8.02.2026

Rozważania o sztuce /4

Losem człowieka jest tragedia. Człowiek przeżywa swój tragiczny los. Dlatego nasze przeżywanie jest patetyczne (przeżycie jako pathos). Natomiast komedii się nie przeżywa. Komedię można tylko odgrywać. Dlatego możemy powiedzieć, że gra i zabawa stoi w sprzeczności z przeżywaniem.

Sztuka wyrasta z doświadczenia przeżycia piękna. Takie przeżywanie dotyczy bezpośrednio życia, gdyż życie jest piękne. Stąd prawdziwa sztuka wydaje się być patetyczna.

Skąd więc wziął się komizm? Już Arystoteles twierdził, że człowiek jest istotą zdolną do śmiechu. A więc również zdolną do żartów. Ale taka postawa jest zaprzeczeniem tragicznego losu człowieka. Być może człowiek chce na co dzień zapomnieć o swojej tragedii. Toteż znajduje pocieszenie w śmiechu i żartach, czyli w komedii. To zauważyli już Grecy (Arystofanes).

Człowiek podejmuje grę ze swoim losem (czy aby na pewno grę?), tak jakby chciał oszukać swój los albo samego siebie. Przecież jak nam przekazano, rzymscy żołnierze zagrali w kości o szatę Jezusa. Tragedia i komedia. Pathos (przeżycie) i ludus (gra i zabawa).

Tragedia wymaga powagi. Trzeba poważnie potraktować ludzką egzystencję. Ale ludzką naturę, czyli esencję, można wyśmiewać. Czyżby natury nie należało traktować poważnie. To by znaczyło, że ludzka natura jest czymś niepoważnym. Jest czymś niepoważnym i śmiesznym, jest czymś komicznym, ponieważ jest nieskończenie różnorodna, a przez to niejednoznaczna. Tutaj nie ma równości (jakiegoś zrównoważonego poziomu), lecz zawsze znajdzie się coś śmiesznego względem czegoś innego.

Można zatem przyjąć, że egzystencja jest tragiczna a przez to poważna, natomiast natura i esencja jest komiczna. Tę różnicę dostrzegali najpierw jedynie artyści. Ale co pozwala człowiekowi śmiać się z samego siebie albo z innych?

I chyba tutaj znów natrafiamy na myślenie. Przeżywanie na pewno nie jest myśleniem. W mojej antropologii przeżywanie dotyczy uczuciowości. Przeżywanie jest doświadczeniem uczuciowości a nie świadomości. Toteż według mnie sztuka rodzi się w doznawaniu uczuciowym, które nazywam przeżywaniem. Chodzi oczywiście o przeżywanie i przeżycie piękna. Piękno stanowi bowiem własność egzystencjalną, czyli transcendentalną własność istnienia. Dlatego przeżycie, które dotyczy piękna, jest patetyczne, czyli poważne. Doświadczenie piękna jest zawsze poważne a nie śmieszne. Śmieszne staje się jedynie nasze myślenie o ludzkiej naturze. Myślenie potrafi bowiem zestawiać ze sobą dowolne rzeczy lub właściwości. Gdy pomyślimy i przedstawimy sobie różowego słonia, wtedy wydaje się to śmieszne. Ale musimy sobie zdawać sprawę, że poprzez takie myślenie wypaczamy samą rzeczywistość. Przecież to, co realne, nie jest dla nas śmieszne. Śmieszne stają się nasze wyobrażenia i pomysły (czyli wymyślenia).

Podsumowując to by znaczyło, że nasza sztuka rozciąga się gdzieś pomiędzy tragedią i komedią. To pokazuje również, że sztuka rozciąga się pomiędzy przeżyciem i myśleniem, pomiędzy uczuciem a rozumem. Potwierdzenie tej tezy odnajdziemy w historii sztuki, zwłaszcza współczesnej. Mamy coraz więcej wymyślonej sztuki, zaś przeżycie odchodzi gdzieś na drugi plan.

Dzisiaj w sztuce panuje wszechwładnie myślenie. Dlatego współczesna sztuka nie potrafi przeżywać tragedii człowieka, ale pokazuje jakieś śmieszne przedstawienia, wymyślone instalacje lub performanse. Przecież to niczemu nie służy. Na przykład taki Warhol jest po prostu beznadziejny, bo nie czuje i nie przeżywa ludzkiego losu. On jedynie funkcjonuje znakomicie w kulturze jako reklamówka.

Powstaje oczywiście pytanie, co dla człowieka jest bliższe i naturalniejsze – tragedia czy komedia? Tragedia określa sam los człowieka, natomiast komedia przeciwstawia się temu chcąc ośmieszyć człowieka. Komedia powiada, że ludzkie życie nie jest takie straszne, skoro można się z niego pośmiać. A jeśli można się pośmiać, to nie ma nic strasznego. Nie ma żadnej tragedii. Po prostu jest zwyczajny ludzki los, który można przedstawić w postaci opowieści lub historii (czyli opowiadania lub powieści).

