22.09.2017

O tożsamości cokolwiek by to nie było /6



Świadomość chce ukraść człowiekowi tożsamość


Świadomość chce ukraść człowiekowi osobową tożsamość. Świadomość chce zawładnąć naszą osobą. Dlatego robi wszystko, żeby pozbawić człowieka realnej tożsamości. Tożsamością osoby jest bycie mężczyzną lub kobietą. Dzisiaj okazuje się, że człowiek ma sobie wybierać własną tożsamość, co doprowadziło do absurdalnych pomysłów zmiany płci. Lecz nie jesteśmy w stanie wybrać sobie osoby, ponieważ nasza osoba jest tym, co stwarza sam Bóg. Zaparcie się osobowej tożsamości jest więc próbą zniszczenia swojej godności. Nie ma dla człowieka nic bardziej niegodnego niż pohańbienie własnej godności albo godności drugiego człowieka. Godność jest tym, co otrzymujemy bezpośrednio od Boga. Osobowa godność jest darem aktu stworzenia. Negowanie godności jest więc odrzuceniem aktu stworzenia, a tym samym zanegowaniem samego Boga.

Człowiek nie miał nigdy większych problemów ze swoją tożsamością. Gdy jednak do głosu doszła świadomość wyeksponowana przez myślicieli takich jak Marks, Freud i Nietzsche, wtedy zaczęła podważać tożsamość człowieka. Ci podejrzani Mistrzowie wyczuli, że świadomość sama w sobie nie zdoła zarządzać człowiekiem, a zatem potrzebuje ona zawładnąć jakimiś zasobami ludzkiej realności. Dlatego żeby świadomość mogła się wybić na niezależność i niepodległość, trzeba doprowadzić do całkowitej destrukcji realności.

Freud dokonał demontażu erotyki jako upodobaniu życia popychając człowieka w stronę seksu, który w pragnieniu przyjemności zabił zupełnie nadzieję na nowe życie. Marks z kolei dokonał destrukcji wspólnoty osobowej poddając ją uzależnieniu od warunków ekonomicznych, a dokładnie od warunków pracy, czyli własności środków produkcji. Odtąd ekonomia zaczęła kształtować ludzką świadomość, a świadomość w zamian postanowiła przejąć kontrolę nad ekonomią i ludzką pracą, co popchnęło człowieka do budowania świata możliwości odbierając mu zdolność rozwoju własnej osoby. Wreszcie Nietzsche (ten szalony niszczyciel) pozbawił świadomość moralności, co skazało ją na podążanie za fikcyjną wolą mocy i pragnieniem panowania. To oczywiście doprowadziło do wykorzystania brutalnej przemocy wobec całych pokoleń ludzkich. Śmierć moralności, jakiej dokonał Nietzsche, spowodowała szaleństwo świadomości, która zaczęła wyżywać się na bezbronnych ludziach doprowadzając do śmierci milionów z nich.

Wszystkie te pomysły prowadziły do zagłady ludzkiej tożsamości. Człowiek przestał rozpoznawać siebie jako osobę. Przestał doświadczać i czuć się osobą. Zmienił się w intencjonalny wizerunek tworzony przez własną świadomość. W ten sposób człowiek zatracił zupełnie poczucie własnej godności, gdyż świadomość nie dba o godność, lecz stara się ją odebrać i poniżyć, żeby móc spokojnie zawładnąć człowiekiem i przejąć kontrolę nad jego działaniami.

Jako osoba człowiek pragnie przeżyć swoje życie godnie. Chce żyć zgodnie z potrzebami osoby i jej godności. Osoba żyje bowiem i rozwija się zgodnie z prawdą, dobrem i pięknem, co powoduje, że człowiek realizuje w swoim życiu moralność (działania moralne). Natomiast świadomość broni się przed moralnością jak może. Świadomość nie chce i nie potrzebuje moralności, gdyż jej celem nie jest doskonałość człowieka lecz jego upadek.

Dlatego ustami Freuda świadomość głosiła, że moralność zabija życie erotyczne człowieka, gdyż ogranicza go w tym, co można zrobić ze swoją płciowością. Stąd mamy dzisiaj dążenie do zmiany płci, gdyż staje się to dla świadomości najbardziej wolnym, choć absurdalnym, działaniem człowieka. Z kolei ustami Marksa świadomość głosiła, że moralność przeszkadza w rozwoju ekonomicznym i uspołecznieniu człowieka jako poddanego władzy politycznej. Tylko człowiek bezkompromisowo walczący na budowie nowego ustroju politycznego osiąga wolność działania, oczywiście mając świadomość konieczności historii, co też jest zwykłym absurdem. Wreszcie Nietzsche w imieniu świadomości ogłosił całkowitą śmierć moralności, gdyż przeszkadzała ona w stworzeniu nowego Nadczłowieka (Supermana), który siłą woli zdoła się wznieść ponad zwykłą ludzkość i dzięki temu osiągnie zupełne panowanie nad wszystkimi ludźmi. Tym samym świadomość zamierzała osiągnąć totalną nicość, ale w przypadku Mistrza popadła jedynie w szaleństwo, które kosztowało ludzkość wiele ofiar.

Widzimy więc, że trzeba wystrzegać się świadomości, kiedy zamierza ona przejąć władzę i panowanie nad człowiekiem. Świadomość może bowiem zbudować swoją wymyśloną tożsamość jedynie na zgubie i śmierci realnego człowieka. Musimy sobie zdać wreszcie sprawę, że to nasze myślenia, a nie realność, popycha nas do zguby. Tylko osobowa realność może nas obronić przed całkowitym wyniszczeniem. Musimy uznać, że to osoba stanowi źródło realności człowieka i realną podmiotowość działania moralnego.

