował ten pomysł do stanowienia prawa
moralnego. Odwołał się tutaj do propozycji Kartezjusza, uznając, że mamy idee –
duszy, Boga i świata. Podług tych idei rozum miałby stanowić prawo będące dla
niego zasadą ludzkiego działania.
Według niego człowiekiem
rządzi rozum i tylko rozum. Prawo jest tym, co rozum ustanawia sam z siebie i
sam dla siebie. Prawo staje się zatem apriorycznym dziełem rozumu, czyli jest
to pojęcie lub działanie czysto rozumowe. Co więcej, aby prawo mogło być zasadą
moralną, nie może ulegać żadnym innym wpływom. Można by powiedzieć, że dla
Kanta prawo wyraża samą istotę rozumności człowieka, czyli jest postacią
(pojęciem) czystego rozumu. Czysty rozum przemawia do nas w prawie, a to prawo określa
i wyznacza nasze postępowanie. A ponieważ rozum sam nadaje sobie prawo, to
również sam jest zobowiązany do jego poszanowania i przestrzegania. W ten
sposób Kant odkrywa obowiązek albo powinność. Człowiek powinien działać z
obowiązku. Autonomia człowieka polega na tym, że rozum jako rozum wyznacza i
nadaje sobie prawo, zaś jako praktyczny podlega temu prawu. Wydaje się, że dla
Kanta prawo stanowi jakby istotę samego rozumu, czyli początek i zasadę
rozumnego działania człowieka.
Jak widzimy, idee czystego
rozumu są wyłącznie twórczością rozumu, ale tego jednostkowego rozumu. Powstaje
problem, jak idee rozumu mogą określać powszechne zasady prawa moralnego.
Wydaje się, ze w tym względzie Kant odwołuje się do powszechnego występowania
tych idei w umysłach ludzi. Tylko przy tym założeniu prawo moralne mogłoby
czuwać nad społecznymi działaniami wszystkich obywateli, ale zawsze pozostaje
niebezpieczeństwo autonomii dowolnego rozumu, gdyż Kant przyznawał rozumowi
pełną autonomię. Wydaje się, że konkretny umysł może stanowić dla siebie
dowolne prawo moralne kierując się własną hierarchią wartości. W ten sposób
Scheler będzie później krytykował etykę Kantowską.
Trzeba jeszcze przypomnieć
osiągnięcia, które były skutkiem zastosowania nowych metod naukowych. Mówiliśmy
już, że koncepcje myślenia sprawdziły się doskonale w teorii układu
współrzędnych opisującej otaczającą nas przestrzeń w sposób matematyczny.
Kolejnym wielkim osiągnięciem była teoria fizyki opracowana przez Newtona.
Okazało się bowiem, że można w sposób matematyczny (przy pomocy wzorów
ujmujących stosunki różnych wartości) opisywać zjawiska i wydarzenia w
otaczającym nas świecie. Oczywiście wiązało się to ze sformułowaniem
odpowiednich wartości fizycznych (jak droga, czas, prędkość, masa i ciężar, siła
itp.; itd.). Wszystkie te pojęcia i wartości mają zakotwiczenie w pomysłach
myślenia, ale okazało się, ze można je zastosować do faktycznych wydarzeń czy
zjawisk (i to wydarzeń materialnych i cielesnych). To wzbudzało u naukowców i
twórców techniki zachwyt i uwielbienie. Dlatego tak powszechnie akceptowano
nowe metody naukowe oparte na doskonałości myślenia. Zachwycali się tym również
filozofowie (jak np. Kant czy Hegel). Na tym opierała się powszechna wiara w
doskonałość myślenia.
Kolejnym etapem ewolucji
myślenia (aż po ostateczną dominację) stała się filozofia Heglowska. Hegel
twierdził, że sama rzeczywistość ma charakter myślenia, skoro powstała w
procesie myślenia, ponieważ Bóg wymyślił świat i powołał go do istnienia.
Możemy przyjąć, że to pokazuje, iż Hegel pojmował rzeczywistość na sposób
tworzenia i funkcjonowania kultury. Jego teoria sprawdzała się w opisie rozwoju
cywilizacji i kultury, ale nie
odkrywaniu realności. Dlatego fascynował raczej historyków niż realistycznych
filozofów.
Co ciekawe, w swojej
interpretacji mówił on o fenomenologii Ducha. Według Hegla sprawcze działanie
Ducha Absolutnego przejawiało się w działaniach duchowych człowieka – od
subiektywnego pomysłu jednostki do obiektywnego funkcjonowania działa sztuki i
techniki. Jego fenomenologia ukazywała więc duchowy rozwój aktywności twórczej.
Ale dla niego rzeczywistość miała charakter twórczości artystycznej. Można
uznać, że sztuka miałaby tworzyć rzeczywistość. Takie podejście będzie miało
poważne konsekwencje w dzisiejszych czasach.
