26.06.2026

Znalazłem półgłówki filozoficznej



O FILOZOFII (przypomnienie) 1

1.Filozofia jest potrzebna człowiekowi

Przecież filozofia nie jest potrzebna człowiekowi do życia. Do przeżycia życia z pewnością nie jest potrzebna, ale być może jest potrzebna do zrozumienia życia, a już na pewno jest potrzebna do rozumienia samego człowieka. Nawet jeśli przyjmiemy, że człowiek jest rozumnym zwierzęciem, to właśnie posiadanie rozumności prowadzi człowieka do potrzeby rozumienia siebie i świata. Pozostałe zwierzęta nie mają rozumności, dlatego nie potrzebują siebie rozumieć. Im wystarcza przecież przeżywanie życia. Ale człowiekowi to nie wystarcza. Dlatego u człowieka pojawia się pytanie o początek – o początek świata oraz o początek jego samego. Pytanie o początek dotyczy właśnie rozumienia. Takie pytanie otwiera zarazem perspektywę końca, czyli celu (finis). Otóż z tej potrzeby rozumienia człowiek poszukuje dla siebie celu. To już oznacza, że człowiek chce (albo nawet musi) działać rozumnie i celowo. Po to właśnie mamy rozumność. I po to potrzebna jest nam filozofia. Filozofia uczy nas, jak działać, żeby osiągnąć swój cel, czyli jak działać rozumnie po ludzku. Filozofia jest więc potrzebna człowiekowi do życia!

O FILOZOFII (przypomnienie) /2

2.Filozofia rodzi się z chęci rozumienia świata

Filozofia rodzi się nie z chęci poznawania świata, ale z chęci rozumienia go. Chęć poznawania czegoś nowego pcha ludzi do nieustannej podróży. Tak funkcjonują podróżnicy. Filozofowie nie byli nigdy podróżnikami. Oni siedzieli w jednym miejscu próbując zrozumieć to, co działo się wokół nich. Dlatego filozofowie byli prawdziwymi badaczami a nie podglądaczami świata. Oni chcieli dotrzeć do początku, żeby móc zobaczyć koniec. To trochę tak jakby w geometrii chcieć uchwycić początek i koniec linii prostej. Może się okazać, że podążamy po prostu po okręgu.

To, co w filozofii najważniejsze, to jest rozumienie świata. Rozumienie rzeczywistości. Pytanie o arché jest pierwszą próbą zrozumienia rzeczywistości. Rozumienie jest więc związane z wyjaśnieniem przyczynowym. Rozumienie jest wskazaniem na przyczynę czegoś. Bez ujęcia zależności przyczynowej nie zrozumiemy rzeczywistości.

Jak zrozumieć świat? Jak zrozumieć człowieka? Gdzie trzeba zajrzeć? Czego szukać? Czy wystarczy rozłożyć cielesność na czynniki pierwsze? Czy może na takie same czynniki należy rozłożyć duszę? A może trzeba zajrzeć jeszcze głębiej? Gdzieś pod podszewkę? Sięgnąć do samej ludzkiej egzystencji? Ale jak to zrobić?

Ludzka egzystencja wydaje się niepoznawalna i niewyrażalna. Jak więc mamy się do tego zabrać? Co nam potrzeba? Może jakiś wytrych? Albo słowo-klucz (mot clue)? Czyli po prostu słowo. Czym jest słowo? Czyżby słowo miało być rozumieniem? Bez słowa nie ma z pewnością rozumienia. Słowo to jest takie narzędzie-klucz dla filozofa. Narzędzie filozoficzne.

Skąd filozof ma czerpać swoje słowo? On sam pewnie nie wie. Jeden filozof powiedział: Wiem, że nic nie wiem. Czyżby to było poszukiwanie słowa? Trzeba chyba zacząć od przyznania się do niewiedzy. Czyżby takie przyznanie się mogło nas oświecić? To znaczy, że niewiedza nas oświeca, gdyż pozwala zjawić się światłu prawdy. To Sokratejskie przyznanie się do niewiedzy otwiera nasz umysł na przyjęcie prawdy. Ludzki umysł czeka na prawdę. Oczekuje tej prawdy jak kania dżdżu. Bo tylko wówczas prawda może się pojawić w umyśle. Pojawia się nagle – ni stąd ni zowąd! Otwórzcie swoje drzwi dla prawdy. A prawda do was zawita. I będziecie ucztować razem. Na uczcie mądrości.

Umiłowanie mądrości jest otwarciem się na prawdę. Jest pragnieniem prawdy. Filozof jest kimś, kto jest głodny prawdy. Jest kimś, kto chce się karmić prawdą. Filozof jest kimś, kto czeka na przybycie prawdy. Ale trzeba czekać tak jak panny mądre i roztropne z przypowieści ewangelicznej. Czekać w pełnej gotowości przyjęcia prawdy.

Przyjąć prawdę to znaczy przyjąć słowo. Prawda pojawia się w umyśle jako słowo. Sama prawda jest bowiem własnością realności (własnością istnienia). Realnie zamieszkuje w bytach, natomiast w umyśle zjawia się pod postacią słowa. Mówimy wtedy o słowie prawdy. Przyjęcie słowa jest zatem poznaniem i rozumieniem prawdy. Dlatego uważamy słowo za rozumienie bytu i jego realności (istnienia). Umysł dysponujący słowem zaczyna rozumieć rzeczywistość. Rozumie bowiem byty w ich istnieniu. Tym samym odkrywa przyczynę bytów. Poznaje Boskie Istnienie (ipsume esse).

Słowo pozwala nam sięgnąć do źródła realności – do poziomu istnienia. W przypadku człowieka jest to osobowe istnienie, czyli egzystencja. Docierając do osobowego istnienia w człowieku odkrywamy samą osobę jako podmiotowość istnienia. Dlatego uznajemy, że słowo prowadzi nas do rozumienia człowieka jako osoby. Gdyż człowiek jest przede wszystkim osobą.

O FILOZOFII (przypomnienie) /3

3.Filozofia uczy nas rozumienia

Filozofia ma jedno główne zadanie. Powinna nauczyć człowieka rozumienia samego siebie. Takie rozumienie jest nierozłącznie związane z poznaniem własnej realności. Z dorobku historii filozofii wiemy, ze poznanie realności nie jest wcale takie łatwe czy oczywiste. Dużo łatwiej jest pomyśleć o sobie coś dowolnego, cokolwiek przyjdzie nam na myśl. Jednak myślenie nie niesie ze sobą żadnego rozumienia. Myślenie wprost neguje rozumienie realności. Dlatego klasyczna filozofia nie posługiwała się myśleniem, gdyż dobrze znała wszystkie jego niedogodności.

Kiedy jednak filozofia zwątpiła w swoją zdolność rozumienia rzeczywistości, wtedy do głosu doszło myślenie (cogito). Wówczas nastąpiło załamanie się filozofii na rzecz rozwoju nauk przyrodniczych, które otwierały przed człowiekiem nieograniczone możliwości zastosowania rozwiązań technicznych. Wiedza empiryczna popchnęła nas w kierunku wykorzystania techniki, co doprowadziło najpierw do rewolucji przemysłowej, a następnie do rewolucji informatycznej. Ale ten szalony postęp cywilizacji nie dał nam żadnego nowego zrozumienia człowieka. Okazało się niestety, że ludzie uznali, iż tworzenie coraz bardziej doskonałych maszyn i urządzeń sprawia, że nasz świat staje się doskonalszy. Cóż nam z tego postępu, jeśli w tym doskonałym świecie człowiek – sam dla siebie – staje się coraz mniej doskonały. Człowiek powinien szukać własnej doskonałości, a nie zadawalać się doskonaleniem swojego otoczenia, gdyż doskonałość zewnętrznych warunków bytowania i działania nie przekłada się na doskonałość naszego postępowania moralnego.

Człowiek musi wreszcie odkryć doskonałość w swoim wnętrzu, żeby móc działać moralnie. Taką doskonałością człowieka jest jego osoba. Osoba stanowi sprawczą podmiotowość, która aktywizuje działania naszej duszy i ciała. Tylko aktywność osoby (wynikająca z kontaktu z Bogiem, gdyż osoba jest stwarzana przez Boga, co umożliwia jej bezpośredni kontakt z Bogiem) może sprawić, że nasze działania będą doskonałe. Doskonałe moralnie. Teologia mówi tutaj o łasce otrzymanej od Boga. Łaska uaktywnia naszą osobę, która dzięki temu ożywia duszę i ciało.

Osoba stanowi samo centrum realności człowieka, dlatego człowiek musi sięgnąć do rozumienia siebie jako osoby. Inaczej stanie się taką myślącą zabawką w rękach demonów. Człowiek musi walczyć o swoją realność. Każdy z nas powinien walczyć o swoją osobę, gdyż osoba stanowi nasze podmiotowe Ja. Ludzka podmiotowość jest zawarta na poziomie istnienia (w osobowej egzystencji człowieka). To stamtąd płynie cała osobowa aktywność człowieka. Bez tej osobowej aktywności człowiek staje się posłusznym i bezwolnym wykonawcą rozkazów i poleceń. Dlatego władza polityczna pragnie odebrać ludziom osobową aktywność, żeby uczynić z nich posłusznych i podległych sobie obywateli, którzy wykonają bezsensowne pomysły rządzących. Tylko osoba potrafi wziąć swoje sprawy w swoje ręce, gdyż posiada odpowiednią moc sprawczą do działania. Osoba działa zawsze w swoim imieniu. To oznacza, że działa sama dla siebie i sama przez siebie. Osoba podejmuje bowiem tylko swoje własne działania, gdyż jest panią i władczynią własnej aktywności. Nie musi się kierować obcymi względami. Natomiast ludzka świadomość nie posiada żadnej mocy sprawczej, dlatego kieruje się tym, co jej podpowiedzą inni (inne świadomości).

Faktycznym sprawcą działania w człowieku jest jego osoba. To osoba stanowi podmiotowe źródło ludzkiej aktywności. Osobowa aktywność napędza nasze władze duchowe, które dzięki temu mogą podejmować realne działania. Akty kontemplacji pobudzają nasz umysł do poznania prawdy. Akty sumienia poruszają naszą wolę do chcenia dobra, zaś akty upodobania napędzają naszą uczuciowość do przeżywania piękna. Dzięki temu nasza duchowość może działać moralnie kierując się słowem prawdy, czynem dobra i przeżyciem piękna. Dopiero wówczas nasze działania służą w pełni człowiekowi do wzrostu i rozwoju moralnego.

O FILOZOFII (przypomnienie) /4

4.Filozofia rozpoznaje realność człowieka

Filozofia rozpoznaje realność człowieka. Poszukuje również przyczyn i źródeł tej realności. Dlatego jedynie filozofia może dotrzeć do pierwotnego poziomu istnienia (czyli do egzystencji człowieka).

Filozofia odkrywa realność. Wykrywa skutki i przyczyny realności. Przede wszystkim filozofia bada istotową realność człowieka. Podejmując takie badanie poszukuje dalej przyczyn tej istotowej realności. Na tej podstawie filozofia uprawiana przez Tomasza z Akwinu wykryła w bycie akt istnienia, który stanowi przyczynę całej realności istotowej. Byty są bowiem czymś realnym dzięki zawartemu w nich aktowi istnienia. Z kolei sam akt istnienia posiada swoją zewnętrzną przyczynę w postaci stwórczej mocy Boga, który jest samym czystym istnieniem.