Świadomość chce ukraść człowiekowi osobową tożsamość. Świadomość chce zawładnąć naszą osobą. Dlatego robi wszystko, żeby pozbawić człowieka realnej tożsamości. Tożsamością osoby jest bycie mężczyzną lub kobietą. Dzisiaj okazuje się, że człowiek ma sobie wybierać własną tożsamość, co doprowadziło do absurdalnych pomysłów zmiany płci. Lecz nie jesteśmy w stanie wybrać sobie osoby, ponieważ nasza osoba jest tym, co stwarza sam Bóg. Zaparcie się osobowej tożsamości jest więc próbą zniszczenia swojej godności. Nie ma dla człowieka nic bardziej niegodnego niż pohańbienie własnej godności albo godności drugiego człowieka. Godność jest tym, co otrzymujemy bezpośrednio od Boga. Osobowa godność jest darem aktu stworzenia. Negowanie godności jest więc odrzuceniem aktu stworzenia, a tym samym zanegowaniem samego Boga.

Człowiek nie miał nigdy większych problemów ze swoją tożsamością. Gdy jednak do głosu doszła świadomość wyeksponowana przez myślicieli takich jak Marks, Freud i Nietzsche, wtedy zaczęła podważać tożsamość człowieka. Ci podejrzani Mistrzowie wyczuli, że świadomość sama w sobie nie zdoła zarządzać człowiekiem, a zatem potrzebuje ona zawładnąć jakimiś zasobami ludzkiej realności. Dlatego żeby świadomość mogła się wybić na niezależność i niepodległość, trzeba doprowadzić do całkowitej destrukcji realności.

Freud dokonał demontażu erotyki jako upodobaniu życia popychając człowieka w stronę seksu, który w pragnieniu przyjemności zabił zupełnie nadzieję na nowe życie. Marks z kolei dokonał destrukcji wspólnoty osobowej poddając ją uzależnieniu od warunków ekonomicznych, a dokładnie od warunków pracy, czyli własności środków produkcji. Odtąd ekonomia zaczęła kształtować ludzką świadomość, a świadomość w zamian postanowiła przejąć kontrolę nad ekonomią i ludzką pracą, co popchnęło człowieka do budowania świata możliwości odbierając mu zdolność rozwoju własnej osoby. Wreszcie Nietzsche (ten szalony niszczyciel) pozbawił świadomość moralności, co skazało ją na podążanie za fikcyjną wolą mocy i pragnieniem panowania. To oczywiście doprowadziło do wykorzystania brutalnej przemocy wobec całych pokoleń ludzkich. Śmierć moralności, jakiej dokonał Nietzsche, spowodowała szaleństwo świadomości, która zaczęła wyżywać się na bezbronnych ludziach doprowadzając do śmierci milionów z nich.

Wszystkie te pomysły prowadziły do zagłady ludzkiej tożsamości. Człowiek przestał rozpoznawać siebie jako osobę. Przestał doświadczać i czuć się osobą. Zmienił się w intencjonalny wizerunek tworzony przez własną świadomość. W ten sposób człowiek zatracił zupełnie poczucie własnej godności, gdyż świadomość nie dba o godność, lecz stara się ją odebrać i poniżyć, żeby móc spokojnie zawładnąć człowiekiem i przejąć kontrolę nad jego działaniami.

Jako osoba człowiek pragnie przeżyć swoje życie godnie. Chce żyć zgodnie z potrzebami osoby i jej godności. Osoba żyje bowiem i rozwija się zgodnie z prawdą, dobrem i pięknem, co powoduje, że człowiek realizuje w swoim życiu moralność (działania moralne). Natomiast świadomość broni się przed moralnością jak może. Świadomość nie chce i nie potrzebuje moralności, gdyż jej celem nie jest doskonałość człowieka lecz jego upadek.

Dlatego ustami Freuda świadomość głosiła, że moralność zabija życie erotyczne człowieka, gdyż ogranicza go w tym, co można zrobić ze swoją płciowością. Stąd mamy dzisiaj dążenie do zmiany płci, gdyż staje się to dla świadomości najbardziej wolnym, choć absurdalnym, działaniem człowieka. Z kolei ustami Marksa świadomość głosiła, że moralność przeszkadza w rozwoju ekonomicznym i uspołecznieniu człowieka jako poddanego władzy politycznej. Tylko człowiek bezkompromisowo walczący na budowie nowego ustroju politycznego osiąga wolność działania, oczywiście mając świadomość konieczności historii, co też jest zwykłym absurdem. Wreszcie Nietzsche w imieniu świadomości ogłosił całkowitą śmierć moralności, gdyż przeszkadzała ona w stworzeniu nowego Nadczłowieka (Supermana), który siłą woli zdoła się wznieść ponad zwykłą ludzkość i dzięki temu osiągnie zupełne panowanie nad wszystkimi ludźmi. Tym samym świadomość zamierzała osiągnąć totalną nicość, ale w przypadku Mistrza popadła jedynie w szaleństwo, które kosztowało ludzkość wiele ofiar.

Widzimy więc, że trzeba wystrzegać się świadomości, kiedy zamierza ona przejąć władzę i panowanie nad człowiekiem. Świadomość może bowiem zbudować swoją wymyśloną tożsamość jedynie na zgubie i śmierci realnego człowieka. Musimy sobie zdać wreszcie sprawę, że to nasze myślenia, a nie realność, popycha nas do zguby. Tylko osobowa realność może nas obronić przed całkowitym wyniszczeniem. Musimy uznać, że to osoba stanowi źródło realności człowieka i realną podmiotowość działania moralnego.

