13.10.2017

Moje uwagi dotyczące lektur (Buber/2)



Poszukując z kolei rozeznania sytuacji człowieka w irańskich mitach Zaratustry, Buber odkrywa jeszcze jeden moment doświadczenia zła – czyli kłamstwo. Stworzony człowiek jest powołany do samodzielnego wyboru między dobrem i złem. „Ponieważ nie ma lepszej drogi do dyspozycji” – powiada Zaratustra – „przychodzę do was wszystkich, abyśmy żyli podług prawdy”. Jego zadaniem jest „stawiać ludzi przed wyborem” i wskazywać im właściwą drogę. (s.73)
Człowiek napotyka w sobie wybór między dobrem i złem, które oba nosi w sobie. Staje więc przed samowyborem dobra czyniąc je dobrem działającym i rzeczywistym oraz przed samowyborem zła czyniąc je dopiero złem działającym i rzeczywistym. (po. s.72)
Jednak dokonując złego wyboru człowiek zaczyna roić sobie, że to, czym go obdarzono, jest jego własnym dziełem. W ten sposób pojawia się kłamstwo o bycie, jak to nazywa Buber. Powiada, że człowiek swoją egzystencją kłamie o bycie. To kłamstwo o własnym bycie wybucha w relacji do własnej duszy, w relacji do rzeczywistości świata, do boskości. Prawda i kłamstwo są bowiem dwiema zasadniczymi postaciami, albo raczej zasadniczymi konstrukcjami, w których przejawia się przeciwstawienie zasad – dobra i zła. (por. s.80)
Bycie prawdziwym oznacza umacnianie swej egzystencji w zakresie jej własnego bytu, a nawet zaspokojenie jej i utwierdzenie. Bycie fałszywym oznacza zaś osłabienie swej egzystencji w zakresie jej własnego bytu, a nawet pohańbienie jej i pozbawienie praw. Ten, kto woli kłamstwo od prawdy, wybiera je zamiast niej, sięga swą decyzją wprost do decyzji światowego konfliktu. To odbija się przede wszystkim na jego bycie. Ponieważ wydał się na łup kłamstwa o bycie, to znaczy na pastwę niebytu, który podaje się za byt, zanurza się w nim. Przechodzi z bycia prawdziwym do bycia fałszywym. (por. s.81) Bycie prawdziwym oznacza umocnienie bytu, natomiast bycie fałszywym – osłabienie bytu i upadek. Prawda polega tu na potwierdzeniu bytu we własnej egzystencji, a kłamstwo na dokonującym się w duszy udawaniu, które znajduje swój wyraz w relacji z innymi. (por. s.19)
Widzimy więc, że znów pojawia się przeciwstawienie prawdy i kłamstwa. Według Bubera jest to odzwierciedlenie przeciwieństwa między dobrem a złem. Trzeba jednak zaznaczyć, że prawda, podobnie jak dobro, jest własnością realności (czyli tego, co realnie istnieje). Natomiast kłamstwo jest odrzuceniem poznania realności własnej lub realności świata. Kłamstwo jest myśleniem, ono jest naszym pomysłem. Kłamstwo bierze się bowiem z negacji wywołanej zwątpieniem w realność siebie lub w realność świata.
Człowiek żyje nie tylko w realnym świecie, lecz również w świecie możliwości. Buber odwołuje się w tym zakresie do fantazji (wyobraźni). Ja twierdzę, że chodzi tutaj wprost o myślenie. Fantazja nie działa na zasadzie negacji, ale myślenie właśnie tak działa. Człowiek uświadamia sobie przebywanie w świecie możliwości, gdy pochłania go fantazja pełna obrazów (według mnie – świadomość pełna pomysłów). Z tego powodu człowiek doświadcza chaosu możliwości, który atakuje jego zdolność wyboru i decyzji (liberum arbitrium). Wir albo chaos możliwości staje się dowolnością różnych sposobów bycia i działania. Wywoduje to napięcie trudne do wytrzymania. Aby rozładować napięcie, człowiek przywiązuje się wtedy do różnych rzeczy, które znajdą się na jego drodze i które zaakceptuje jego namiętność. Popadamy wówczas w różnego rodzaju uzależnienia. Jednak z drugiej strony człowiek może podjąć wysiłek integracji i potwierdzenia siebie.
