16.05.2014

Papieskie wskazania dla filozofii



Papież przedstawia własne wskazania dla filozofii. Moje zadanie polega na wskazaniu pewnych zasad i punktów odniesienia, które uważam za nieodzowny warunek ustanowienia harmonijnej i owocnej więzi między teologią a filozofią. (63)

(1) Aby dobrze współbrzmieć ze słowem Bożym filozofia musi przede wszystkim odzyskać wymiar mądrościowy jako poszukiwanie ostatecznego i całościowego sensu życia. Ten podstawowy wymóg jest w istocie bardzo potrzebnym bodźcem dla filozofii, gdyż każe jej przystosować się do własnej natury. Idąc tą drogą, filozofia stanie się /.../ ostateczną instancją jednoczącą ludzką wiedzę i działanie przez to, że pod jej wpływem zmierzają one do jednego najwyższego celu i sensu. Słowo Boże objawia ostateczny cel człowieka i nadaje całościowy sens jego działaniu w świecie. Właśnie dlatego wzywa filozofię, by starała się znaleźć naturalny fundament tegoż sensu, którym jest religijność wpisana w naturę każdego człowieka. Filozofia, która podważałaby możliwość istnienia ostatecznego i całościowego sensu, byłaby nie tylko nieprzydatna, ale wręcz błędna. (81)

(2) Dochodzimy /.../ do drugiego postulatu: należy wykazać, że człowiek jest zdolny dojść do poznania prawdy; chodzi przy tym o poznanie, które dociera do prawdy obiektywnej poprzez adaeqatio rei et intellectus, o której mówią Doktorzy Scholastyki (por. św. Tomasz i św. Bonawentura). Ten wymóg, właściwy dla wiary, został jednoznacznie potwierdzony przez Sobór Watykański II: „Umysł bowiem nie jest zacieśniony do samych zjawisk, lecz może z prawdziwą pewnością ująć rzeczywistość poznawalną, mimo że w następstwie grzechu jest częściowo przyciemniony i osłabiony” (KDK, 15). Filozofia o charakterze zdecydowanie fenomenalistycznym czy relatywistycznym nie byłaby w stanie dopomóc w poznawaniu bogactw zawartych w słowie Bożym. (82)

(3) Z dwóch powyższych wymogów wynika trzeci: potrzebna jest filozofia o zasięgu prawdziwie metafizycznym, to znaczy umiejąca wyjść poza dane doświadczenia, aby w swoim poszukiwaniu prawdy odkryć coś absolutnego, ostatecznego, fundamentalnego. Wymóg ten wpisany jest zarówno w poznanie o charakterze mądrościowym, jak i analitycznym; w szczególności zaś jest to wymóg typowy dla poznania moralnego, którego ostatecznym fundamentem jest najwyższe Dobro, sam Bóg. Nie chcę tutaj mówić o metafizyce jako o konkretnej szkole lub określonym nurcie powstałym w przeszłości. Pragnę jedynie stwierdzić, że rzeczywistość i prawda wykraczają poza granice tego, co faktyczne i empiryczne; chcę też wystąpić w obronie ludzkiej zdolności do poznania tego wymiaru transcendentnego i metafizycznego w sposób prawdziwy i pewny, choć niedoskonały i analogiczny. W tym sensie nie należy uważać metafizyki za alternatywę antropologii, jako że to właśnie metafizyka pozwala uzasadnić pojęcie godności osoby, wskazując na jej naturę duchową. Problematyka osoby stanowi szczególnie dogodny teren, na którym dokonuje się spotkanie z bytem, a tym samym refleksją metafizyczną.  /.../ A zatem refleksja filozoficzna, która wykluczałaby wszelkie otwarcie na metafizykę, byłaby zupełnie nieprzydatna do pełnienia funkcji pośredniczącej w zrozumieniu Objawienia. Dlatego metafizyka odgrywa szczególnie ważną rolę w poszukiwaniach teologicznych. Teologia pozbawiona wymiaru metafizycznego nie potrafiłaby wyjść poza analizę doświadczenia religijnego, a intellectus fidei nie mógłby z jej pomocą poprawnie wyrazić uniwersalnej i transcendentnej wartości prawdy objawionej. Kładę tak wielki nacisk na element metafizyczny, gdyż jestem przekonany, że tylko tą drogą można przezwyciężyć kryzys, jaki dotyka dziś wielkie obszary filozofii, a ten sposób skorygować pewne błędne postawy rozpowszechnione w naszym społeczeństwie. (83)