Taka postawa zmierza do zapomnienia o ludzkiej tragedii i proponuje wciągnięcie człowieka do gry i zabawy. Dzisiaj postuluje się, że należy skłonić człowieka do życia przyjemnościami, a nie poważnym doświadczeniem tragedii (czyli pathosem). Człowiek powinien się bawić, bo wówczas zapomina zupełnie o swojej tragedii.

Czym jest ludzka tragedia lub co stanowi taką tragedię? Tragiczna jest ludzka egzystencja, a właściwie zerwanie związku pomiędzy egzystencją a esencją – pomiędzy osobowym istnieniem a naturą. Człowiek miał być realną, chociaż stworzoną, osobą, a stał się naturalnym zwierzęciem. Jak więc można wyrwać człowieka z tego tragicznego dylematu?

Człowiek nie jest zdolny sam z siebie wznieść się do osobowej egzystencji. Człowiek nie jest w stanie przekroczyć swojej zwierzęcej natury, aby podnieść się do działań osobowej egzystencji. W tej sytuacji potrzebna była jakaś nadprzyrodzona interwencja, czyli wcielenie i zstąpienie na ziemię Syna Bożego. Dopiero tragedia Męki Pańskiej Chrystusa uświadomiła ludziom ich poniżającą sytuację człowieka upadłego. Poznawszy tragedię Syna Człowieczego człowiek zrozumiał swój los i stwierdził, że Bóg postanowił odwrócić tragiczne skutki grzechu pierworodnego (zob. Listy Pawłowe). Chrystus stał się Nowym Adamem, który mógł odkupić człowieka. W ten sposób Bóg ofiarował nam łaskę, która przywracała sprawczą moc osoby niwelując jednocześnie działanie zwierzęcej natury. Ludzka natura okazała się bezsilna wobec potęgi Bożej łaski. Odtąd Kościół będzie głosił orędzie Dobrej Nowiny (Ewangelia), pokazując nam lecznicze działanie łaski, będącej efektem zbawczej misji Chrystusa.

Natomiast filozofia grecka starała się ukazywać, w jaki sposób człowieka sam może próbować osiągnąć stan szczęśliwości (eudaimonia). Człowiek musi pracować nad osiągnięciem doskonałości duchowej, która ma się wyrażać w ćwiczeniu i zdobywaniu odpowiednich usprawnień duchowych, czyli cnót moralnych (właściwie cnót etycznych). Człowiek musi ćwiczyć, ale to i tak nie zapewniało mu ostatecznie pełnej doskonałości moralnej. Raczej chodziło o nieustanne ćwiczenie, stąd mówi się o perfekcjonizmie Arystotelesowskiej etyki. Jednak nawet ten zbyt trudny perfekcjonizm nie prowadzi do realizacji osobowego rozwoju. Jest to jedynie jakiś środek zapobiegawczy, jakieś lekarstwo i remedium na chaotyczne działania naszej natury duchowo-cielesnej. Cnoty etyczne pozwalają bowiem tylko trochę lepiej działać ludzkiej naturze, ale nie są w stanie zlikwidować owego chaosu (czyli braku porządku) wywołanego uwolnieniem się natury spod kurateli osobowej aktywności. Natura powinna być poddana i podległa ludzkiej osobie, a nie podejmować działania na własną rękę. Cnoty etyczne proponowane przez greckich filozofów pozwalały trochę lepiej uporządkować wolność natury. Jest to oczywiście ten poziom uporządkowania życia duchowego człowieka, który pozwala mu właściwie funkcjonować w życiu politycznym i społecznym. Dlatego możemy stwierdzić, że cnoty etyczne służą raczej porządkowi społecznemu niż osobistemu rozwojowi człowieka. Zobaczmy, że Platon stworzył według czterech cnót cały porządek Państwa Doskonałego – dziś powiedzielibyśmy – uporządkowanego ustroju politycznego.

Powstaje zatem pytanie, czy człowiek realizuje własną osobową doskonałość w ramach jakiegoś ustroju politycznego, czyli w zakresie instytucjonalnym? Chyba starożytnym wydawało się, że tak, i tak samo wydaje się dzisiaj różnym politycznym myślicielom. Musimy niestety stwierdzić, że to jest kompletna bzdura. Człowiek działając w ramach różnych instytucji nie osiągnie nigdy własnego rozwoju osobowego. Musimy sobie zdawać sprawę, że żadne instytucje nie działają osobowo. Nie ma takiej instytucji, która byłaby z gruntu nastawiona na osobowy rozwój człowieka. Tego nie jest w stanie dokonać nawet szkoła, gdyż nie działa w sposób osobowy. Rozwój osobowy człowieka może się dokonywać tylko poprzez relacje osobowe. Takie relacje przebiegają na poziomie ludzkiej egzystencji. Dlatego rozwój osobowy dokonuje się w rodzinie i tylko w rodzinie, gdyż rodzina stanowi wspólnotę osobową połączoną relacjami osobowymi. Być może taki rozwój może się odbywać w szczególnym przypadku, gdy mamy do czynienia z relacjami Uczeń-Mistrz. Trzeba więc uznać, że rozwoju osobowego nie załatwią nam żadne instytucje.