O tożsamości cokolwiek by to nie było /7



Odnaleźć siebie

Człowiek ciągle biega i lata. Pływa po morzach i wspina się po górach. A wszystko po to, żeby się sprawdzić i odnaleźć samego siebie. Wydaje nam się, że odnajdziemy siebie w dalekich podróżach albo w ciekawych miejscach. W ogóle nie przychodzi nam do głowy, żeby poszukać siebie w sobie samym. Może podświadomie lub świadomie nie lubimy siebie? Przecież nie znajdziesz siebie dookoła siebie. Musisz po prostu zajrzeć do wnętrza i zobaczyć, co jest w środku, a nie rozglądać się wokoło.
Dopiero gdy zwrócisz się do wewnątrz, zdołasz zobaczyć, kim jesteś. Na zewnątrz wcale nie widać realności. Mamy tylko różne przejawy cielesności, które należą do sfery zjawiskowej. Lecz w tych zewnętrznych przejawach nie znajdziemy informacji, kim naprawdę jesteśmy. Nie dowiemy się o własnej realności. Trzeba sięgnąć do głębi. Ale jak to zrobić? Może pomoże nam medytacja transcendentalna? Nic podobnego! To może introspekcja lub wiwisekcja? Też nie. W ten sposób możemy kontrolować co najwyżej swoją świadomość. Jednak człowiek nie jest świadomością lub mózgiem, jak chce nam to wmówić współczesna filozofia i nauka. Czego więc należy poszukiwać i jak szukać, żeby odnaleźć siebie?
Trzeba w swoim działaniu poszukać czegoś naprawdę ludzkiego, a właściwie poszukać czegoś osobowego. Tą drogą poszedł Karol Wojtyła w swoim dziele Osoba i czyn. I wcale nie była to ścieżka fenomenologiczna. Osobowy czyn stanowi coś, co wyróżnia nasze postępowanie. Chodzi w tym wypadku o czyn dobra, czyli działanie moralne. Taki czyn dobra jest aktem miłości i może być dokonany przez realną podmiotowość, a nie przez ludzką świadomość. Dla Wojtyły taką podmiotowością jest osoba stojąca u podstaw całej aktywności człowieka. Wojtyła zaznacza, że ludzkie operari sequitur esse. Tak więc podmiotowości i aktywności człowieka należy szukać na poziomie istnienia. Osobę definiuje on jako właściwy człowieczeństwu sposób bytowania, czyli istnienia.
Czy jednak dociera tam nasza wiedza? Ludzki umysł nie potrafi przeniknąć do sfery istnienia (do ludzkiej egzystencji). Czy zatem nie ma możliwości dotarcia do tego, co najbardziej realne i istotne? Umysł nie jest w stanie wznieść się do osobowego istnienia człowieka, jednak nasze władze umysłowe mogą przyjmować oddziaływanie własności transcendentalnych zawartych w osobowym istnieniu człowieka. Nasz umysł (rozum) może odbierać akty kontemplacji stanowiące aktywność osobowej prawdy. Prawda objawia się bowiem w aktach kontemplacji, które docierają do naszego umysłu (rozumu) i zaszczepiają w nim słowo prawdy. Dzięki uzyskanemu w ten sposób słowu możemy poznać osobową prawdę człowieka, czyli to, że jest on osobą stanowiącą podmiotowość istnienia.
Dalej osobowe dobro objawia się w aktach sumienia. Nasza wola jest zdolna przyjmować akty sumienia stanowiące aktywność osobowego dobra. Przyjęte przez wolę akty sumienia owocują w niej czynem dobra, czyli miłością. Dzięki temu nasza wola może pragnąć bezpośrednio osobowego dobra człowieka, czyli jest zdolna miłować osobę człowieka. Właśnie w ten sposób wola dociera do osobowego dobra człowieka i może miłować samą jego osobę, a nie tylko przebierać w różnych duchowych i cielesnych przymiotach. Prawdziwa miłość dotyczy bowiem samej osoby.
Wreszcie osobowe piękno człowieka objawia się w aktach upodobania. Akty upodobania emitowane przez osobowe piękno docierają do naszej uczuciowości, która znajduje się już na granicy duszy i ciała. Dzięki przyjętym aktom upodobania uczuciowość zyskuje zdolność przeżywania piękna. Takie przeżycie piękna staje się radością i fascynacją życiem. Dlatego uczuciowość nie musi się uganiać za cielesnymi doznaniami przyjemności, lecz jest już nastawiona na prawdziwe przeżywanie piękna i pięknego życia. Stąd rodzi się w niej sprawność nadziei. Jest to nadzieja na nowe wspaniałe życie. Tego właśnie powinna doświadczać nasza uczuciowość.
Należy więc stwierdzić, że istnieje szczególne doświadczenie wewnętrzne, które pozwala naszym władzom duchowym doznawać i przyjmować aktywność naszej osobowej podmiotowości istnienia. Człowiek powinien być wyczulony na tego typu aktywność, gdyż jest to najlepsza droga, która prowadzi nas do utrwalenia postępowania moralnego. Jeżeli naszą moralność będziemy chcieli oprzeć na przekazie kulturowym lub religijnym, czyli na zdobywanej wiedzy, to musimy zdawać sobie sprawę, że zawsze może nastąpić zanegowanie i odrzucenie takiej wiedzy, czyli zwątpienie, a wówczas zatracamy sens moralności i nasze postępowanie staje się dowolne (raz dobre a raz złe). Nasza świadomość nie ma w sobie dość siły, żeby przekroczyć taką dowolność postępowania i samodzielnie powrócić do moralności. Tutaj potrzeba mocy osobowej. Moralność potrzebuje osobowej mocy sprawczej, która obdarza nasze władze realnymi zasadami i sprawnościami, a nie tylko myślenia, które niesie ze sobą samą możliwość działania. Musimy pamiętać, że myślenie o moralności nie sprawi jej w nas, gdyż moralność jest czymś realnym i potrzebuje realnych zasad. Nasze myślenie nie jest w stanie uruchomić potrzebnych sprawności i cnót. One powstają pod wpływem realnej aktywności osoby. A to znaczy, że powstają pod wpływem oddziaływania aktów sprawianych przez własności prawdy, dobra i piękna.
Moralność, podobnie jak religijność, wymaga mocy sprawczej, a nie tylko myślenia. Myślenie o moralności może nas zaprowadzić do hedonizmu (czyli do myślenia o przyjemności) albo do utylitaryzmu (czyli traktowania wszystkiego, w tym także ludzi, instrumentalnie jako coś korzystnego do załatwienia swoich spraw). Hedonizm i utylitaryzm stanowią zaprzeczenie moralności personalistycznej, jak pokazał nam Wojtyła (w Miłości i odpowiedzialności). Moralność personalistyczna wymaga sprawczej realności osoby, a nie myślenia. Tylko osoba, która stanowi podmiotowość istnienia, może się stać źródłem moralności. Podobnie jak źródłem religijności jest Boska Osoba (Trójca Osób), a nie nasze myślenie o Bogu. Myślenie o Bogu kończy się na ogół gnozą albo dziwną teorią zmysłu religijnego, i tyle.