Rozwój podejścia
fenomenologicznego zapoczątkowany przez Kanta zamyka szeroka teoria
filozoficzna świadomości autorstwa Husserla. W tej teorii wszystko, co się nam
jawi i jest dla nas dostępne, jest zawarte w świadomości. Świadomość stanowi taką
wszechogarniającą sferę możliwości poznawczo-decyzyjnych. Ma ją charakteryzować
zdolność naoczności. Już Kant wprowadził takie określenie poznawcze. Możemy
stwierdzić, że ta naoczność zastąpiła tradycyjne poznanie realności. Co więcej
ta naoczność wyznacza obecnie prawdę wiedzy poznawczej (przede wszystkim
naukowej). Dzisiaj, kiedy wszystko możemy obejrzeć na ekranie telefonu – w
sposób naoczny – wtedy traktuje się to wszystko jako prawdę, która mieszka w
telefonie.
Teorię fenomenologiczną w
zakresie świadomości rozwinął twórczo Scheler. Stwierdził on, że świadomość ma
postać osoby, gdyż posługuje się wartościami. Świadomość tworzy sobie
hierarchię wartości, skoro posługuje się myśleniem. Moim zdaniem, właśnie
myślenie tworzy wartości, ponieważ ma zdolność porównywania i zestawiania
różnych rzeczy i spraw. Ale wartości jako twórczość myślenia nie odnoszą się do
rzeczywistości. Scheler przyjmował tradycyjną hierarchię wartości. Trzeba
jednak zdawać sobie sprawę, że świadomość jako myślący rozum ma możliwość
tworzenia dowolnych hierarchii wartości. Ponadto o wartościach bardzo łatwo się
mówi i dyskutuje, lecz realne działanie wymaga prawdziwej mocy sprawczej – tego
wartości nam nie dają.
Na rozwoju tej
fenomenologicznej naoczności najbardziej straciło rozumienie człowieka jako
realnego bytu. Dzisiaj nie liczy się już realność człowieka (realność osoby i
życia), ale medialny wizerunek (to, co dostępne naocznie), który można bardzo
szybko rozpowszechniać w internecie. Przecież realnego człowieka spotykamy bezpośrednio,
jak się mówi – twarzą w twarz. Żeby poznać i zrozumieć spotkanego człowieka
podejmujemy rozmowę albo nawet podejmujemy współpracę, a czasami możemy po
prostu być razem i pomilczeć sobie.
Nawet jeśli zgodzimy się, że
to nowe podejście do tworzenia wiedzy naukowej umożliwiło szybki rozwój
techniczny i ekonomiczny, to trzeba przyznać, że odbywało się to kosztem
zaniedbania realności człowieka i rozwoju jego samego. Ja sądzę, że wiedza
naukowa nie rozwija naszego rozumienia realności. Ona pozwala nam jedynie na
lepsze wykorzystanie tej realności, czyli wykorzystanie jej właściwości i
możliwości użycia, dla ułatwienia i uprzyjemnienia sobie życia. W ten sposób
tworzymy taką technologiczną otoczkę lub przesłonkę realności, podchodząc do
niej utylitarnie, czyli używając ją do swoich własnych celów i zainteresowań
(interesów i potrzeb). Oceniamy to jako
polepszenie swojego standardu życiowego, lecz to nie oznacza, że polepszamy
swoje realne życie. Podam taki przykład: w pewnym momencie nauka stwierdziła, że
cała fizyczna realność składa się z atomów różnych pierwiastków. Jeszcze
niedawno wysunięto tezę, że w ciągu całego życia w organizmie człowieka
następuje całkowita wymiana wszystkich atomów czy pierwiastków. No to
należałoby zapytać, dlaczego zupełnie nie zmienia się faktyczna realność
człowieka? A to pokazuje, że mamy do czynienia z jakąś głębszą zasadą czy
przyczyną konstytuującą realność człowieka, o czym nauka nie jest w stanie nic
powiedzieć.
Widzimy dzisiaj, że trudno
jest mówić o duchowości człowieka, którą tzw. wiedza naukowa wprost pomija.
Duchowość powinna być nastawiona na rozwój życia osobowego, czyli wypełniania
działań moralnych. Dusza została bowiem powołana przez aktywność osobową do
służby drugiemu człowiekowi. Dlatego należy wspierać rozwój technologiczny
tylko w tym zakresie, w jakim może on służyć wymogom i potrzebom naszej
ludzkiej natury (zarówno duszy jak i ciała). Jeśli zaś ten rozwój jest
wymierzony w destrukcję naturalnego statusu człowieka albo wprost w jego życie
i zdrowie (czemu służy technika wojenna), to takie działanie powinno być
niedopuszczalne i zakazane.
Dzisiaj problemem jest sprawa
wolności. Głosi się absurdalną tezę, że wolność jest zasadą działania
człowieka. Jest to teza absurdalna, ponieważ wolność jest tylko czystą
możliwością (wolność jako wolność), a do działania konieczna jest moc sprawcza,
której wolność nie posiada. Jak tak naprawdę wygląda sprawa wprowadzenia
wolności? Otóż należy zdawać sobie sprawę, że teoria wolności nie ma
pochodzenia filozoficznego, bo filozofowie się nią nie zajmowali. Wolność
bowiem wprowadzono jako hasło polityczne Rewolucji Francuskiej. A to tak
naprawdę oznacza, że wprowadzone pojęcie wolności ma charakter polityczny, a
właściwie ideologiczny. Filozofia nigdy nie poszukiwała i nie zajmowała się
wolnością, ponieważ było oczywiste, że rozumne działanie musi być oparte na
realnych zasadach. Arystoteles uważał, że rozumne działanie człowieka musi być
oparte na rozpoznaniu i określeniu celu, bo to właśnie wyróżnia działanie
człowieka. Natomiast wolność odbierałaby ludzkiemu działaniu charakter rozumny
i celowy. Wolność neguje bowiem jakiekolwiek zasady domagając się całkowitej
swobody. Dlatego kierując się wolnością człowiek działa raz dobrze, a raz źle,
i właściwie sam nie wie dlaczego.