Młody człowiek powinien mieć możliwość pełnego rozwoju w swojej rodzinie. Jeżeli więc zabraknie pełnej rodziny, to dzieci nie mają zapewnionych możliwości rozwoju swojej osoby. Osoba doskonali się bowiem poprzez uczestnictwo we wspólnocie osobowej, a nie w jakichś instytucjach. Rodzinna wspólnota osobowa jest tworzona przez oboje rodziców, a nie w jakiś sztucznych układach pozamałżeńskich.

Można sądzić, że ostateczny szlif osobowościowy młody człowiek może zdobyć w spotkaniu z Mistrzem. Ale trzeba zakładać, że takie spotkanie Uczeń-Mistrz będzie miało również charakter osobowy, gdy jedna osoba staje naprzeciw drugiej osoby. Osoba poszukująca spotyka wówczas osobę już dojrzałą, która może pokazać i przekazać konkretne drogi rozwoju i doskonałości oraz potrafi otoczyć tę młodą osobę opieką i troską. Jest to bardzo ważne w wielu dziedzinach sztuki, ale być może najlepiej sprawdza się w sztuce życia. Takie podejście i rozwiązanie problemu jest popularne zwłaszcza w kulturze wschodniej (w Indiach, w Chinach i Mongolii, także w Japonii). Należy jednak zaznaczyć, że taka tradycja ma charakter bardzo elitarny, gdyż to nie jest masowa działalność.

Pomimo tego, że mamy powszechne szkolnictwo, widać jasno, że nie przygotowuje ono do życia osobowego. Szkoły są nastawione na przekaz wiedzy o charakterze naukowym, co wcale nie przekłada się na doskonałość duchową ani osobową. Jest to tylko niepotrzebne bombardowanie młodych umysłów całą masą informacji, które uniemożliwiają rzeczywisty rozwój osobowy człowieka. Wszystko to ma prowadzić do stworzenia „ideału” posłusznego obywatela i pracownika, który będzie pionkiem w strukturze społecznej, czyli poprawnym uczestnikiem zinstytucjonalizowanego państwa. Człowiek ma zatem służyć państwu a nie odwrotnie. Jeśli chcesz coś zrobić po swojemu, to znaczy, że jesteś buntownikiem i zagrażasz układom społecznym. Współczesne społeczeństwa (zwane popularnie demokracją) chcą w ten sposób uchronić się przed rewolucjami.

Jednak rozwój osobowy nie jest żadną rewolucją. To jest coś oczywistego a nawet należnego dla człowieka. Każdy człowiek powinien zadbać o swój osobowy rozwój. Natomiast państwo i społeczeństwo (naród) mają obowiązek umożliwić swoim obywatelom taki rozwój. Dla człowieka nie ma nic bardziej koniecznego niż rozwój osobowy. Ale dzisiaj preferuje się doskonalenie zawodowe, gdyż politykom wydaje się, że to najlepiej służy rozwojowi państwa. Nikt nie przyzna, że w ten sposób państwo po prostu gnębi swoich obywateli. Jest to pokłosie Oświeceniowej idei postępu. Niestety w tym ideologicznym postępie liczy się jedynie jakiś mityczny (wymyślony) postęp ludzkości, który nie służy pojedynczemu człowiekowi, a nawet odwrotnie, odbiera mu potrzebę osobistego doskonalenia. Jeżeli narzuci się ludziom wizję postępu zawodowego, to wpuszczamy ich w kanał zinstytucjonalizowanej działalności, która niszczy osobowość człowieka, a nawet doprowadza do stłamszenia samej osoby. Taki człowiek zachwyca się możliwością działania zawodowego, co sprowadza się do zwykłego przekupstwa, gdyż zaprzedajemy własną osobę i osobową godność za większe lub mniejsze wynagrodzenie. Działania osobowe są bezinteresowne i nie można ich wynagradzać.

Wszelki sens i wartość naszej ludzkiej działalności musi wynikać z rzeczywistego poznania człowieka w jego realności. Tutaj nie wolno się kierować takimi lub innymi pomysłami albo wymysłami. Trzeba najpierw podrążyć samą realność i tylko realność. Filozofia powinna zatem rozpoznać i określić ludzką egzystencję. Musi pokazać faktyczny związek egzystencji z esencją, czyli naturą. Nie można abstrahować i absolutyzować ludzkiej natury, ani sprowadzać człowieka do samej cielesności, czyli biologicznego organizmu. Nie  wolno także absolutyzować duchowości człowieka, gdyż duchowość również musi mieć realne połączenie z egzystencją (osobowym istnieniem) człowieka. Dopiero całościowa perspektywa badawcza pozwoli zrozumieć człowieka w całej pełni. I tylko taka całościowa wizja człowieka zdoła pokazać nam realny cel ludzkiego życia, jakim jest rozwój osobowy. Osoba stanowi bowiem ostateczną podmiotowość sprawczą, która wyznacza całą ludzką aktywność.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz