Jeśli chcemy zbudować swoje życie, musimy zacząć od fundamentów. Filozofia zawsze była fundamentem dla ludzkiego życia. Niech tak pozostanie.
8.02.2026
Rozważania o sztuce /wstęp
Sztukę
należy przyjąć albo odrzucić
Jestem filozofem i nieustannie zmagam się z rozumieniem rzeczywistości. Błagam i walczę o rozumienie, lecz z tym bywa różnie. Dlatego zastanawiam się czasami, czy to rozumienie jest człowiekowi potrzebne do życia?
Weźmy na
przykład taką sztukę. Artysta coś tworzy, ale czy do aktu twórczego potrzebne
jest mu rozumienie? Można zapytać dalej, czy artysta naprawdę rozumie sam
siebie, bo to umożliwia mu tworzenie? Czy artysta rozumie swoją twórczość?
Przyglądając się artystom możemy stwierdzić, że dla nich ważniejszy jest sam
akt twórczy niż rozumienie tej twórczości. Przecież to krytycy wysilają się
później, żeby zrozumieć powstające arcydzieła. Ale czy to w ogóle ma jakiś
sens?
Przeczytałem
kolejne rozważania na temat działalności twórczej Witkacego, które chciały
uporządkować i zrozumieć jego dokonania. Oczywiście wydobywały ważne elementy
jego sztuki i życia. Ale nagle stwierdziłem, że Witkacego nie sposób zrozumieć,
co więcej, wcale nie ma takiej potrzeby. Ponieważ sam Twórca nie rozumiał
siebie, bo gdyby zrozumiał siebie, przestałby tworzyć. On po prostu żył i
tworzył. Trzeba pamiętać, że wszelka twórczość (nie jakieś rzemiosło) bierze
się z niczego, czyli nie wiadomo skąd. Wszelkie analizy i dywagacje krytyków
coś nam pokazują i tłumaczą, ale tak naprawdę stajemy wobec dzieła Mistrza i
albo je przyjmiemy, albo odrzucimy. Dlatego tutaj nie ma potrzeby rozumienia
czegokolwiek. Zrozumieć można jedynie rzeczywistość (to, co jest realne).
Sztuki nie trzeba wcale rozumieć. Sztukę należy albo przyjąć (wprost
pochłonąć), albo odrzucić (pominąć). Taka właśnie jest rola publiczności.
Artysta to jest ktoś, kto potrafi coś stworzyć. Ważny jest sam akt twórczy. Siła twórcza, która drzemie w człowieku. Oczywiście artysta przemyca jakieś swoje przeczucia lub przewidzenia, jakieś przeżycia lub przemyślenia. Ale to jest tylko otoczka aktu twórczego.
Rozważania o sztuce /1
Artysta jest
twórcą, ale to nie znaczy, że ma tworzyć z niczego. Artysta musi przeżyć
upodobanie piękna, aby doświadczyć prawdziwego pathosu. Twórcza fantazja (phantasia) powinna być oparta na
przeżyciu patetycznym. Inaczej fantazja zostanie pozbawiona życia, a cała
twórczość stanie się martwa, ponieważ wymyślona fantazja jest twórcza, lecz
jest pozbawiona życia (tego ciepła i radości życia). Sztuka pozbawiona radości
życia staje się demoniczna.
Artysta musi przeżyć patetyczność życia, gdyż życie jest czymś wzniosłym. Ta patetyczność dotyczy ucieleśnionego piękna. Mówimy, że piękno jest wzniosłe i patetyczne, czyli obdarzone pathosem, gdyż piękno wywołuje w naszej uczuciowości przeżycie pathosu. Pathos oznacza fascynację pięknem życia. Piękno życia jest bowiem patetyczne. A już najbardziej patetyczne jest życie wieczne i nieśmiertelność. Dlatego tak bardzo przeżywamy zmartwychwstanie Chrystusa. Zmartwychwstały Chrystus staje się jakby samym Pathosem. Dlatego też czymś jak najbardziej patetycznym jest oddać życie za przyjaciół swoich albo nawet za kogoś nieznanego (jak św. Maksymilian).
Pathos ożywia dzieło sztuki. Gdy zabraknie pathosu sztuka staje się zimna i martwa albo lekka i przyjemna. Taka sztuka jedynie wymyśla swoje dzieła, zaś wymyślone dzieła zatracają swój żywy sens twórczy. Mogą być dobrze przemyślaną kompozycją. Będą też zmierzać w stronę czystej formy (proponowanej przez Witkacego). Takim pomyślanym pięknem dysponują idealne figury geometryczne (np. wielokąty foremne, czyli równoboczne), zaś takie piękno już Pitagoras przypisywał liczbom i stosunkom liczbowym. Jednak takie piękno myśli nie ma w sobie żadnego życia, a to znaczy, że jest demoniczne a nie humanistyczne.
Nie wolno odrywać piękna od życia, gdyż wówczas pozostają nam tylko formalne zasady w postaci symetrii i geometrii (równoboczne figury). Piękno geometrii jest w stanie zachwycić nasze myślenie. Wtedy cieszy nas proporcjonalność figur, gdy je oglądamy. Wydaje się, że dostrzegamy w tym jakąś doskonałość. Dla nas trójkąt równoboczny, kwadrat lub koło zdają się być proporcjonalnie doskonałe. Ale to nie jest doskonałość estetyczna.
Gdy twierdzimy, że zachwyca nas taka symetryczna proporcjonalność, może jest to jedynie efekt posiadania przez nas dwojga oczu. Czyżby więc nasze uwarunkowania zmysłowe narzucały nam pewien kanon piękna? Przecież nie powiemy, że samo piękno jest symetryczne. Przyznajemy zaś, że rzeczy symetryczne są piękne. Czyżby zatem o pięknie decydował podział? Z pewnością symetryczne jest to, co możemy podzielić na dwie równe części. Jednak sama podzielność nie stanowi piękna. W czym więc ukryte jest piękno? Gdzie ono występuje? Gdzie można je spotkać?
Platon umieścił piękno w świecie idei. Takie piękno miało być czymś idealnym. Jednak późniejsza filozofia scholastyczna uznała piękno za własność transcendentalną bytu. Dziś przypisujemy te własności istnieniu bytu. Dlatego piękno byłoby czymś jak najbardziej realnym, a nie idealnym. Można by mówić o idealnej realności, jak chcieliby teologowie w stosunku do wszystkiego, co pochodzi od Boga. Bóg stworzył realne byty jako piękne, czyli obdarzone właśnie własnością piękna. To transcendentalne piękno jest własnością niezbywalną i nieprzekazywalną. Jest to własność istnieniowa, czyli cechująca sam stworzony akt istnienia.
W naturze to piękno jest powiązane z mocą ożywczą (z jakimś życiem egzystencjalnym), a dalej z duszą ożywiającą ciało. To znaczy, że to, co potocznie nazywamy życiem, stanowi obraz piękna. Mówiąc bardziej współczesnym językiem, biologiczne życie jest już materialnym obrazem piękna egzystencjalnego. Można też stwierdzić, że cielesne piękno jest obrazem piękna egzystencjalnego. My widzimy jedynie piękno cielesne, chociaż już od początku filozofowie zdawali sobie sprawę, że istnieje jakieś doskonałe piękno (doskonałe idealnie lub realnie). Platon w swojej metaforze jaskini dawał do zrozumienia, że cielesne i materialne piękno jest tylko cieniem lub widmem doskonałego piękna idei. Pitagoras poszukiwał doskonałego piękna w liczbach, zaś jego następcy poszukiwali go w figurach geometrycznych. Ale w tym wypadku chodzi o piękno formalne w odróżnieniu od piękna materialnego. Wydaje się, że takie piękno formalne (czyli intencjonalne, jak by powiedzieli fenomenologowie) można uznać tylko za piękno idealne. Natomiast piękno egzystencjalne jest pięknem realnym.
Liczba 1 jest pięknym pomysłem. Plotyn uważał, że jedność pod postacią Jednego jest czymś najdoskonalszym. Ale to jest pomysł absolutnie idealistyczny. Taki czysty egoizm, gdyż myśląc o sobie samym myślę zawsze pod postacią jedynki (jedności), czyli czegoś jednego. Ja sam = 1. Dopiero gdy pomyślę o kimś innym, wtedy zaczynam dodawać (1 + 1 = 2) i zjawia się dwójka (2). Dwójka nie jest jedynką. Dwójka jest już negacją jedynki (2 ≠ 1). Dwójka jest dodatkiem i podwojeniem. Właśnie dzięki takiemu podwojeniu zjawia się symetria, gdyż można już coś podzielić na dwa (1/2 = ½). Z powodu podwojenia możemy mówić o połowie. Wtedy pojawia się już wspólna miara i współmierność (symetria). Symetria z kolei wyznacza odpowiedniość, gdy jedno odpowiada czemuś drugiemu.