O tożsamości cokolwiek by to nie było /8



Zagubiona tożsamość

Pytanie o tożsamość człowieka odnosimy na ogół do naszej świadomości. Powiemy, że to świadomość stanowi tożsamość człowieka. Świadomość ustanawia intencjonalną (myślową) tożsamość człowieka. Świadomość bowiem ustanawia siebie samą. Świadomość jest tylko myśleniem i ustanawia siebie poprzez myślenie. Jeśli zaczynam myśleć o sobie, to powstaje moje myślące Ja, powstaje podmiotowość myślenia. Jeśli człowiek przyjmie tożsamość myślenia, czyli tożsamość świadomości, wówczas zaczyna budować siebie poprzez akty myślenia. Myślenie tworzy swój świat intencjonalnej tożsamości. Widać to doskonale w rozważaniach Husserla.
Czy myślenie może być podstawą tożsamości człowieka? Kierując się myśleniem człowiek zaczyna żyć tożsamością świadomości (czego wyrazem są kategorie ludzkiego Ja lub jaźni). Myślenie tworzy intencjonalny świat kultury. Człowiek poszukuje wtedy swej tożsamości na terenie kultury. Stara się określić siebie względem kultury (w odniesieniu do wytworów kultury). Odwołuje się do struktur społecznych i państwowych, do języka, do określonych wartości kulturowych.
Zastanówmy się, jak to jest, gdy chcemy siebie przedstawić. Okazuje się, że wszystkie odniesienia dotyczą kultury (najczęściej różnych instytucji). Mówimy bowiem o sobie: (1) skąd pochodzimy (państwo, miasto); (2) czym się zajmujemy (zawód lub wykonywana praca); (3) albo co lubimy (hobby i zainteresowania). Ale w tym wszystkim brakuje samego człowieka i jego człowieczeństwa.
Widzimy już, że nie jest wcale łatwo dotrzeć do istoty człowieka, do tego, co jest w nim osobowe. Znacznie łatwiej jest określić siebie wobec rzeczy zewnętrznych – tego, co się dzieje wokół nas albo wobec różnych wytworów kultury. Łatwiej jest powiedzieć, co robię, czym się zajmuję, niż kim jestem. Czy można to zmienić? Gdzie zatem należałoby szukać tożsamości człowieka? Jak dotrzeć do samego sedna ludzkiej natury?
Polski personalizm (Wojtyła, Gogacz) odpowie nam, że tożsamości człowieka trzeba szukać na poziomie istnienia. Tożsamość człowieka wyrasta z istnienia. Ona się bierze z samej realności człowieka, a nie z myślenia. Tożsamości trzeba szukać w osobie, w osobowym istnieniu, gdyż to osobowe istnienie zapewnia nam tożsamość. Istnienie zapewnia jednocześnie trwanie (trwałość) tożsamości. Tożsamość człowieka musi być powiązana z istnieniem i realnością. Tożsamość oparta na myśleniu byłaby nietrwała i utracalna, gdyż wiązałaby się ze zmiennością myślenia.
Jednak prawie cała nowożytna filozofia stawia na tożsamość myślenia. To tam pojawiają się takie kategorie jak „jaźń”, „ludzkie ja”, „świadomość”, czy po prostu „rozum” („rozumność”). Ale te wszystkie koncepcje myślącego Ja oparte są na idealizmie (na idealistycznym myśleniu). Wystarczy porównać Kartezjusza, Kanta, Fichtego, Hegla, Husserla. Idealistyczne Ja człowieka to nie jest żadna realność. Jest to tylko coś pomyślanego (wymyślonego). Jest to samo myślenie. Jest to tylko myślenie o naszym myśleniu. Dlatego należy przyznać, że tożsamość myślenia (czyli tożsamość Ja lub tożsamość świadomości) jest jedynie idealistycznym postulatem. Tam z pewnością nie znajdziemy realnego człowieka.
Człowiek w swej tożsamości nie może być samym myśleniem, bo co się stanie, gdy przestanie myśleć. Musiałby utracić swoją tożsamość, a może straciłby siebie całego. A ponadto zastanówmy się, czy chcielibyśmy być wymyśleni przez kogokolwiek? To tak jak pisarz tworzy i buduje swoją postać. Czy nie lepiej być kimś w pełni realnym?
Człowiek musi wreszcie odkryć i odnaleźć swoją tożsamość. Musi umieć ją rozpoznać i określić. Dlatego człowiek musi usilnie poszukiwać swej tożsamości. Musi tego gorąco chcieć i pragnąć, bo nie jest to łatwe zadanie. Jeżeli my sami nie odczujemy takiej potrzeby, to utracimy swoją tożsamość na zawsze. Całkowicie uzależnimy się od wytworów naszego myślenia. Zanurzymy się w świecie kultury i sami staniemy się wytworami kultury (np. mody). Jeśli będziemy twórczy, to stać nas będzie na samokreację. Ale jeśli poddajemy się ustalonym trendom, to stajemy się pionkiem w czyjejś rozgrywce. Być może komuś zależy, żebyśmy poddali się manipulacjom wyznaczającym naszą tożsamość.