Buber pisze: „Życie ludzkie /…/ zaczyna się od doświadczenia chaosu jako stanu doznawanego w duszy” (s.92). Osoba ludzka nieuchronnie uświadamia sobie ontologiczną kategorię możliwości, która spośród wszystkich istot żyjących przejawia się tylko w człowieku. Dla człowieka to, co rzeczywiste, jest trwale otoczone przez to, co możliwe. Stająca się osoba ludzka pchana jest możliwością niby jakąś nieskończonością. Fantazja bawiąca się potencjalnością, wyobraźnia rojąca o tym, co możliwe nazywana jest w Starym Testamencie złem, bo odrzuca rzeczywistość daną nam przez Boga, narzuca zaś nieokreśloność możliwości. Buber wprost powie: „Substancji grozi pochłonięcie przez potencję” (s.93).
Ten ludzki dramat dokonuje się jednak w sferze działania a nie bytowania. Sfera możliwości dotyka bezpośrednio ludzkiego działania, które swoje zamierzenia czerpie ze świadomości (z myślącego rozumu). Trudno jest traktować świadomość i tworzony przez nią świat możliwości jako kategorię metafizyczną (ontologiczną). Świadomość jest raczej kategorią intencjonalną, czyli tym, co jest zakreślone przez nasze intencje poznawczo-wolitywno-afektywne (myśli, wybory, emocje). Jest to sfera motywacyjna, stanowiąca dla człowieka motywy do dowolnych działań. Jednak nie przekłada się ona na jakąś warstwę ontologiczną (coś, co realnie istnieje). Dlatego człowiek jest w stanie wyrwać się z tej sfery intencjonalnej (ze złej świadomości).
Buber słusznie zauważa, że dobro jest kierunkiem, a zło jest brakiem kierunku. Dla niego dobro byłoby właściwym kierunkiem ludzkiego działania, zło zaś brakiem kierunku, czyli jakimś zawirowaniem i chaosem. Tradycja filozoficzna mówi tutaj o celu lub braku celowości działania. Jeżeli działanie człowieka zmierza do celu, to znaczy, że osiąga coś realnego. Jeżeli natomiast brak mu określonego kierunku i celu, to działanie niejako zawisa w próżni, czyli osiąga jedynie stan możliwości. Człowiek nie może wówczas zrealizować i potwierdzić swojej realności, gdyż zajmuje się jedynie własnymi pomysłami. Co więcej, potrafi te różne pomysły, czasami całkiem fantastyczne, jak kiedyś lot na Księżyc, ucieleśniać i realizować. Jednak to wcale nie oznacza, że człowiek realizuje lub doskonali samego siebie, czyli że urzeczywistnia własną osobę.
Tak naprawdę człowiek został powołany do osiągnięcia doskonałości osobowej. Buber powie, że stworzony człowiek jest osadzony w boju o zbawienie (por. s.73). Człowiek powinien więc wybrać drogę działania osobowego. Czymś doskonałym w człowieku jest bowiem osoba. Jeżeli człowiek zaakceptuje i potwierdzi w działaniu swoją osobową aktywność, która jest efektem łączności z Osobowym Bogiem, to wtedy jest zdolny podjąć działanie osobowe na gruncie swojej natury duchowo-cielesnej. Autor nazywa ten etap scaleniem się duszy. Dusza może podjąć dzieło scalenia siebie. On mówi o niezrozumiałej na razie inspiracji w tym zakresie. My powiemy, że chodzi o inspirację osobowej podmiotowości istnienia, czyli o inspirację osoby pozostającej w kontakcie z Bogiem. Dusza w tej mierze, w jakiej się scala, doświadcza kierunku, doświadcza siebie jako posłanej na jego poszukiwanie. Podejmuje wtedy służbę dobra lub dla dobra. (zob. s.94-95)
Buber podpowiada nam, że mamy tu do czynienia z najważniejszą decyzją naszego życia, z jakąś zasadniczą decyzją życiową. Jasiński w swoim omówieniu słusznie zauważa, że tym, co określa człowieka w sposób istotny, jest u Bubera decyzja. (s.24) Człowiek jest bytem podejmującym decyzję. Możemy nawet dodać, że człowiek sam decyduje o sobie, o swoim życiu, o swojej sytuacji ontycznej. Decyduje przede wszystkim o tym, czy chce żyć w świecie możliwości, czy raczej w świecie realnym.
Autor Obrazów dobra i zła zdaje się sądzić, że człowiek nie posiada wystarczającej wiedzy, żeby od razu podjąć właściwą decyzję. Człowiek kwestionuje samego siebie, ponieważ samowiedza nie pozwala mu na pełne samopotwierdzenie siebie. „Człowiek musi sam siebie wybrać i to nie takim, jakim „jest pomyślany”, /…/ tylko właśnie takim, jaki jest” (s.102).