Artysta powinien znać miarę, czyli umiar (modus = metrum lub mensura). Powinien znać układ i porządek (ordo) oraz powinien znać postać i kształt (species = forma). To są zasady wskazane przez Augustyna. Można je zastosować w teorii sztuki. Ale jak dzisiaj artysta ma sięgać do tak trudnych rzeczy? Dużo łatwiej jest nie kierować się niczym. Przy całkowitej dowolności twórczej wszelkie zasady i kanony sztuki (tworzenia) odchodzą w zapomnienie. Tak naprawdę artysta nie wie, co ma dziś robić. Z tego porzucenia wiedzy i umiejętności (czyli dawniej sztuki = techne) artysta pragnie stworzyć coś nowego. Dlatego powstają nowe twory – czyli potwory lub potworki sztuki, właściwie sztuczne potwory. Wszystkie te twory karmią się wymyślonym pięknem (dawniej powiedzielibyśmy – wydumanym). Ale takie wymyślone lub pomyślane piękno zabija samo życie piękna realnego. Tylko żywe piękno ma sens i znaczenie. Piękno pozbawione życia staje się martwe i przestaje działać na nasze uczucia. Uczucia zostały stworzone po to, żeby przeżywać piękno i życie, czyli żeby przeżywać piękno życia, a nie żeby przeżywać różne pomyślane twory (pomysły). Raduje nas zawsze przeżywane życie, a nie wymyślone przyjemności.
Sztuka musi być zatem przeżywana uczuciowo, a nie wymyślana pojęciowo (czyli idealistycznie, w zakresie sensów i znaczeń). Jeśli w dziele sztuki brak choćby iskierki życia i przeżycia artysty, to powstaje coś zupełnie pozornego (czyli artystyczny kicz). Kicz jest pozorem sztuki. Kicz nie jest czymś prymitywnym, ponieważ prymitywne dzieła mogą zawierać ogromny ładunek emocjonalny. Przecież sztuka prymitywna, podobnie jak rysunki dzieci, wyrasta z głębokich przeżyć. Dlatego taka sztuka staje się bezpośrednim wyrazem życia (przeżywania życia). Właśnie przeżycie życia wyrażone w dziele sztuki jest przeżyciem artystycznym. Jest tym, co łączy artystę z odbiorcą. Ale oni oboje muszą doświadczyć życia, a nie tylko myśleć o swoim myśleniu.
Dlatego powiemy, że dzieci przeżywają świat i wszystko, co je otacza w sposób artystyczny. Potrzebują tylko możliwości dla wyrazu swoich przeżyć. Przeżycia dziecka nie są jeszcze skażone myśleniem. Dziecko niczego nie wymyśla, ono wyraża po prostu swoje przeżycia i emocje. Dlatego dziecko jest najczęściej doskonałym artystą.
Natomiast kicz artystyczny tylko pozoruje sztukę. Dziś w sztuce kicz ma najczęściej podłoże ideologiczne (bez względu na rodzaj ideologii, gdyż ideologią może stać się prawie wszystko). Wszelkie próby wymyślania sztuki od nowa prowadzą na ogół do kiczu. Kicz jest dziś obecny zarówno w sztuce, jak i w modzie. Jest wszechobecny w mass mediach oraz w polityce, gdyż polityka z reguły jest ideologiczna. Takim politycznym kiczem było wystąpienie rządu w roli szalikowców. Super przedstawienie, a w efekcie straszny kicz.
Rozważania o sztuce /2
Poezja
i ideologia
Może kogoś zaskoczy takie zestawienie. Ale stosując dialektyczną logikę Hegla chyba najlepiej można zrozumieć istotę obu przeciwieństw. Zarówno poezja jak i ideologia zmierzają do uwiedzenia ludzkiej duchowości (rząd dusz) poprzez ładne słowo. Chcą przekonać do siebie człowieka stosując najbardziej wyrafinowane techniki wypowiedzi. A przecież pomimo wielokrotnego zbliżania się i oddalania od siebie czujemy, że istnieje między nimi przepaść. Na czym ta różnica polega?
Wszystko bierze się ze zdolności i potrzeby komunikacji między ludźmi. Komunikacja polega na przekazie słowa. Człowiek przemawia do człowieka. Filozofia jednak każe nam uznać, że to osoba przemawia do osoby. Wiadomo, że słowo jest czymś najważniejszym dla poezji. Ale przecież ideologia w swojej propagandzie również posługuje się słowem. Powstaje więc pytanie, czy to jest to samo słowo?
Gdy spojrzymy na tę sprawę z perspektywy wypowiedzi językowej, to nie da się wskazać żadnej różnicy. I poezja i propaganda stanowią pewną wypowiedź. Trzeba jednak zaznaczyć, że w wypowiedzi językowej zarówno prawda jak kłamstwo posiadają formalnie tę samą wartość przekazu czegoś, chociaż przekazują nam różne treści. Ta formalna równoważność na gruncie systemu językowego jest na tyle myląca, że często nie odróżniamy przekazu propagandowego od poznania prawdy realności.
Patrząc na to z jeszcze innej strony trzeba zaznaczyć, że zarówno poezja jak ideologia posługują się mową symboliczną. Chodzi przede wszystkim o tworzenie różnych nowych lub odtwarzanie starych symboli. Jednak ideologia posługuje się najczęściej „pustymi symbolami”, czyli właściwie „diabolami” (greckie diabolein oznacza oderwanie i odłączenie od rzeczywistości). Dlatego wszystkie dwudziestowieczne ideologie kończyły się diaboliczną praktyką.
Poezja zmierza do tworzenia nowych znaczeń i sensów. To prowadzi do powstania
nowej symboliki. Jednak w przypadku poezji symbole muszą pozostawać z związku z
poznawaną rzeczywistością. Jeżeli poeta pragnie wymyślić swoją poezję, to
niestety przeradza się ona w ideologię lub propagandę. Przed propagandą i
ideologią może ochronić poetów wrażliwość osobista, czyli przeżywanie realności
człowieka i otaczającego go świata. Chodzi przede wszystkim o przeżywanie
osobowego piękna człowieka. Czasami jest to przeżycie zagrożenia, czasami
fascynacji i pochwały. Często też chodzi o przeżywanie piękna przyrody, czy
nawet techniki. Dlatego w przypadku poezji wszelkie osobista wrażliwość
przeżywania poety, i szerzej każdego artysty, prowadzi do stworzenia symboli
zakorzenionych w realnym świecie. Natomiast wszelkie próby wymyślania czegoś
nowego kończą się powstaniem „pustej symboliki”, czyli ostatecznie
niebezpiecznych „diaboli”, które są oderwane od realności.
Poezja korzysta z prawdziwego symbolizmu, natomiast ideologiczna propaganda korzysta z odwrotności symbolizmu, czyli w gruncie rzeczy z diabolizmu. „Symbolizm” ideologii jest więc oszukańczy, gdyż nie odnosi się do niczego realnego, lecz próbuje związać ludzi z samymi znakami „symboliczno-diabolicznymi” (patrz nazizm i komunizm). Gdyby poezja postępowała w ten sposób, wtedy od razu by upadła albo stała się doskonałą propagandą. Tego właśnie obawiał się Platon. Co ratuje poezję przed propagandowym wydźwiękiem, to właśnie przeżywanie realności, czyli piękna i życia. Przeżywanie odbywa się w naszej uczuciowości, ale takie uczuciowe przezywanie ma wymiar duchowy a nie tylko cielesny, jak w przypadku przyjemności. To duchowe przeżywanie stanowi nasz kontakt z własnością piękna zawartą w każdym realnym bycie. To przeżywanie dotyka także bezpośrednio samego życia będącego egzystencjalną własnością człowieka. Dlatego można powiedzieć, że przeżywanie (pathos), z którego poezja czerpie swoje siły, ratuje ją przed ideologicznymi wymysłami, czyli przed działaniami propagandowymi. Jeżeli poezja zrezygnuje z takiego przeżywania życia i piękna, to wówczas zagubi swój sens i przestaje oddziaływać swoim urokiem. Poezja musi pilnować, żeby nie ześlizgnąć się w stronę propagandy ideologicznej, bo wtedy popadnie w diabolizm.
Rozważania o sztuce /3
Czy
artysta jest działającą osobą, czy tylko jest twórczą świadomością? Działania
artystyczne są oparte na pomysłach, jakie tworzy artysta. Takie pomysły są
wynikiem ludzkiego myślenia. Ludzkie myślenie nie ma w sobie nic osobowego.
Gdyby jednak działalność artystyczna była oparta wyłącznie na ludzkim myśleniu,
to tworzyłoby jakieś niestworzone możliwości.
A przecież wydaje się, że prawdziwy artysta jest zakotwiczony w realności. Musi odwołać się do realności świata lub realności człowieka. Powstaje zatem pytanie, jak można pogodzić albo połączyć realność z myśleniem? To właśnie jest zadanie prawdziwego artysty. Czyżby więc do tego było potrzebne poznanie realności? Ale o jakie poznanie może tutaj chodzić, skoro wszyscy ludzie poznają otaczającą ich rzeczywistość, a nie wszyscy z nich są artystami. Może więc chodzi tutaj o szczególne doświadczenie, jakim jest przeżywanie piękna. Przeżywanie piękna nie jest poznaniem, chociaż wydaje się jakoś łączyć z poznawaniem. Przeżywanie piękna dotyczy bowiem naszej uczuciowości. Musimy zdawać sobie sprawę, że to nie zmysły, ani nawet intelekt nie przeżywają piękna, ale piękno przeżywa nasza uczuciowość. Uczuciowość jest zdolnością duchową (władzą duszy), ale bezpośrednio jest związana z ludzkim życiem, a dokładnie z przeżywaniem życia. Człowiek przeżywa swoje ludzkie życie doświadczając realnego piękna. Doświadczamy więc piękna osobowego oraz piękna naturalnego (piękna przyrody). Takie doświadczenie jako bezpośredni kontakt z pięknem nosi właśnie nazwę przeżycia. Stąd najczęściej mówimy o przeżyciach estetycznych.