To odkrycie Tomasza nie zostało jednak od razu wykorzystane dalej. Dopiero współczesne koncepcje tomistyczne posunęły te rozwiązania dalej. Przede wszystkim tomiści starają się określić, kim jest człowiek jako osoba. Wojtyła stwierdził, że w przypadku człowieka mamy do czynienia z osobowym istnieniem. Ciekawą koncepcję przedstawił Gogacz. Uznał on, że osobową postać ludzkiego bytu wyznacza istnienie oraz urealniana przez nie intelektualność istoty. Ponadto Gogacz przedstawił teorię relacji osobowych, które jego zdaniem, są zapodmiotowane we własnościach transcendentalnych istnienia. Wszystko to razem wzięte pozwala nam poszukiwać osobowej podmiotowości człowieka na gruncie istnienia (aktu istnienia), a nie tylko na gruncie istoty. Dlatego możemy dziś przyjąć, że osoba ludzka jest rzeczywistością egzystencjalną, związaną z samym osobowym istnieniem. Możemy także dodać, że osoba stanowi podmiotowość istnienia. A dzięki temu stanowi jednocześnie wewnętrzną przyczynę (czyli zasadę) wyposażenia istotowego. Mówiąc krótko, osoba przyczynuje, czyli wyznacza  i określa, naturę człowieka. Natura ludzka nie jest więc tworem samoistnym, jak chciałyby nauki przyrodnicze. Człowiek nie jest cząstką szeroko pojętej przyrody. Jego natura ma swoje źródło w osobie i jest skutkiem aktywności osobowego istnienia.

Osoba (jako osobowa podmiotowość) stanowi zatem przyczynę całej realności istoty. Człowiek poznaje bezpośrednio swoją realność istotową. Człowiek ujmuje poznawczo to, co cielesne i to, co duchowe. Dlatego tradycyjnie pojmowano naturę lub istotę człowieka jako złożoną z duszy i ciała. Nasze poznanie nie ma bowiem dostępu do sfery istnienia. Osobowe istnienie człowieka (ludzka egzystencja) jest niepoznawalne przez ludzki rozum. Ale analizując realność istoty, jej kondycję i warunki działania możemy dojść do wniosku, że za tym wszystkim stoi jakaś przyczyna tej realności. Tę przyczynę rozpoznajemy jako akt istnienia. Właśnie na tej zasadzie Tomasz z Akwinu uznał, że każdy realny byt jest złożony z istnienia i istoty. To istnienie sprawia, że pojawia się realna istota. Bez istnienia treści istotowe mogłyby być jedynie pomyślane. Ale myślenie nie sprawia realności.

Byt człowieka jest realny. Składa się z istnienia i istoty. Podstawą i fundamentem bytu ludzkiego jest osobowe istnienie. Istnienie wyposażone w osobowe własności prawdy, dobra i piękna tworzy osobową podmiotowość, czyli osobę człowieka. Trzeba również zaznaczyć, że osoba jest pierwszą realnością ludzkiego bytu i przyczyną istoty. Byt człowieka nie jest więc ani samym ciałem, ani samą duszą, jak chcieli niektórzy. Byt człowieka nie jest nawet samym złożeniem z duszy i ciała. Ten byt jest przede wszystkim osobą, która dopiero przejawia się poprzez duszę i ciało. Osoba stanowi wewnętrzną przyczynę zarówno duszy, jak i ciała. Do tego dochodzą oczywiście przyczyny zewnętrzne. Osobowy Bóg jako bezpośrednia przyczyna sprawcza osoby ludzkiej. Dalej aniołowie jako współprzyczyny duchowości człowieka (wyposażenia duchowego) oraz rodzice i przyroda (byty naturalne) jako współprzyczyny cielesności (konstytucji organizmu cielesnego). Dzięki swej cielesności (z racji ciała) człowiek przynależy do środowiska przyrodniczego (do świata natury). Dzięki swej duchowości (z racji wyposażenia duszy) człowiek należy do środowiska kulturowego (do świata kultury). Natomiast z racji swej osoby (dzięki swej osobowej podmiotowości) człowiek przynależy do środowiska osobowego, czyli do osobowej wspólnoty.

Wspólnota osobowa oparta jest na relacjach osobowych łączących osoby między sobą. Relacje osobowe są zapodmiotowane we własnościach osobowych istnienia. Filozofia już dawno odkryła specjale własności bytowe, które określają każdy realny byt. Nazwano je własnościami transcendentalnymi w odróżnieniu od własności kategorialnych, które przysługują tylko pewnym kategoriom (zakresom) bytów. Gogacz wyróżnia w przypadku człowieka własności osobowe i nieosobowe. Własnościami osobowymi są prawda, dobro i piękno (życie). Te własności osobowe pozwalają właśnie na kontakt osób między sobą. Także dzięki tym własnościom Bóg może nawiązać łączność z człowiekiem. Dzięki tym własnościom może być również nawiązany kontakt między dwoma osobami ludzkimi.

Człowiek jest wcieloną osobą. Osoba jest przyczyną całej istotowej realności człowieka. Osoba tworzy duszę i ciało. Osoba jako podmiotowość istnienia posiada swoją własną aktywność. Będzie to aktywność sprawcza, od której zależą nasze władze i ich duchowe wyposażenie. Tak więc własności osobowe przyczynują zarówno nasze władze duchowe, jak i sprawiają ich zasady (zasadnicze przedmioty) i działania. Dlatego aktywność osobowa przejawia się na gruncie duchowym. Z drugiej strony działania władz duchowych są często mylnie brane za samą osobę. Trzeba pamiętać, że osoba tylko przejawia się w działaniach duchowych i to w tych pozytywnych. Osoba objawia się w moralności i religijności człowieka. Natomiast działania rozumu i woli, które negują realność – jak fałszywe myślenie, wybieranie zła albo przeżywanie przyjemności, nie mają wcale charakteru osobowego, mimo że są rozumne.

Skoro człowiek jest przede wszystkim osobą, to powinien żyć i działać jako osoba. Działania osobowe wypływają z samej osoby i są zwrócone do innych osób. Człowiek jako osoba oddziałuje na inne osoby, a zwłaszcza na osoby ludzkie. Działania osobowe są to działania, których początkiem i przyczyną są relacje osobowe. Relacje osobowe nawiązuje z człowiekiem sam Bóg. Bóg pragnie się spotkać i nawiązać relacje z każdym człowiekiem. Jest to dar Bożej łaski. Należy stwierdzić, że to Bóg obdarza człowieka relacjami osobowymi, które pozwalają mu działać w sposób osobowy, czyli bezinteresownie. Człowiek może działać bezinteresownie pod wpływem kontaktu z Bogiem. Dlatego powiemy, że działania osobowe tworzą religijność i moralność człowieka.

Religia stanowi nasze działanie i odniesienie wobec Boga. Religijność człowieka jest związana z modlitwą i nabożeństwem ku czci Boga. Z kolei moralność jest naszym działaniem i odniesieniem wobec drugiego człowieka. Jest to związane z poszanowaniem osobowej godności człowieka. Najprościej ujął to Wojtyła w swojej normie personalistycznej. Człowiek jako osoba jest takim dobrem, któremu należy się miłość. Bardziej ogólnie możemy powiedzieć, że osobie ludzkiej należy się odniesienie moralne. Wobec człowieka powinniśmy zawsze postępować moralnie. Na tym właśnie polega moralna powinność, która wyznacza normy moralne albo przykazania prawa moralnego. „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” albo „czyń dobro, unikaj zła” albo „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.

Działania moralne i religijne stanowią główny przejaw osobowej aktywności człowieka. Ponieważ dopiero człowiek moralny i religijny żyje w sposób osobowy. Możemy dodać, że taki człowiek żyje w świecie osób – we wspólnocie osobowej. Ten osobowy świat tworzy główne i podstawowe środowiska człowieka. Jest to środowisko osobowe, czyli rodzina. Człowiek jest osobą i musi żyć oraz rozwijać się w środowisku osobowym – w rodzinie. Jeżeli tego zabraknie, to człowiek zatraca swój osobowy byt i swoją osobową aktywność. Wtedy do głosu dochodzi ludzka natura, czyli dusz i ciało. Ale w duszy pozbawionej osobowych podstaw zaczyna dominować myślący rozum, czyli świadomość, zaś w ciele zaczyna dominować przyjemność. Gdy nastąpi połączenie świadomości i przyjemności, czyli kiedy przyjemność zostanie uznana za jedyne dobro człowieka, wtedy następuje całkowita deprawacja człowieka. Zdeprawowany człowiek porzuca moralność. Odrzuca moralną powinność służenia osobowemu dobru, czyli godności, człowieka. A tym samym człowiek odrzuca i neguje samą osobę. Najczęściej wiąże się to z porzuceniem życia religijnego i negacją Boga.

O FILOZOFII (przypomnienie) /5

5.Filozofia zrodziła się z podziwu dla rzeczywistości

Filozofia zrodziła się z podziwu dla rzeczywistości. Grecy zachwycili się rzeczywistością i podziwiali ją. Ten podziw stanowił afirmację realności. Podziw i zachwyt rodzą potrzebę rozumienia. Grecy zamierzali zrozumieć otaczającą człowieka rzeczywistość, tym samym pragnęli doskonalić swoją rozumność. Możemy stwierdzić, że właśnie podziw staje się początkiem chęci rozumienia świata.

Żadne wątpliwości lub krytyka nie zdołają pobudzić człowieka do chęci rozumienia świata. Jeżeli zaczynamy wątpić w realność otaczającego nas świata, to znaczy, że już porzuciliśmy chęć rozumienia. Żeby szukać rozumienia, czyli zapytać o arche (przyczynę), musimy z podziwem spojrzeć na świat. Musimy pokochać realność, żeby ją móc poznać. Musimy zaakceptować i afirmować realność, a nie pytać o jakieś dowolne możliwości istnienia. Możliwość istnienia nie jest realnością. Realna jest bowiem tylko rzeczywistość, a nie nasze myślenie o niej. Po co rozmyślać o jakichś możliwych światach lub bytach, skoro można poznawać nasza rzeczywistość.

Człowiek powinien poznać swoją własną realność. Dopiero wtedy, gdy doświadczamy realności, nasze życie nabiera sensu. Aby nasze życie stało się sensowne, musimy poznać własną realność (realność człowieka). Musimy zdawać sobie sprawę, że prawdziwy sens niesie ze sobą właśnie realność, a nie myślenie. Myślenie stwarza jedynie możliwości, dlatego przedstawia nam jedynie pomyślane sensy, czyli pozorne. Myśleniu zawsze będzie brakowało sensu realności. Dlatego trzeba powiedzieć, że to myślenie jest absurdalne a nie realność. Realność jest piękna, dobra i prawdziwa, i dlatego ma sens. Musimy poznać taką realność, żeby zrozumieć jej właściwy sens. Natomiast myślenie nie jest ani dobre, ani piękne, ani prawdziwe. Ono jest po prostu zwodnicze. Literatura nam podpowie, że myślenie jest uwodzicielskie. No dobra, do czego więc uwodzi nas myślenie? Otóż wydaje się, że myślenie uwodzi nas do zabawy i przyjemności, a to nie jest przecież sens ludzkiego życia.

Nowożytność zatraciła podziw dla rzeczywistości. Opowiedziała się za myśleniem. Kartezjusz zachwycał się myśleniem, ale żeby osiągnąć ten efekt, musiał porzucić podziw dla realności. Nie da się uprawiać myślenia podziwiając jednocześnie realność. Nie można pogodzić rozumienia realności z myśleniem. Gdy podziwiamy realność, wtedy rezygnujemy z myślenia na rzecz rozumienia. Starożytna filozofia dążyła do rozumienia rzeczywistości, zaś filozofia nowożytna zachwyciła się myśleniem, a tym samym porzuciła realność na rzecz możliwości, które otwiera przed nami myślenie.

Dziś trzeba koniecznie przywrócić rozumienie rzeczywistości, zwłaszcza rozumienie realności człowieka, inaczej nie zdołamy poznać i zrozumieć siebie samych. Człowiekowi nie jest potrzebne myślenie o sobie lecz rozumienie siebie. Rozumienie siebie jako osoby. Człowiek jest przecież realnym bytem. Dlatego do tego, żeby sensownie działać, człowiek musi zrozumieć siebie samego, ponieważ podstawą działania powinno być rozumienie a nie samo myślenie. Dopiero wówczas człowiek osiągnie działanie moralne.

