19.01.2020

Komunikacja stanowi istotę duchowości człowieka /3



3. Filozofia stoicka postulowała radykalne wyzbycie się namiętności (apathia). Uważano, że prawdziwy filozof-mędrzec jest w stanie wyeliminować swoje namiętności. Nawet jeśli to by się udało filozofowi, to cóż ma począć zwykły obywatel? Przecież nie osiąga filozoficznej mądrości albo wypracowanej niezależności.

Przeciwstawną propozycją był hedonizm Epikurejczyków. Wydaje się, że w tym wypadku chodziło raczej o ograniczenie namiętności i ukierunkowanie ich na przyjemności związane z ludzkim życiem i czerpanie z tego radości życia. Hedonizm grecki i rzymski nie poddawał się szaleństwu namiętności, gdyż stopniował czerpanie przyjemności z życia.

Dość sensowne rozwiązanie przedstawił Arystoteles. Uważał, że należy rozwijać cnotę umiarkowania i podążać w życiu pośrednią drogą (mediocritas). Człowiekowi zarówno w sferze duchowej jak cielesnej potrzebny jest umiar, czyli omijanie wszelkich skrajności w życiu i działaniu.

Analizując te różne ujęcia dochodzimy do wniosku, że namiętności stanowią skrajne uleganie przyjemnościom, co prowadzi już do oczywistego uzależnienia. Namiętność staje się wzmożonym poszukiwaniem coraz silniejszych doznań przyjemności, co na ogół kończy się jakimś nałogiem (całkowitym uzależnieniem) i prowadzi do wyniszczenia człowieka. Człowiek uzależniony od namiętności nie potrafi już normalnie funkcjonować w społeczeństwie i staje się zagrożeniem dla współobywateli.

Ponadto wydaje się, że zgubny rozwój namiętności jest potęgowany przez nasze myślenie. Im więcej myślimy o zaspokojeniu różnych przyjemności, tym bardziej popadamy w tworzenie szalonych pomysłów oraz w eskalację doznań. Gdy jednak rozbuchamy namiętności ponad miarę, wtedy znika już sama przyjemność, zaś najważniejszą sprawą staje się rozmyślanie o nasileniu przyjemności. Takie zgubne rozmyślanie może prowadzić wprost do przemocy i zbrodni.

Niestety dzisiejsza propaganda oraz ideologia polityczna wiedzie obywateli wprost na manowce namiętności. Polityka idzie w kierunku rozmyślania o jakimś wrogu i tworzeniu klimatu nienawiści. Trzeba pamiętać, że nienawiść jest najbardziej niszczącą namiętnością. Na takim podejściu do rządzenia nie sposób zbudować trwałej wspólnoty społecznej lub narodowej. To może być co najwyżej krzykliwy tłum zwolenników lub członków partii.

Namiętności nie służą komunikacji. Rozwijanie namiętności i negatywnych emocji niszczy możliwości komunikacji, gdyż odbiera ludziom osobową aktywność. Pełny zakres komunikacji może posiadać człowiek wolny od namiętności i uzależnień. Jeżeli więc polityczna propaganda podgrzewa negatywne emocje i namiętności społeczne, to wywołuje to kompletny brak łączności i komunikacji społecznej. Ludzie odizolowani od wspólnotowego działania stają się społecznymi hejterami, co doskonale pokazuje funkcjonowanie internetu. Anonimowy, czyli oderwany od wspólnoty, człowiek jest skłonny posunąć się do granic nienawiści i upodlenia. Komu to jest potrzebne?