Artysta kieruje się przeżyciami estetycznymi. To jest bezpośrednie doświadczenie, które nie ma jednak charakteru poznawczego. Piękno jest przez człowieka doświadczane i przeżywane, a nie poznawane czy rozumiane. Mamy natomiast poznanie dzieła sztuki. Poznanie dzieła sztuki (być może również piękna zawartego w jakimś dziele) dotyczy jedynie krytyki estetycznej. Może też dotyczyć oddziaływania społecznego takiego dzieła, gdy jest ono poznawane (oglądane lub słuchane) przez innych ludzi. Ale tutaj także jest konieczne przeżycie dawki piękna zawartego w oglądanym dziele.
Działalność artystyczna wyrasta na gruncie przeżycia osobowego, gdyż doświadczenie estetyczne jest czymś głęboko osobowym. Dlatego należy stwierdzić, że działalność artystyczna jest wyrazem i efektem przeżycia osobowego i zahacza bezpośrednio o samą osobę człowieka. Artysta staje się zatem przykładem człowieka działającego jako osoba, a nie jako świadomość. Jeżeli artysta odwołuje się jedynie do myślenia jako aktywności swojej świadomości, to będzie tworzył coś wymyślonego, co może zupełnie nie pasować do realnego piękna. Piękno jest bowiem własnością realności (realnego istnienia). Nie ma wymyślonego piękna. Wymyślić można co najwyżej coś mniej lub bardziej brzydkiego. Mamy wtedy do czynienia z czymś takim jak wybór mniejszego zła. Mniejsze zło nigdy nie stanie się dobrem. Tak samo „wymyślone piękno” nigdy nie stanie się prawdziwym pięknem. Prawdziwe piękno artysta musi przeżyć w spotkaniu z realnością, a nie w kontakcie z myśleniem.
Toteż wymyślamy raczej różne rozwiązania techniczne, ale one nie tworzą sztuki, a jedynie stanowią jakąś jej namiastkę lub wypaczenie. Przecież technika ma być użyteczna a nie piękna. A jednak technika fascynuje wielu ludzi. Taka fascynacja techniką jest wyłącznie dziełem naszego myślenia, nie jest to żadne przeżycie piękna. To jest tylko nasze myślenie o pięknie, dlatego też myślenie zachwyca się raczej techniką niż sztuką. Sztukę trzeba przeżywać, chociaż dziś wydaje się, że ludzie nie potrafią przeżywać prawdziwego piękna, stąd nabierają się tylko na myślenie o pięknie. Dlatego dzisiaj technika wydaje się lepsza niż sztuka.
Wielka sztuka odwoływała się dawniej do osobowego piękna człowieka. Dlatego sztuka zawsze przemawiała do człowieka. Przemawiając swoim artystycznym wyrazem mówiła nam (i nadal mówi) o osobowym pięknie człowieka. Ale trzeba zaznaczyć, że wielka sztuka ukazywała zarazem tragiczny los człowieka. Starała się pokazać ten tragiczny los człowieka w zderzeniu z wewnętrznym pięknem człowieka. Zdawano sobie sprawę, że los człowieka jest zupełnie tragiczny, ale nawet w tragedii (tej greckiej) można było doszukać się jakiegoś osobowego piękna (i dzięki temu wzniosłości = pathos). Wydaje się, że pokazana wzniosłość piękna miała bronić człowieka od tragedii jego losu. Na tym chyba polega sama wzniosłość sztuki, gdyż sztuka musi się wznosić ponad tragiczność losu ku temu, co w człowieku jest osobowe, czyli nadprzyrodzone.
Sztuka ma więc za zadanie pokonać tragedię człowieka albo przynajmniej pozwolić człowiekowi łatwiej znosić jego tragiczny los. Bez sztuki człowiek popadłby w obłęd przygnieciony licznymi dramatami. Sztuka zawsze chroniła ludzką uczuciowość przed zbyt gwałtownymi i ciężkimi doznaniami. Tragiczne wydarzenia przyciskają naszą duchową uczuciowość do ziemi, przygniatają nas swoim ciężarem zniszczenia ale również swoją brzydotą moralną. Tragiczność człowieczego losu burzy nasz realny świat i jego piękno. Stajemy bezbronni i przerażeni wobec takiej destrukcji. A wtedy może nas obronić jedynie przeżycie piękna (realnego piękna). Realne piękno daje nam siłę do pokonania tragicznej destrukcji realności. Dlatego wielka sztuka wyrasta na gruncie tragicznych wydarzeń, które dotykają człowieka. A zarazem leczy naszą umęczoną duszę (duchową uczuciowość). Viva l’arte!
Rozważania o sztuce /4
Losem
człowieka jest tragedia. Człowiek przeżywa swój tragiczny los. Dlatego nasze
przeżywanie jest patetyczne (przeżycie jako pathos).
Natomiast komedii się nie przeżywa. Komedię można tylko odgrywać. Dlatego
możemy powiedzieć, że gra i zabawa stoi w sprzeczności z przeżywaniem.
Sztuka wyrasta z doświadczenia przeżycia piękna. Takie przeżywanie dotyczy bezpośrednio życia, gdyż życie jest piękne. Stąd prawdziwa sztuka wydaje się być patetyczna.
Skąd więc wziął się komizm? Już Arystoteles twierdził, że człowiek jest istotą zdolną do śmiechu. A więc również zdolną do żartów. Ale taka postawa jest zaprzeczeniem tragicznego losu człowieka. Być może człowiek chce na co dzień zapomnieć o swojej tragedii. Toteż znajduje pocieszenie w śmiechu i żartach, czyli w komedii. To zauważyli już Grecy (Arystofanes).
Człowiek podejmuje grę ze swoim losem (czy aby na pewno grę?), tak jakby chciał oszukać swój los albo samego siebie. Przecież jak nam przekazano, rzymscy żołnierze zagrali w kości o szatę Jezusa. Tragedia i komedia. Pathos (przeżycie) i ludus (gra i zabawa).
Tragedia wymaga powagi. Trzeba poważnie potraktować ludzką egzystencję. Ale ludzką naturę, czyli esencję, można wyśmiewać. Czyżby natury nie należało traktować poważnie. To by znaczyło, że ludzka natura jest czymś niepoważnym. Jest czymś niepoważnym i śmiesznym, jest czymś komicznym, ponieważ jest nieskończenie różnorodna, a przez to niejednoznaczna. Tutaj nie ma równości (jakiegoś zrównoważonego poziomu), lecz zawsze znajdzie się coś śmiesznego względem czegoś innego.
Można zatem przyjąć, że egzystencja jest tragiczna a przez to poważna, natomiast natura i esencja jest komiczna. Tę różnicę dostrzegali najpierw jedynie artyści. Ale co pozwala człowiekowi śmiać się z samego siebie albo z innych?
I chyba tutaj znów natrafiamy na myślenie. Przeżywanie na pewno nie jest myśleniem. W mojej antropologii przeżywanie dotyczy uczuciowości. Przeżywanie jest doświadczeniem uczuciowości a nie świadomości. Toteż według mnie sztuka rodzi się w doznawaniu uczuciowym, które nazywam przeżywaniem. Chodzi oczywiście o przeżywanie i przeżycie piękna. Piękno stanowi bowiem własność egzystencjalną, czyli transcendentalną własność istnienia. Dlatego przeżycie, które dotyczy piękna, jest patetyczne, czyli poważne. Doświadczenie piękna jest zawsze poważne a nie śmieszne. Śmieszne staje się jedynie nasze myślenie o ludzkiej naturze. Myślenie potrafi bowiem zestawiać ze sobą dowolne rzeczy lub właściwości. Gdy pomyślimy i przedstawimy sobie różowego słonia, wtedy wydaje się to śmieszne. Ale musimy sobie zdawać sprawę, że poprzez takie myślenie wypaczamy samą rzeczywistość. Przecież to, co realne, nie jest dla nas śmieszne. Śmieszne stają się nasze wyobrażenia i pomysły (czyli wymyślenia).
Podsumowując to by znaczyło, że nasza sztuka rozciąga się gdzieś pomiędzy tragedią i komedią. To pokazuje również, że sztuka rozciąga się pomiędzy przeżyciem i myśleniem, pomiędzy uczuciem a rozumem. Potwierdzenie tej tezy odnajdziemy w historii sztuki, zwłaszcza współczesnej. Mamy coraz więcej wymyślonej sztuki, zaś przeżycie odchodzi gdzieś na drugi plan.
Dzisiaj w sztuce panuje wszechwładnie myślenie. Dlatego współczesna sztuka nie potrafi przeżywać tragedii człowieka, ale pokazuje jakieś śmieszne przedstawienia, wymyślone instalacje lub performanse. Przecież to niczemu nie służy. Na przykład taki Warhol jest po prostu beznadziejny, bo nie czuje i nie przeżywa ludzkiego losu. On jedynie funkcjonuje znakomicie w kulturze jako reklamówka.
Powstaje oczywiście pytanie, co dla człowieka jest bliższe i naturalniejsze – tragedia czy komedia? Tragedia określa sam los człowieka, natomiast komedia przeciwstawia się temu chcąc ośmieszyć człowieka. Komedia powiada, że ludzkie życie nie jest takie straszne, skoro można się z niego pośmiać. A jeśli można się pośmiać, to nie ma nic strasznego. Nie ma żadnej tragedii. Po prostu jest zwyczajny ludzki los, który można przedstawić w postaci opowieści lub historii (czyli opowiadania lub powieści).
Taka postawa zmierza do zapomnienia o ludzkiej tragedii i proponuje wciągnięcie człowieka do gry i zabawy. Dzisiaj postuluje się, że należy skłonić człowieka do życia przyjemnościami, a nie poważnym doświadczeniem tragedii (czyli pathosem). Człowiek powinien się bawić, bo wówczas zapomina zupełnie o swojej tragedii.
Czym jest ludzka tragedia lub co stanowi taką tragedię? Tragiczna jest ludzka egzystencja, a właściwie zerwanie związku pomiędzy egzystencją a esencją – pomiędzy osobowym istnieniem a naturą. Człowiek miał być realną, chociaż stworzoną, osobą, a stał się naturalnym zwierzęciem. Jak więc można wyrwać człowieka z tego tragicznego dylematu?
Człowiek nie jest zdolny sam z siebie wznieść się do osobowej egzystencji. Człowiek nie jest w stanie przekroczyć swojej zwierzęcej natury, aby podnieść się do działań osobowej egzystencji. W tej sytuacji potrzebna była jakaś nadprzyrodzona interwencja, czyli wcielenie i zstąpienie na ziemię Syna Bożego. Dopiero tragedia Męki Pańskiej Chrystusa uświadomiła ludziom ich poniżającą sytuację człowieka upadłego. Poznawszy tragedię Syna Człowieczego człowiek zrozumiał swój los i stwierdził, że Bóg postanowił odwrócić tragiczne skutki grzechu pierworodnego (zob. Listy Pawłowe). Chrystus stał się Nowym Adamem, który mógł odkupić człowieka. W ten sposób Bóg ofiarował nam łaskę, która przywracała sprawczą moc osoby niwelując jednocześnie działanie zwierzęcej natury. Ludzka natura okazała się bezsilna wobec potęgi Bożej łaski. Odtąd Kościół będzie głosił orędzie Dobrej Nowiny (Ewangelia), pokazując nam lecznicze działanie łaski, będącej efektem zbawczej misji Chrystusa.
Natomiast filozofia grecka starała się ukazywać, w jaki sposób człowieka sam może próbować osiągnąć stan szczęśliwości (eudaimonia). Człowiek musi pracować nad osiągnięciem doskonałości duchowej, która ma się wyrażać w ćwiczeniu i zdobywaniu odpowiednich usprawnień duchowych, czyli cnót moralnych (właściwie cnót etycznych). Człowiek musi ćwiczyć, ale to i tak nie zapewniało mu ostatecznie pełnej doskonałości moralnej. Raczej chodziło o nieustanne ćwiczenie, stąd mówi się o perfekcjonizmie Arystotelesowskiej etyki. Jednak nawet ten zbyt trudny perfekcjonizm nie prowadzi do realizacji osobowego rozwoju. Jest to jedynie jakiś środek zapobiegawczy, jakieś lekarstwo i remedium na chaotyczne działania naszej natury duchowo-cielesnej. Cnoty etyczne pozwalają bowiem tylko trochę lepiej działać ludzkiej naturze, ale nie są w stanie zlikwidować owego chaosu (czyli braku porządku) wywołanego uwolnieniem się natury spod kurateli osobowej aktywności. Natura powinna być poddana i podległa ludzkiej osobie, a nie podejmować działania na własną rękę. Cnoty etyczne proponowane przez greckich filozofów pozwalały trochę lepiej uporządkować wolność natury. Jest to oczywiście ten poziom uporządkowania życia duchowego człowieka, który pozwala mu właściwie funkcjonować w życiu politycznym i społecznym. Dlatego możemy stwierdzić, że cnoty etyczne służą raczej porządkowi społecznemu niż osobistemu rozwojowi człowieka. Zobaczmy, że Platon stworzył według czterech cnót cały porządek Państwa Doskonałego – dziś powiedzielibyśmy – uporządkowanego ustroju politycznego.
Powstaje zatem pytanie, czy człowiek realizuje własną osobową doskonałość w ramach jakiegoś ustroju politycznego, czyli w zakresie instytucjonalnym? Chyba starożytnym wydawało się, że tak, i tak samo wydaje się dzisiaj różnym politycznym myślicielom. Musimy niestety stwierdzić, że to jest kompletna bzdura. Człowiek działając w ramach różnych instytucji nie osiągnie nigdy własnego rozwoju osobowego. Musimy sobie zdawać sprawę, że żadne instytucje nie działają osobowo. Nie ma takiej instytucji, która byłaby z gruntu nastawiona na osobowy rozwój człowieka. Tego nie jest w stanie dokonać nawet szkoła, gdyż nie działa w sposób osobowy. Rozwój osobowy człowieka może się dokonywać tylko poprzez relacje osobowe. Takie relacje przebiegają na poziomie ludzkiej egzystencji. Dlatego rozwój osobowy dokonuje się w rodzinie i tylko w rodzinie, gdyż rodzina stanowi wspólnotę osobową połączoną relacjami osobowymi. Być może taki rozwój może się odbywać w szczególnym przypadku, gdy mamy do czynienia z relacjami Uczeń-Mistrz. Trzeba więc uznać, że rozwoju osobowego nie załatwią nam żadne instytucje.
Młody człowiek powinien mieć możliwość pełnego rozwoju w swojej rodzinie. Jeżeli więc zabraknie pełnej rodziny, to dzieci nie mają zapewnionych możliwości rozwoju swojej osoby. Osoba doskonali się bowiem poprzez uczestnictwo we wspólnocie osobowej, a nie w jakichś instytucjach. Rodzinna wspólnota osobowa jest tworzona przez oboje rodziców, a nie w jakiś sztucznych układach pozamałżeńskich.
Można sądzić, że ostateczny szlif osobowościowy młody człowiek może zdobyć w spotkaniu z Mistrzem. Ale trzeba zakładać, że takie spotkanie Uczeń-Mistrz będzie miało również charakter osobowy, gdy jedna osoba staje naprzeciw drugiej osoby. Osoba poszukująca spotyka wówczas osobę już dojrzałą, która może pokazać i przekazać konkretne drogi rozwoju i doskonałości oraz potrafi otoczyć tę młodą osobę opieką i troską. Jest to bardzo ważne w wielu dziedzinach sztuki, ale być może najlepiej sprawdza się w sztuce życia. Takie podejście i rozwiązanie problemu jest popularne zwłaszcza w kulturze wschodniej (w Indiach, w Chinach i Mongolii, także w Japonii). Należy jednak zaznaczyć, że taka tradycja ma charakter bardzo elitarny, gdyż to nie jest masowa działalność.
Pomimo tego, że mamy powszechne szkolnictwo, widać jasno, że nie przygotowuje ono do życia osobowego. Szkoły są nastawione na przekaz wiedzy o charakterze naukowym, co wcale nie przekłada się na doskonałość duchową ani osobową. Jest to tylko niepotrzebne bombardowanie młodych umysłów całą masą informacji, które uniemożliwiają rzeczywisty rozwój osobowy człowieka. Wszystko to ma prowadzić do stworzenia „ideału” posłusznego obywatela i pracownika, który będzie pionkiem w strukturze społecznej, czyli poprawnym uczestnikiem zinstytucjonalizowanego państwa. Człowiek ma zatem służyć państwu a nie odwrotnie. Jeśli chcesz coś zrobić po swojemu, to znaczy, że jesteś buntownikiem i zagrażasz układom społecznym. Współczesne społeczeństwa (zwane popularnie demokracją) chcą w ten sposób uchronić się przed rewolucjami.
Jednak rozwój osobowy nie jest żadną rewolucją. To jest coś oczywistego a nawet należnego dla człowieka. Każdy człowiek powinien zadbać o swój osobowy rozwój. Natomiast państwo i społeczeństwo (naród) mają obowiązek umożliwić swoim obywatelom taki rozwój. Dla człowieka nie ma nic bardziej koniecznego niż rozwój osobowy. Ale dzisiaj preferuje się doskonalenie zawodowe, gdyż politykom wydaje się, że to najlepiej służy rozwojowi państwa. Nikt nie przyzna, że w ten sposób państwo po prostu gnębi swoich obywateli. Jest to pokłosie Oświeceniowej idei postępu. Niestety w tym ideologicznym postępie liczy się jedynie jakiś mityczny (wymyślony) postęp ludzkości, który nie służy pojedynczemu człowiekowi, a nawet odwrotnie, odbiera mu potrzebę osobistego doskonalenia. Jeżeli narzuci się ludziom wizję postępu zawodowego, to wpuszczamy ich w kanał zinstytucjonalizowanej działalności, która niszczy osobowość człowieka, a nawet doprowadza do stłamszenia samej osoby. Taki człowiek zachwyca się możliwością działania zawodowego, co sprowadza się do zwykłego przekupstwa, gdyż zaprzedajemy własną osobę i osobową godność za większe lub mniejsze wynagrodzenie. Działania osobowe są bezinteresowne i nie można ich wynagradzać.
Wszelki sens i wartość naszej ludzkiej działalności musi wynikać z rzeczywistego poznania człowieka w jego realności. Tutaj nie wolno się kierować takimi lub innymi pomysłami albo wymysłami. Trzeba najpierw podrążyć samą realność i tylko realność. Filozofia powinna zatem rozpoznać i określić ludzką egzystencję. Musi pokazać faktyczny związek egzystencji z esencją, czyli naturą. Nie można abstrahować i absolutyzować ludzkiej natury, ani sprowadzać człowieka do samej cielesności, czyli biologicznego organizmu. Nie wolno także absolutyzować duchowości człowieka, gdyż duchowość również musi mieć realne połączenie z egzystencją (osobowym istnieniem) człowieka. Dopiero całościowa perspektywa badawcza pozwoli zrozumieć człowieka w całej pełni. I tylko taka całościowa wizja człowieka zdoła pokazać nam realny cel ludzkiego życia, jakim jest rozwój osobowy. Osoba stanowi bowiem ostateczną podmiotowość sprawczą, która wyznacza całą ludzką aktywność.