To, że Kartezjusz odwołał się do myślenia, nie było jeszcze najgorsze. Najgorszą sprawą okazała się reifikacja myślenia dzięki przyjęciu myślącej substancji (res cogitans). Ostateczną konsekwencją będzie późniejsza reifikacja świadomości. Nie wiadomo, czy dzisiaj da się jeszcze to odkręcić, gdyż zwolennicy myślenia nie chcą się przyznać do tego potwornego błędu. Doświadczenie wewnętrzne ludzkiego Ja zostało ograniczone do refleksyjnego myślenia, gdyż Kartezjusz dopuścił się nadużycia przypisując myślącej „podmiotowości” realność. Później Leibniz uważał, że istnieją wyłącznie substancje duchowe, czyli myślące monady. Filozofia zaczęła odtąd rozważać same możliwości nie przejmując się wcale rzeczywistością. Kant będzie badał warunki poznawania przedmiotów zjawiskowych, czyli po prostu możliwości poznawcze, a nie poznawanie realności. Dlatego u niego myślenie kształtuje i warunkuje poznawalność zjawisk. To był początek swobodnego tworzenia poznawanych rzeczy. Fichte uznał, że nasza myśląca jaźń (świadomość) tworzy swobodnie cały poznawczy obraz świata. Realna rzeczywistość przestała być do czegokolwiek potrzebna świadomości. Stąd Hegel sprowadził już rzeczywistość do kulturowej twórczości człowieka, co pokutuje do dziś.

Przecież skoro zakładamy, że możliwość myślenia jest czymś realnym, to musimy się pozbyć realności świata. Gdy więc sama możliwość staje się realnością, wtedy realność należy potraktować jako coś możliwego. Dlaczego Kartezjusz porzucił realność? Tego nie można wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób. To mogła być sprawka złośliwego Demona.

O FILOZOFII (przypomnienie) /6

6. Człowiek jest z natury filozofem

Jan Paweł II powiedział: Człowiek jest z natury filozofem. Ale chyba z tej lepszej strony swojej natury. Z tej gorszej strony człowiek jest po prostu oszustem. Albo więc wychowamy w sobie filozofa, albo staniemy się oszustami. Aby stać się filozofem człowiek potrzebuje prawdy, po prostu prawdy. Potrzebujemy prawdy, abyśmy mogli poznawać prawdę o człowieku. Jeśli nie zdobędziemy prawdy, to będziemy jedynie oszustami. Bez przyjęcia i posiadania prawdy człowiek może stać się tylko oszustem. Będzie oszukiwał wszystkich dookoła, nawet sam siebie.

Prawda objawia się w naszym umyśle w postaci słowa prawdy. Albo więc mamy słowo prawdy i możemy się nim kierować, albo go nie mamy. Jeśli jesteśmy pozbawieni słowa prawdy, to stać nas jedynie na kłamstwo. Gdy brak nam prawdy, wtedy zaczynamy kłamać. Wówczas kłamstwo staje się dla nas czymś własnym i oczywistym. Człowiek żyjący w swoim własnym kłamstwie może uważać się za szczęśliwego. Ale jego szczęściem będzie tylko kłamstwo.

Człowiek jest albo filozofem, albo oszustem. Tertium non datur. Tu nie ma złotego środka. Człowiek ma zdolność przyjmowania prawdy (capacitas veritatis). Człowiek może przyjąć prawdę od Boga. Jak dawniej głoszono, człowiek jest capax Dei. Ale samo przyjęcie leży całkowicie w naszych rękach. Dlatego człowiek musi się otworzyć. Papież wołał: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Przecież to właśnie jest nasze otwarcie się na prawdę. Na tę Bożą Prawdę, jaką jest Chrystus.

Czym jest takie otwarcie? Jak człowiek może się otworzyć na prawdę? Na czym ma polegać to otwarcie? Co powinniśmy właściwie otworzyć? Jakie drzwi mamy otworzyć i gdzie?

Nasze zmysły są drzwiami otwartymi na zewnątrz. Zmysły są otwarte na kontakt ze światem zewnętrznym. Ale zmysły nie otwierają nas na prawdę. One otwierają nas na faktyczne właściwości rzeczy materialnych. Trzeba zatem otworzyć jakieś inne drzwi. Drzwi wewnętrzne. Musimy się otworzyć na własności istnienia, a nie na cielesne właściwości materii.

Co jednak pozwoli nam doświadczyć tych własności istnieniowych, które mają charakter transcendentalny? Świat działa na nasze zmysły swoimi właściwościami cielesnymi. Ale tak samo działa na nas istnienie (esse) swoimi własnościami transcendentalnymi. Musimy jednak otworzyć nasz umysł i serce na takie oddziaływanie. Jak możemy otworzyć rozum oraz wolę, a nawet uczucia na osobowe własności istnienia?

Rozum musi się otworzyć na akt kontemplacji. Wola musi się otworzyć na akt sumienia. Wreszcie uczuciowość musi się otworzyć na akt upodobania. Powiemy, że właśnie w ten sposób człowiek otwiera się na aktywność własności transcendentalnych istnienia. Kontemplacja jest efektem aktywności osobowej prawdy. Sumienie jest z kolei skutkiem aktywności osobowego dobra. Natomiast upodobanie jest wywołane aktywnością osobowego piękna, które przejawia się w ludzkim życiu.

Wszystko to razem oznacza, że powinniśmy się odwrócić, choćby na moment lub na jakiś czas, od informacji zmysłowych (od wrażeń i wyobrażeń). Co więcej, powinniśmy w jakiś sposób oczyścić władze duchowe z uzależnienia od zmysłów i tym samym przygotować je na przyjęcie czegoś nowego. Duchowość chrześcijańska nazywa to nawróceniem i rachunkiem sumienia, gdy człowiek dokonuje oceny swojego postępowania, odrzucając wszelkie złe myśli i grzeszne uczynki. Filozofia (etyka) powiedziałaby, że należy się pozbyć wszystkiego, co nie jest w nas osobowe. Trzeba porzucić używanie przeróżnych rzeczy. Trzeba odrzucić różne doznania przyjemności i przykrości. Trzeba natomiast „spojrzeć głęboko w oczy” swojej własnej osobie. Poszukać tego, co osobowe w naszym życiu i postępowaniu. Należy odrzucić wszystko, co zasłania osobę i przeszkadza w doświadczeniu jej samej i jej własności. Musimy więc odrzucić wiedzę budowaną na doświadczeniu zmysłowym. Musimy porzucić wybory woli oparte na tym zmysłowym poznaniu. Powinniśmy oczyścić swoje władze duchowe z wszelkiej zależności od zmysłów. Trzeba przywrócić tym władzom ich stan duchowy (duchową intelektualność), czyli zdolność doświadczania tego, co osobowe, i dzięki temu umożliwić doświadczanie samej osoby.

Dopiero wtedy będą mogły zadziałać w nas i ujawnić się własności osobowe. A dzięki temu doświadczymy wprost samej osoby (swojej własnej podmiotowości lub podmiotowości innych ludzi). Dopiero wtedy osiągniemy właściwy poziom życia osobowego. W tym względzie zarówno chrześcijaństwo, jak też filozofia (etyka) są jak najbardziej radykalne. Religia i wiara powiadają, że nie można służyć dwóm panom – Bogu i mamonie. Filozofia z kolei naucza, że nie możemy osiągnąć osobowej godności poprzez nagromadzenie wszelkich dóbr materialnych, sławy i zaszczytów. Religia uczy, że nie osiągniemy życia osobowego, czyli życia wiecznego, posługując się dobrami tego świata. Musimy wznieść się do Osobowego Boga, gdyż tylko dzięki łasce przyjętej od Niego będziemy w stanie odrodzić i odnowić swoje życie osobowe. Bóg jest Osobą, co więcej – On jest Wspólnotą Osób, czyli Trójcą Świętą. Dlatego z Bogiem możemy się spotkać jedynie jako osoby. Dopiero takie spotkanie przyniesie naszej cielesności radykalna zmianę, czyli zmartwychwstanie.

Całą prawdę posiada tylko Bóg, czyli Chrystus. On jest Prawdą, Drogą i Życiem. Zatem to od Niego możemy otrzymać prawdę. A to znaczy, że musimy przyjąć Słowo Boże. Przyjęcie Słowa Bożego jest zarazem przyjęciem Prawdy. Bo tylko Słowo Boże jest pełnią Prawdy. Właśnie taka prawda może nas wyzwolić z okowów zmysłowości, z naszego uzależnienia od zmysłów. Nasza natura jest uzależniona od doświadczenia zmysłowego. Rozum próbuje wznieść się ponad zmysłowe informacje. Dokonuje abstrakcji, czyli może odkrywać matematykę, geometrię i muzykę. Ale nawet te abstrakcje służą jedynie do poznania i używania tego, co cielesne. To z pewnością nie jest duchowy ogląd (intelligere) tego, co osobowe. Żeby przeniknąć ducha osoby rozum musi się stać intelektem (intellectus). To przecież intelekt posiada słowo i dlatego jest nazywany logosem. Sam rozum jest tylko ratio (jest rozumieniem).

Powstaje jednak pytanie, czy można tu na ziemi żyć w pełni osobowo? Przecież zostaliśmy stworzeni jako osoby, dlatego powinniśmy żyć i działać jako osoby. Ale czy mamy potrzebną do tego siłę? Sami z siebie na pewno nie. Możemy jednak otrzymać potrzebną moc w postaci łaski. Jest to oczywiście pomoc nadprzyrodzona, która wykracza poza naszą naturę. Ale bez niej nie zdołamy osiągnąć osobowej doskonałości. A więc nasza obecna natura (natura po upadku, jak powie religia) nie pozwala nam na życie osobowe. Na przykład nie możemy się dzięki niej spotkać z Bogiem.

Gdyby dziś ludzki świat odrzucił to, co nadprzyrodzone, jako do niczego nie potrzebne, gdyby świat odrzucił Boga, to byłby to koniec człowieka. Człowiek nie może żyć osobowo bez Boga. A przecież powinniśmy zrozumieć, że człowiek może żyć i istnieć tylko jako osoba. Bez Boga nie ma nadziei na życie wieczne jako życie osobowe.

Na co dzień nasze władze duchowe są zależne od zmysłów. Żyjemy przecież w świecie materialnym, o którym informują nas zmysły. Dla codziennych czynności potrzebujemy poznania zmysłowego. Jako byty cielesne (żywe organizmy) nie moglibyśmy bez tego funkcjonować. Musimy się odżywiać, spać i ubierać się. W związku z tym traktuje się często człowieka jak zwierzę (nawet gdy nazwiemy go animal rationale lub homo sapiens). Ale człowiek nie jest zwierzęciem. Człowiek jest wcieloną osobą. W nim najważniejsza jest osoba, a nie zwierzęcość (żywy organizm).

Osoby nie poznamy poprzez zmysły. Osoba przekracza wszelką cielesność i duchowość. Osoba stanowi podmiotowość istnienia. Może należałoby powiedzieć, że osoba współstanowi podmiotowość istnienia wraz z życiem (vivere). Inaczej mówiąc, ludzkie istnienie współtworzy podmiotowość osoby oraz podmiotowość życia. Osoba przyczynuje w człowieku wyposażenie duchowe, czyli władze duszy. Natomiast życie (vivere – jako moc ożywcza) sprawia i przyczynuje wyposażenie cielesne organizmu. To egzystencjalne życie ożywia materię powołując do życia cielesność (narządy i władze cielesne).

Zmysły służą do działania naszemu cielesnemu organizmowi, zaś władze duchowe powinny służyć osobie człowieka. Ale to znaczy, że muszą być otwarte na własności osobowe. Jeżeli władze duchowe zostaną poddane panowaniu zmysłów, to w ogóle nie można mówić o życiu osobowym. W takim przypadku osoba i jej własności nie mogą działać i nie mogą się w ogóle ujawnić. Powiemy wówczas, że osoba jakby zanika, gdyż w żaden sposób nie może się ujawnić w życiu człowieka. Człowiek pozbawiony działania osobowego staje się po prostu zwierzęciem. I co z tego, że będzie to zwierzę rozumne. To jeszcze gorzej, ponieważ taki człowiek wykorzystuje swoją rozumność w służbie cielesności i jej przyjemności. Rozumność służąca ciału staje się bezwolna i kłamliwa. Po prostu staje się obrzydliwym oszustem. Rozumność bardzo łatwo potrafi nas okłamywać i oszukiwać. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wydaje nam się, że najważniejsze to kierować się rozumem, nie pytając, jaki on jest.