Na marginesie książki Bubera



Akt stwórczy był Boską afirmacją realności. Człowiek został stworzony do afirmacji dobra i realności (realności dobra). Swoim życiem rodzinnym człowiek miał potwierdzać dobro realności i realność dobra. Ale potrzebował do tego bezpośredniego kontaktu z Bogiem. Nie wytrwał jednak w afirmacji, lecz popadł w negację. Zaprzeczył swojej realności, zaprzeczył Bożemu Dobru, a tym samym zanegował realność Boga. Stało się to za sprawą „poznania zła”. Biblijne „poznanie zła” było po prostu negacją dobra (Boskiego Dobra). Możemy bowiem poznawać realność i dobro, ale nie ma poznania zła. Zło możemy jedynie pomyśleć, pomyśleć wtedy, gdy wymyślimy negację dobra. Negacja nie jest żadnym poznaniem, negacja jest tylko myśleniem. Pomyślenie negacji odwraca nas od realności i dobra. Odkąd człowiek pomyślał negację dobra, odtąd zaczął wymyślać zło jako odrzucenie realności. Przede wszystkim człowiek zaczął wymyślać zło wobec innych ludzi. Tak zrodziła się zbrodnia i kłamstwo, zdrada i oszustwo.
Dobra nie można wymyślić. Dobro możemy tylko poznać i przyjąć (assensus). Człowiek musi poznać i uznać własną realność. Musi także poznać i uznać przyczynę swojej realności. Tutaj nie ma co wymyślać, bo to prowadzi nas na manowce (w sferę możliwości). Jeżeli zaczynamy wymyślać siebie na nowo (jeśli chcemy wymyślić nowy wspaniały świat), to tworzymy jedynie jakieś nowe możliwości. Możliwość nie jest żadną realnością. Możliwość jest tylko tworem naszego myślenia. Jest naszym pomysłem na życie. Ale realizując pomyślane możliwości (ucieleśniając je) nie osiągniemy nigdy prawdziwej realności, a to oznacza, że nie osiągniemy życia wiecznego.
Dobro jest cechą i własnością realności. Dobro jest cechą tego, co realne, czyli tego, co realnie istnieje. Dzieje się tak dlatego, że sprawcą realności jest Bóg. Bóg jest pełnym i doskonałym Dobrem. Dlatego stwarzając istnienie tego, co realne, obdarza je własnością dobra. Tak samo istnienie człowieka (czyli nasza ludzka egzystencja) stworzone przez Boga posiada własność dobra, które wpływa na kształt ludzkiej natury. Obdarzony przez Boga własnością dobra na poziomie istnienia człowiek może działać w sposób dobry, czyli dokonując czynów dobra (dobrych uczynków). Właśnie z racji tych czynów dobra mówimy, że ludzka natura jest dobra. Musimy jednak pamiętać, że ludzka natura (dusza i ciało) nie jest wyposażona w transcendentalną własność dobra. Natura staje się dobra tylko dzięki dobrym uczynkom podejmowanym wobec innych ludzi (wobec osób ludzkich).
Otóż nasza ludzka natura może działać w sposób dobry (mówimy, że działa moralnie dobrze) pod wpływem osobowej podmiotowości istnienia wyposażonej w transcendentalną własność dobra. Ludzka osoba jako sprawcza podmiotowość istnienia kieruje do duszy (do władzy duchowej) swoje akty sumienia, które skłaniają wolę do chcenia dobra, czyli do realizacji osobowego dobra wobec samej siebie (wobec własnej osoby) oraz wobec innych spotkanych na swej drodze osób. Taka realizacja dobrych czynów kształtuje i potwierdza naszą osobowość moralną (charakter moralny człowieka obejmujący poziom duchowy). Na tej podstawie mówimy, że to jest dobry człowiek.
Kiedy jednak nasza duchowa natura traci kontakt z osobową aktywnością (kontemplacją, sumieniem i upodobaniem), wtedy porzuca moralne wsparcie osoby i zaczyna działać „na własną rękę”, czyli samodzielnie. Można to nazwać wolnością działania i tak się właśnie dzieje, gdy mówimy o wolności człowieka, lecz ta wolność staje się tylko możliwością działania, czyli tworzeniem różnych możliwości. Rozum w postaci świadomości zaczyna jedynie coś wymyślać. Wola w postaci wolnej decyzji zaczyna wybierać różne możliwości pomyślane przez myślący rozum (przez świadomość). Natomiast uczuciowość zajmuje się wyłącznie możliwymi przyjemnościami. W ten sposób natura traci rzeczywiste wsparcie, gdyż brak jej sprawczej aktywności osobowej podmiotowości istnienia, traci tym samym realne ukierunkowanie na to, co osobowe, co ostatecznie oznacza, że porzuca moralność i moralne działanie opowiadając się za wolnością i swobodą postępowania. Ludzkiej naturze pozostaje wtedy tylko postępowanie naprzód bez rozeznania właściwego kierunku. Liczy się wówczas postęp na polu możliwości, czyli praktycznie skok w otchłań nierealności. Ludzka natura, która zerwała kontakt z osobą, a tym samym dalej z Osobą Boską, przestaje żyć realnym życiem osobowym popadając przez to w nierealność, czyli w świat możliwości, podążając w nowy wspaniały świat. Mamy wtedy do czynienia z zupełnym odrealnieniem człowieka, który staje się „jakby myślącym robotem”, czyli narzędziem sterowanym przez myślenie. Kto steruje takim narzędziem lub maszyną? Oczywiście jakaś transcendentalna świadomość, czyli świadomość demoniczna.
Wybierając wolność ludzka natura odwraca się od tego, co jest osobowe. Odwraca się od tego, co jest osobowe tutaj na ziemi, ale odwraca się również od Osobowego Stwórcy, odwraca się od Boga. W ten sposób nasza świadomość jako wolna duchowość staje się wrogiem wszystkiego, co osobowe. Co więcej, staje się wrogiem realności (egzystencjalnej realności). Dlatego podejmuje ważną decyzję (opartą na samej wolności, czyli czystej możliwości), aby stworzyć swój własny świat – świat możliwości. Idąc dalej świadomość będzie chciała wypełnić ten świat swoimi własnymi wartościami, zupełnie dowolnymi. Skoro została odrzucona prawdziwa realność egzystencjalna wraz ze swoimi własnościami prawdy, dobra i piękna, to powstający nowy świat będzie potrzebował czegoś zupełnie nowego, co pasowałoby do sfery możliwości. To może być wolność i swoboda samoświadomości. To może być użyteczność i funkcjonalność określające możliwości działania. To może być dowolność przyjemności kształtująca swobodę przeżywania uczuciowego. Co gorsza, nasze myślenie, które zerwało kontakt z realnością, jest w stanie dowolnie kształtować przeróżne wartości. Wszystko można uznać za wartość, ponieważ wartość jest tylko naszym myśleniem o czymś. Stąd możemy przyjmować za wartość dowolną rzecz lub działanie, wystarczy, ze pomyślimy o tym jako czymś dla nas najważniejszym. Myślenie nie jest w tym wypadku niczym ograniczone, gdyż świadomość zakłada wolność myślenia. Potwierdzeniem mojej tezy jest aksjologia Schelera, który uważał, że wartości są zawarte w naszej świadomości, gdzie tworzą swój własny świat aksjologiczny. Można jeszcze dodać, że przyjmowane wartości określają tworzenie przez człowieka świata możliwości. Jeżeli wyznajemy wartości ekonomiczne przyjmując jako zasadę teorię zysku, to będziemy rozwijali działalność produkcyjną i usługową. Jeżeli natomiast postawimy na wartości ekologiczne, to będziemy chcieli chronić środowisko naturalne kosztem rozwoju gospodarczego (ekonomicznego). Jeżeli opowiemy się za wartościami demokratycznymi, to będziemy tworzyli różne instytucje, które mają stać na straży tych wartości, ale kosztem moralnej i osobowej aktywności poszczególnego człowieka, a w ostatecznym rozrachunku kosztem całego społeczeństwa (wspólnoty narodowej).