Rozważania o sztuce /5
Cokolwiek o sztuce
Przeżycie piękna jest dla dziecka czymś naturalnym. Dziecko ma bowiem uczucia nieskażone jeszcze przez myślenie o przyjemnościach. Dlatego dziecko potrafi odczuwać piękno bezpośrednio. Ono nie musi wiedzieć, co jest piękne, ani nie musi znać się na sztuce. Wystarczy, że czuje i przeżywa samą realność piękna. Ponadto dziecko intuicyjnie czuje, że piękno wyraża się w zdolności życia. Dziecko przeżywa po prostu swoje życie i czerpie z tego ogromną energię i ekspresję.
Podstawą artystycznej ekspresji jest przeżywanie życie. Takie głębokie przeżycie staje się upodobaniem życia, wprost fascynacją życiem, a dzięki temu również staje się upodobaniem piękna. Dziecko nie posiada jeszcze refleksji estetycznej, dlatego jego przeżycia osiągają od razu wyraz ekspresyjny. Ono wyraża bezpośrednio swoje upodobanie i fascynację. Dlatego u dzieci ekspresja nie jest zakłócona dodatkowym myśleniem. Stąd ich ekspresja występuje w czystej postaci.
Taka czysta i niezakłócona ekspresja jest najlepszym punktem wyjścia dla twórczości artystycznej. Oczywiście dojrzały artysta dodaje do tej pierwotnej ekspresji swoje twórcze myślenie. Jednak powinniśmy pamiętać, że myślenie stanowi jedynie dodatek do ekspresyjnego wyrazu przeżycia piękna. Jeżeli zaś chcemy postawić tylko na myślenie, to łamiemy przez to zasady sztuki i próbujemy wtedy na siłę wymyślać coś pięknego albo wymyślamy teorię piękna. Najczęściej u artystów kończy się to wymyślaniem własnego stylu, czyli tego, co ma odróżniać artystę od innych. Podam tutaj jeden przykład – Picasso. Cała jego artystyczna ekspresja zawarta jest w rysunkach. Tam widać fascynację życiem. Natomiast jego kubistyczne obrazy są jedynie wymyślonym stylem, dlatego są pozbawione życia. Upodobanie życia i piękna przedstawiają rysunki, dlatego są tak fascynujące.
Ekspresję zafascynowaną życiem widać w obrazach Van Gogha. Ale to jest ekspresja wyrażająca walkę o życie. Dlatego jego kreska (właściwie ruch pędzla), jego kolory są tak dramatyczne. Przedstawiają bowiem dramat człowieka, dramat artysty, który maluje to, co przeżywa, nawet jeśli to są ptaki lecące nad łanem zboża. Tak właśnie się dzieje, jeśli artysta ma problemy z własnym życiem i doświadcza go jako dramat, a nie osobowe piękno. Ludzkie życie może być piękne, lecz równie dobrze może być dramatyczne. Wtedy jego przeżywanie wyraża się w dramatycznej ekspresji jak u Van Gogha.
Ale na przykład Worhol stworzył sztukę reklamową. On niczego nie przeżywał, ale wymyślał swoje reklamowe symbole. Podobnym reklamowym symbolem rewolucji stał się uproszczony portret Che Gevary. To jest sztuka pozbawiona zupełnie piękna życia jak i jego dramatyzmu. W portretach Che Gevary lub Marylin Monroe nie ma życia, jest tylko prosty znak reklamowy.
Powstaje więc pytanie, czy lepiej jest, gdy sztuka stawia na komunikatywność, czy lepiej jest, gdy jest ekspresyjna, a może lepiej, jeśli staje się intelektualna? W naszych czasach powstało określenie pop-artu (sztuki popularnej, tak jak pop-music). Człowiek chętnie sięga po taki prosty przekaz (choć nie zawsze po sam artystyczny wyraz), który przemawia do niego bezpośrednio. Stąd potrzeba uproszczonej symboliki. Mało kto zagłębia się w niuanse rewolucyjnej działalności Che Gevary, wystarczy nam symbolika brodatego rewolucjonisty, czyli kogoś, kto neguje utarty porządek. Jednak taka sztuka przekształca się od razu w propagandę i agitację. Gdzieś w tym mętnym przekazie zanika życie i przeżycie (radość lub dramat życia). Dlaczego ludzie dają się złapać na taki prosty przekaz? Otóż dlatego, że lubią życie łatwe i przyjemne. Portret Che Gevary jest łatwy i przyjemny. Reszta już nas nie obchodzi, jeśli nawet rewolucja jest dramatyczna i mordercza.
Czy sztuka powinna być łatwa i przyjemna? Pewnie większość odpowie, że tak. Ale to sam artysta musi odpowiedzieć sobie na to pytanie. Czy pragnie twórczości wyrastającej z głębokiego przeżycia życia i piękna (jak Rembrant)? Czy chce zadowolenia swoich odbiorców? A może czegoś innego? Tutaj nie ma co debatować lub dawać rozwiązania. W takim momencie artysta pozostaje samotny. Staje sam przed sobą i sam dla siebie jest wyrocznią. Powinien tylko pamiętać o tym, żeby być twórcą piękna. Artysta jest po to, żeby stwarzać swój własny obraz piękna. Dlatego wydaje się, że artysta sam decyduje o swojej twórczości. Ale powinien zapytać w tej sprawie swojego osobowego piękna, a nie mediów. Gdyż o sztuce decyduje głos samego osobowego piękna. To jest głos ekspresji płynącej z zewnątrz. I tyle.
Rozważania o sztuce /6
Sztuka
i życie
Myślenie można zmienić dzięki myśleniu. Myślenie nie dysponuje żadnymi zasadami, czyli punktami odniesienia. Staje się ono swobodną twórczością służącą do konstrukcji własnego świata. Myślenie zmienia się pod wpływem innego myślenia. Ale czy to znaczy, że w ten sposób myślenie zmienia się na lepsze? Tylko realistyczne poznanie może zmienić myślenie na lepsze. Poznanie czegoś realnego domaga się uznania realności (uznanie zasad realności). Jednak uznanie realności stoi w sprzeczności z myśleniem. Uznanie realności stanowi bowiem wiarę (credo), natomiast myślenie (cogito) stanowi negację realności. Myślenie tworzy jakieś fakty lub zjawiska, które wykraczają poza realność, jak pokazywali Hume i Kant. W przypadku myślenia mamy do czynienia ze sferą faktów intencjonalnych (tego, co pomyślane a nie tego, co realne).
Dzisiaj filozofia powie, że myślenie dokonuje zawsze interpretacji (a nie konotacji). Natomiast ja powiem, że myślenie staje się nadinterpretacją rzeczywistości, ponieważ myślenie chce stworzyć coś super (coś ponad to). Taka nadinterpretacja nie może służyć człowiekowi do rozwoju duchowego wnętrza, czyli rozwoju osobowości. Taka nadinterpretacja tworzy co najwyżej szalone pomysły artystyczne albo ideologiczne.
Człowiek doskonali się dzięki aktywności osoby, co jest wynikiem nawiązania relacji osobowych. Aktywność osobowa jest przyczyną podejmowania działań moralnych i religijnych. Toteż twórczość artystyczna powinna być wspierana przez działania moralne i religijne. Tak było dawniej, natomiast dzisiaj twórczością włada wolność myślenia. Tak jest już od czasów dadaizmu. Wystarczy, że dzieło sztuki otrzyma akceptację naszego myślenia, a wówczas staje się czymś cennym i wartościowym. Jednak takie dzieła sztuki wcale nie doskonalą człowieka (ani artysty), one co najwyżej funkcjonują na rynku finansowym.
Swoją osobowościową realność człowiek musi budować na rzeczywistych zasadach. To nie może być myślenie ani wolność wyboru, to musi być słowo prawdy, czyn dobra oraz przeżycie piękna. Zwłaszcza sztuka powinna odwoływać się do przeżycia piękna – realnego piękna ludzkiego życia i ciała. Nie da się wymyślić pięknego życia. Albo jesteśmy w stanie przeżywać coś pięknego dzięki osobowej aktywności (dzięki aktom upodobania), albo będziemy się pogrążali w przeżywaniu codziennej brzydoty czy codziennych kłopotów. Piękno płynie do nas dzięki osobowym aktom upodobania życia. Bo tak naprawdę piękne jest samo życie, a nie przedmioty służące nam do zachowania życia.
Ludzie przestali już chyba dostrzegać piękno życia, gdyż gonią tylko za różnymi rzeczami i przedmiotami. Różne przedmioty służą nam dziś jako sztuka użytkowa. Człowiek, zwłaszcza młody człowiek, wyżywa się jedynie na smartfonie lub komputerze, a o samym życiu nic nie wie, gdyż go nie przeżywa. Ach życie, życie!!! Kocham cię życie nad życie. Gdzie te czasy? Nie umiemy dzisiaj żyć. To jest prawdziwa tragedia.