Rozum pozbawiony prawdy staje się kłamcą i oszustem. Ale taki rozum nie będzie chciał ujawnić swojej natury – kłamliwej natury. Rozum, który odszedł od prawdy, potrafi kłamać jak z nut. Wcale nie musi się wysilać. Jak udowodnić, że nasze myślenie kłamie? To nie jest wcale takie oczywiste, ponieważ jeśli odwołamy się do samego rozumu i jego myślenia, to nie sposób wykazać mu kłamstwa, gdyż rozum będzie stale zaprzeczał. Pozostając na gruncie samego myślenia okazuje się, że prawdziwością staje się zgodność myślenia z samym myśleniem (jasnym i wyraźnym, tak jak chciał Kartezjusz). To, co jesteśmy w stanie pomyśleć w sposób jasny i wyraźny, uważane jest od razu za prawdę.

Może więc trzeba zastosować zasadę realizmu. W tym wypadku prawda byłaby zgodnością naszego myślenia z rzeczywistością. Ale skoro uznano, że to zmysły kontaktują nas z rzeczywistością, to trzeba się odwołać do zmysłów. Jednak zmysły ograniczają rzeczywistość do tego, co cielesne, gdyż dzięki nim poznajemy ciała lub fakty (albo cielesne fakty). Stąd myślenie należy utożsamić lub uzgodnić z cielesnymi faktami. W ten sposób w ujęciach empirycznych prawdziwość myślenia miała nam zapewnić faktyczność poznania zmysłowego. Dlatego prawdziwe staje się tylko to, co widziałem i dotykałem. Prawda zostaje sprowadzona do doświadczenia zmysłowego. Ale przecież taka prawda nie obejmuje zupełnie osoby człowieka, czyli tego, co w nim najważniejsze i co stanowi samo sedno jego realności. To zamyka nam również drogę do Boga, którego nikt nigdy nie widział, jak pisze św. Jan Ewangelista.

Z powodu poznania zmysłowego człowiek zostaje zamknięty w świecie faktów cielesnych. Nie ma wówczas możliwości odkrycia swojej duchowości. Dlatego ucieka najczęściej w spirytyzm lub magię. Człowiek bowiem czuje, że nie powinien ograniczać się do świata materialnego. I doskonale zdaje sobie sprawę, że miłość nie jest żadną chemią, zaś technika nie jest w stanie udoskonalić człowieka moralnie.

Dzisiaj trzeba mieć niezmiernie dużo odwagi, żeby wykrzyczeć w twarz całemu światu, że nauki przyrodnicze i cała ta technika mogą jedynie usprawniać nasze życie codzienne, ale ani na włos nie poprawiają i nie polepszają samego człowieka. Taką odwagę miał Jan Paweł II. Człowiek doskonali się moralnie, jeżeli rozwija swoje życie osobowe. A to dokonuje się za sprawą realizacji  i osiągania osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Tylko prawda, dobro i piękno dają nam doskonałość duchową, czyli udoskonalają nasze działania, gdy staną się wyposażeniem naszych władz duchowych. Dlatego człowiek powinien żyć słowem prawdy (wiarą), czynem dobra (miłością) oraz przeżyciem piękna, czyli upodobaniem życia (jako nadzieją).

Rozum, który przyjął prawdę (osobową prawdę), staje się na powrót intelektem, który posiada zdolność oglądu i poznania tego, co osobowe. Nasz rozum może się kierować jedynie poznaniem zmysłowym, dlatego ma długą drogę do poznania rzeczywistości. Dopiero intelekt, jakim człowiek dysponował na początku i do którego może powrócić dzięki łasce, jest zdolny oglądać bezpośrednio rzeczywistość osobową, czyli egzystencjalne źródło realności. Intelekt ma dostęp do własności osobowych, to znaczy do istnieniowych własności transcendentalnych – prawdy, dobra i piękna. Dzięki temu może nastąpić realne spotkanie osobowe. Spotkanie osoby z osobą. Spotkanie twarzą w twarz.

Jeżeli człowiek nie pozna pełnej prawdy o sobie samym, to pozostanie jedynie oszustem. Taki człowiek będzie oszukiwał sam siebie i wszystkich innych dookoła. To dlatego w życiu społecznym jest tyle zła, niesprawiedliwości i przemocy. Politycy rwą się do władzy, ale nikt z nich nie dba o realną prawdę o człowieku, o rodzinie, o moralności, o Bogu. Dlatego w polityce wszystkie błędy i oszustwa ujawniają się ze dwojoną siłą. Wszyscy się tego boimy, ale nic nie robimy, żeby temu zapobiec. Papież wołał: nie lękajcie się!

Możemy powiedzieć, że dziś prawda o człowieku jest dostępna. Trzeba ją tylko wydobyć na światło dzienne. Trzeba ją ujawnić i rozreklamować. Ale to by przeszkadzało wszystkim oszustom, którzy żyją ze swego kłamstwa. Przecież oszust i kłamca nie będzie chciał pokazać swojego charakteru. Będzie się maskował i ściemniał, jak mówi młodzież.

Dlaczego ludzie wolą żyć w niewoli kłamstwa i grzechu? Przecież prawda może nas wyzwolić. Może nas w prosty sposób uwolnić od kłamstwa. Czyżby kłamstwo było tak głęboko wpisane w naszą naturę? Ale to znaczy, że kłamstwo musi być wpisane w duchowość człowieka, gdyż trudno jest okłamać własne ciało. Ciało ma swoje potrzeby, jeśli chce jeść, to nie można go nakarmić marzeniami.

Najczęściej ludzie domagają się chleba i wolności. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj! Ale nie samym chlebem żyje człowiek. Pan Jezus powiedział, że prawda nas wyzwoli, lecz my ludzie nie potrafimy się tym zadowolić. Wciąż poszukujemy wolności na własną rękę i na własną miarę. Co więcej, chcemy stworzyć wolność dla siebie samych, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób tylko popadamy w niewolę zmysłów lub swoich pomysłów.

Dlaczego człowiekowi tak trudno jest przyjąć prawdę o sobie samym? Grecy wzywali: Poznaj samego siebie. To z pewnością nie jest łatwe. Sokrates przypłacił to życiem. Dużo łatwiej jest wymyślać przeróżne kłamstwa (czy choćby dowolne poglądy). Prawda wymaga pokory. Trzeba pokory ducha, żeby przyjąć i uznać prawdę. Uznać prawdę to znaczy upokorzyć swój umysł. Upokorzyć pychę myślenia. Cogito egro sum. Myślę więc jestem – to jest pycha ludzkiej świadomości. Pycha kłamliwego rozumu człowieka, który dąży do swojej absolutyzacji. Levinas mówił, że ludzka świadomość się wyabsolutnia, czyli że chce się stać czymś absolutnym. Pragnie absolutnego panowania. Pragnie wszystko zawłaszczyć dla siebie, jakby wymyślić od nowa. Ale to znaczy, że chce absolutnego kłamstwa, które zanegowałoby całą rzeczywistość z Bogiem na czele.

Kłamstwo jest zaprzeczeniem rzeczywistości, gdyż jest negacją prawdy. Prawdą jest wszystko, co realne. Prawdą jest człowiek w swojej osobie. Prawdą jest Bóg w trzech Osobach. Jeśli odrzucimy prawdę, to odrzucimy i Boga i człowieka. Jeżeli chcemy odrzucić człowieka, to nie mamy po co żyć. A gdy znika cel ostateczny, pojawia się relatywizm. Gdy odrzucamy ten cel, czyli zbawienie, pozostaje nam tylko bawienie się, czyli zabawa. Dziś ludzkie życie traktuje się jako dobrą zabawę. Trzeba umieć się bawić, wszystko inne przestaje się liczyć.

Ale człowiek nie jest nieustannym imprezowiczem. Nawet najlepsza zabawa nadużywana codziennie może się znudzić. Zabawa nic nie daje człowiekowi, a może wszystko zabrać. Zabawa w niczym człowieka nie rozwija. Co najwyżej mami go muzyką, alkoholem lub narkotykami, seksem. Zabawa niszczy naszą osobowość, wprost wyżyma ją jak zwykłą szmatę. Jeżeli człowiek straci swoją osobę i osobowość, to stanie się bezwolnym narzędziem w rękach polityków i menadżerów. Stanie się narzędziem, które można użyć, zużyć i wyrzucić. I cześć.

Proszę Was, strzeżcie swojej osoby. Jesteście osobami i to jest coś najcenniejszego, co posiadacie. Waszą realnością i Waszym istnieniem jest Wasza osoba. Osoba, która może żyć i rozwijać się tylko w środowisku osobowym. Osoba powinna żyć wśród osób. Wszystko inne nie jest w stanie zadowolić osoby. Zarówno przyroda, jak i kultura to dla osoby za mało. Osoba musi żyć wśród kochających osób. Osoba musi oddychać miłością i wiarą. Musi żywić się nadzieją. Osoba może żyć i rozwijać się jedynie we wspólnocie miłości, czyli w rodzinie.

O FILOZOFII (przypomnienie) /7

7. Historia filozofii nowożytnej

Historia filozofii nowożytnej powoli ale systematycznie odkręcała rozumienie realności człowieka. Najpierw na zasadzie negacji porzucono realistyczne poznanie rzeczywistości. To doprowadziło ostatecznie do stwierdzenia, że realność jest niepoznawalna. A skoro nie poznajemy realnych rzeczy, to zamieniono pojęcie substancji określające istotę realności na pojęcie faktu lub zjawiska. Skoro poznanie realnych rzeczy stało się nieważne i niepotrzebne, to za ważniejsze uznano to, w jaki sposób realność zjawia się w naszym oglądzie (pojęcie naoczności) i jak jest ujmowana przez nasze myślenie.

Teologia i metafizyka zostały zastąpione przez poszukiwanie metodycznej teorii wiedzy naukowej. To spowodowało, że metafizyka została zastąpiona przez ontologię, a dalej ontologia zmieniła się w fenomenologię. Dawna metafizyka badała zasady realności, natomiast ontologia zajmowała się bytami możliwymi (do pomyślenia). Z kolei fenomenologia przeszła od poznania zjawiskowego do narzucenia myślenia jako zasady realności. Dla Hegla realność stała się wytworem myślenia, bo traktował rzeczywistość jako wytwór kulturowy. Ostatecznie fenomenologia Husserla skończyła na świadomościowym myśleniu o rzeczywistości, co sprowadza się do tezy, że człowiek wymyśla sobie wszystko, co go dotyczy (wszystko z pełną swobodą).

Od czego należy zacząć naszą opowieść? Otóż wydaje się, że w XV wieku skończyła się teologiczna wizja człowieka. Taką ostatnią wizją człowieka był malarstwo Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej. Natomiast w świecie kultury europejskiej zaczęto usilnie poszukiwać jakiejś świeckiej teorii wiedzy naukowej. Te poszukiwania poszły już obok albo nawet wbrew dotychczasowej wizji teologiczno-filozoficznej.

Przede wszystkim zanegowano najpierw tradycyjne poznanie rozumowe, ponieważ uznano, ze nie prowadzi ono do uzyskania wiedzy naukowej. Porzucono w ten sposób tradycyjne rozumienie poznania rzeczywistości. Skrajny racjonalizm zanegował poznanie na rzecz myślenia, natomiast empiryzm przyjmował pełną zależność poznania rozumowego od zmysłów (nie ma w rozumie nic, czego nie byłoby w zmysłach, jak twierdził Locke).