Ale przecież człowiekiem się jest, natomiast studentem, pracownikiem, nauczycielem, rowerzystą lub pływakiem się bywa. Człowiekiem jesteśmy zawsze. To jest nasza tożsamość. Jeżeli jednak to odwrócimy, to dojdziemy do wniosku, że człowiekiem tylko bywam, a jestem pracownikiem banku. Nie można tylko bywać człowiekiem, zaś cały czas być pracownikiem firmy, artystą lub biznesmenem. Jeżeli zaczniemy bywać człowiekiem, to w dalszej perspektywie w ogóle przestaniemy być i czuć się człowiekiem. A to już jest ostateczna klęska. Czyżby człowiek miał zginąć sam w sobie? Człowiek umarł w człowieku. Zostało po nim samo myślenie. Czy chcemy do tego doprowadzić?
Trzeba się zastanowić, kim dzisiaj chce być człowiek. Kim człowiek powinien być? Trzeba sobie jasno odpowiedzieć, czy chcemy być tylko myśleniem (myśleniem o sobie i świecie), czy chcemy być realną osobą? Zapytajmy więc, co stanowi realność człowieka. Czy jest to myślenie? Na pewno nie. Realnością jest istnienie. Realnością jest osoba. Realnością jest życie. Realnością jest ciało. Ale czy to wszystko można jakoś w człowieku połączyć? Trudno to sobie jakoś wyobrazić. Ale przecież tak właśnie jest! To wszystko jest połączone w człowieku. To wszystko razem (istnienie, osoba, życie i ciało) jest połączone w mężczyźnie i to wszystko razem jest połączone w kobiecie. Dlatego na człowieka trzeba spojrzeć jako na mężczyznę i kobietę. To tam kryje się nasza ludzka tożsamość. Tak na człowieka patrzył papież Jan Paweł II (cykl katechez „Mężczyzną i kobietą stworzył ich”).
To mężczyzna i kobieta są pełnym wyrazem realności człowieka. Nasza realność przejawia się w mężczyźnie i kobiecie. Przecież zarówno mężczyzna jak kobieta są realnym człowiekiem. Tak trzeba widzieć naszą ludzką realność. Tak trzeba pojmować naszą ludzką tożsamość. W filozofii do tej pory uogólniano naturę człowieka, co zacierało właściwy obraz naszego człowieczeństwa. A przecież Bóg stworzył właśnie mężczyznę i kobietę. Nie stworzył jakiegoś człowieka w ogóle (człowieka ogólnego). Nie stworzył „pojęcia człowieka” (idei). Realne człowieczeństwo (realna natura) zostało nam dane jako mężczyzna i jako kobieta. Realny człowiek jest albo mężczyzną, albo kobietą. Tertium non datur. Nie można być człowiekiem nie będąc kobietą lub mężczyzną. Dlatego poszukując tożsamości człowieka musimy się zwrócić do tych przejawów osobowego bytu człowieka. Przy czym pamiętajmy, że nie mówimy tutaj tylko o samej płci rozumianej biologicznie. Cały czas mówimy o samej realności (istnieniu) człowieka. Można więc powiedzieć, że to ludzkie istnienie jest osobowe, zaś w swej istotowej realności przejawia się jako mężczyzna lub kobieta. Dlatego to, czym jest mężczyzna lub kobieta, nie dotyczy jedynie różnic płciowych (różnic w narządach płciowych), ale wyrasta z samego osobowego istnienia. A to już prowadzi nas do następnego wniosku, że osoba człowieka nie wyraża się wyłącznie w samej rozumności (lub wolności), ale wyraża się i przejawia jako kobieta i jako mężczyzna. (Natomiast różnice płciowe są już zewnętrznym (widzialnym) skutkiem cielesnym.)
Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Istnienie Boskie jest osobowe i wspólnotowe (Bóg jest Trójcą Osób). Istnienie człowieka też jest osobowe. Ale jako stworzone jest konkretne i pojedyncze. Dlatego wspólnotowy charakter Boskiego Istnienia znalazł wyraz w stworzeniu mężczyzny i kobiety. Mężczyzna i kobieta stanowią wspólnotowy przejaw osoby ludzkiej (osobowego bytu człowieka). W ten sposób Bóg stworzył osobową wspólnotę. Bóg stworzył mężczyznę i kobietę (dwa pojedyncze  byty i istnienia), które mogą połączyć się w osobową wspólnotę. Mężczyzna i kobieta są osobowymi bytami, które mogą połączyć się we wspólnotę. Połączenie kobiety i mężczyzny daje ludzką wspólnotę (wspólnotę osobową – rodzinę). Osoba ludzka (mężczyzna i kobieta) jest wspólnotowa. Człowiek jako mężczyzna i jako kobieta jest jednostkowy (indywidualny), ale w połączeniu jest wspólnotowy. Człowiek nie jest więc bytem odizolowanym, samotnym, ale jest osobą powołaną do miłości, do łączności, do wspólnoty. Zarówno mężczyzna jak i kobieta są powołani do wspólnoty (do życia rodzinnego). Człowiek nie jest w stanie stworzyć innej wspólnoty osobowej niż rodzina. Rodzina jest wspólnotą kobiety i mężczyzny.
Bóg stworzył człowieka. Stworzył go jako byt osobowy (osobę). Stworzył go jako mężczyznę i kobietę. A więc to męskość i kobiecość są przede wszystkim wyrazem osobowego charakteru bytu ludzkiego, a nie rozumność (rozum i wola). To właśnie kobieta i mężczyzna w pełni wyrażają i ujawniają osobę człowieka. Ponieważ to kobieta i mężczyzna mogą złączyć się i zjednoczyć ze sobą. Mogą się całkowicie zjednoczyć, aż staną się jednym ciałem (ciałem dziecka, które jest owocem związku kobiety i mężczyzny).