Rozważania o sztuce /7
Historia estetyki
jest powiązana z rozumieniem człowieka. Pojmowanie sztuki wynika z rozumienia
człowieka i jego zdolności. Na początku artysta był rzemieślnikiem, który umie
posługiwać się odpowiednimi narzędziami i regułami postępowania. Działał w
sposób uporządkowany dzięki stosowaniu właściwych reguł. Szkolił się i uczył
(terminował) swojego rzemiosła u jakiegoś znanego mistrza.
Dawniej artysta w swojej działalności był związany regułami, gdyż uważano, że ludzki umysł powinien kierować się odpowiednimi zasadami. Te zasady działania starała się poznać sztuka. Z kolei filozofia miała za zadanie poznanie zasad działania natury. Pitagorejczycy wskazywali na stosunki liczbowe. Dla nich liczba stanowiła zasadę natury (rzeczywistości). Platon natomiast uznał idee za ogólne i idealne zasady rzeczywistości. Arystoteles z kolei przyjmował, że rzeczy muszą mieć zasady zawarte w sobie jako elementy składowe. Pojawia się pojęcie formy jako zasady rzeczywistości poznawanej ludzkim rozumem. Forma określa i kształtuje daną rzecz.
W
starożytnej Grecji artysta miał odtwarzać rzeczywistość (naturę). Powinien
zatem rozumieć wewnętrzną strukturę rzeczy, aby móc je odpowiednio przedstawić.
Jeżeli artysta coś naśladuje, to właśnie wewnętrzna zawartość rzeczy (natury).
Lecz co nam pozwala sięgać do wnętrza rzeczy? Chyba raczej umysł niż zmysły.
Czy w związku z tym sztuka jest działalnością umysłową? Jednak patrząc z
drugiej strony wyróżniano przeżycie artystyczne (bądź estetyczne). Takie
przeżycie jest związane na przykład z oglądaniem lub słuchaniem dzieła sztuki.
Rodzi się zatem kolejne pyta, czy trzeba rozumieć dzieło sztuki, czy wystarczy
je przeżywać? Jak więc ma się to do twórczości?
Czy te
dwa aspekty mogą w ogóle ze sobą współgrać? Czy może sama twórczość polega na
poznaniu umysłowym lub myśleniu? Wydaje się, że należy zapytać inaczej – czy
twórczość wyrasta z myślenia, czy z przeżycia piękna? To wydaje się być
podstawowy problem sztuki. Skąd się bierze i gdzie zaczyna sztuka? Pewnie dla
samego tworzącego artysty to nie jest jasne. W ludzkiej działalności wszystkie
elementy współgrają ze sobą, a nawet nie zawsze są w pełni uświadamiane. Ale
teoretyk sztuki (jako filozof) musi sobie zadawać takie pytania. Skąd się
bierze twórczość człowieka (twórcze działanie)?
Jeżeli twórcze działanie człowieka sprowadzimy do myślenia, to twórczość będzie polegała na wymyślaniu czegokolwiek (czegoś nowego). Jednak samo poznanie umysłowe nie ma jeszcze charakteru twórczego. Jest oglądaniem realności rzeczy i rozumieniem tego, czym one są. Poznawanie jest bowiem bierne i nie ma w nim elementu twórczego. Twórcze działanie pojawia się dopiero w naszym myśleniu. Twórcze jest myślenie. Myślenie rodzi się z negacji realności. Dlatego myślenie próbuje tworzyć własne treści i znaczenia. Myślenie potrafi nadawać rzeczom zupełnie dowolne sensy i znaczenia. Znakomitym przykładem z dziedziny sztuki jest „twórczy akt” Duchampa, który wykreował suszarkę jako dzieło sztuki.
Ktoś może twierdzić, że skoro rozumiemy rzeczywistość dzięki umysłowemu poznaniu, to może warto przedstawić takie właśnie rozumienie. Ale czy takie przedstawienie będzie twórczy, bo przecież zajmuje się nim filozofia? Czy warto malować krowę jako krowę? Neorealizm odpowie z pewnością, że tak. Ale czy naprawdę warto? Może krową niech się zajmują nauki przyrodnicze i rolnicze.
Pozostaje jeszcze sprawa przeżycia artystycznego, czyli przeżycia piękna. Czy samo przeżycie piękna jest twórcze? Takie przeżycie dociera do piękna, a właściwie obejmuje jego obraz, jakim jest życie. Przeżycie dotyczy bowiem bezpośrednio życia. Przeżywamy swoje życie albo życie kogoś bliskiego. Przeżycie piękna przybiera najczęściej postać fascynacji. Przeżycie piękna można nazwać fascynacją. To będzie fascynacja życiem. Zapytamy więc, czy fascynacja życiem ma charakter twórczy?
Z pewnością popycha ona człowieka do wyrażenia tego przeżycia. To znaczy, że przeżycie piękna domaga się jakby zewnętrznego wyrazu. Człowiek pragnie wyrazić swoją radość życia. Dlatego powiemy, że fascynacja i radość życia napędzają działania artystyczne. To jest na pewno podstawa ekspresji. Fascynacja życiem domaga się ekspresji, zaś artystyczna ekspresja wyraża radość życia. Dlatego artyści uznali w pewnym momencie, że ekspresja stoi u podstaw działań artystycznych (zob. ekspresjonizm).
Wydaje się zatem, że podstawą wyrazu artystycznego powinna być radość życia. Natomiast aspekt twórczy tego wyrazu (ekspresji) pochodzi już od swobodnego myślenia. Dlatego konieczne jest połączenie obu tych aspektów, ale to nie jest wcale łatwe. Doskonałe połączenie zdarza się w wyjątkowych wypadkach. Wtedy mamy do czynienia z prawdziwym artystą i wielką sztuką.
Starożytność nie ceniła twórczości. Uważała artystę za doskonałego robotnika i rzemieślnika, który potrafi jak najlepiej wykonać swoją robotę. Artysta nie musiał tworzyć. Nie tworzył bowiem dla siebie, lecz pracował dla ogółu społeczeństwa. Wykonywał przecież dzieła publiczne (rzeźby i gmachy). Jakbyśmy dziś powiedzieli, wykonywał prace użytkowe, chociaż była to nadzwyczajna użyteczność (np. służąca sprawowaniu kultu religijnego). A mimo to dzieła starożytnych artystów zachwycają nas. Skąd więc w tych użytkowych dziełach odnajdujemy tyle piękna?
Okazuje się, że człowiek sam z siebie nie jest w stanie stworzyć czegoś pięknego. Ale kiedy próbuje naśladować naturę, wtedy jakby mimochodem przenosi naturalne piękno w świat sztuki (do swoich dzieł). Dlatego dawna teoria naśladowania natury niosła ze sobą przesłanie piękna. Artysta zdaje się naśladować piękno zawarte w dziełach stworzenia. Taka twórczość była naśladowaniem realnego piękna. Artysta powinien przeżywać piękno realności. Nie musi imitować ani odwzorowywać natury. Powinien jednak poczuć i przeżyć realne piękno, aby móc je naśladować w swoim dziele. Artysta musi umieć wyrażać realne piękno, zaś do tego niezbędne jest przeżycie piękna (przeżycie estetyczne).
Gdy jednak twórczość stała się nowością za wszelką cenę i gdy artyści zapragnęli tworzyć coś nowego, wtedy porzucili naśladowanie realnego piękna. Sztuka stała się wymyślana. Zatraciła siłę przeżycia piękna i zaczęła nagle epatować brzydotą. Artyści zaczęli wymyślać dowolne rozwiązania. Raz skręcali w stronę abstrakcji, aby za moment podążyć w kierunku konceptualizmu. Artyści tworzyli coraz dziwniejsze instalacje i happeningi. Dziś artysta jest specjalistą od swojego małego ogródka sztuki, który pokazuje publiczności ze zmiennym szczęściem. Stara się tworzyć coś nowego i innego. Chce być inny niż wszyscy pozostali artyści. To poszukiwanie odmienności łatwo może zabić przeżycie piękna, gdyż artysta stara się wymyślić swój styl, a nie zamierza już przeżywać piękna.
Otóż przeżycie piękna jest konieczne dla wszelkiej sztuki. Artysta nie może myśleć o sztuce. Prawdziwej sztuki nie da się wymyślić, ponieważ sztukę trzeba najpierw przeżywać, bo sztuka to przeżycie piękna. Gdy o tym zapominamy, wtedy chcemy wymyślać sztukę, ale wymyślona sztuka jest martwa. Nie można wymyślić pięknej sztuki. Można co najwyżej wymyślić jakiś potworny kicz. Dzisiejsza sztuka jest najczęściej wielkim kiczem, gdyż jest na siłę wymyślana.
Jeżeli w dziełach sztuki nie ma piękna, to znaczy, że nie ma tam również niczego osobowego. Sztuka pozbawiona osobowego piękna staje się nieludzka. Można opakować Pałac Kultury i sprzedać jako reklamę, ale co w tym będzie pięknego. Nieludzka sztuka zabija człowieka wraz z jego osobowym człowieczeństwem. Osoba człowieka żywi się i żyje prawdą, dobrem i pięknem. Gdy odbieramy człowiekowi te zasady realności (właściwie zasady osobowego życia), wtedy osoba umiera. Osoba potrzebuje prawdy, dobra i piękna, lecz gdy odwracamy się od osoby, wtedy nasza świadomość zapomina o tych zasadach realności. Świadomość chce nas odizolować od osobowej realności. Dlatego pragnie nas oderwać od osobowego piękna i popchnąć w stronę dowolności. W ten sposób świadomość zaprzecza wszystkiemu, co stanowi osobę. A przecież sztuka powinna być wyrazem i obrazem osoby.