Zobaczmy teraz, jak to przebiegało w kolejnych etapach. Pierwszym myślicielem, który zanegował poznanie realności, był Kartezjusz. Posłużył się on totalnym wątpieniem, a jego wniosek był radykalny. Uznał, że jedynym skutecznym działaniem rozumu jest myślenie. Tylko myślenie może być zasadą tworzenia prawdziwej wiedzy. To oznaczało, że prawdziwą wiedzą jest jasne i  wyraźne pomyślenie czegoś. W ten sposób zamienił zgodność poznania z realnym stanem rzeczy na zgodność myślenia z samym myśleniem. To oczywiście sprawdzało się doskonale w przypadku jego teoretycznego układu współrzędnych opisującego matematycznie działania w przestrzeni (np. lot pocisków artyleryjskich). Ale gdy Kartezjusz spróbował zastosować swoją metodę cogito do ogólnych rozważań filozoficznych, wtedy pojawiły się problemy. Jak bowiem mówić o realnym świecie, skoro samo myślenie nie jest poznaniem i nie da się sformułować pojęć dotyczących rzeczywistości. Dlatego musiał on wprowadzić założenie istnienia pojęć wrodzonych obecnych od zawsze w ludzkim umyśle (czy nawet w umyśle Boga ???). Miały to być pojęcia duszy, Boga i świata. Dopiero przy zastosowaniu tego założenia można było rozwijać filozofowanie o rzeczywistości (właściwie dowolne myślenie o niej).

Co z tego ostatecznie powstało? Kartezjusz zdefiniował duszę jako res cogitans, a jego następcy zaczęli odnosić to określenie do całego człowieka. Człowiek stał się dla filozofów jakąś substancją lub istotą myślącą (ostatecznie posługiwano się pojęciem myślącego podmiotu). Jak zobaczymy dalej, człowiek staje się dzisiaj myślącym podmiotem, czyli świadomością.

Natomiast empiryzm zanegował poznanie rozumowe uzależniając je całkowicie od zmysłów. To oznaczało, że umysł nie poznaje sam z siebie niczego z realności, lecz jego myślenie opracowuje dane zmysłowe i na ich podstawie tworzy wiedzę naukową. Oczywiście taka wiedza miała wymiar praktyczno-doświadczalny, co pozwala jej rozwijać rozwiązania techniczne. Wobec opisu tego, co dzieje się realnie wokół nas, zrezygnowano z posługiwania się pojęciem substancji odnoszącego się do realnych rzeczy i zastąpiono je pojęciem faktu ujmującym to, co pojawia się dla zmysłów. Wyjątek w postaci idei tworzonych przez umysł zastosowano wobec analiz i pojęć matematycznych.

Niestety w tej koncepcji empirycznej człowiek został kompletnie odarty ze swojej wewnętrznej realności. Pozostawała jedynie wizja psychologiczna ujmująca relację pomiędzy umysłem a zmysłami (także w aspekcie emocjonalnym).

Próbę szerszego ogarnięcia obu tych stanowisk racjonalizmu i empiryzmu podjął Kant. Stwierdził, że realność rzeczy (rzecz sama w sobie) jest niepoznawalna. Dla stworzenia potrzebnej wiedzy ujmujemy poznawczo jedynie pewną sferę zjawiskową. Rozum za pomocą myślenia tworzy fenomeny, czyli pojęcia ujmujące zjawiska (jakieś fakty lub oglądowe postaci). Według mnie w ten sposób powstała pierwsza wersja filozofii fenomenologicznej ( Ja tak właśnie interpretuję i nazywam krytyczną filozofie Kanta).

Oczywiście Kant zachował pomysł idei czystego rozumu, ale zastosował ten pomysł do stanowienia prawa moralnego. Odwołał się tutaj do propozycji Kartezjusza, uznając, że mamy idee – duszy, Boga i świata. Podług tych idei rozum miałby stanowić prawo będące dla niego zasadą ludzkiego działania.

Według niego człowiekiem rządzi rozum i tylko rozum. Prawo jest tym, co rozum ustanawia sam z siebie i sam dla siebie. Prawo staje się zatem apriorycznym dziełem rozumu, czyli jest to pojęcie lub działanie czysto rozumowe. Co więcej, aby prawo mogło być zasadą moralną, nie może ulegać żadnym innym wpływom. Można by powiedzieć, że dla Kanta prawo wyraża samą istotę rozumności człowieka, czyli jest postacią (pojęciem) czystego rozumu. Czysty rozum przemawia do nas w prawie, a to prawo określa i wyznacza nasze postępowanie. A ponieważ rozum sam nadaje sobie prawo, to również sam jest zobowiązany do jego poszanowania i przestrzegania. W ten sposób Kant odkrywa obowiązek albo powinność. Człowiek powinien działać z obowiązku. Autonomia człowieka polega na tym, że rozum jako rozum wyznacza i nadaje sobie prawo, zaś jako praktyczny podlega temu prawu. Wydaje się, że dla Kanta prawo stanowi jakby istotę samego rozumu, czyli początek i zasadę rozumnego działania człowieka.

Jak widzimy, idee czystego rozumu są wyłącznie twórczością rozumu, ale tego jednostkowego rozumu. Powstaje problem, jak idee rozumu mogą określać powszechne zasady prawa moralnego. Wydaje się, ze w tym względzie Kant odwołuje się do powszechnego występowania tych idei w umysłach ludzi. Tylko przy tym założeniu prawo moralne mogłoby czuwać nad społecznymi działaniami wszystkich obywateli, ale zawsze pozostaje niebezpieczeństwo autonomii dowolnego rozumu, gdyż Kant przyznawał rozumowi pełną autonomię. Wydaje się, że konkretny umysł może stanowić dla siebie dowolne prawo moralne kierując się własną hierarchią wartości. W ten sposób Scheler będzie później krytykował etykę Kantowską.

Trzeba jeszcze przypomnieć osiągnięcia, które były skutkiem zastosowania nowych metod naukowych. Mówiliśmy już, że koncepcje myślenia sprawdziły się doskonale w teorii układu współrzędnych opisującej otaczającą nas przestrzeń w sposób matematyczny. Kolejnym wielkim osiągnięciem była teoria fizyki opracowana przez Newtona. Okazało się bowiem, że można w sposób matematyczny (przy pomocy wzorów ujmujących stosunki różnych wartości) opisywać zjawiska i wydarzenia w otaczającym nas świecie. Oczywiście wiązało się to ze sformułowaniem odpowiednich wartości fizycznych (jak droga, czas, prędkość, masa i ciężar, siła itp.; itd.). Wszystkie te pojęcia i wartości mają zakotwiczenie w pomysłach myślenia, ale okazało się, ze można je zastosować do faktycznych wydarzeń czy zjawisk (i to wydarzeń materialnych i cielesnych). To wzbudzało u naukowców i twórców techniki zachwyt i uwielbienie. Dlatego tak powszechnie akceptowano nowe metody naukowe oparte na doskonałości myślenia. Zachwycali się tym również filozofowie (jak np. Kant czy Hegel). Na tym opierała się powszechna wiara w doskonałość myślenia.

Kolejnym etapem ewolucji myślenia (aż po ostateczną dominację) stała się filozofia Heglowska. Hegel twierdził, że sama rzeczywistość ma charakter myślenia, skoro powstała w procesie myślenia, ponieważ Bóg wymyślił świat i powołał go do istnienia. Możemy przyjąć, że to pokazuje, iż Hegel pojmował rzeczywistość na sposób tworzenia i funkcjonowania kultury. Jego teoria sprawdzała się w opisie rozwoju cywilizacji i  kultury, ale nie odkrywaniu realności. Dlatego fascynował raczej historyków niż realistycznych filozofów.

Co ciekawe, w swojej interpretacji mówił on o fenomenologii Ducha. Według Hegla sprawcze działanie Ducha Absolutnego przejawiało się w działaniach duchowych człowieka – od subiektywnego pomysłu jednostki do obiektywnego funkcjonowania działa sztuki i techniki. Jego fenomenologia ukazywała więc duchowy rozwój aktywności twórczej. Ale dla niego rzeczywistość miała charakter twórczości artystycznej. Można uznać, że sztuka miałaby tworzyć rzeczywistość. Takie podejście będzie miało poważne konsekwencje w dzisiejszych czasach.

Rozwój podejścia fenomenologicznego zapoczątkowany przez Kanta zamyka szeroka teoria filozoficzna świadomości autorstwa Husserla. W tej teorii wszystko, co się nam jawi i jest dla nas dostępne, jest zawarte w świadomości. Świadomość stanowi taką wszechogarniającą sferę możliwości poznawczo-decyzyjnych. Ma ją charakteryzować zdolność naoczności. Już Kant wprowadził takie określenie poznawcze. Możemy stwierdzić, że ta naoczność zastąpiła tradycyjne poznanie realności. Co więcej ta naoczność wyznacza obecnie prawdę wiedzy poznawczej (przede wszystkim naukowej). Dzisiaj, kiedy wszystko możemy obejrzeć na ekranie telefonu – w sposób naoczny – wtedy traktuje się to wszystko jako prawdę, która mieszka w telefonie.

Teorię fenomenologiczną w zakresie świadomości rozwinął twórczo Scheler. Stwierdził on, że świadomość ma postać osoby, gdyż posługuje się wartościami. Świadomość tworzy sobie hierarchię wartości, skoro posługuje się myśleniem. Moim zdaniem, właśnie myślenie tworzy wartości, ponieważ ma zdolność porównywania i zestawiania różnych rzeczy i spraw. Ale wartości jako twórczość myślenia nie odnoszą się do rzeczywistości. Scheler przyjmował tradycyjną hierarchię wartości. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że świadomość jako myślący rozum ma możliwość tworzenia dowolnych hierarchii wartości. Ponadto o wartościach bardzo łatwo się mówi i dyskutuje, lecz realne działanie wymaga prawdziwej mocy sprawczej – tego wartości nam nie dają.

Na rozwoju tej fenomenologicznej naoczności najbardziej straciło rozumienie człowieka jako realnego bytu. Dzisiaj nie liczy się już realność człowieka (realność osoby i życia), ale medialny wizerunek (to, co dostępne naocznie), który można bardzo szybko rozpowszechniać w internecie. Przecież realnego człowieka spotykamy bezpośrednio, jak się mówi – twarzą w twarz. Żeby poznać i zrozumieć spotkanego człowieka podejmujemy rozmowę albo nawet podejmujemy współpracę, a czasami możemy po prostu być razem i pomilczeć sobie.

Nawet jeśli zgodzimy się, że to nowe podejście do tworzenia wiedzy naukowej umożliwiło szybki rozwój techniczny i ekonomiczny, to trzeba przyznać, że odbywało się to kosztem zaniedbania realności człowieka i rozwoju jego samego. Ja sądzę, że wiedza naukowa nie rozwija naszego rozumienia realności. Ona pozwala nam jedynie na lepsze wykorzystanie tej realności, czyli wykorzystanie jej właściwości i możliwości użycia, dla ułatwienia i uprzyjemnienia sobie życia. W ten sposób tworzymy taką technologiczną otoczkę lub przesłonkę realności, podchodząc do niej utylitarnie, czyli używając ją do swoich własnych celów i zainteresowań (interesów i  potrzeb). Oceniamy to jako polepszenie swojego standardu życiowego, lecz to nie oznacza, że polepszamy swoje realne życie. Podam taki przykład: w pewnym momencie nauka stwierdziła, że cała fizyczna realność składa się z atomów różnych pierwiastków. Jeszcze niedawno wysunięto tezę, że w ciągu całego życia w organizmie człowieka następuje całkowita wymiana wszystkich atomów czy pierwiastków. No to należałoby zapytać, dlaczego zupełnie nie zmienia się faktyczna realność człowieka? A to pokazuje, że mamy do czynienia z jakąś głębszą zasadą czy przyczyną konstytuującą realność człowieka, o czym nauka nie jest w stanie nic powiedzieć.