Rozum i wola człowieka (dwóch ludzi) mogą się połączyć tylko we wspólnym działaniu, kiedy razem podejmujemy realizację jakiegoś celu (wspólnego celu). Kiedy razem coś robimy (np. rozmawiamy, jemy obiad lub idziemy na spacer).
Osoba ludzka jest podstawą najgłębszej łączności pomiędzy ludźmi. To osoba pozwala człowiekowi zjednoczyć się z Bogiem. I to osoba pozwala człowiekowi zjednoczyć się z drugim człowiekiem. Osobowe zjednoczenie pomiędzy ludźmi może mieć miejsce na gruncie spełnienia płciowego (złączenia kobiety i mężczyzny). Jednak takie zjednoczenie dokonuje się tylko w tym jednym wyjątkowym momencie – w momencie płodności (zapłodnienia). Dopiero bowiem poczęcie dziecka jest widomym znakiem osobowego zjednoczenia małżonków (kobiety i mężczyzny). Wydaje się zatem, że jest to jedyny aspekt osobowego życia człowieka, który nie został zniszczony lub zepsuty przez grzech pierworodny. Nawet po grzechu człowiek może się jednoczyć w osobowym związku kobiety i mężczyzny, i może zrodzić dziecko – znak miłości, łączności i osobowego życia. Jak głęboka musi to być więź, że ostała się nawet po zerwaniu relacji z Bogiem. Bóg zachował dla człowieka tę głęboką więź osobową. Zachował dla człowieka ów tajemniczy znak i wyraz osobowej łączności i osobowego życia. Bóg pozwolił mimo grzechu narodzić się osobowemu człowiekowi. W swej nieograniczonej miłości Bóg chciał, żeby nadal rodziły się dzieci.
Ale doprawdy trudno byłoby zrozumieć to wszystko bez objawienia (bez przekazu biblijnego). Dopiero połączenie wiedzy objawionej z poznaniem naturalnym (z filozofią) może nam ukazać pełnię prawdy o człowieku. Sama filozofia okazuje się tutaj bezradna, albo tworzy zupełnie fantastyczne rozwiązania. Człowieka może dziś uratować jakieś sensowne połączenie wiary i rozumu (myślenia), objawienia i poznania naturalnego, czyli łaski i natury. Dzisiaj już jasno widać, że człowiek sprowadzony do świata przyrody nie jest w stanie zrozumieć siebie i swej natury. Wówczas sama ludzka natura zostaje sprowadzona do poziomu biologii (anatomii i fizjologii). A sam człowiek staje się wtedy cząstką świata cielesnego i materialnego, albo przejawem jakiś tajemnych sił energetycznych (energii świata?). Jednak jakoś intuicyjnie zdajemy sobie sprawę, że jest to jakiś potworny redukcjonizm (zredukowanie człowieka do jednego wymiaru, czyli jakieś straszne spłaszczenie człowieczeństwa). Trzeba więc walczyć o przywrócenie wielowymiarowości ludzkiemu bytowi. Trzeba pokazać zarówno duchowość (rozum i wolę), jak i osobę człowieka (osobowość jednostkową oraz osobową wspólnotę).
Osobowość jednostkowa to jest właśnie kobiecość i męskość. Jednostkowa osoba to kobieta oraz mężczyzna. Natomiast osobowa wspólnota to rodzina. Mężczyzna został stworzony do dawania. Kobieta zaś została stworzona do przyjmowania. Mężczyzna musi najpierw dać siebie, aby mógł przyjąć kobietę. Kobieta z kolei musi najpierw przyjąć mężczyznę, aby móc dać siebie. Mężczyzna daje więc siebie, kobieta zaś oddaje siebie. Dopiero dzięki darowi i oddaniu mamy pełne zjednoczenie. To właśnie dar mężczyzny i oddanie kobiety stanowią pełne zjednoczenie. Stanowią też spełnienie kobiety i mężczyzny (w macierzyństwie i ojcostwie). Stanowią spełnienie człowieka jako osoby. Dar mężczyzny i oddanie kobiety owocują bowiem nowym osobowym życiem i nowym osobowym bytem. Owocują poczęciem dziecka, czyli nowego człowieka.
Narodziny dziecka, narodziny człowieka nie są tylko faktem jakiegoś biologicznego rozwoju. Biologia nigdy nie byłaby w stanie stworzyć osobowego bytu. Biologia nigdy nie byłaby w stanie wytworzyć świadomości i wolności, odpowiedzialności i moralnego czynu, sumienia i poczucia winy. Biologia tworzy co najwyżej żywe organizmy. Ale człowiek wykracza radykalnie poza biologię. Człowiek stoi ponad biologią. Człowiek wyrasta ponad biologiczne życie, gdyż życie człowieka jest już życiem osobowym a nie biologicznym (naturalnym).
Osobowe życie człowieka ma charakter rozumny. Jednak rozumność nie wyrasta z biologicznego życia (czyli z rozwoju przyrody). Rozumność jest przyczynowana przez ludzką osobę. Rozum wyrasta z osobowego słowa. Wyrasta z tego, że osoba ma zdolność i moc wyrażania się w słowie i dzięki słowu przemawia do innych osób. Rozum jest więc przystosowany do słownej komunikacji (przekłada osobowe słowo na treść i formę językową). Natomiast wola jest potrzebna do osobowego czynu, do moralnego działania. To osobowa aktywność (chęć i potrzeba działania) kształtuje władzę woli. Wola jest potrzebna do ujawnienia i podjęcia działania na zewnątrz. To wola podejmuje moralny czyn osobowego bytu. Osobowe działanie człowieka ujawnia się w czynie moralnym (w moralności). Pragnienie dobra – oto działanie ludzkiej woli. Wola jest bowiem samym chceniem, chceniem dobra. Ludzka wola zrodzona z osoby jest chceniem dobra. Chcenie dobra jest pierwszym aktem woli i zasadą wszelkiego postępowania. W etyce tę zasadę nazywa się sumieniem (powinnością sumienia). Sumienie