Jeżeli artysta podda się własnej lub cudzej świadomości, to będzie tworzył jakieś pozorne dzieła sztuki. Będzie żył tylko złudzeniami i będzie dawał ludziom złudzenia. Ale dzisiaj ludzie kupują złudzenia, ponieważ wolą żyć złudzeniami niż realnością czasami bardzo trudną. Okazuje się, że złudzenia łatwiej przemawiają do ludzi niż realność. A to znaczy, że większość ludzi żyje jedynie w kręgu świadomości. Najczęściej jest to świadomość medialna.
W szkole uczono nas, żebyśmy zastanowili się, kiedy oglądamy dzieła sztuki, co artysta miał na myśli tworząc swoje dzieło. Może czasami uda się nam zgadnąć, co takiego myślał artysta, ale nigdy już nie poznamy, jaką był osobą, gdyż sztuka przestała wyrażać przeżycie życia. Jeśli w dziele sztuki nie widać osoby (i osobowości) artysty, to jego sztuka jest martwa i staje się jedynie łupem kolekcjonerów, bo nikomu innemu nie jest potrzebna.
Rozważania o sztuce /8
O
twórczości artystycznej
Wychowanie kształtuje osobowość człowieka, natomiast wykształcenie tworzy i określa ludzką świadomość. Pomimo tego, że zarówno osobowość jak i świadomość należą do sfery duchowej natury człowieka (czyli powstają i rozwijają się w naszej duszy), to realnie stanowią swoje przeciwieństwo. Osobowość ustanawia moralny charakter człowieka, świadomość zaś wyznacza intencjonalną sferę pomysłów twórczych. Osobowość jest oparta na osobowych zasadach działania, a świadomość stanowi dowolną twórczość, która łączy w swobodny sposób przeróżne pomyślane treści. Osobowość pilnuje, żeby działania człowieka dotyczyły realnej podmiotowości osoby (drugiej osoby). Świadomość natomiast ukształtowana przez swobodne myślenie neguje różne formy realności, aby móc się oddawać wolności twórczej. Osobowość stoi więc po stronie realności i sama jest rzeczywistym stawaniem się, świadomość zaś odrzuca realność i poszukuje nierealnych możliwości stawania się czymkolwiek.
Takie rozdarcie dotyczy niestety całego człowieka, albo opowiada się on za rzeczywistością, albo ją neguje w imię wolności tworzenia (czyli czystej sfery możliwości). Albo więc w człowieku zapanuje osobowość potwierdzająca jego realną osobę, albo kierownictwo przejmie świadomość z propozycją nieograniczonej wolności.
Człowiek jest przede wszystkim osobą. Nasza osoba ustanawia i wyznacza osobowość, która stoi na straży życia i działania osobowego człowieka. Gdyż człowiek podejmuje osobowe działania za sprawą ukształtowanej osobowości. To osobowość zawarta w naszej duszy staje się bezpośrednią zdolnością do działań osobowych. Osobowe działania nie biorą się z naszej świadomości, ponieważ świadomość jest bezosobowa.
Jeżeli zanegujemy realność osoby (na przykład uznając ją za świadomość jak Scheler), to tracimy zupełnie możliwość realizacji naszego osobowego życia. Możemy wtedy tworzyć i kształtować własną świadomość, i kierować się świadomością, która oferuje nam dowolne pomysły twórcze, ale nigdy nie daje realności. Nasze życie zostaje wówczas zamknięte w myśleniu i sprowadzone do strumienia intencji świadomościowych.
W tym wypadku pojawia się poważny problem, jak łączyć artystyczną twórczość z osobowym życiem człowieka? Mówiliśmy już poprzednio, że łączność pomiędzy duszą i ciałem przebiega po linii: własność piękna – akty upodobania – uczuciowość – przeżycie piękna – fascynacja życiem (pięknem życia). Jak więc połączyć przeżycie piękna ze swobodą twórczą? Dawniej działalność artystyczna ograniczała się do wizualnego realizmu. Sztuka polegała na odtwarzaniu realnych postaci ludzkich lub krajobrazów przyrodniczych. Taki odtwórczy realizm polegał na poszukiwaniu perfekcji technologicznej (w malarstwie lub rzeźbie). Tworzenie było więc odtwarzaniem okraszonym oczywiści poszukiwaniem piękna (zob. grecki kanon pięknego ciała).
Jednak w XX wieku artystyczna twórczość przekroczyła zasadę odtwórczości i poszybowała swobodnie za wolnością tworzenia. Z czasem okazało się, że ta wolność tworzenia oderwała się również od przeżycia piękna. Z jednej strony górę wzięła wolna decyzja twórcy (niejako sprawcy), a z drugiej strony sztuka poszła w kierunku rozwiązań formalnych i kompozycyjnych (czysta forma Witkiewicza). Zrodziły się pomysły całkowicie konceptualne albo twórcze opowieści o sztuce lub dziele sztuki. Dzisiaj mamy kompletny bałagan na rynku sztuki. Okazuje się, że „sztuką” może być niemal wszystko – jakaś dowolna działalność twórcza lub wytwórcza.
Gdzie więc zginęło przeżycie piękna? Z jednej strony zabiła ją zasada użyteczności (propozycja Benthama), ale z drugiej strony przyczyniła się do tego wolność tworzenia. Odbyło się to tak, jak się stało z wolnością słowa. Najpierw wydawało się, że wolność słowa i wypowiedzi doprowadzi nas (czyli ludzkość) do odnalezienie prawdy. Ale nie zdawano sobie sprawy, że do tego konieczna jest zasada słowa prawdy. Tylko dzięki posiadaniu w umyśle tej zasady możemy zmierzać do mówienia i wypowiadania prawdy. Bez tego wolność słowa doprowadziła ostatecznie do swobodnego wypowiadania i głoszenia najróżniejszych bredni. I co więcej, w imię takiej wolności odrzucono potrzebę poszukiwania i głoszenia prawdy. Przecież wolność słowa, czyli dowolność wypowiedzi, jest najważniejsza.
Podobnie stało się z twórczością artystyczną. Dawniej zasadą takiego działania było przeżycie piękna (poszukiwanie realnego piękna). Gdy jednak zrezygnowano z pracy odtwórczej na rzecz wolności tworzenia, wtedy wolność stała się najważniejsza i w imię wolności zaczęto tworzyć, czy raczej wymyślać, tzn. projektować, dowolne dzieła-pomysły coraz bardziej odchodzące od piękna w stronę brzydoty albo tylko użyteczności. Czegoż innego można się było spodziewać?
Jeżeli wolność słowa (czy raczej wypowiedzi) doprowadziła do głoszenia absurdalnych poglądów naukowych, to wolność tworzenia tym bardziej skończy się absurdalnymi pomysłami artystycznymi (co się już dzieje). Wydaje się, że dla artystycznej twórczości nie ma już ratunku i efektem będzie despotyczny uniformizm, jak w czasach komunizmu. Okazuje się, że już dziś stoimy przed postulatem ujednolicenia wszystkich dziedzin ludzkiej działalności, czyli odgórnego sterowania (globalizacja dotknie także sztukę). Grozi nam totalne braterstwo w życiu społecznym. Przecież już komuniści twierdzili, że wolność polega na zrozumieniu (czyli przyjęciu) konieczności. Jedna poprawna konieczność rozwoju ludzkości. Dzisiaj powszechność równa się jedność (jedność myślenia i chcenia, jedność działania). Współczesna anty-kultura proponuje wyzwolenie z różnorodności. Trzeba pamiętać, że wolność myślenia zawsze zmierza do jedności, tylko realność jest różnorodna sama w sobie. Wolność myślenia zawsze kończy się jednością głupoty, czyli totalną negacją realności. Uwaga !!! Wolność myślenia kończy się totalizmem.
Sztukę mogą uratować tylko pojedynczy artyści w pełni świadomi swojego osobowego człowieczeństwa. Jeżeli sięgną do kontemplacji osobowej prawdy oraz do upodobania i przeżycia osobowego piękna, to dopiero wtedy odkryją na nowo radość prawdziwego tworzenia. Każdy z nas musi odkryć swoje własne osobowe człowieczeństwo albo się zetknąć z wybitnie osobową postawą drugiego człowieka. Nie ma innej drogi wyrwania się z kręgu narzuconej świadomości ideologicznej. Nie można wymyślić całej rzeczywistości od nowa.
Rozważania o sztuce /9
Twórcze możliwości
Ludzka twórczość może dotyczyć naszego pojmowania realności, ale nie jest w stanie zmienić samej realności. Człowiek nie może stworzyć jakiegoś nowego człowieczeństwa, nawet jeśli zaneguje swoją dotychczasową realność. Nową realność możemy otrzymać jedynie od Boga, ponieważ to Bóg jest stwórcą tego, co realne i tylko On działa w naszej osobowej egzystencji. Dlatego należy stwierdzić, że właśnie Bóg obdarza nas realnością, zarówno w akcie stwarzania jak i w akcie odkupienia. Człowiek może (z pokorą) przyjąć te Boże dary albo może (z pychą) je odrzucić. Ale wówczas pozbywa się własnej realności pogrążając się w otchłaniach możliwości, które oferuje nam świadomość stanowiąca ogołocony z realnego poznania intelekt.