9.10.2017

Debata pomiędzy Filozofią i Nauką




W naszym studio gościmy dzisiaj dwie wielkie postaci historyczne. Po prawej stronie zasiadła dostojna Filozofia, a naprzeciw niej po stronie lewej zasiadła niemniej dostojna Nauka. W naszym programie „Ring wolny” chcielibyśmy podjąć poważną dyskusję na temat człowieka. Mamy nadzieję, że Obie Wielce szanowne Strony dostarczą nam ciekawych rozważań na ten temat. Od czego zaczniemy? Może zacznijmy od początku: skąd się wziął człowiek?

Nauka: – Jak dowodzą badania naukowe, człowiek pochodzi ze świata przyrody. Powstał w wyniku rozwoju i ewolucji kolejnych stadiów organizmów żywych. Został ukształtowany przez środowisko naturalne i warunki, w których przyszło mu żyć, tak jak pozostałe zwierzęta. Dlatego nauka nam powie, że człowiek należy do świata zwierząt, jednak w jego przypadku mamy wyjątkowy wzrost mózgu, który koordynuje najróżniejsze czynności, jakich dokonuje człowiek. Trzeba też dodać, że ludzki mózg rozwinął w sobie szczególne zdolności refleksyjne, które pozwoliły mu uzyskać możliwość myślenia. Toteż nauka określa człowieka jak myślącego (homo sapiens). Na początku mówiono o człowieku zwierzę rozumne (animal rationale). Wydaje się, że patrząc z naukowego punktu widzenia to określenie jest również poprawne.

Filozofia: – Chciałabym zauważyć, że rozumności człowieka i jego myślenia nie da się sprowadzić do rozwoju i wzrostu mózgu. Ludzki mózg zarządza jedynie cielesnymi działaniami człowieka, jak mózg każdego zwierzęcia. Pełni zatem funkcję koordynatora czynności ciała albo organizmu. Mózg zarządza wyłącznie czynnościami cielesnymi, nie może natomiast odpowiadać za procesy intelektualne lub myślenie, ani nie może ich podejmować, czyli przyczynować. To, że badania naukowe (np. rezonans magnetyczny) pokazują, że podczas procesów myślowych są aktywne te lub inne części mózgu, wcale nie dowodzi, że to mózg sprawia procesy myślowe. Przecież nasza cielesność może swobodnie podlegać działaniom duchowym. Jeśli chcę czytać, to czytam, a jeśli chcę chodzić, to chodzę.

Powracając do głównego tematu pochodzenia człowieka. Należy się zgodzić, że człowiek w swojej cielesności przynależy do świata przyrodniczego. Jednocześnie cała jego działalność duchowa, czyli zdolności umysłowe i wolitywne, wskazują na całkowitą odmienność od świata przyrody. Otóż władz i zdolności duchowych w żaden sposób nie można wywodzić z rozwoju cielesności człowieka. Stąd z powodu cielesnej łączności człowieka ze światem przyrody nie wolno wnosić, że cały człowiek powstał w wyniku rozwoju ewolucyjnego. Trzeba przyjąć, że nastąpiła radykalna ingerencja z zewnątrz. W przypadku człowieka mamy do czynienia z wcieleniem elementu duchowego (po prostu ducha albo raczej osoby ludzkiej). Chodzi o taki element, który posiada szczególną moc sprawczą odpowiedzialną za działania duchowe (osobowe) – za aktywność umysłową i wolicjonalną, czyli działania moralne i religijne, oraz za zdolność komunikacji (twórcze porozumiewanie się). Tego nie potrafi wypracować lub wytworzyć żadna ewolucja czynności życiowych oznaczająca przystosowanie się do środowiska. Warunki zewnętrzne środowiska przyrodniczego mogą oddziaływać jedynie na przystosowanie się cielesności (poprzez ukształtowanie organów i funkcji cielesnych).