Na zakończenie Papież stwierdza: Zdaję sobie sprawę, że te wymogi, stawiane filozofii przez słowo Boże, mogą się wydawać trudne dla wielu osób, które bezpośrednio zaawansowane są w prace badawcze w dziedzinie filozofii współczesnej. Właśnie dlatego pragnę wyrazić tutaj głębokie przekonanie, /.../ że człowiek jest w stanie wypracować sobie jednolitą i organiczną koncepcję poznania. Jestem przekonany, że filozofowie próbujący dziś podjąć zadania, jakie słowo Boże stawia przed ludzką myślą, powinni oprzeć swoją refleksję na powyższych postulatach i nawiązywać konsekwentnie do wielkiej tradycji zainicjowanej przez starożytnych, kontynuowanej przez Ojców Kościoła oraz mistrzów scholastyki i obejmującej także fundamentalne zdobycze myśli nowożytnej i współczesnej. Filozof, który będzie umiał czerpać z tej tradycji i znajdować w niej inspirację, z pewnością okaże się wierny wymogom autonomii myśli filozoficznej. (85)

Mój komentarz do wskazań papieża dotyczących filozofii



Postulat pierwszy – wymiar mądrościowy filozofii.



Filozofia była od początku uważana za mądrość, co wynika z jej greckiej nazwy. Ale prawie od początku mamy też pewną rozbieżność w pojmowaniu filozofii. Platon widział w niej właśnie mądrość, natomiast Arystoteles nadał jej rangę wiedzy naukowej. To w jego pismach filozofia stała się usystematyzowaną teorią (wykładem naukowym). Ta rozbieżność spowodowała w czasach nowożytnych oddzielenie się nauki od filozofii i wreszcie przeciwstawienie ich sobie. Z tego powodu trzeba było nawet bronić naukowego charakteru filozofii, co zostało wypełnione w XX wieku. Jednak po tych perturbacjach filozofia straciła swój wymiar mądrościowy. Dziś trzeba odnaleźć i odrodzić mądrość filozofii. Zastanówmy się więc, na czym polega ta mądrość?

Otóż sama mądrość albo poznanie mądrościowe sięga bezpośrednio do realności. Wiedza naukowa dotyczy dzisiaj jedynie poziomu zjawiskowego rzeczywistości. Nie zajmuje się wcale realnością, nie bada przyczyn istnienia czegokolwiek. W ten sposób współczesna nauka nie jest w stanie sięgnąć do podstaw rzeczywistości, do wnętrza i głębi bytu. Przede wszystkim dotyczy to człowieka jako realnego bytu. Jedynie filozofia może dotrzeć do wnętrza człowieka, do jego realności, do jego egzystencji i istnienia. Dopiero to pozwala określić realność człowieka, jego istnienie, a także jego osobę.

Mądrość rozpoznaje więc realność człowieka. To właśnie mądrość ujmuje realność i istnienie człowieka. W mądrości następuje bowiem połączenie prawdy i dobra. Odkryta prawda łączy się z chcianym dobrem. Mądrość łączy więc kontemplację prawdy z wezwaniem sumienia do pragnienia i czynienia dobra. Mądrość łączy kontemplację z sumieniem i zestawia razem ich osiągnięcia, czyli zestawia realną prawdę z realnym dobrem. W ten sposób docieramy do samej realności, do istnienia człowieka. Mądrość więc osiąga samą głębię człowieczeństwa, dociera do wnętrza, do samej przyczyny realności. Mądrość dociera do osobowego istnienia człowieka, które przejawia się właśnie we własnościach transcendentalnych prawdy i dobra. Jeżeli dzięki mądrości dokona się uzgodnienie (jakby nałożenie na siebie) prawdy i dobra, to wówczas mamy pewność, że dotarliśmy do źródła realności, jakim jest istnienie. To właśnie realna prawda i realne dobro informują nas (poprzez kontemplację i sumienie) o źródle realności człowieka, o jego istnieniu. To dopiero jest realne doświadczenie istnienia, a zarazem jest to doświadczenie osoby (wymiaru osobowego istnienia). Własności transcendentalne ludzkiego istnienia stanowią bowiem samą godność osobową.

Dlatego możemy powiedzieć, że to mądrość kontaktuje nas z realnością, kontaktuje nas z poziomem istnienia, które stanowi przyczynę realności, kontaktuje nas z osobą, z osobową prawdą i osobowym dobrem, kontaktuje nas wreszcie z godnością, czyli szczególną realności człowieka.



Postulat drugi – poznanie prawdy.



Filozofia od początku była nastawiona na poznanie prawdy. Badając rzeczywistość (to, co nas otacza i nas samych) filozofia zawsze chciała się dowiedzieć, jak jest naprawdę, a nie tylko jak się nam wydaje. Dlatego jako wiedza naukowa filozofia zawsze dążyła do poznania prawdy. Prawda od początku fascynowała człowieka. Ale dość szybko filozofia jako wiedza naukowa skupiła się na prawdzie poznania (prawdzie poznawczej). Uznano bowiem, że w samym poznaniu najważniejsza jest prawdziwość tego poznania. Definiowano ją jako zgodność poznania z rzeczywistością. Poznanie miało odpowiadać rzeczywistości, ujmować ją, ale już po swojemu (czyli intencjonalnie). W ten sposób poznanie miało przystawać do rzeczywistości i stanowić jej analogię (odpowiednik) w samym rozumie (lub duszy). Już Arystoteles twierdził, że dusza dzięki poznaniu staje się jakby wszystkim, co poznaje. Taka teoria prawdy była i jest słuszna i odpowiednia dla wiedzy naukowej.

Ale czy taka teoria prawdy jest odpowiednia i dostateczna dla samego człowieka i jego życia? Człowiek poznaje rzeczywistość, tworzy sobie jej obraz ujęty w myśleniu, ale człowiek zarazem działa i żyje w samej rzeczywistości, a nie w świecie wiedzy i myślenia. Dlatego jeśli nawet nasza wiedza potrzebuje prawdy poznawczej, to wydaje się, że sam człowiek potrzebuje realnej prawdy (prawdy realności, prawdy istnienia). Ażeby poznać samego siebie, swoją realność i istnienie, ażeby znaleźć właściwą zasadę działania, zwłaszcza działania moralnego, ażeby móc urzeczywistnić swoją potencjalność i dynamikę, ażeby móc stawać się osobą, człowiek potrzebuje bezpośredniego kontaktu z realną prawdą (z prawdą bytu). Człowiek potrzebuje dotarcia do własnej realności i do realnej prawdy bytu. Okazuje się jednak, że tego nie jest nam w stanie zapewnić wiedza naukowa (nauki szczegółowe). Nauka zawsze miała być i nadal jest wiedzą ogólną i konieczną. Jest wiedzą abstrakcyjną. Ale taka wiedza jest już oderwana od rzeczywistości.

Filozofia musi dziś na nowo powrócić do rzeczywistości. Musi powrócić do realności i istnienie. Dlatego filozofia potrzebuje kontemplacji. Filozofia potrzebuje jakiegoś bezpośredniego (apriorycznego, jak by powiedział Kant) otwarcia się na rzeczywistość. Filozof musi przekroczyć próg tego, co zjawiskowe, ale musi także przekroczyć próg myślenia opartego na poznaniu zmysłowym. Filozof musi przekroczyć obie te granice, aby osiągnąć czyste doświadczenie (mowy serca). To może się dokonać dzięki kontemplacji i sumieniu. Kontemplacja jest bezpośrednim przyjęciem oddziaływania realności w postaci prawdy bytu. Transcendentalna własność prawdy ma moc oddziaływania na nasz rozum (intelekt). Prawda bytu otwiera nasz rozum na przyjęcie realności. Kontemplacja wywołuje uznanie tego, co realne.

Aby spotkać się z realnością, musimy ją nie tylko poznać, ale również uznać (czyli zaakceptować). Poznajemy poprzez pojęcia (za pośrednictwem pojęć), ale uznajemy już bezpośrednio samą realność. W poznaniu coś jedynie stwierdzamy, natomiast w uznaniu już coś potwierdzamy. Uznanie realności wywołuje w nas wyłącznie kontemplacja. Efektem kontemplacji jest uznanie, czyli akceptacja (wiara). I dopiero akceptacja (uznanie) realności może stać się podstawą prawdziwości poznania (zwłaszcza poznania człowieka). Bez tej akceptacji (bez wiary) nie będzie możliwe prawdziwe poznanie człowieka. Ponieważ bez kontemplacji nasze poznanie, tak jak chciał empiryzm, opierałoby się na doświadczeniu zmysłowym. Bez kontemplacji nie będzie innej drogi do poznawania i zdobywania wiedzy. Ale to radykalnie ogranicza naszą wiedzę do sfery zjawiskowej. Wówczas prawdą byłoby to, co twierdził Kant, że poznajemy tylko zjawiska i cała wiedza naukowa jest zjawiskowa. Jednak takie podejście ma swoje dalsze konsekwencje w działaniu praktycznym człowieka. W tym wypadku człowiek jest skazany i zmuszony do kierowania się w swoim życiu tylko wiedzą empiryczną. A to już radykalnie zawęża pole działania. Nie ma bowiem możliwości sięgnięcia do zasad moralnych (np. do realnego dobra osoby). Wiedza zjawiskowa (empiryczna) nigdy nie doprowadzi nas do osoby. Co najwyżej pozostaniemy na poziomie rozumnego zwierzęcia. Ale jak wtedy budować etykę? Na czym oprzeć moralność oraz chęć lub powinność moralnego działania? Chyba na gruncie etyki najlepiej widać potrzebę dotarcia do prawdy bytu (do realnej prawdy), jaką zapewnia nam poznanie mądrościowe, a nie naukowe.