Świadomość próbuje zamaskować swój brak realności. Stwarza przeróżne intencjonalne struktury, które mają zastąpić człowiekowi realną wspólnotę osobową. Zamiast życia rodzinnego świadomość proponuje uczestnictwo w instytucjonalnych strukturach społecznych. Jednak działalność instytucjonalna człowieka nie przynosi mu żadnej realnej doskonałości. Co więcej, angażuje wszystkie duchowe siły człowieka w tworzeniu nowych możliwości technicznych lub kulturowych. W ten sposób powstaje świat złudnych możliwości, które chcą wypełnić duchową pustkę człowieka. Właśnie świadomość jest w człowieku taką sferą pustki, którą zapełniamy wyimaginowanymi strukturami i układami odniesień. Dzięki temu powstaje potężny gmach naszej kultury i cywilizacji, w którym zawsze możemy znaleźć dla siebie miejsce (raz miejsce twórcy, a innym razem miejsce odbiorcy). Wydaje się nam wówczas, że dokonaliśmy jakiegoś czynu lub dzieła, które ma nas uczynić kimś ważnym na forum społecznym. Lecz to tylko świat pozorów, z którego tak naprawdę nic nie zostanie. Artyści i twórcy zawsze marzą o tym, żeby ich dzieła znalazły się w Pałacach Pana Boga, ale to tylko złudzenie. Przemija bowiem postać tego świata i przeminą wszystkie stworzone dzieła artystyczne i techniczne. Wieczność trwa w zupełnie innych wymiarach i nic na to nie poradzimy.
Świadomość ze swoją intencjonalnością oplata nas siecią możliwości. Taką kulturalną pajęczyną, w którą wpadamy jak muchy. Jak czuje się mucha uwięziona w pajęczynie? Chyba zdaje sobie sprawę, że to już koniec. A jak czuje się człowiek, który wpadł w sieci kultury? On się czuje jak ryba w wodzie, chociaż to już koniec jego realności. Człowiek woli jednak pływać w oceanie intencjonalności niż strzec własnej realności. Wydaje mu się, że wówczas osiągnie coś więcej. Nie wie jednak, że to tylko jego świadomość wychwala pod niebiosa świat możliwości, gdyż świadomość nienawidzi realności. A realność człowieka odchodzi w ten sposób w zapomnienie. Realność jest bowiem prosta i jednoznaczna, natomiast świadomość kusi nas i mami różnorodnością możliwości. Gdy się jednak głębiej zastanowić, to okaże się, iż lepsza jest prosta realność niż różnorodne i wieloznaczne możliwości. O tych wszystkich możliwościach możemy sobie pomyśleć, możemy myśleć i myśleć. Ale z tego naprawdę nic nie wynika, no może mamy łatwiejsze i przyjemniejsze życie. To nie jest jednak prawdziwe życie, lecz tylko nasze przeżywanie przyjemności. Prawdziwe życie jest trudne, ale to jest trudne dobro (bonum arduum). W realnym życiu nie ma łatwych dóbr, a gdy tak konsumujemy i pochłaniamy różne rzeczy, to oznacza, że konsumujemy własne przyjemności a nie żadne dobra. Dobra nie można skonsumować, dobro należy ofiarować. Dopiero wtedy mamy do czynienia z prawdziwym i realnym dobrem.
Człowiek musi się wyrwać z sieci własnej świadomości, bo inaczej może się okazać, że nie spotka się już wcale z realnością. Będzie żył w wyimaginowanym świecie wyobrażeń o rzeczywistości. Współczesna psychologia społeczna zdaje się eksploatować ten podmokły teren świadomości człowieka. Co więcej, chce nam wmówić, że człowiek powinien nauczyć się poruszać w tym świecie możliwości. Psychologia podpowiada nam, że powinniśmy znaleźć swoje miejsce w układzie społecznych możliwości. Że powinniśmy rozwijać własną twórczość możliwości poszerzając w ten sposób sieć świadomości społecznej.
Czyżby nikt nie widział, że takie postępowanie odcina człowieka od realności, odcina go od samego źródła realności. A bez zakotwiczenia w realności rodzą się w człowieku demony, czyli takie kulturowe zombi (odrealnione czyste świadomości). Tylko czysta świadomość może się obejść bez realności, bo karmi się samym myśleniem. To właśnie czysta świadomość obdarzyła nas siecią internetową, gdzie człowiek może „zrealizować” wszystkie swoje możliwości i pomysły. Człowiek coraz bardziej zagłębia się w wirtualny świat internetowy. Poszukuje tam nawet tego, co powinno być domeną realności – poszukuje przyjaźni i miłości, czyli realnego spotkania z drugim człowiekiem. Jednak w internecie nie ma miejsca na realność, tam panują tylko wirtualne pomysły.
Jeśli zapytamy, co nas tak pociąga w tym internecie, to chyba można odpowiedzieć, że to wolność możliwości. Wolność wyboru nieskończonych możliwości. Ale to tylko pozorna wolność. Prawdziwą wolnością jest sprawcza aktywność realności. Prawdziwą wolnością jest aktywność naszej osoby (sprawczej podmiotowości istnienia).
4.02.2026
Wywiad prof. Sudhofa
Według Sudhofa człowiek jest zwierzęciem. Ale tym, co wyróżnia człowieka od innych zwierząt, jest język. Sztuczna inteligencja jest systemem językowym, co oznacza, że działa w ramach takiego systemu. Można przyjąć, że dlatego mówi się, że zachodzi podobieństwo pomiędzy "maszyną AI" a człowiekiem. Jednak według Profesora działanie maszyny jest sztywne, czyli zależne od określonego oprogramowania. Natomiast ludzki mózg jest w pełni plastyczny. Dzieją się w nim całkowicie swobodne procesy (przepływ informacji). Otóż maszyna ma ograniczony zakres dostępu i wykorzystania informacji. Stąd jego wniosek - ludzki mózg nie jest maszyną.
AI działa poprzez amalgencję, czyli połączenie i syntezę milionów danych na podstawie języka, który już istnieje i działa. Tak więc AI jest zawsze statystycznym ekstraktem, czyli odzwierciedleniem średniej arytmetycznej. Natomiast człowiek w swej naturze, czyli w swoim myśleniu, jest wariacją (ciągła zmienność procesu myślenia i działania).
Okazuje się, że natura człowieka -- zdaniem Profesora -- może być zdefiniowana w kontekście języka. Ze strony pytającego pada pytanie o rozumienie (chociaż nie jest jasne, czy chodzi o realność, czy tylko o rozumienie języka jako czegoś opisowego). Znów pojawia się kwestia skojarzeń (związana z językiem) - o której była mowa w poprzednich postach. W odpowiedzi pada stwierdzenie, że AI ma nieograniczoną pamięć, stąd wykorzystuje ogromną ilość danych informacji, które już istnieją wirtualnie w zapisach języka (który powstał dzięki działalności człowieka). Zaś człowiek ma ograniczoną możliwość skojarzeń (z powodu słabej pamięci). Problemem (nie do rozwiązania?) jest poznanie skutków działania, nie wiemy, czy AI będzie tu lepsza, bo wydaje się, że może to robić (ale sama przecież nie działa). Otóż człowiek stara się zrozumieć, jakie będą skutki jego działania, lecz ostatecznie musi działać, żeby poznać skutki swojego działania.
30.01.2026
Rozumienie mowy
Naukowcy odkryli, że ludzki mózg rozumie mowę w sposób zaskakująco podobny do zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji. Badacze znaleźli nieoczekiwany związek między tym, jak ludzie interpretują mowę, a tym, jak nowoczesne modele AI przetwarzają tekst.
29.01.2026
Jeszcze o AI (prof. Duch)
Sztuczna Inteligencja tworzy systemy językowe. Te systemy próbują ogarnąć zapisaną wiedzę człowieka. Uczą się one na dostępnych tekstach. Największe przeczytały podobno jeden milion książek (sic). Człowiek nie jest w stanie dokonać czegoś takiego.
Dzisiaj zrezygnowano już z definiowania poszczególnych pojęć. Pojęcia funkcjonują bowiem w różnych kontekstach. Dlatego działanie systemu językowego AI polega na skojarzeniach pojęciowych. Skojarzenia polegają na przeglądaniu wielu różnych kontekstów użycia danego słowa/pojęcia. System przeszukuje najróżniejsze konteksty pojęciowe. Szybkość działania pozwala na przegląd nieograniczonej liczby takich sytuacji.
Wiadomo, że pojęcia językowe są używane metaforycznie. Na tym polega nasze myślenie. Wydaje się, że kojarzenie różnych pojęć jest procesem myślowym. Skoro system AI ma możliwość wykorzystywać skojarzenia pojęciowe, to przypisuje się jemu zdolność myślenia. Ale powstaje pytanie, czy można to porównać z ludzkim myśleniem? Różnica polega na tym, że nasze myślenie ma lub może mieć odniesienie (stałe lub czasowe) do poznania realności, czego brakuje AI. System sztucznej inteligencji jest jedynie rezerwuarem wiedzy pojęciowej (w wersji cyber). Dlatego zapytany o coś związanego z wiedzą przekazuje nam odnalezione informacje. Jednak nie da się dostosować systemu do posługiwania się prawdziwą wiedzą o realności. Nie można tego wymusić, gdyż system sam przeszukuje i podaje informacje. System opiera się bowiem na tym, co znajdzie w cyber-przestrzeni. Ponadto system nie posiada stabilności, bo zawsze może działać wyrywkowo. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, jak człowiek jest zdolny posłużyć się takim systemem.