Komunikacja stanowi istotę duchowości człowieka /4



4.Istotą osobowej duchowości jest komunikacja. Każde osobowe spotkanie wyznacza pewien krąg komunikacyjny rozumienia rzeczywistości (sens bytu albo sens samego bycia w istnieniu).
Komunikacja nie polega na przekazywaniu informacji, jak chce współczesna filozofia (kogniwistyka). Komunikacja jest otwarciem własnego istnienia, czyli ukazaniem bogactwa osobowej aktywności istnienia, bo to z osobowego istnienia płyną akty kontemplacji, sumienia i upodobania. Z aktów osobowych rodzą się w duszy osobowe działania – słowo prawdy, czyn dobra i przeżycie piękna.
Te duchowe działania tworzą ludzki krąg komunikacyjny, który można określić mianem ludzkiej wspólnoty. Ludzką wspólnotą osobową jest rodzina, która stanowi podstawowy krąg komunikacyjny. Tylko w rodzinie człowiek potrafi działać osobowo. Jeśli rodzinę zamienimy w instytucję społeczną (kiedyś mówiło się: podstawowa komórka społeczna, czyli najmniejsza cząstka organizmu społecznego), to przestaje ona być wspólnotą osobową. Ale wówczas człowiek traci możliwość osobowego działania i zaczyna działać jako funkcjonariusz, czyli urzędnik danej instytucji (np. państwo Kowalscy są posłusznymi i pracowitymi obywatelami).
W takiej instytucji społecznej mamy do czynienia jedynie z przekazem odpowiednich informacji, zaś komunikacja staje się niepotrzebna i niemożliwa. Dlatego żadne instytucje nie mogą pełnić roli komunikacyjnej. One jedynie informują o czymś obywateli (np. Urząd Skarbowy lub Ministerstwo Finansów informuje nas, jakie podatki mamy płacić). Ten przepływ informacji od urzędu do obywatela wpływa na sprawne funkcjonowanie państwa, lecz nie tworzy rzeczywistych działań wspólnotowych nastawionych na realizację dobra wspólnego. Dla wytworzenia dobra wspólnego potrzebna jest osobowa komunikacja. Do budowy dobra wspólnego konieczne są działania osobowe – słowo prawdy, czyn dobra i przeżycie piękna.

15.01.2020

Wolność Cię wyzwoli !!!