nakazuje nam czynić dobro. Jeśli człowiekowi zabraknie tej zasady sumienia lub jeśli zostanie ona odrzucona, to wola staje się wtedy wolną decyzją. Wolna decyzja dysponuje jedynie wyborem, który może dowolnie akceptować jedną z możliwości (sic et non). Bez sumienia jako zasady działania nie może być działania moralnie dobrego, gdyż człowiek pozostaje wówczas w ciągłym dylemacie wyboru (tak jak osioł Buridana). Nie będzie wtedy żadnej oceny ani weryfikacji dokonywanych działań. Wszelki wybór będzie bowiem przeprowadzany na zasadzie dowolności, czyli widzimisię. „To jest moja decyzja, moja wolność i nic wam do tego”. Chyba właśnie do tego sprowadzałaby się próba wyjścia „poza dobro i zło” (zob. u Nietzschego). Ale wtedy popadniemy niechybnie w dalszą skrajność, jaką jest „wola mocy”, czyli po prostu chęć panowania. A to już prowadzi w konsekwencji do zwykłego manipulowania ludźmi.
Dlatego trzeba powrócić do stwierdzenia, że tak naprawdę osobowy charakter ludzkiego bytu (istnienia) przejawia się w relacjach kobieta-mężczyzna. Przy czym trzeba od razu zaznaczyć, że w spotkaniu kobiety i mężczyzny nie chodzi tylko o kwestię samej biologicznej płciowości (nie chodzi o seks, jak się dziś mówi). W całej tej relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną występuje jeden moment realnego spotkania i zjednoczenia. Jest to moment poczęcia dziecka. Dopiero wówczas mamy do czynienia z faktycznym zaistnieniem realnej relacji osobowej. Dopiero więc na tym poziomie przejawia się prawdziwa kobiecość i prawdziwa męskość. Dopiero bowiem w tym momencie dochodzi do prawdziwego i realnego zjednoczenia. Mężczyzna daje wtedy coś z siebie. Daje sam siebie, daje swoją osobę-męskość. Kobieta natomiast przyjmuje go i oddaje coś z siebie. Kobieta oddaje siebie, oddaje swoją osobę-kobiecość (do dyspozycji nowej osoby dziecka). Dar spotyka się i łączy z oddaniem. Mamy więc w pełni osobowe spotkanie daru mężczyzny z oddaniem kobiety. Właśnie na tym polega spełnienie relacji osobowej. Następuje wtedy całkowite zjednoczenie kobiety i mężczyzny, czyli następuje spełnienie życia osobowego.
To realne spotkanie, połączenie i zjednoczenie pomiędzy kobietą i mężczyzną zostało w pełni zachowane pomimo grzechu pierworodnego i upadku człowieka. Nasza rozumność uległa zepsuciu, ale nasza płodność pozostała nienaruszona. Ponieważ odkupienie miało iść drogą wcielenia Syna Bożego (Słowa Bożego), zaś nasze nawrócenie miało iść drogą objawienia Słowa Bożego. Wydaje się zatem, że Bóg zachował osobowy charakter bytu człowieka pozostawiając mu płodność. Dlatego możemy przypuszczać, że jest to dzisiaj najwłaściwsza droga do poznania osobowego wymiaru naszego człowieczeństwa. Wszystkie inne ujęcia mogą się okazać niedostateczne lub nawet błędne.
W ludzkim bycie rozumność jest jedynie skutkiem osobowego charakteru tego bytu. Nie można więc rozumności utożsamiać z osobą człowieka. Nie można ujmować i oceniać ludzkiej osoby wyłącznie na poziomie rozumności. Po grzechu pierworodnym rozumność została poważnie zachwiana. W Raju miała ona zupełnie inny charakter. Rozumność służyła nam wtedy do bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością. Pozwalała również na kontakt osobowy. Ale od momentu upadku człowiek nie mógł już kontaktować się na poziomie rozumności w sposób osobowy. Dlatego tak trudno jest człowiekowi porozumieć się z innym człowiekiem. Człowiek żyje bowiem dziś myśleniem. Stracił bezpośrednie doświadczenie rzeczywistości. Kontakt myślenia z realnością jest tylko myślowy, czyli jednostronny, i zależy od samego myślenia. Znaczy to, że mogę myśleć o rzeczywistości, ale raz mogę myśleć słusznie i prawdziwie, a innym razem mogę myśleć błędnie. Jeśli rozpoczynam od mojego myślenia, to tak naprawdę mogę myśleć to, co mi się podoba. Jeśli zaczniemy od myślenia (od cogito jak Kartezjusz), to możemy dojść tylko i wyłącznie do samego myślenia (nawet jeżeli będzie ono chciało być myśleniem o rzeczywistości). Aby więc dotrzeć do rzeczywistości musimy wyjść poza myślenie, musimy zrezygnować z myślenia na rzecz bezpośredniego kontaktu (na rzecz wiary).
Na zakończenie powróćmy znowu do tożsamości człowieka. Tak naprawdę człowiek nigdy nie zdoła odnaleźć tożsamości poza sobą samym. Swoją tożsamość człowiek musi odkryć w sobie. Poszukiwanie tożsamości jest związane z odkryciem własnej godności. Aby stać się sobą, człowiek musi odkryć własną godność. Tylko poczucie własnej godności może dać nam tożsamość. Może określić i wyznaczyć naszą tożsamość. Człowiek nie zdobędzie pełnej tożsamości, dopóki nie wydobędzie i nie zobaczy własnej godności. Chciałoby się powiedzieć hasłowo: nie ma tożsamości (człowieka) bez osobowej godności.