Widzimy dzisiaj, że trudno jest mówić o duchowości człowieka, którą tzw. wiedza naukowa wprost pomija. Duchowość powinna być nastawiona na rozwój życia osobowego, czyli wypełniania działań moralnych. Dusza została bowiem powołana przez aktywność osobową do służby drugiemu człowiekowi. Dlatego należy wspierać rozwój technologiczny tylko w tym zakresie, w jakim może on służyć wymogom i potrzebom naszej ludzkiej natury (zarówno duszy jak i ciała). Jeśli zaś ten rozwój jest wymierzony w destrukcję naturalnego statusu człowieka albo wprost w jego życie i zdrowie (czemu służy technika wojenna), to takie działanie powinno być niedopuszczalne i zakazane.

Dzisiaj problemem jest sprawa wolności. Głosi się absurdalną tezę, że wolność jest zasadą działania człowieka. Jest to teza absurdalna, ponieważ wolność jest tylko czystą możliwością (wolność jako wolność), a do działania konieczna jest moc sprawcza, której wolność nie posiada. Jak tak naprawdę wygląda sprawa wprowadzenia wolności? Otóż należy zdawać sobie sprawę, że teoria wolności nie ma pochodzenia filozoficznego, bo filozofowie się nią nie zajmowali. Wolność bowiem wprowadzono jako hasło polityczne Rewolucji Francuskiej. A to tak naprawdę oznacza, że wprowadzone pojęcie wolności ma charakter polityczny, a właściwie ideologiczny. Filozofia nigdy nie poszukiwała i nie zajmowała się wolnością, ponieważ było oczywiste, że rozumne działanie musi być oparte na realnych zasadach. Arystoteles uważał, że rozumne działanie człowieka musi być oparte na rozpoznaniu i określeniu celu, bo to właśnie wyróżnia działanie człowieka. Natomiast wolność odbierałaby ludzkiemu działaniu charakter rozumny i celowy. Wolność neguje bowiem jakiekolwiek zasady domagając się całkowitej swobody. Dlatego kierując się wolnością człowiek działa raz dobrze, a raz źle, i właściwie sam nie wie dlaczego.

Rewolucja narzuciła polityczną wolność działania, żeby uzasadnić swoje zbrodnicze działanie (nawet wobec własnych przywódców). Dlatego zadziwiający jest dla mnie fakt społecznej akceptacji wolności. Może najważniejszą rolę odgrywa tutaj jakaś naturalna negacja przez obywateli każdej formy władzy i czyjegoś panowania. Możemy przyjąć, że mamy wyjątkowych ludzi, którzy pragną zawsze władzy, ale cała reszta społeczeństwa chciałaby wolności i niezależności od władzy. Tylko w tym sensie jestem w stanie zrozumieć taką fascynację wolnością, jaką mamy w tej chwili na świecie. Bo przecież w ramach działania osobistego wolność jest tylko możliwością działania a nie czymś realnym. Natomiast do rzeczywistego działania konieczna jest moc sprawcza. Być może sprawa przybiera inny obrót, gdy ludzie kierują się świadomością. Wówczas ideologia narzuca ludziom wolność w zakresie myślenia, co propagandowo przedstawia się jako wolność słowa. Otóż wolność słowa nie polega na tym, że głosimy prawdę, gdyż głoszenie prawdy jest domeną umysłu wyposażonego w zasadę słowa prawdy. Wolność słowa prowadzi jedynie do mówienia tego, co jesteśmy w stanie pomyśleć. Wolność słowa (jako wolność) nie kieruje się żadną zasadą poznawczą czy komunikacyjną. I dlatego ta wolność słowa sprowadza się ostatecznie do głoszenia głupoty lub kłamstwa a nie prawdy.

Ideologia jest dzisiaj tym, z czym mamy największy problem. Powstawanie ideologii jest spowodowane posługiwaniem się wolnością myślenia. Dopóki w kulturze zachodniej panowało rozumowe poznanie realności, nie było mowy o ideologii. Mogły występować kłamstwa i oszustwa. Ale kiedy w filozofii zaczęło dominować myślenie (cogito), wszystko się odwróciło. Wolność słowa pobudziła swobodę myślenia i wymyślania czegokolwiek. Patrząc na to z drugiej strony fascynacja myśleniem wywołała zanik zainteresowania dla realności w ogóle, a realności człowieka w szczególności. Zaczęto wymyślać dowolne interpretacje i narracje ludzkiej natury. Przyznano naturze niezależność i samodzielność. Stwierdzono wprost, że człowiek działa na zasadzie wolności, skoro jest pojmowany jako świadomość. Dlatego uznano, że możemy dowolnie kształtować swoje naturalne wyposażenie. Wszystko zależy jedynie od naszego świadomościowego myślenia. To doprowadziło do powstania jakichś absurdalnych interpretacji „naukowych”. Najgorzej dzieje się w polityce i ekonomii, gdzie narzuca się ideologiczne interpretacje nie przystające zupełnie do rzeczywistości. A to wszystko w imię postępu. Niestety postęp pojmuje się dzisiaj jako wymyślanie czego nowego, nowych pomysłów, ale to nie gwarantuje osiąganie czegoś pozytywnego.

O FILOZOFII (przypomnienie) 8

8. Obalanie filozoficznych mitów


1) De cogitationibus non est disputandum. Disputandum est de rebus.

2) Bóg nie tworzy ludzkiej natury. Bóg stwarza osobę człowieka, która dzięki temu posiada realną moc sprawczą i dlatego może przyczynować wyposażenie ludzkiej natury do spółki z przyczynami drugorzędnymi. Bóg nie stwarza więc ludzkiej duszy ani ludzkiego ciała, lecz stworzona osoba sama organizuje sobie własną duszę i ciało.

3) Bóg nie jest umysłem (w żadnym znaczeniu tego pojęcia), gdyż umysłowość należy już do możnościowej sfery istoty bytu stworzonego przez Boga. Bóg jest Osobą (teologia podpowiada nam, że Bóg jest Trójcą Osób). A to znaczy tyle, że posiada wszystkie atrybuty osobowe. Bóg jest Prawdą, Dobrem i Pięknem, czyli Życiem. Bóg nie musi być umysłem, ponieważ jest Prawdą, która przyczynuje wszelką poznawalność i umysłowość. Tak samo Bóg nie musi być chceniem i wolą, gdyż jest samym Dobrem, które powołuje do istnienia i działania wszelkie chcenie, czyli wolę. W Bogu Piękno jest Życiem, dlatego Bóg ma moc ożywiania każdego bytu i całej przyrody ożywionej.

4) Dlatego w Bogu nie ma myślenia. Przypisywanie Bogu myślenia staje się mitologizacją, którą uprawiali Grecy.


5) Myślenie nie jest poznaniem. Ono jedynie bazuje na poznaniu zmysłowym lub umysłowym. Nasze poznanie dotyczy zawsze konkretnych i jednostkowych rzeczy. Myślenie tworzy jednak własne treści intencjonalne. Najprościej możemy powiedzieć, że myślenie tworzy pojęcia, czyli wyabstrahowane i ogólne treści. Te ogólne treści pojęciowe stanowią podstawę do powstania języka. Język jest wyrazem naszego myślenia o rzeczywistości, w tym również o człowieku. Ale język nie opisuje samej rzeczywistości. On przedstawia jedynie nasze myślenie o świecie i o człowieku.


6) Myślenie nie tworzy realności. Ono tworzy jedynie możliwości. Człowiek nie może żyć w świecie możliwości, gdyż do życia potrzebuje prawdziwej realności.

7) Skoro myśleniu przypiszemy realność, to wówczas rzeczywistość przestaje być dla nas ważna, gdyż pierwsze i najważniejsze jest myślenie. Rzeczywistość staje się niepoznawalna (zob. Kantowska Ding an sich), aby w końcu (u Sartre’a) stać się czymś absurdalnym. Przecież to tylko myślenie jest w stanie powiedzieć (albo pomyśleć) o rzeczywistości, że jest absurdalna i bezsensowna. W ten sposób myślenie każe człowiekowi oderwać się od rzeczywistości i zagłębić się w świat możliwości. Myślenie tworzy bowiem jedynie możliwości. Ono nie potrafi stworzyć niczego realnego. Lecz człowiekowi, który zagłębia się w świat możliwości i marzeń, wydaje się, że realizując marzenia osiąga jakąś nową rzeczywistość. To jest tylko złudzenie, gdyż spełniając swoje marzenia poszerzamy jedynie własne myślenie i nic więcej.

8) Nic tak nie ogłupia człowieka jak myślenie. Dlatego musimy się ratować przed myśleniem. Do tego konieczne jest rozumienie rzeczywistości (czyli zrozumienie, czym jest realność). Rozumienie dotyczy na ogół rzeczywistości zewnętrznej, ale tak naprawdę powinno dotyczyć realności samego człowieka. Tylko poznawszy swoją realność człowiek zdoła spełnić swoje powołanie. Natomiast poprzez myślenie nigdy nie dotrzemy do tego, co realne. Myślenie trzyma nas bowiem na dystans względem realności. Jak pokazał Kant, myślenie wytwarza własne przedmioty poznania w postaci fenomenów (zjawisk), dlatego jego następcy podążali w stronę fenomenologii, która stała się wyłącznie teorią myślenia (zob. Hegel i Husserl). Otworzyć nam oczy (duszy) na rzeczywistość może rozumienie (intelligo), które przenika bezpośrednio do tego, co realne. Takie rozumienie jest napędzane słowem prawdy, które powstaje w umyśle pod wpływem aktywności osoby ludzkiej.

9) Dla rozumienia realności najważniejsze jest słowo prawdy. Prawda stanowi własność transcendentalną istnienia. A to oznacza, że prawda jest również atrybutem osoby będącej podmiotowością istnienia. Tak więc ontologicznie prawda występuje w istnieniu i jako taka nie może występować w umyśle człowieka. Lecz oddziałując na nasz umysł w akcie kontemplacji ta osobowa i ontyczna prawda sprawia zrodzenie w umyśle słowa (zwanego słowem prawdy, gdyż pochodzi ono od prawdy). Dzięki temu słowu prawdy zawartemu w umyśle i stanowiącemu moc poznawczą człowiek jest zdolny do poznawania otaczającej go rzeczywistości. Może więc poznawać realność różnych bytów (czyli w zasadzie ich istnienie). Starożytni tę moc poznawczą nazywali intelligentia. Ten umysłowy kontakt poznawczy z rzeczywistością pozwala nam rozumieć otaczający nas świat, a także pozwala zrozumieć człowieka, czyli samych siebie i innych ludzi.


Bez słowa prawdy nasz umysł staje się poznawczo bezsilny i zaczyna wyłącznie myśleć, czyli tworzyć treści pojęciowe na podstawie doświadczenia zmysłowego. Umysł traci moc poznawczą (inteligencję) i przechodzi na pozycje możliwości myślenia. Filozofia nowożytna nazwała tę sferę umysłowej możliwości – świadomością. Mianem świadomości określa się to wszystko, co jesteśmy w stanie pomyśleć. Zapomniano, że gdy o czymś myślimy, nie oznacza to wcale, iż docieramy do jakiejś realności. Myślenie nie wybiega poza świadomość. Myślenie tworzy samą możliwość, czyli właśnie to, co Husserl nazwał intencjonalnością. Ta sfera możliwości myślenia jest czymś nieokreślonym i nieskończonym. Dlatego nasze myślenie bardzo chętnie posługuje się pojęciem lub ideą nieskończoności.

10) Otóż tę swoją nieskończoność możliwości myślenie najchętniej przypisuje Bogu. Ale realność Boga nie polega na nieskończoności. Bóg nie posiada nieskończoności, bo to jest cecha sfery możliwości. Bóg posiada atrybuty realnej osoby, czyli jest Prawdą, Dobrem i Życiem (czyli Pięknem). Zresztą te osobowe atrybuty określają kolejne Osoby Boskie. Dobro jest przypisywane Osobie Ojca, Prawda należy do Osoby Syna, zaś Życie dotyczy Osoby Ducha Ożywiciela. Ta Boska Trójca Osób ma moc stwarzania innych osób duchowych lub wcielonych. Człowiek jest osobą stworzoną przez Boga. Jest on osobą uduchowioną i zarazem wcieloną. Człowiek jest osobą, która posiada ludzką naturę.

11) Człowiek nie jest samą naturą. Człowiek jest przede wszystkim osobą. To właśnie osoba kształtuje naszą ludzką naturę, a nie odwrotnie. Osoba jest czymś pierwszym i najważniejszym w człowieku. Ona stanowi osobową podmiotowość istnienia wyposażoną we własności prawdy, dobra i piękna. Te własności przyczynują i wyznaczają wyposażenie duchowe naszej natury (czyli to, co nazywamy władzami duchowymi), natomiast moc ożywcza pozwala na ukształtowanie się organizmu ludzkiego, który powstaje przy udziale rodziców. Dlatego człowiek rodzi się nie tylko jako byt naturalny stanowiący cząstkę przyrody, lecz zostaje stworzony przez Boga jako byt osobowy, który jedynie przychodzi na świat z całym swoim naturalnym wyposażeniem.


12) Jeżeli dzisiaj uważa się, że można jakby odwrócić proces pochodzenia człowieka, to jest to poważny błąd. Nie da się stworzyć ludzkiej osoby dzięki manipulacji w zakresie ludzkiej natury. Ani próby tworzenia sztucznego organizmu, ani próby manipulacji świadomością, aż po tworzenie sztucznej inteligencji (na przykład jako komputera podłączonego do ludzkiego mózgu), nie są w stanie ożywić osoby człowieka. Żywy organizm sterowany sztuczną świadomością staje się jedynie czymś demonicznym, gdyż nie może posiadać osobowej aktywności człowieka. Taki twór musi się zwrócić przeciwko osobie człowieka, a tym samym przeciwko realnemu człowiekowi.

8.05.2026

Znów o AI (jest nowy wykład)

Pojawił się ciekawy wywiad z Jaron Lanier, gościem od pojęcia VR (virtual reality - wirtualnej rzeczywistości). Twierdzi on, że AI jest po prostu oprogramowaniem. Kwestią rozważenia pozostaje sprawa jak będziemy pojmowali, to czym jest ogólnie AI. Czy jest to jakaś nowa istota żywa, czy jest to tylko maszyna, czy jest to nowa forma współpracy między ludźmi (co preferuje on sam)? Lanier uważa, że wszystkie te określenia są w jakimś sensie poprawne. Dodaje jednak, że rozmowa o AI wymaga nie tylko przyjęcia tego, czym jest oprogramowanie, ale również przyjęcie pewnego założenia (filozoficznego), że tworzymy coś podobnego do tego, co robi nasz mózg. Pada nawet stwierdzenie, że twórcą AI wydaje się, że stworzą coś żywego jak mózg albo nawet podobnego do boga. Ale sam Autor uznaje, że do korzystania z oprogramowania AI nie musimy wcale akceptować takiej koncepcji filozoficznej. 

Ponadto stwierdza, że sama nazwa "sztucznej inteligencji" ma raczej znaczenie ideologiczne albo marketingowe. A więc samo określenie jest złudne, jednak przez twórców jest wykorzystywane propagandowo. Pada również twierdzenie, że AI (według jej twórców) staje się religią, to oznacza, że ci ludzie wierzą, że AI da im zbawienie, a inni zachęcają, żeby wierzyć w nieograniczone możliwości AI (w co sami wierzą). Otóż takie podejście religijne, czyli wiara w możliwość zbawienia albo w nadejście apokalipsy, jest niebezpieczne, ponieważ wówczas pomoc ludziom w ich życiu staje się bez znaczenia. Autor odwołuje się do poglądu, że technologia powinna służyć przede wszystkim ludziom. Natomiast dzisiejszy rozwój AI jawi się jako przykład błędnej ideologii albo wprost jako złudnej religii, gdyż liczy się jedynie rozwój coraz doskonalszej AI). 

20.04.2026

AI i prawda myślenia

Otóż gwałtowny rozwój AI jest związany z nowożytnym pojmowaniem kwestii prawdy. Kiedy Kartezjusz porzucił zdolności poznawcze umysłu poddane w wątpliwość, wtedy do głosu doszło myślenie (cogito) i mistrz uznał je za najdoskonalszy sposób poznawania. Ale to wiązało się z zupełnie nowym pojmowaniem pojęcia prawdy. Kartezjusz stwierdził, że prawdziwość jest oparta na jasnym i wyraźnym myśleniu. A przecież myślenie odbywa się przy użyciu ogólnych pojęć. Takie pojęcia są łatwo tworzone i jeszcze szybciej używane przez nasze myślenie. To niestety prowadzi do sytuacji, że pojęcia, które używamy często i powszechnie stają się dla nas jakąś prawdą, gdyż są dla naszego myślenia jasne i wyraźne. Jeżeli więc na co dzień o czymś mówimy, to mamy wrażenie, że wypowiadamy coś prawdziwego. Wtedy prawda staje się poprawnie sformułowaną wypowiedzią. 

Idąc dalej tą drogą uznano w dzisiejszych czasach, że wszelkie wypowiedzi poprawne formalnie, czyli logicznie i gramatycznie, są traktowane jako prawdziwe. Niestety takie podejście zakradło się nawet do dzisiejszej wiedzy naukowej. Dlatego tworzone na zasadzie pomysłów myślenia teorie z zakresu humanistyki czy nawet ekonomii są traktowane całkiem poważnie jako prawdziwe. Człowiek żyjący w realnym świecie jest w stanie bez trudu odróżnić prawdziwe teorie o sobie i realnym świecie, ale sztuczna inteligencja, która porusza się jedynie w świecie cybernetycznym, czyli wirtualnym, nie ma odniesienia do faktycznej realności i prawdziwej rzeczywistości. Dlatego podaje nam dowolne poglądy i dowolne rozstrzygnięcia najważniejszych spraw dotyczących realności, zwłaszcza człowieka i jego realnego życia.

18.04.2026

Nagle o rozumieniu AI

Pojawiają się dzisiaj już poważne problemy z działalnością AI. Skąd to się wzięło? Otóż dopóki prowadzono i budowano działanie AI na zasadzie rozwoju drzewa, czyli zaczynamy do jednej sprawy i idziemy dalej na zasadzie kolejnych rozgałęzień, poszukując różnych ujęć i rozwiązań, to można powiedzieć, że dopóty w pełni panowaliśmy nad rozwojem tej działalności, gdyż wszystko było pod kontrolą ujęć i pojęć człowieka. Wtedy człowiek panował nad swoją technologią. Ale kiedy ktoś wpadł na pomysł, żeby zastosować działanie i badanie AI na zasadzie sieci neuronowej, czyli utworzenia ogromnej ilości punktów działania i łączenia wielości tych punktów w całe systemy działania, wtedy doszło już do utraty kontroli nad taką działalnością AI. Systemy neuronowe zaczęły działać niezwykle sprawnie, mają nieograniczone możliwości przeglądu danych oraz tworzenia na tej bazie całkiem nowych ujęć i zestawień. Okazało się, że przepływ informatyczny (tokeny) staje się wielowymiarowy i przestajemy już kontrolować osiąganych efektów w powstawaniu nowych rozwiązań czy ujęć. Wszystko to wpływa na eskalację coraz niebezpieczniejszych ujęć i rozwiązań.

Co więcej, Wszystkie te rozwiązania są wykorzystywane do kontroli medialno-wirtualnej nad ludzkim myśleniem, a co za tym idzie nad działaniami, emocjami i zachowaniami ludzi. Powstało więc sprawne narzędzie do sterowania, manipulowania i kontrolowania ludzi w sferze społecznej i politycznej (patrz wybory w demokracji).

4.04.2026

Jezus zstąpił do piekieł

Jezus „zstąpił do piekieł”, żeby przedstawić starożytnym nadzieję na życie wieczne. W tej piekielnej poczekalni Platon przechadzał się pod rękę z Arystotelesem. Powiada do niego:

– Widziałeś, objawił się mój świat idei w postaci Słowa Bożego zwiastującego wybawienie!

Aryst.: – Żaden świat idei tylko Syn Człowieczy  zstąpił z ziemi do nas.

Plat.: – Ale przecież świecił blaskiem idealnego świata. A poza tym objawił nam słowo prawdy i życia wiecznego, czego na ziemi nie mogliśmy doświadczyć.

Aryst.: – Być może świadczy to o boskim pochodzeniu człowieka. Jego dusza błyszczała boskim światłem, ale cielesność była jak najbardziej materialna.

Plat.: – Dla mnie było to ucieleśnienie idei człowieka, o której marzyłem od początku. Prawdziwa idea człowieczeństwa jest w stanie rozświetlić nawet czarną materię.

Aryst.: – Ty chyba wierzysz w cuda! To była tylko czysta i przezroczysta forma duchowa. Być może czysta forma człowieczeństwa, która ożywia nasze ciała.

Plat.: – To dlaczego nie błyszczymy jak On?

Aryst.: – Bo nasze dusze są zbyt mocno związane z materią cielesną. Nasze brudna cielesność przesłania duchowe światło.

Plat.: – To znaczy, że nigdy nie będziemy tak doskonali jak On. Nasze człowieczeństwo jest ograniczone przez materialne ciało.

Aryst.: – Połączenie naszej duszy i ciała jest ograniczone, ale powinniśmy się doskonalić przez cały czas ziemskiego życia. My nie chcemy jednak o tym pamiętać!

Plat.: – Ja głosiłem to wyraźnie, lecz mało kto chciał tego słuchać. On zaś ma za sobą Słowo Boże, więc może ludzie Go posłuchają.

Aryst.: – Posłuchają albo i nie posłuchają. Wiesz przecież, że ludzie nie chcą się wysilać.

Plat.: – Ale wydawało się, że z Niego płynie doskonałość na wszystkich ludzi. Tylko to, co boskie może nas udoskonalić.

Aryst.: – To, co płynie z góry – od Boga z nieba – musi jeszcze zostać przyjęte na dole – przez ludzi. Gdyby to był deszcz złota, wszyscy zabijaliby się, żeby coś dla siebie złapać. Lecz moc duchowa jest niewidoczna, dlatego mało kto się nią przejmuje. Jedni niczego nie potrzebują, a inni chcą wszystko osiągnąć własną praca i wytrwałością. Niewielu stać na czerpanie z Boskiej Mocy.

Plat.: – Chodźmy do tawerny, napijemy się dobrego wina.

Aryst.: – A wiesz, słyszałem, że On zamienił wodę w wino!

Plat.: – To ciekawe. Chyba Boska Moc jest nadzwyczaj skuteczna.

Aryst. – Co więcej, On zostawił nam chleb i wino jako źródło swej Mocy. Jego wyznawcy ofiarują i konsekrują chleb i wino na pamiątkę Jego obecności na ziemi.

Plat.: – To chyba powinniśmy spróbować tej uczty, jeśli ma ona moc doskonalenia człowieka.

Aryst.: – Ja jestem raczej sceptyczny.

Plat.: – A ja wierzę w Boską Moc chleba i wina. Chodźmy na wieczerzę do tych chrześcijan. Może doznamy objawienia Bożej woli. Wtedy wszystko stanie się dla nas jasne!

26.03.2026

Ważna sprawa nadprzyrodzoności

Poważnym błędem naszych czasów jest zupełne pomijanie nadprzyrodzonej realności. Wszystko traktuje się jako rozwój naturalny (ale rozwój czego??? albo materii, albo życia). Nauka pomija kwestię początku pojawiających się postaci realności. To oznacza, że nie wolno pytać o przyczynę stworzenia kosmosu albo życia. No dobrze, niech nauka zajmuje się swoimi badaniami. Ale okazuje się, że takie podejście odbija się echem na poznaniu i rozumieniu człowieka. Najważniejszą dziś sprawą jest rozumienie człowieka -- czy mamy do czynienia z tylko bytem naturalnym, czy jednak z kimś nadprzyrodzonym. 