Rewolucja narzuciła polityczną
wolność działania, żeby uzasadnić swoje zbrodnicze działanie (nawet wobec
własnych przywódców). Dlatego zadziwiający jest dla mnie fakt społecznej
akceptacji wolności. Może najważniejszą rolę odgrywa tutaj jakaś naturalna
negacja przez obywateli każdej formy władzy i czyjegoś panowania. Możemy
przyjąć, że mamy wyjątkowych ludzi, którzy pragną zawsze władzy, ale cała
reszta społeczeństwa chciałaby wolności i niezależności od władzy. Tylko w tym
sensie jestem w stanie zrozumieć taką fascynację wolnością, jaką mamy w tej
chwili na świecie. Bo przecież w ramach działania osobistego wolność jest tylko
możliwością działania a nie czymś realnym. Natomiast do rzeczywistego działania
konieczna jest moc sprawcza. Być może sprawa przybiera inny obrót, gdy ludzie
kierują się świadomością. Wówczas ideologia narzuca ludziom wolność w zakresie
myślenia, co propagandowo przedstawia się jako wolność słowa. Otóż wolność
słowa nie polega na tym, że głosimy prawdę, gdyż głoszenie prawdy jest domeną
umysłu wyposażonego w zasadę słowa prawdy. Wolność słowa prowadzi jedynie do
mówienia tego, co jesteśmy w stanie pomyśleć. Wolność słowa (jako wolność) nie
kieruje się żadną zasadą poznawczą czy komunikacyjną. I dlatego ta wolność
słowa sprowadza się ostatecznie do głoszenia głupoty lub kłamstwa a nie prawdy.
Ideologia jest dzisiaj tym, z
czym mamy największy problem. Powstawanie ideologii jest spowodowane
posługiwaniem się wolnością myślenia. Dopóki w kulturze zachodniej panowało
rozumowe poznanie realności, nie było mowy o ideologii. Mogły występować
kłamstwa i oszustwa. Ale kiedy w filozofii zaczęło dominować myślenie (cogito),
wszystko się odwróciło. Wolność słowa pobudziła swobodę myślenia i wymyślania
czegokolwiek. Patrząc na to z drugiej strony fascynacja myśleniem wywołała
zanik zainteresowania dla realności w ogóle, a realności człowieka w
szczególności. Zaczęto wymyślać dowolne interpretacje i narracje ludzkiej
natury. Przyznano naturze niezależność i samodzielność. Stwierdzono wprost, że
człowiek działa na zasadzie wolności, skoro jest pojmowany jako świadomość.
Dlatego uznano, że możemy dowolnie kształtować swoje naturalne wyposażenie.
Wszystko zależy jedynie od naszego świadomościowego myślenia. To doprowadziło
do powstania jakichś absurdalnych interpretacji „naukowych”. Najgorzej dzieje
się w polityce i ekonomii, gdzie narzuca się ideologiczne interpretacje nie
przystające zupełnie do rzeczywistości. A to wszystko w imię postępu. Niestety
postęp pojmuje się dzisiaj jako wymyślanie czego nowego, nowych pomysłów, ale
to nie gwarantuje osiąganie czegoś pozytywnego.
O FILOZOFII (przypomnienie) 8
8. Obalanie
filozoficznych mitów
1) De cogitationibus non est disputandum. Disputandum est de rebus.
2) Bóg nie tworzy ludzkiej natury. Bóg stwarza osobę człowieka, która dzięki
temu posiada realną moc sprawczą i dlatego może przyczynować wyposażenie ludzkiej
natury do spółki z przyczynami drugorzędnymi. Bóg nie stwarza więc ludzkiej
duszy ani ludzkiego ciała, lecz stworzona osoba sama organizuje sobie własną
duszę i ciało.
3) Bóg nie jest umysłem (w żadnym znaczeniu tego pojęcia), gdyż umysłowość
należy już do możnościowej sfery istoty bytu stworzonego przez Boga. Bóg jest
Osobą (teologia podpowiada nam, że Bóg jest Trójcą Osób). A to znaczy tyle, że
posiada wszystkie atrybuty osobowe. Bóg jest Prawdą, Dobrem i Pięknem, czyli
Życiem. Bóg nie musi być umysłem, ponieważ jest Prawdą, która przyczynuje
wszelką poznawalność i umysłowość. Tak samo Bóg nie musi być chceniem i wolą,
gdyż jest samym Dobrem, które powołuje do istnienia i działania wszelkie
chcenie, czyli wolę. W Bogu Piękno jest Życiem, dlatego Bóg ma moc ożywiania
każdego bytu i całej przyrody ożywionej.
4) Dlatego w Bogu nie ma myślenia. Przypisywanie Bogu myślenia staje się
mitologizacją, którą uprawiali Grecy.