Tożsamość człowieka jest związana z osobą. Tożsamość realizuje się tam, gdzie spełnia się ludzka osoba (gdzie spełnia się osobowe życie). Osoba ludzka to mężczyzna lub kobieta. Zarówno życie mężczyzny, jak i życie kobiety stanowią konkretny wyraz życia osobowego. Życie mężczyzny i życie kobiety osiąga spełnienie we wspólnocie – jest to wspólnota rodzinna. Nie ma dla mężczyzny i kobiety większego szczęścia niż przekazanie nowego życia. Nie ma większego spełnienia niż dar osobowego życia, które otrzymuje dziecko. Akt płodności jest dla nich najdoskonalszym spełnieniem siebie jako osoby. Jest to spełnienie osobowego powołania człowieka (powołania mężczyzny i kobiety).
Mężczyzna powinien być przygotowany (gotowy) do dawania życia (do tego osobowego daru). Największą klęską jest zmarnowanie tego powołania. To osobowa godność mężczyzny woła o ten dar. Godność mężczyzny domaga się daru życia i miłości. Jeśli mężczyzna nie zajrzy w swoje serce, jeśli nie poczuje, że coś w nim woła i domaga się płodności, że coś woła o dar życia i miłości, to być może pozostanie człowiekiem (czyli rozumną istotą), ale straci swoją największą szansę – szansę spełnienia, czyli bycia spełnioną osobą.
Podobnie kobieta musi być przygotowana (gotowa) do poświęcenia się życiu, do oddania się życiu. W przypadku kobiety rzeczą najważniejszą jest przyjęcie daru życia, a dalej chronienie tego życia, które będzie w sobie nosić. Takie oddanie jest dla kobiety najdoskonalszym darem z siebie i spełnieniem jej osobowego powołania. Dlatego gdy kobieta zajrzy w swoje serce, gdy w swoim sercu i sumieniu poczuje powołanie osobowej godności, wtedy odkryje swoją największą siłę i moc – to, że może oddać siebie dla narodzin nowego życia, nowego człowieka, nowej osoby.
Jasno więc widać, że osobowe spełnienie człowieka realizuje się jako powołanie mężczyzny i kobiety do utworzenia osobowej wspólnoty, wspólnoty życia i miłości, jaką jest rodzina. Osobowy dar życia i miłości może się bowiem w pełni zrealizować dopiero we wspólnocie życia i miłości. Taką wspólnotą jest właśnie rodzina oparta na sakramentalnym małżeństwie. To rodzina dając swoim dzieciom życie i miłość może je chronić, może troszczyć się o nie i otaczać je opieką, może je wychowywać (czyli uczyć moralności i religii), może je kształcić i zadbać w ogóle o pełny rozwój. Tylko rodzina jest w stanie zapewnić małemu dziecku (małemu człowiekowi) pełny rozwój osobowy. Ponieważ tylko w rodzinie możemy doświadczyć osobowych relacji (wiary, nadziei i miłości), tylko w rodzinie możemy doświadczyć prawdziwej wiary w człowieka i miłości do człowieka. Dlatego to rodzina kształtuje nasze sumienie. To dzięki relacjom osobowym nawiązywanym w rodzinie rodzi się nasze sumienie. Sumienie rodzi się jako odzew relacji miłości. I dlatego to właśnie w rodzinie możemy doświadczyć kontemplacji, gdy przemawia do nas osobowa prawda (Boga i człowieka). To pod wpływem osobowej relacji wiary doświadczamy prawdy, która otwiera nasz umysł na realność człowieka i Boga. Bez tego doświadczenia nasza rozumność pozostanie zamknięta w kręgu świadomości (w kręgu myślenia i wiedzy). I może nigdy już nie dotrzemy do realnej prawdy (do prawdy bytu).
Dochodzimy więc do ważnego stwierdzenia, że osobowe i duchowe życie człowieka może się rozwijać tylko w rodzinie pod wpływem relacji osobowych, które powstają z udziałem Bożej łaski (przekazanej mężczyźnie i kobiecie w sakramencie małżeństwa). Ponadto jeśli chcemy mówić o osobie człowieka, to powinniśmy mówić o mężczyźnie i kobiecie. Jeżeli człowiek jest osobą, to jedynie jako mężczyzna i jako kobieta. Osobowy wymiar bytu jest czymś realnym i konkretnym. Gdy mówimy o człowieku, to posługujemy się naszym myśleniem i wiedzą opartą na myśleniu. Mówiąc „człowiek” posługujemy się pojęciem ogólnym. Mówiąc „człowiek” myślimy ogólnikiem (powszechnikiem). A przecież osoba jest w człowieku czymś najbardziej konkretnym i realnym. Osoba jest czymś jednostkowym (jest czymś szczególnym i wyjątkowym). Osoba jest zawsze konkretną osobą (właśnie tą osobą). Nie ma osoby w ogóle (osoby ogólnej) albo osoby powszechnej. Osobą jest zatem ten oto konkretny mężczyzna. Osobą jest ta oto konkretna kobieta. Dopiero te określenia wskazują na konkretny byt podmiotowy. Osoba jest konkretnym i jednostkowym podmiotem. Właśnie w swej konkretności i jednostkowości człowiek jest mężczyzną albo kobietą. Człowiek rodzi się, żyje i umiera jako mężczyzna lub kobieta. Nie ma żadnego ogólnego człowieczeństwa. Nie ma człowieka ogólnego, jak chciał Platon.
Jeśli więc chcemy przedstawić człowieka jako realny byt ludzki, to musimy się zwrócić do tego, co stanowi jego konkretność i realność. Trzeba zatem spojrzeć dziś na człowieka jako na mężczyznę i kobietę. Trzeba pokazać, czym jest mężczyzna w swej realności (osobie) i czym jest kobieta w swej realności (osobie). To, być może, pozwoli nam dopiero w nowy sposób spojrzeć na człowieka (na konkretność człowieka), a nie rozważać wciąż treści i znaczenia ogólnych pojęć.
Gdy na koniec spytamy, kim jest człowiek? To pierwsza odpowiedź powinna brzmieć – człowiek jest mężczyzną albo jest kobietą. I to naprawdę brzmi dumnie! Jak dumnie jest być mężczyzną i jak dumnie jest być kobietą – to musi dzisiaj poczuć każdy z nas.