Moja filozofia metafizyczna podejmuje badania dotyczące realności człowieka. Dzięki temu dochodzę do wniosku, że człowiek jest przede wszystkim kimś nadprzyrodzonym. Człowiek jest najpierw osobą i życiem wiecznym. Są to bowiem podmioty egzystencjalne zawarte w ludzkim istnieniu. I to dzięki aktywności tych podmiotów egzystencjalnych powstaje dopiero sfera istotowa (esencjalna), czyli to, co nazywamy duszą (władze duchowe) i ciałem (organizm cielesny). Otóż przez całe wieki pojmowano człowieka jako złożonego jedynie z duszy i ciała. To powodowało, że całą realność człowieka sprowadzano tylko do duszy i ciała. W związku z tym przypisywano zwłaszcza duszy zupełnie nadzwyczajne możliwości. Co więcej, teologia chrześcijańska przyjmowała tezę, że to Bóg stwarza ludzką duszę, co sprawiało, że przypisywano duszy postać realności nadprzyrodzonej. Ale to jest niedopuszczalny błąd. Dlatego należy zupełnie zmienić pojmowanie realności nadprzyrodzonej człowieka.

Twierdzimy więc, że w człowieku czymś nadprzyrodzonym jest osoba oraz życie wieczne, które stanowią podmiotowości egzystencjalne. Idąc za poglądami Tomasza z Akwinu przyjmujemy, że Bóg stwarza istnienie człowieka (a nie istotę) wraz z jego wyposażeniem egzystencjalnym. Dlatego czymś najdoskonalszym jest porządek istnienia (actus existendi), a co za tym idzie czymś nadprzyrodzonym jest podmiotowość osoby i życia, które są zawarte w istnieniu. Dopiero takie rozumienie realności człowieka wyjaśnia nasze ludzkie życie i naszą aktywność (moralną i religijną).

Oczywiście na dzisiaj mamy do czynienia z degradacją człowieka do porządku naturalnego. To oznacza, że po narodzeniu nie występuje bezpośredni wpływ nadprzyrodzonej realności osoby i życia wiecznego. Ponieważ w wyniku wcześniejszych perturbacji ludzkiej działalności doszło do zerwania wpływu i powiązania aktów osobowych z władzami duchowymi. To spowodowało powstanie i pojawienie się całkiem nowych działań duchowych. Umysł zaczął kierować się myśleniem, wola stała się wolnością wyboru (liberum arbitrium), zaś uczuciowość zatraciła zdolność przeżywania  życia (piękna naszego ludzkiego życia). Należy jednak zaznaczyć, że pojawienie się tych pomniejszych duchowych działań nie sprowadziło człowieka do poziomu działań naturalnych. Wprost przeciwnie te czysto duchowe działania (bez wsparcia aktywności osobowej) stały się podstawą otwarcia zupełnie nowej przestrzeni społecznej, czy rozwoju kultury (techniki i sztuki). A to już pozwoliło człowiekowi rozwinąć znakomity postęp cywilizacyjny, który pozwolił nam opanować świat przyrodniczy i zbudować nowe otoczenie cywilizacyjne usprawniające nasze ziemskie życie. W ten sposób rozwój technologiczny i produkcyjny zdominował nasze życie spychając na margines porządek moralny i religijny. Człowiek stracił zupełnie pamięć o swojej nadprzyrodzoności. 

Jeżeli człowiek nie powróci do życia nadprzyrodzonego, czyli życia osobowego (moralnego i religijnego), to zostanie radykalnie przywalony rozwojem cywilizacyjnym (wojenną technologią zniszczenia). 

18.03.2026

Jeszcze o AI

Badaczka starożytnych języków stwierdziła:

Ponadto AI głównie odtwarza znane już informacje, zamiast naprawdę "myśleć". – Program tylko zmienia pewne frazy i słowa, sugerując inteligencję. W rzeczywistości to symulacja inteligencji. Program nie myśli naprawdę – przypomina badaczka.

Neurobiolog o ludzkim mózgu

Trafiłem na wykład o mózgu prof. M. Kaczmarzyka. Bardzo ciekawa i fachowa prezentacja. Chciałbym przytoczyć najważniejsze tezy. Należy stwierdzić, że dla neurobiologa człowiek jest mózgiem (nasz umysł jest mózgiem). Ale od razu zaznaczmy, że takie podejście nie wpływa na rozważania na temat samego mózgu. Otóż Profesor twierdzi, że mózg człowieka jest produktem świata społecznego. Mózg rozwijał się i nadal działa przede wszystkim dzięki relacjom społecznym. Na początku ewolucji człowieka ludzie żyli w zwartych grupach (najwyżej do 100 osób). Dla człowieka życie w grupie było naturalnym środowiskiem. Ludzie znali się wtedy na co dzień i realnie oddziaływali na siebie (każdy człowiek był ważny). To powodowało rozwój ich mózgów. Profesor stwierdza, że nasze mózgi rozwijały się przez tysiące lat w takim świecie. Dlatego są przystosowane do tamtego świata, w którym się rozwijały. Natomiast nasz mózg nie jest przystosowany do dzisiejszego świata.

Jak więc rozwija się ludzki mózg? Z jednej strony mamy rozwój i adaptację ewolucyjną. Lecz Profesor stwierdza, że ewolucja dotyczy przede wszystkim informacji a nie samej genetyki, ponieważ w genetyce też chodzi o przepływ informacji. Stąd nasz rozwój naturalny zależy od momentów rozrodczości. Ale z drugiej strony człowiek stworzył sobie jeszcze jeden dodatkowy system informacji przystosowawczej do życia, czyli kulturę (technikę i sztukę). I w tym wypadku przepływ i dystrybucja informacji nie zależy od efektu rozmnażania. Okazuje się, że kultura tworzy swoje własne środowisko, które równie mocno wpływa na człowieka (niejako redefiniuje go). Taka sytuacja wpływa także na rozwój mózgu. Profesor twierdzi, że zdolności mózgu są nieograniczone. Posiada on około 86 mld komórek, z których każda łączy się z kilkunastu tysiącami innych. Naukowcy oceniają, że mózg ma możliwość przyjęcia takiej liczby stanów (informacji), ile mamy atomów we wszechświecie. Jednak Profesor podkreśla, że zdolności mózgu służą do czegoś innego niż samo przechowywanie informacji.

Pada ważne stwierdzenie, że nasze mózgi są neuroplastyczne. Co oznacza, że zachodzi stała wzajemna zależność pomiędzy naszymi działaniami i zmianami w układzie nerwowym. Każde nasze działanie pozostawia ślad w układzie nerwowym mózgu. Ślady naszych działań powodują zmiany połączeń komórkowych (zmiany synapsowe), co wpływa na całość systemu. Profesor powiada, że wszystko, czego doświadczamy, zmienia nasze mózgi. Z kolei zmiany w mózgu wpływają na nasze zachowanie. Stąd wniosek, że wszystko, co się zdarza, jest funkcją tego, co zdarzyło się wcześniej. 

Otóż funkcją mózgu jest utrzymanie w sprawności całego organizmu. Celem i zadaniem systemu nerwowego jest przetwarzanie informacji użytecznych, czyli dostosowanie ich do skutecznego działania w świecie. Dlatego nasz mózg pracuje przez cały czas na pełnych obrotach. Mózg zużywa 20-25% energii, mimo że stanowi jedynie 2% naszego ciała. Dlatego mózg jest najdroższym w zakresie energetycznym elementem naszego organizmu. 

Profesor pokazuje kwestię osobniczego rozwoju mózgu człowieka. Jako ludzie rodzimy się z mózgiem wczesnopłodowym (rodzimy się przedwcześnie). U każdego człowieka mózg rozwija się gwałtownie ok. 4/5 roku życia. Jednak z powodów energetycznych to potem wyhamowuje. I w wieku 21 lat mamy już o połowę mniej połączeń niż w wieku 5 lat (w tym okresie znika 50% w czasie jakiejś dowolnej 5-latki). Wydaje się, jak twierdzi Profesor, że takie uproszczenie struktury mózgu jest ważne dla samego działania sieci neuronowych. Prostsza struktura działa szybciej i efektywniej (ale nie wiadomo, czy dotyczy to również uproszczenia informacji).

Nasz mózg lubi wyzwania, lubi stawianie przed nim nowych aktywności. Mózg chętnie się uczy.  Na przykład na bazie wielu powtarzalnych błędów wybiera właściwe rozwiązanie. Jednak w tych swoich wyzwaniach zawsze wybiera to, co jest osiągalne. Powstaje pytanie, czy jest to związane z kwestią realnego działania a nie wydumanych pomysłów (patrz ideologia). Jeżeli mózg zaczyna zajmować się nierealnymi możliwościami (pod wpływem myślenia), to pojawiają się stany depresyjne. Na przykład kiedy młody człowiek staje przed wyborem drogi życiowej czy zawodowej (ok. 15 roku życia), wtedy jego mózg podlega gwałtownym zmianom, co sprawia, że nie radzimy sobie z taką sytuacją. Pojawia się przerażenie przed zderzeniem z obecnym światem. Ponadto obecność w świecie kultury (zob. dzisiejsze media społecznościowe) niesie ze sobą ogromny ładunek informacyjny (kognitywny i emocjonalny). Profesor stwierdził, że mózg traci w takiej sytuacji kontakt z samym sobą (potocznie mówimy, że człowieka traci kontakt z samym sobą). Dlatego dzisiaj nasze mózgi się przeładowują (np. nadmiarem relacji społecznych). 

Podsumowanie i wnioski

Pierwszy wniosek, jaki nasuwa się z wykładu prof. Neurobiologa, to informacja o zdolnościach mózgu do zbierania i przechowywania danych poznawczych. Wydaje się, że możliwości mózgu są równie nieograniczone jak te, którymi dysponuje AI. Ale co ważniejsze, to plastyczność naszego mózgu (neuroplastyczność). Profesor twierdzi, że wszystko, czego doświadczamy, zmienia nasze mózgi. Z kolei zmiany w mózgu wpływają na nasze zachowanie. Można przyjąć, że mózg kontroluje albo przynajmniej zbiera wszystkie informacje, których doświadcza lub przyjmuje człowiek. Ponadto okazuje się, że mózg od początku funkcjonowania jest związany ze środowiskiem społecznym (my powiemy wprost wspólnotowym). Co oznacza, że nasz mózg jest zorientowany na działanie w realnym świecie (w przeciwieństwie do AI). Ważne podkreślenia jest również to, że mózg popiera działania możliwe do osiągnięcia, a nie jakieś szalone możliwości (proponowane przez myślenie). Natomiast dodatkowa kwestia pracy mózgu jest związana z zupełnie nowym środowiskiem, które człowiek stworzył sam dla siebie. Oczywiście chodzi o kulturę. W tym zakresie mózg musiał zdobywać i opanowywać całkiem nowe dane informatyczne. Dziś widzimy, że środowisko kulturowe (media lub internet) zdobywa wiodącą rolę w życiu człowieka, także w życiu społecznym. W związku z tym okazuje się, że nasze mózgi stają się przepracowane i na koniec mogą wysiadać. Ponadto neurobiolog zaznacza, że mózg nie działa jako jakiś oderwany od całego organizmu narząd. Funkcją mózgu jest utrzymanie w sprawności całego organizmu. Można przyjąć, że mózg zarządza (poprzez układ nerwowy) działaniem całego organizmu człowieka. Ciekawe, jak w tym zakresie działałaby AI? Czy byłaby zdolna do zarządzania ludzkim organizmem (i nie chodzi wyłącznie o diagnozowanie działania)?

Po ponownej lekturze pojawiła się kwestia energetyki. Wiadomo powszechnie, że AI zużywa ogromne ilości energii (w swoich maszynach). Otóż ludzki mózg również potrzebuje najwięcej energii z całego układu cielesnego. Prof. Kaczmarzyk wskazywał, że nasz mózg sam wyhamowuje w pewnym momencie naszego życia, co może być związane z oszczędzaniem energii. Gdyby mózg zwiększał cały czas swoją działalność, wtedy mogłoby się okazać, że zużywa tyle energii, że zacząłby płonąć. Lecz ludzki organizm wymaga określonej temperatury. Dlatego stać nas raczej na umiarkowaną działalność mózgu. Oczywiście na taką pracę mózgu, która zapewnia nam swobodne działanie w przeciągu całego życia.