5) Myślenie nie jest poznaniem. Ono jedynie bazuje na poznaniu zmysłowym lub
umysłowym. Nasze poznanie dotyczy zawsze konkretnych i jednostkowych rzeczy.
Myślenie tworzy jednak własne treści intencjonalne. Najprościej możemy
powiedzieć, że myślenie tworzy pojęcia, czyli wyabstrahowane i ogólne treści.
Te ogólne treści pojęciowe stanowią podstawę do powstania języka. Język jest
wyrazem naszego myślenia o rzeczywistości, w tym również o człowieku. Ale język
nie opisuje samej rzeczywistości. On przedstawia jedynie nasze myślenie o
świecie i o człowieku.
6) Myślenie nie tworzy realności. Ono tworzy jedynie możliwości. Człowiek nie
może żyć w świecie możliwości, gdyż do życia potrzebuje prawdziwej realności.
7) Skoro myśleniu przypiszemy realność, to wówczas rzeczywistość przestaje być
dla nas ważna, gdyż pierwsze i najważniejsze jest myślenie. Rzeczywistość staje
się niepoznawalna (zob. Kantowska Ding an sich), aby w końcu (u Sartre’a) stać
się czymś absurdalnym. Przecież to tylko myślenie jest w stanie powiedzieć
(albo pomyśleć) o rzeczywistości, że jest absurdalna i bezsensowna. W ten
sposób myślenie każe człowiekowi oderwać się od rzeczywistości i zagłębić się w
świat możliwości. Myślenie tworzy bowiem jedynie możliwości. Ono nie potrafi
stworzyć niczego realnego. Lecz człowiekowi, który zagłębia się w świat
możliwości i marzeń, wydaje się, że realizując marzenia osiąga jakąś nową
rzeczywistość. To jest tylko złudzenie, gdyż spełniając swoje marzenia
poszerzamy jedynie własne myślenie i nic więcej.
8) Nic tak nie ogłupia człowieka jak myślenie. Dlatego musimy się ratować przed
myśleniem. Do tego konieczne jest rozumienie rzeczywistości (czyli zrozumienie,
czym jest realność). Rozumienie dotyczy na ogół rzeczywistości zewnętrznej, ale
tak naprawdę powinno dotyczyć realności samego człowieka. Tylko poznawszy swoją
realność człowiek zdoła spełnić swoje powołanie. Natomiast poprzez myślenie
nigdy nie dotrzemy do tego, co realne. Myślenie trzyma nas bowiem na dystans
względem realności. Jak pokazał Kant, myślenie wytwarza własne przedmioty
poznania w postaci fenomenów (zjawisk), dlatego jego następcy podążali w stronę
fenomenologii, która stała się wyłącznie teorią myślenia (zob. Hegel i
Husserl). Otworzyć nam oczy (duszy) na rzeczywistość może rozumienie
(intelligo), które przenika bezpośrednio do tego, co realne. Takie rozumienie
jest napędzane słowem prawdy, które powstaje w umyśle pod wpływem aktywności
osoby ludzkiej.
9) Dla rozumienia realności najważniejsze jest słowo prawdy. Prawda stanowi
własność transcendentalną istnienia. A to oznacza, że prawda jest również
atrybutem osoby będącej podmiotowością istnienia. Tak więc ontologicznie prawda
występuje w istnieniu i jako taka nie może występować w umyśle człowieka. Lecz
oddziałując na nasz umysł w akcie kontemplacji ta osobowa i ontyczna prawda
sprawia zrodzenie w umyśle słowa (zwanego słowem prawdy, gdyż pochodzi ono od
prawdy). Dzięki temu słowu prawdy zawartemu w umyśle i stanowiącemu moc poznawczą
człowiek jest zdolny do poznawania otaczającej go rzeczywistości. Może więc
poznawać realność różnych bytów (czyli w zasadzie ich istnienie). Starożytni tę
moc poznawczą nazywali intelligentia. Ten umysłowy kontakt poznawczy z
rzeczywistością pozwala nam rozumieć otaczający nas świat, a także pozwala
zrozumieć człowieka, czyli samych siebie i innych ludzi.
Bez słowa prawdy nasz umysł staje się poznawczo bezsilny i zaczyna wyłącznie
myśleć, czyli tworzyć treści pojęciowe na podstawie doświadczenia zmysłowego.
Umysł traci moc poznawczą (inteligencję) i przechodzi na pozycje możliwości
myślenia. Filozofia nowożytna nazwała tę sferę umysłowej możliwości –
świadomością. Mianem świadomości określa się to wszystko, co jesteśmy w stanie
pomyśleć. Zapomniano, że gdy o czymś myślimy, nie oznacza to wcale, iż
docieramy do jakiejś realności. Myślenie nie wybiega poza świadomość. Myślenie
tworzy samą możliwość, czyli właśnie to, co Husserl nazwał intencjonalnością.
Ta sfera możliwości myślenia jest czymś nieokreślonym i nieskończonym. Dlatego
nasze myślenie bardzo chętnie posługuje się pojęciem lub ideą nieskończoności.
10) Otóż tę swoją nieskończoność możliwości myślenie najchętniej przypisuje
Bogu. Ale realność Boga nie polega na nieskończoności. Bóg nie posiada
nieskończoności, bo to jest cecha sfery możliwości. Bóg posiada atrybuty
realnej osoby, czyli jest Prawdą, Dobrem i Życiem (czyli Pięknem). Zresztą te
osobowe atrybuty określają kolejne Osoby Boskie. Dobro jest przypisywane Osobie
Ojca, Prawda należy do Osoby Syna, zaś Życie dotyczy Osoby Ducha Ożywiciela. Ta
Boska Trójca Osób ma moc stwarzania innych osób duchowych lub wcielonych.
Człowiek jest osobą stworzoną przez Boga. Jest on osobą uduchowioną i zarazem
wcieloną. Człowiek jest osobą, która posiada ludzką naturę.
11) Człowiek nie jest samą naturą. Człowiek jest przede wszystkim osobą. To
właśnie osoba kształtuje naszą ludzką naturę, a nie odwrotnie. Osoba jest czymś
pierwszym i najważniejszym w człowieku. Ona stanowi osobową podmiotowość
istnienia wyposażoną we własności prawdy, dobra i piękna. Te własności
przyczynują i wyznaczają wyposażenie duchowe naszej natury (czyli to, co
nazywamy władzami duchowymi), natomiast moc ożywcza pozwala na ukształtowanie
się organizmu ludzkiego, który powstaje przy udziale rodziców. Dlatego człowiek
rodzi się nie tylko jako byt naturalny stanowiący cząstkę przyrody, lecz
zostaje stworzony przez Boga jako byt osobowy, który jedynie przychodzi na
świat z całym swoim naturalnym wyposażeniem.
12) Jeżeli dzisiaj uważa się, że można jakby odwrócić proces pochodzenia
człowieka, to jest to poważny błąd. Nie da się stworzyć ludzkiej osoby dzięki
manipulacji w zakresie ludzkiej natury. Ani próby tworzenia sztucznego
organizmu, ani próby manipulacji świadomością, aż po tworzenie sztucznej
inteligencji (na przykład jako komputera podłączonego do ludzkiego mózgu), nie
są w stanie ożywić osoby człowieka. Żywy organizm sterowany sztuczną
świadomością staje się jedynie czymś demonicznym, gdyż nie może posiadać
osobowej aktywności człowieka. Taki twór musi się zwrócić przeciwko osobie
człowieka, a tym samym przeciwko realnemu człowiekowi.
25.06.2026
8.05.2026
Znów o AI (jest nowy wykład)
Pojawił się ciekawy wywiad z Jaron Lanier, gościem od pojęcia VR (virtual reality - wirtualnej rzeczywistości). Twierdzi on, że AI jest po prostu oprogramowaniem. Kwestią rozważenia pozostaje sprawa jak będziemy pojmowali, to czym jest ogólnie AI. Czy jest to jakaś nowa istota żywa, czy jest to tylko maszyna, czy jest to nowa forma współpracy między ludźmi (co preferuje on sam)? Lanier uważa, że wszystkie te określenia są w jakimś sensie poprawne. Dodaje jednak, że rozmowa o AI wymaga nie tylko przyjęcia tego, czym jest oprogramowanie, ale również przyjęcie pewnego założenia (filozoficznego), że tworzymy coś podobnego do tego, co robi nasz mózg. Pada nawet stwierdzenie, że twórcą AI wydaje się, że stworzą coś żywego jak mózg albo nawet podobnego do boga. Ale sam Autor uznaje, że do korzystania z oprogramowania AI nie musimy wcale akceptować takiej koncepcji filozoficznej.
Ponadto stwierdza, że sama nazwa "sztucznej inteligencji" ma raczej znaczenie ideologiczne albo marketingowe. A więc samo określenie jest złudne, jednak przez twórców jest wykorzystywane propagandowo. Pada również twierdzenie, że AI (według jej twórców) staje się religią, to oznacza, że ci ludzie wierzą, że AI da im zbawienie, a inni zachęcają, żeby wierzyć w nieograniczone możliwości AI (w co sami wierzą). Otóż takie podejście religijne, czyli wiara w możliwość zbawienia albo w nadejście apokalipsy, jest niebezpieczne, ponieważ wówczas pomoc ludziom w ich życiu staje się bez znaczenia. Autor odwołuje się do poglądu, że technologia powinna służyć przede wszystkim ludziom. Natomiast dzisiejszy rozwój AI jawi się jako przykład błędnej ideologii albo wprost jako złudnej religii, gdyż liczy się jedynie rozwój coraz doskonalszej AI).
20.04.2026
AI i prawda myślenia
Otóż gwałtowny rozwój AI jest związany z nowożytnym pojmowaniem kwestii prawdy. Kiedy Kartezjusz porzucił zdolności poznawcze umysłu poddane w wątpliwość, wtedy do głosu doszło myślenie (cogito) i mistrz uznał je za najdoskonalszy sposób poznawania. Ale to wiązało się z zupełnie nowym pojmowaniem pojęcia prawdy. Kartezjusz stwierdził, że prawdziwość jest oparta na jasnym i wyraźnym myśleniu. A przecież myślenie odbywa się przy użyciu ogólnych pojęć. Takie pojęcia są łatwo tworzone i jeszcze szybciej używane przez nasze myślenie. To niestety prowadzi do sytuacji, że pojęcia, które używamy często i powszechnie stają się dla nas jakąś prawdą, gdyż są dla naszego myślenia jasne i wyraźne. Jeżeli więc na co dzień o czymś mówimy, to mamy wrażenie, że wypowiadamy coś prawdziwego. Wtedy prawda staje się poprawnie sformułowaną wypowiedzią.
Idąc dalej tą drogą uznano w dzisiejszych czasach, że wszelkie wypowiedzi poprawne formalnie, czyli logicznie i gramatycznie, są traktowane jako prawdziwe. Niestety takie podejście zakradło się nawet do dzisiejszej wiedzy naukowej. Dlatego tworzone na zasadzie pomysłów myślenia teorie z zakresu humanistyki czy nawet ekonomii są traktowane całkiem poważnie jako prawdziwe. Człowiek żyjący w realnym świecie jest w stanie bez trudu odróżnić prawdziwe teorie o sobie i realnym świecie, ale sztuczna inteligencja, która porusza się jedynie w świecie cybernetycznym, czyli wirtualnym, nie ma odniesienia do faktycznej realności i prawdziwej rzeczywistości. Dlatego podaje nam dowolne poglądy i dowolne rozstrzygnięcia najważniejszych spraw dotyczących realności, zwłaszcza człowieka i jego realnego życia.
18.04.2026
Nagle o rozumieniu AI
Pojawiają się dzisiaj już poważne problemy z działalnością AI. Skąd to się wzięło? Otóż dopóki prowadzono i budowano działanie AI na zasadzie rozwoju drzewa, czyli zaczynamy do jednej sprawy i idziemy dalej na zasadzie kolejnych rozgałęzień, poszukując różnych ujęć i rozwiązań, to można powiedzieć, że dopóty w pełni panowaliśmy nad rozwojem tej działalności, gdyż wszystko było pod kontrolą ujęć i pojęć człowieka. Wtedy człowiek panował nad swoją technologią. Ale kiedy ktoś wpadł na pomysł, żeby zastosować działanie i badanie AI na zasadzie sieci neuronowej, czyli utworzenia ogromnej ilości punktów działania i łączenia wielości tych punktów w całe systemy działania, wtedy doszło już do utraty kontroli nad taką działalnością AI. Systemy neuronowe zaczęły działać niezwykle sprawnie, mają nieograniczone możliwości przeglądu danych oraz tworzenia na tej bazie całkiem nowych ujęć i zestawień. Okazało się, że przepływ informatyczny (tokeny) staje się wielowymiarowy i przestajemy już kontrolować osiąganych efektów w powstawaniu nowych rozwiązań czy ujęć. Wszystko to wpływa na eskalację coraz niebezpieczniejszych ujęć i rozwiązań.
Co więcej, Wszystkie te rozwiązania są wykorzystywane do kontroli medialno-wirtualnej nad ludzkim myśleniem, a co za tym idzie nad działaniami, emocjami i zachowaniami ludzi. Powstało więc sprawne narzędzie do sterowania, manipulowania i kontrolowania ludzi w sferze społecznej i politycznej (patrz wybory w demokracji).
4.04.2026
Jezus zstąpił do piekieł
Jezus „zstąpił do piekieł”, żeby przedstawić starożytnym nadzieję na życie wieczne. W tej piekielnej poczekalni Platon przechadzał się pod rękę z Arystotelesem. Powiada do niego:
– Widziałeś, objawił się mój
świat idei w postaci Słowa Bożego zwiastującego wybawienie!
Aryst.: – Żaden świat idei tylko
Syn Człowieczy zstąpił z ziemi do nas.
Plat.: – Ale przecież świecił
blaskiem idealnego świata. A poza tym objawił nam słowo prawdy i życia
wiecznego, czego na ziemi nie mogliśmy doświadczyć.
Aryst.: – Być może świadczy to o
boskim pochodzeniu człowieka. Jego dusza błyszczała boskim światłem, ale
cielesność była jak najbardziej materialna.
Plat.: – Dla mnie było to
ucieleśnienie idei człowieka, o której marzyłem od początku. Prawdziwa idea
człowieczeństwa jest w stanie rozświetlić nawet czarną materię.
Aryst.: – Ty chyba wierzysz w
cuda! To była tylko czysta i przezroczysta forma duchowa. Być może czysta forma
człowieczeństwa, która ożywia nasze ciała.
Plat.: – To dlaczego nie
błyszczymy jak On?
Aryst.: – Bo nasze dusze są zbyt
mocno związane z materią cielesną. Nasze brudna cielesność przesłania duchowe
światło.
Plat.: – To znaczy, że nigdy nie
będziemy tak doskonali jak On. Nasze człowieczeństwo jest ograniczone przez
materialne ciało.
Aryst.: – Połączenie naszej duszy
i ciała jest ograniczone, ale powinniśmy się doskonalić przez cały czas
ziemskiego życia. My nie chcemy jednak o tym pamiętać!
Plat.: – Ja głosiłem to wyraźnie,
lecz mało kto chciał tego słuchać. On zaś ma za sobą Słowo Boże, więc może
ludzie Go posłuchają.
Aryst.: – Posłuchają albo i nie
posłuchają. Wiesz przecież, że ludzie nie chcą się wysilać.