Jego Mistrz nauczał, że prawda nas wyzwoli. Cała długa tradycja była poszukiwaniem i głoszeniem prawdy. Znał doskonale wszystkie dogmaty i orzeczenia Soborów powszechnych. Wierzył, że wszystko to razem – cała doktryna – objawia niewzruszoną prawdę.
W końcu zapytał, dlaczego ta prawda nie wyzwoliła wiernych z cierpienia i niedostatku. Ale to pytanie zasiało jedynie wątpliwości. Zaczął więc rozmyślać nad kwestią wyzwolenia albo przynajmniej uwolnienia ludzi od wszelkich kłopotów życiowych. Życie miało być takie piękne, a tu ciągle czegoś brakuje. Gdzie jest obiecywana doskonałość?
Zastanawiał się, co może uwolnić człowieka, co może go wyzwolić od kłopotów i trudności? Chodził i rozpytywał wszystkich dookoła. Aż trafił na jakiegoś agitatora, który wykrzykiwał, że człowiekowi niepotrzebna jest prawda, że prawdy już nie ma, że teraz obowiązuje jedynie wolność.
Gdy wrócił do domu, długo zastanawiał się nad tymi sprawami. Skoro prawda nie zdołała nikogo wyzwolić (nawet jeśli wyzwoliła kogoś pojedynczego), to może zostawić tę prawdę w spokoju i zwrócić się w stronę wolności. Przecież wolność jest wyzwoleniem. A zatem to wolność nas wyzwoli. Teraz już wiedział, a więc nie musi już w nic wierzyć. Wiedział, że czymś najważniejszym jest i będzie dla niego wolność. Nareszcie zdobył pewność. Tylko wolność może go wyzwolić. To wolność sprawi, że nareszcie będzie wolny. Będzie wolnym człowiekiem. Niech żyje wolny człowiek!!! – zawołał na cały głos.
Od tej pory zaczął głosić wyzwolenie człowieka przez wolność. A ponieważ znał całą tradycję filozoficzną i teologiczną, to poszukiwał uzasadnienia swojej tezy. Przecież już dawno wypracowano koncepcję wolnej woli (no właściwie wolnego wyboru czy wolnej decyzji), można więc z tego skorzystać. Człowiek posiada wolną wolę, może zatem decydować o sobie w sposób dowolny. Mogę działać w sposób dowolny i żądać, żeby nikt mi w tym nie przeszkadzał. Zachłystnął się wolnością całkowicie. Uznał to i głosił wszem i wobec, że wolność jest istotą człowieczeństwa. Że wolność jest czymś najdoskonalszym, gdyż wolność może wszystko!
Kiedyś spotkał Profesora ze swojej szkoły, który go przestrzegał, że taka absolutyzacja wolności nie prowadzi do niczego dobrego. Przecież dowolność działania wcale nie gwarantuje właściwego działania. Ale on odrzucał takie ostrzeżenia. Dla niego wolność działania była czymś najważniejszym i jedynie słusznym. Uważał, że taka wolność gwarantuje swobodny rozwój działania, a co za tym idzie, najlepszą samorealizację własnego ja. Twierdził, że jego ja potrzebuje wolności, żeby osiągnąć pełnię realizacji i doskonałości. Muszę doświadczyć wszystkiego. Nic co ludzkie nie może mi być obce.
Ale w ten sposób stawiasz się poza dobrem i złem, ostrzegał Profesor. Na co on odpowiadał, że właśnie wolność jest całkowitym przezwyciężeniem tego dylematu. Jestem wolny i nie mam ograniczeń. Człowiek powinien być panem samego siebie i nie może być niczym ograniczany. Człowiek jest władcą dla siebie, jest najwyższą władzą samostanowienia.
Profesor interweniował – samostanowienie może bardzo łatwo przeistoczyć się w samodzierżawie, czyli bezwzględną tyranię, i co wtedy zrobisz? Czy chcesz być poddanym tyrańskiej władzy swojego ego (swojej samoświadomości)? Odparł – moja samoświadomość jest absolutnie wolna, dlatego nie ma żadnych cech tyranii. Nie podlegam niczemu, dlatego mogę robić wszystko, co zechcę! No dobra, zobaczymy, co z tego wyniknie, skonkludował Profesor. Chyba nie zdajesz sobie sprawy, że właśnie tyran sądzi, że jest absolutnie wolny.
Zastanawiał się, jak zrealizować swoją wolność. Co począć, żeby naprawdę stać się wolnym? Trzeba się uwolnić od wszystkiego, co mnie ogranicza. Muszę zatem zanegować swoją tożsamość i naturę. Muszę porzucić samego siebie i stać się kimś innym. Muszę więc stworzyć siebie od nowa. Ale jak tego dokonać? Coś mu mówiło, że musi zniszczyć siebie, żeby powstał ktoś inny. Długo nad tym myślał, aż w końcu wymyślił, że stanie się (może na powrót) zwierzęciem. Najłatwiej stanę się psem. Kupił sobie odpowiednią obrożę nabijaną ćwiekami, smycz i kaganiec. Uzbroił się w te gadżety i pobiegł na czworakach na ulicę.
Tam zainteresowała się nim jakaś Pani. Och, jaki ładny piesek. Choć piesku zabawimy się w domu. Zabrała go do domu, gdzie wykorzystywała go do posług seksualnych. A on łasił się i radośnie poszczekiwał. Trwało to jakiś czas, ale nawet takie rozkosze w końcu mu się znudziły. Dlatego uciekł od swojej Pani.
Stwierdził, że dość ma już upokorzeń i musi się wybić na niepodległość, czyli sięgnąć po władzę. Stwierdził, że musi podporządkować sobie parę osób, żeby móc nimi zarządzać. Wyszukiwał ludzi raczej bezwolnych, którzy łatwo poddawali się wpływowi kogoś zdecydowanego o silnej woli. W ten sposób stworzył grupę swoich wyznawców, coś na kształt sekty. Razem chodzili i rozmawiali, razem zaczęli organizować różne happeningi i wydarzenia artystyczne. Otóż zdecydował wreszcie, że trzeba przeprowadzić coś spektakularnego. Zebrał swoich ludzi i …
Wyszli na ulicę, żeby manifestować pod hasłem wolności. Nieśli transparenty: Wolność was wyzwoli. Wolność jest w was, musicie ją uruchomić. Wolność pozwala na wszystko. Wolność daje wam dużo więcej.
Zaczęli się gromadzić ludzie. Jedni się uśmiechali, inni się krzywili, a jeszcze inni zaczęli skandować wypisane hasła. Tłum narastał z każdą chwilą. Większość zaczęła się opowiadać za wolnością. Nagle zdał sobie sprawę, że wolność ogarnęła tłumy ludzi. Rzucił więc hasło: Idziemy na Ratusz. Tłum posłusznie ruszył za nim. W Ratuszu doszło do totalnej demolki. Ludzie wpadali do pokojów i wywracali wszystko do góry nogami – sprzęty i ludzi.
Zażądał rozmowy z Burmistrzem, któremu oznajmił, że Rewolucja przejmuje władzę w urzędzie. Nie wiedział zupełnie, co ma robić, ale po prostu chciał być głównodowodzącym. Stał się uzurpatorem w rękach tłumu. Nareszcie mam władzę. Mogę robić, co zechcę, a to oznacza, że mam władzę absolutną. Napawał się władzą.
Nie zauważył, że do Ratusza wkroczyły oddziały antyterrorystyczne. Nagle otworzyły się drzwi i padły strzały. Osunął się lekko na podłogę.
Gdzieś przez otchłanie świadomości przeleciało mu ostrzeżenie Profesora i odleciał w przestworza kosmosu. Wreszcie poczuł się naprawdę wolny.