Tak więc ludzka duchowość musi mieć swoją przyczynę. Co więcej, filozofia uważa, że przyczyna jest zawsze doskonalsza od swojego skutku. Dlatego władze duchowe wraz z wszystkimi działaniami duchowymi musiały być sprawione przez znacznie doskonalszą przyczynę. Może tutaj chodzić o porządek egzystencjalny, czyli porządek istnienia. Z poczynionych do tej pory ustaleń wynika, że oddziaływanie sprawcze na porządek istotowy ma swoje źródło w akcie istnienia, który poprzedza i przyczynuje całą istotę bytu ludzkiego. Inaczej mówiąc, wyposażenie duchowe człowieka zależy od sprawczej podmiotowości istnienia. W tym wypadku może chodzić tylko o osobę człowieka. Osobowa podmiotowość przynależy do porządku istnienia, które decyduje o realności całego bytu. Takie osobowe istnienie może być sprawione bezpośrednio przez Boga, który – jak wykazał św. Tomasz – jest Czystym Istnieniem (ipsum esse). Nie ma innej możliwości powstania czegoś realnego, czyli realnego bytu.

N. – Ale przecież Kant w swoim dziele wykazał, że nie mamy możliwości udowodnienia istnienia Boga.

F. – To prawda, lecz realność nie potrzebuje dowodów i uzasadnień, gdyż po prostu istnieje. To jedynie wiedza naukowa domaga się na wszystko dowodów. Można także dodać, że Kant odrzucał możliwość udowodnienia duchowej podmiotowości człowieka, czyli duszy albo świadomości. Jest oczywiste, że nikt z ludzi nie jest w stanie udowodnić istnienia i posiadania duchowej lub osobowej podmiotowości, a jednak każdy z nas posiada niepodważalne przeświadczenie o własnej realności i podmiotowej tożsamości. To oznacza, że ja jestem sobą i posiadam pewność w tym zakresie, dla której jednak nie dysponuję żadnym dowodem naukowym. Podobnie jest z dowodami na istnienie Boga, które pokazują tylko nasze myślenie o Bogu, lecz nie dowodzą Jego realności i Jego istnienia. To, że Bóg istnieje, poznajemy poprzez wiarę, która się rodzi ze słowa prawdy, jakim przemawia do nas Boska Osoba. Otrzymane w ten sposób słowo prawdy stanowi dla naszego umysłu zapewnienie o prawdziwości, a więc również o realności osoby, która przemawia do nas i obdarza nas darem słowa.

N. – Nauki nie interesuje to, co dzieje się we wnętrzu człowieka – w tym, co filozofia nazywa duszą. Nas interesuje zewnętrzne zachowanie człowieka, które możemy zaobserwować i dzięki temu opisywać i klasyfikować. Obserwacja ludzkich zachowań pozwala nam weryfikować podejmowane ustalenia. Przecież to obserwacja stanowi empiryczną podstawę do stwierdzenia czegokolwiek. Mamy wówczas do czynienia z faktyczną wiedzą dotyczącą sprawdzalnych faktów, a nie z ogólnymi twierdzeniami filozofii, które tak naprawdę nie wiadomo czego dotyczą.

F. – Otóż twierdzenia filozofii i cała wiedza filozoficzna są oparte na rozumieniu realności. Nauka nowożytna została sprowadzona do wiedzy opisowej, zaś za szczyt osiągnięcia uznano wyrażenie tego opisu we wzorach lub równaniach matematycznych. Taki opis pozwala nam wyjaśnić działania lub oddziaływania ciał fizycznych, ale nie pozwala zrozumieć sensu rzeczywistości. Dlatego nauka zakłada przypadkowość, która miałaby stać u początków rzeczywistości. Dla nauki życie powstało przypadkowo w sprzyjających warunkach. Dalej człowiek powstał przypadkowo na drodze stopniowego rozwoju, czyli ewolucji. Niestety my powiemy, że pojawienie się człowieka (jako homo sapiens) w świecie przyrody było czymś rewolucyjnym, czyli nagłym i niespodziewanym.

N. – Nauka pokazuje, że powstawanie osobników człekokształtnych przebiegało w sposób ewolucyjny. Problem faktycznie dotyczy człowieka myślącego (homo sapiens). W tym przypadku rzeczywiście mamy pewną niewiadomą, ale tutaj chodzi o szczególny skok ewolucyjny, który musiał się dokonać momentalnie w stosunku do całego długiego procesu rozwoju życia na ziemi. To jednak nie podważa całego procesu rozwojowego przodków człowieka.

F. – No dobrze, ale to znaczy, że nauka nie zamierza przyznać, iż ludzki duch albo ludzka osoba pojawiły się nagle i nie są produktem procesu ewolucyjnego. Czy zatem nie chodzi tutaj o jakąś wyjątkową interwencję doskonalszej przyczyny?

N. – Nauka opiera się na faktach. Nie możemy wiec wprowadzać opisu lub interpretacji, które wykraczałyby poza znane i uznane fakty. Jeżeli niemożliwa jest obserwacja czegoś albo jeśli nie mamy do czynienia z faktem ujętym w doświadczeniu empirycznym, to nie należy się tym zajmować.

F. – A czy sam człowiek w swojej obecnej postaci nie stanowi faktu naukowego?

N. – Dla nauki faktem jest co najwyżej cielesność człowieka. Faktem jest funkcjonowanie cielesnego organizmu w postaci zewnętrznych działań człowieka w różnych sytuacjach. Psychologia bada fakty psychiczne, ale z tym jest pewien problem, gdyż mają one zbyt subiektywny charakter i nie wiadomo do końca, czy są prawdziwe. Dlatego dzisiaj bada się raczej zewnętrze zachowania, w których mają się przejawiać czynności psychiczne. Przecież coraz bardziej popularna staje się psychologia społeczna, która bada motywacyjne oddziaływania społeczeństwa lub pewnych grup społecznych.

F. – Trzeba jednak postawić pytanie, czy takie naukowe podejście do realnego człowieka prowadzi nas do zrozumienia tej realności, albo czy nie traktuje człowieka wyłącznie w sposób przedmiotowy? Jak ma żyć taki człowiek, który zupełnie nie rozumie, kim jest? Czy człowiek jest powołany do spełniania zadań wyznaczonych mu przez społeczeństwo, czy być może jest powołany do spełnienia samego siebie?

N. – Ale czy człowiekowi do życia w dzisiejszym świecie i do sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie w ogóle potrzebne jest jakieś rozumienie siebie? Przecież wystarczy, że będzie wiedział, jak ma się zachować i jak postępować w różnych sytuacjach społecznych. Jeżeli pracuje w danym zawodzie, to musi posiadać odpowiednią wiedzę zawodową i tego trzeba go nauczyć w szkole. Ponadto musi się nauczyć różnych czynności potrzebnych do życia codziennego i tego człowiek uczy się w domu rodzinnym. Zwykłemu obywatelowi to powinno w zupełności wystarczyć. Całą resztę załatwią za niego rządzący, którzy wyznaczają politykę społeczną państwa.

F. – Ale przecież to się łączy z wyznaczeniem celu, w jakim żyje i działa człowiek. Tutaj nie można się zdawać jedynie na demokratyczne głosowanie obywateli wyborców. Jeżeli nie rozpoznamy i nie zrozumiemy, kim jest człowiek, to nie zdołamy poznać i wyznaczyć właściwego dla człowieka celu jego życia. Przecież społeczeństwo nie jest ważniejsze od poszczególnego człowieka, bo tylko człowiek jest realnym bytem. W sytuacji braku wiedzy o człowieku i celu jego życia może się okazać, że żyjemy z dnia na dzień, nie zdając sobie sprawy, po co w ogóle żyjemy. Czy nauka nie bierze pod uwagę takich wątpliwości?

N. – Jeśli człowiek nie wie i sam nie potrafi rozstrzygnąć, po co żyje, to społeczeństwo w postaci demokratycznej władzy wyznaczy mu odpowiednie miejsce, a człowiek powinien się do tego dostosować. To jest chyba bardziej racjonalne rozwiązanie, niż gdyby każdy szukał dla siebie dowolnego celu.

F. – Filozoficzne rozumienie człowieka zaprowadzi nas do jednego sensownego celu dla wszystkich ludzi. To powinien być zarazem cel życia społecznego ludzi.

N. – Być może ludzie sami wolą wybierać dla siebie różne cele. Na tym polega demokratyczne społeczeństwo. Jeżeli wyznaczymy jeden cel dla wszystkich, to wprowadzamy dyktat i dyktaturę, które ograniczają wolność człowieka. Ludzie są powołani do decydowania o sobie, zaś władza polityczna ma czuwać nad pokojowym uzgadnianiem tych decyzji.

F. – Kiedy jednak decyzje ludzi nie będą oparte na prawidłowym rozumieniu realności, wtedy stają się całkowicie dowolne i mogą zagrażać człowiekowi. Działania człowieka muszą być dostosowane do jego realności i powinny chronić osobę człowieka. Co z tego, skoro człowiek wybiera działania szkodliwe dla siebie oraz dla rzeczywistości, która go otacza. Może wówczas zaszkodzić sobie samemu albo zniszczyć otoczenie przyrodnicze. Tak było z rewolucją przemysłową, która spowodowała degradację środowiska naturalnego, z czym borykamy się do dzisiaj.

N. – Takie problemy jak zanieczyszczenie środowiska potrafimy już rozwiązywać w sposób naukowy. Prowadzimy rozległe badania w tym zakresie i uważamy, że zdołamy obronić człowieka przed skażeniem środowiska.

F. – No to co zrobicie, gdy skażeniu ulegnie sama duchowość człowieka albo jego myślenie? Przecież wiedza naukowa nie jest w stanie sformułować zaleceń moralnych, a już na pewno zaleceń dotyczących działań osobowych (np. miłości osobowej). Nauka potrafi obarczyć człowieka – zwłaszcza młodego człowieka – całym bagażem zbędnej wiedzy przyrodniczej, która nie daje jednak rozumienia rzeczywistości przyrodniczej, a nie potrafi wskazać mu rozwiązań moralnych. Przecież naukowy światopogląd – tak preferowany w czasach komunistycznych – zupełnie się rozpadł. Dzisiaj nawet zwykły człowiek dostrzega, że szkolna wiedza nie pomaga człowiekowi w jego życiu, które jest życiem osobowym. Dlatego próbuje się przekonać ludzi do ideologii ekonomicznej, która ma na nowo ogłupić ludzi otwierając przed nimi cele ekonomiczne, czyli możliwości zysku i zarobku. Człowiek od zawsze pracował i gospodarował na tej ziemi, ale robił to dla siebie, a nie dla zysku. Teorie ekonomiczne mają na celu sprawne funkcjonowanie przedsiębiorstw i wielkich firm korporacyjnych. Tam nie ma miejsca na docenianie człowieka jako osoby, gdyż liczy się tylko cel ekonomiczny – zysk firmy. A gdy nie ma zysku, to mówi się ludziom, że za mało lub źle pracują.

N. – Ekonomia jest wiedzą naukową, która wskazuje społeczeństwu drogi rozwoju.

F. – Ekonomia pozwala nam obliczyć wzrost dochodu narodowego (PKB), ale nie pokazuje, że ten dochód został wypracowany przez obywateli, a nie przedsiębiorstwa. Dlaczego ekonomia nie może być teorią ludzkiej pracy, tylko musi być teorią osiągania zysku. Przecież do rozwoju człowiekowi służy praca a nie jakiś zysk lub kapitał. Teoria ekonomiczna czyni z ludzkiej pracy nieludzkie niewolnictwo. Ona zmienia człowieka w posłusznego pracownika (albo raczej obsługę maszyny), któremu zadania narzucają światli menadżerowie. Podobnie było dawniej z wizją oświeconego władcy, który miał sprawować sprawiedliwe rządy. Pomysł był może i słuszny, lecz w rzeczywistości się nie sprawdził. Wydaje się, że tak samo będzie z pomysłem oświeconych menadżerów, którzy mają zarządzać gospodarką. Powstaje pytanie, czy w ten sposób można osiągnąć sprawiedliwe gospodarowanie?

N. – Dzisiaj ważniejsza jest skuteczność wspólnego działania. Rządy państw i zarządy firm są powołane do skutecznego działania. Skuteczność przekłada się tutaj na zysk i rozwój gospodarczy. Tylko skuteczne działanie prowadzi do rozwoju.

F. – Ale czy to nie jest marzenie o wiecznym postępie ludzkości? Czy rozwój człowieka mamy mierzyć tylko wskaźnikami ekonomicznymi? Przecież rozwoju duchowego nie da się sprowadzić do ekonomii, chyba żebyśmy dokonali wyceny wartości moralnych i duchowych. Niestety moralności nie zdołamy zdobyć za pieniądze, chociaż za pieniądze możemy się jej pozbyć.

Trzeba się zastanowić, jakiego rozwoju potrzebuje człowiek. Czy oby na pewno jest to rozwój ekonomiczny i czy taki rozwój prowadzi do wzrostu moralnego i religijnego, czy wprost przeciwnie oddala nas od niego? Inaczej mówiąc, czy życie przyjemne i dostatnie mobilizuje człowieka do pracy i wysiłku, czy przeciwnie – rozleniwia nas i demobilizuje? Co na to nauka?

N. – Nauka nie zajmuje się takimi subiektywnymi odczuciami. Nauka może pokazać obiektywny wzrost wiedzy i wykształcenia w danym społeczeństwie. Może wykazać wzrost i rozwój poziomu życia. Ale nauka nie wypowiada się na temat tego, czy ludziom w związku z tym żyje się lepiej lub przyjemniej. Nauka bada i pokazuje, czy dokonuje się jakiś postęp, lecz nie ocenia, czy jest on dobry dla człowieka, czy zły. To prawda, że nauka nie zajmuje się moralnością człowieka.

F. – Przecież to oznacza, że nauka jest dla człowieka nieprzydatna, bo nie służy człowiekowi.

N. – Bez nauki człowiek byłby niczym.

F. – Ale pod wpływem nauki staje się również nikim.

N. – Nobody is perfect (nikt jest doskonały).

F. – Być może dla nauki nikt jest czymś doskonałym, lecz człowiek powinien rozwijać swoją doskonałość, która tkwi w jego osobie. Tylko wówczas będzie mógł o sobie powiedzieć, że jest kimś i to kimś doskonałym. Gdyż na gruncie własnej osoby człowiek jest w stanie zbudować swoją osobowość i swój charakter. Tego nie stworzy ani nasze myślenie, ani korzystanie z dorobku kulturowego. Można być kulturalnym człowiekiem lecz bez trwałej i mocnej osobowości. Są ludzie, którzy kierują się wyłącznie modą i nic z tego nie mają.

N. – To już całkowicie wykracza poza kompetencje naukowe. Nauk zajmuje się tym, co mierzalne i sprawdzalne empirycznie. Nas nie interesują ludzkie opinie na różne tematy. Tym zajmują się media. Nas interesują suche fakty. To, co się wydarza i dokonuje, a nie to, co człowiek myśli na swój temat. Wszelkie sprawy duchowe są niemierzalne, a przez to nieweryfikowalne. Tam panuje jakaś straszna dowolność, dlatego musieliśmy zrezygnować z zajmowania się tymi sprawami.

F. – Mamy jednak do czynienia z jakimiś faktami psychicznymi. Dzisiejsze urządzenia (np. rezonans magnetyczny) pozwalają już śledzić aktywność mózgu.