Plat.: – Ale wydawało się, że z
Niego płynie doskonałość na wszystkich ludzi. Tylko to, co boskie może nas
udoskonalić.
Aryst.: – To, co płynie z góry – od
Boga z nieba – musi jeszcze zostać przyjęte na dole – przez ludzi. Gdyby to był
deszcz złota, wszyscy zabijaliby się, żeby coś dla siebie złapać. Lecz moc
duchowa jest niewidoczna, dlatego mało kto się nią przejmuje. Jedni niczego nie
potrzebują, a inni chcą wszystko osiągnąć własną praca i wytrwałością. Niewielu
stać na czerpanie z Boskiej Mocy.
Plat.: – Chodźmy do tawerny,
napijemy się dobrego wina.
Aryst.: – A wiesz, słyszałem, że
On zamienił wodę w wino!
Plat.: – To ciekawe. Chyba Boska
Moc jest nadzwyczaj skuteczna.
Aryst. – Co więcej, On zostawił
nam chleb i wino jako źródło swej Mocy. Jego wyznawcy ofiarują i konsekrują
chleb i wino na pamiątkę Jego obecności na ziemi.
Plat.: – To chyba powinniśmy
spróbować tej uczty, jeśli ma ona moc doskonalenia człowieka.
Aryst.: – Ja jestem raczej
sceptyczny.
Plat.: – A ja wierzę w Boską Moc
chleba i wina. Chodźmy na wieczerzę do tych chrześcijan. Może doznamy
objawienia Bożej woli. Wtedy wszystko stanie się dla nas jasne!
26.03.2026
Ważna sprawa nadprzyrodzoności
Poważnym błędem naszych czasów jest zupełne pomijanie nadprzyrodzonej realności. Wszystko traktuje się jako rozwój naturalny (ale rozwój czego??? albo materii, albo życia). Nauka pomija kwestię początku pojawiających się postaci realności. To oznacza, że nie wolno pytać o przyczynę stworzenia kosmosu albo życia. No dobrze, niech nauka zajmuje się swoimi badaniami. Ale okazuje się, że takie podejście odbija się echem na poznaniu i rozumieniu człowieka. Najważniejszą dziś sprawą jest rozumienie człowieka -- czy mamy do czynienia z tylko bytem naturalnym, czy jednak z kimś nadprzyrodzonym.
Moja filozofia metafizyczna podejmuje badania dotyczące realności człowieka. Dzięki temu dochodzę do wniosku, że człowiek jest przede wszystkim kimś nadprzyrodzonym. Człowiek jest najpierw osobą i życiem wiecznym. Są to bowiem podmioty egzystencjalne zawarte w ludzkim istnieniu. I to dzięki aktywności tych podmiotów egzystencjalnych powstaje dopiero sfera istotowa (esencjalna), czyli to, co nazywamy duszą (władze duchowe) i ciałem (organizm cielesny). Otóż przez całe wieki pojmowano człowieka jako złożonego jedynie z duszy i ciała. To powodowało, że całą realność człowieka sprowadzano tylko do duszy i ciała. W związku z tym przypisywano zwłaszcza duszy zupełnie nadzwyczajne możliwości. Co więcej, teologia chrześcijańska przyjmowała tezę, że to Bóg stwarza ludzką duszę, co sprawiało, że przypisywano duszy postać realności nadprzyrodzonej. Ale to jest niedopuszczalny błąd. Dlatego należy zupełnie zmienić pojmowanie realności nadprzyrodzonej człowieka.
Twierdzimy więc, że w człowieku czymś nadprzyrodzonym jest osoba oraz życie wieczne, które stanowią podmiotowości egzystencjalne. Idąc za poglądami Tomasza z Akwinu przyjmujemy, że Bóg stwarza istnienie człowieka (a nie istotę) wraz z jego wyposażeniem egzystencjalnym. Dlatego czymś najdoskonalszym jest porządek istnienia (actus existendi), a co za tym idzie czymś nadprzyrodzonym jest podmiotowość osoby i życia, które są zawarte w istnieniu. Dopiero takie rozumienie realności człowieka wyjaśnia nasze ludzkie życie i naszą aktywność (moralną i religijną).
Oczywiście na dzisiaj mamy do czynienia z degradacją człowieka do porządku naturalnego. To oznacza, że po narodzeniu nie występuje bezpośredni wpływ nadprzyrodzonej realności osoby i życia wiecznego. Ponieważ w wyniku wcześniejszych perturbacji ludzkiej działalności doszło do zerwania wpływu i powiązania aktów osobowych z władzami duchowymi. To spowodowało powstanie i pojawienie się całkiem nowych działań duchowych. Umysł zaczął kierować się myśleniem, wola stała się wolnością wyboru (liberum arbitrium), zaś uczuciowość zatraciła zdolność przeżywania życia (piękna naszego ludzkiego życia). Należy jednak zaznaczyć, że pojawienie się tych pomniejszych duchowych działań nie sprowadziło człowieka do poziomu działań naturalnych. Wprost przeciwnie te czysto duchowe działania (bez wsparcia aktywności osobowej) stały się podstawą otwarcia zupełnie nowej przestrzeni społecznej, czy rozwoju kultury (techniki i sztuki). A to już pozwoliło człowiekowi rozwinąć znakomity postęp cywilizacyjny, który pozwolił nam opanować świat przyrodniczy i zbudować nowe otoczenie cywilizacyjne usprawniające nasze ziemskie życie. W ten sposób rozwój technologiczny i produkcyjny zdominował nasze życie spychając na margines porządek moralny i religijny. Człowiek stracił zupełnie pamięć o swojej nadprzyrodzoności.
Jeżeli człowiek nie powróci do życia nadprzyrodzonego, czyli życia osobowego (moralnego i religijnego), to zostanie radykalnie przywalony rozwojem cywilizacyjnym (wojenną technologią zniszczenia).
18.03.2026
Jeszcze o AI
Neurobiolog o ludzkim mózgu
Jak więc rozwija się ludzki mózg? Z jednej strony mamy rozwój i adaptację ewolucyjną. Lecz Profesor stwierdza, że ewolucja dotyczy przede wszystkim informacji a nie samej genetyki, ponieważ w genetyce też chodzi o przepływ informacji. Stąd nasz rozwój naturalny zależy od momentów rozrodczości. Ale z drugiej strony człowiek stworzył sobie jeszcze jeden dodatkowy system informacji przystosowawczej do życia, czyli kulturę (technikę i sztukę). I w tym wypadku przepływ i dystrybucja informacji nie zależy od efektu rozmnażania. Okazuje się, że kultura tworzy swoje własne środowisko, które równie mocno wpływa na człowieka (niejako redefiniuje go). Taka sytuacja wpływa także na rozwój mózgu. Profesor twierdzi, że zdolności mózgu są nieograniczone. Posiada on około 86 mld komórek, z których każda łączy się z kilkunastu tysiącami innych. Naukowcy oceniają, że mózg ma możliwość przyjęcia takiej liczby stanów (informacji), ile mamy atomów we wszechświecie. Jednak Profesor podkreśla, że zdolności mózgu służą do czegoś innego niż samo przechowywanie informacji.
Pada ważne stwierdzenie, że nasze mózgi są neuroplastyczne. Co oznacza, że zachodzi stała wzajemna zależność pomiędzy naszymi działaniami i zmianami w układzie nerwowym. Każde nasze działanie pozostawia ślad w układzie nerwowym mózgu. Ślady naszych działań powodują zmiany połączeń komórkowych (zmiany synapsowe), co wpływa na całość systemu. Profesor powiada, że wszystko, czego doświadczamy, zmienia nasze mózgi. Z kolei zmiany w mózgu wpływają na nasze zachowanie. Stąd wniosek, że wszystko, co się zdarza, jest funkcją tego, co zdarzyło się wcześniej.
Otóż funkcją mózgu jest utrzymanie w sprawności całego organizmu. Celem i zadaniem systemu nerwowego jest przetwarzanie informacji użytecznych, czyli dostosowanie ich do skutecznego działania w świecie. Dlatego nasz mózg pracuje przez cały czas na pełnych obrotach. Mózg zużywa 20-25% energii, mimo że stanowi jedynie 2% naszego ciała. Dlatego mózg jest najdroższym w zakresie energetycznym elementem naszego organizmu.
Profesor pokazuje kwestię osobniczego rozwoju mózgu człowieka. Jako ludzie rodzimy się z mózgiem wczesnopłodowym (rodzimy się przedwcześnie). U każdego człowieka mózg rozwija się gwałtownie ok. 4/5 roku życia. Jednak z powodów energetycznych to potem wyhamowuje. I w wieku 21 lat mamy już o połowę mniej połączeń niż w wieku 5 lat (w tym okresie znika 50% w czasie jakiejś dowolnej 5-latki). Wydaje się, jak twierdzi Profesor, że takie uproszczenie struktury mózgu jest ważne dla samego działania sieci neuronowych. Prostsza struktura działa szybciej i efektywniej (ale nie wiadomo, czy dotyczy to również uproszczenia informacji).
Nasz mózg lubi wyzwania, lubi stawianie przed nim nowych aktywności. Mózg chętnie się uczy. Na przykład na bazie wielu powtarzalnych błędów wybiera właściwe rozwiązanie. Jednak w tych swoich wyzwaniach zawsze wybiera to, co jest osiągalne. Powstaje pytanie, czy jest to związane z kwestią realnego działania a nie wydumanych pomysłów (patrz ideologia). Jeżeli mózg zaczyna zajmować się nierealnymi możliwościami (pod wpływem myślenia), to pojawiają się stany depresyjne. Na przykład kiedy młody człowiek staje przed wyborem drogi życiowej czy zawodowej (ok. 15 roku życia), wtedy jego mózg podlega gwałtownym zmianom, co sprawia, że nie radzimy sobie z taką sytuacją. Pojawia się przerażenie przed zderzeniem z obecnym światem. Ponadto obecność w świecie kultury (zob. dzisiejsze media społecznościowe) niesie ze sobą ogromny ładunek informacyjny (kognitywny i emocjonalny). Profesor stwierdził, że mózg traci w takiej sytuacji kontakt z samym sobą (potocznie mówimy, że człowieka traci kontakt z samym sobą). Dlatego dzisiaj nasze mózgi się przeładowują (np. nadmiarem relacji społecznych).
Podsumowanie i wnioski