N. – Tak naprawdę nie wiadomo, czemu należy przypisywać te zmiany, które obserwujemy w mózgu. Nauka nie może zakładać, że są one wywoływane działaniami duchowymi lub psychicznymi. Pozytywistyczna nauka odrzuciła raz na zawsze całą sferę duchową i zajęła się badaniem przemian cielesnych. To dało początek rozwojowi fizyki, chemii i biologii, fizjologii i medycyny. Dziś o organizmie człowieka i wszystkich procesach zachodzących w tym organizmie wiemy naprawdę wszystko.

F. – No to może nauka wytłumaczy nam, czym jest życie człowieka?

N. – Życie jest procesem rozwojowym, który ma swój wymiar globalny w postaci ewolucji przyrodniczej oraz swój wymiar indywidualny (jednostkowy) w postaci konkretnego organizmu żywego, który spełnia wszystkie funkcje życiowe.

F. – A dlaczego człowiek zawsze pytał, czy jego życie ma sens?

N. – Na to pytanie każdy człowiek musi sobie sam odpowiedzieć. Nauka pokazuje, że życie powstało przypadkowo na skutek splotu sprzyjających okoliczności. A to niestety wskazuje, że również przypadkowo może zginąć. Człowiek powinien chronić swoje życie i w tym zakresie pomaga mu naukowa medycyna i naukowa farmakologia. Nic więcej nie możemy zrobić, gdyż wiedza naukowa nie zajmuje się sensem lub bezsensem życia. Od tego mamy literaturę.

F. – No dobrze, to wydaje się być działka filozoficzna. Właśnie filozofia jest w stanie ukazać człowiekowi sens jego życia, ale tym samym sprzeciwia się pozytywistycznej nauce. Filozofia stara się zrozumieć całego człowieka. Rozważa go całościowo, a nie wyrywkowo. Gdyby człowiek był tylko organizmem żywym, wówczas nie potrzebowałby rozumienia siebie, gdyż życie kierowałoby nim w sposób dostateczny. Jeżeli jednak, co jest oczywiste, człowiek wciąż na nowo chce zrozumieć siebie, to znaczy, że tkwi w nim jakieś głębsze źródło realności i tożsamości. Mamy więc do czynienia z wcieleniem jakiejś sprawczej podmiotowości, która obdarza jednocześnie ludzki organizm życiem duchowym. W tym miejscu współczesna filozofia mówi nam o osobie człowieka, która przyczynuje i kształtuje duchowość i cielesność człowieka. Tutaj nie może być innego wytłumaczenia.

N. – Ludzka osoba jest czymś niezbadanym. To może się okazać jedynie filozoficznym złudzeniem, którego nikt nigdy nie widział. Tak głęboko wiedza naukowa nie sięga i wcale nie potrzebuje się tam zagłębiać. My wyjaśniamy, jak działa ludzki organizm i to powinno wystarczyć. Można powiedzieć, że to w zupełności wystarcza człowiekowi w jego codziennym funkcjonowaniu. Nauka nie zajmuje się tym, co człowiek robi od święta. To jego prywatna sprawa i tyle.

F. – No tak, nauka ma zadbać o zawodową działalność człowieka, żeby dobrze służył społeczeństwu. Patrząc z tej perspektywy jego duchowe ambicje i marzenia nie są do niczego przydatne. Ale to prowadzi do całkowitego uprzedmiotowienia człowieka i sprowadzenia go do poziomu rzeczy (obsługa czajnika, komputera albo wózka widłowego). A przecież  człowiek jest podmiotem. Żywym podmiotem działania. Także działania duchowego lub osobowego. Czy nauka zna w ogóle takie określenie jak podmiot sprawczy?

N. – Taką podmiotowość przeżywa każdy pojedynczy człowiek, ale tak naprawdę nikt poza nim nie ma wglądu w jego podmiotowość. To jest sprawa jak najbardziej indywidualna, a więc nie podlega badaniom naukowym. Co najwyżej ludzie mogą o tym porozmawiać miedzy sobą. I na tym właśnie polega literatura. Nauce nic do tego.

F. – Czy to nie jest takie symboliczne umywanie rąk? Postępując w ten sposób nauka tak naprawdę niczego człowiekowi nie tłumaczy ani nie wyjaśnia. Ona opisuje fakty, czyli wyłącznie to, co dzieje się na zewnątrz człowieka, nawet jeśli opisuje wewnętrzne funkcje organizmu. Człowiek posiada bowiem wyraźną świadomość, że jest kimś ponad cielesny organizm. Czy to znaczy, że człowiek się myli w swoich odczuciach albo rozumieniach.

N. – Errare humanum est. Zawsze istnieje możliwość pomyłki. Tego nie można wykluczyć.

F. – Ale czy to nie dotyczy również samej nauki, która może się mylić w swoim postępowaniu badawczym?

N. – Nowożytna nauka powstawała w trudach i przeciwnościach, lecz zdołała pokonać te trudności i dzisiaj świętuje tryumfy na wielu polach. A filozofia stale grzebie się w tych samych problemach. Kto jest więc bardziej postępowy? Kto wiedzie nas ludzi wciąż naprzód? Nauka i tylko nauka!

F. – Nauka tak pędzi do przodu, że chce nas wszystkich wysłać w kosmos, a wtedy nie będzie już potrzebna ani filozofia, ani nauka.