Postulat trzeci – zasięg prawdziwie metafizyczny.



W tym postulacie Papieżowi chodziło przede wszystkim o możliwość przekroczenia w filozofii doświadczenia empirycznego i sfery zjawiskowej. Poznanie metafizyczne musi sięgać do wnętrza bytu, nie może ślizgać się po powierzchni. Metafizyka poszukuje bowiem przyczyn i wyjaśnień ostatecznych. Dlatego nie może poprzestawać na doświadczeniu zmysłowym. Nie może nawet poprzestawać na doświadczeniu umysłowym (czyli refleksji jako oglądzie własnego myślenia albo przeżyciach świadomości, jak się to dzisiaj określa). Metafizyka musi poszukiwać głębszego uzasadnienia dla ludzkiej cielesności i ludzkiej świadomości. Metafizyka powinna sięgnąć do wnętrza bytu, do samej głębi ludzkiego bytu. Dopiero wtedy odnajdzie poziom istnienia i egzystencji człowieka. Metafizyka musi stać się dzisiaj filozofią istnienia – istnienia jako fundamentu bytowego człowieka. Albowiem dopiero na tym poziomie spotkamy realność i osobowy wymiar człowieka. Osoba i godność stanowią bowiem wyraz (ekspresję) samego istnienia ludzkiego bytu. Już Wojtyła stwierdził, że istnienie (esse) człowieka jest osobowe. Także Gogacz definiuje osobę poprzez istnienie przejawiające się w istocie (w istotowej rozumności) człowieka. To jest podejście ściśle metafizyczne. Również dopiero na poziomie istnienia zdołamy odkryć osobowe dobro i osobową prawdę człowieka.

Można też stwierdzić, że właśnie na poziomie istnienia może dojść do spotkania filozofii (jako metafizyki) z Boskim oddziaływaniem (działaniem Słowa Bożego). Tylko Bóg ma bowiem moc i zdolność oddziaływania na poziomie istnienia. Bóg spotyka się z człowiekiem poprzez relacje osobowe, które łączą istnienia obu bytów. Relacje osobowe według Gogacza są relacjami istnieniowymi. Relacje te przebiegają pomiędzy własnościami transcendentalnymi prawdy i dobra, które przejawiają istnienie. Bóg oddziałuje na nas swoją Prawdą, oddziałuje na nas także swoim Dobrem. To oddziaływanie uruchamia i uaktywnia nasze własności prawdy i dobra. To oddziaływanie (jako łaska) wzmaga moc naszej prawdy i dobra (nadając im charakter osobowy). Wówczas zostaje obudzona osobowa aktywność człowieka. Zostaje pobudzona osobowa prawda i osobowe dobro w naszym istnieniu. Istnienie człowieka staje się już egzystencją (ex-sistentia), czyli wyraża się na zewnątrz – ujawnia się w mocy i aktywności prawdy i dobra. Pod wpływem relacji z Bogiem ludzka egzystencja zaczyna do nas przemawiać (w mowie serca). Egzystencja nabiera wtedy osobowego charakteru. Uzewnętrznia się w osobowej aktywności. Staje się osobowym podmiotem. Tak rodzi się podmiotowość istnienia jako podmiotowość osoby. Pojawia się wówczas osobowe poznanie i działanie (bezpośrednie doświadczenie osoby). Objawia się ono w aktach kontemplacji i sumienia. Kontemplacja odbiera aktywność osobowej własności prawdy. Natomiast sumienie stanowi wezwanie osobowego dobra. To właśnie dzięki kontemplacji i sumieniu ujawnia się i dociera do naszej rozumności (do intelektu i woli) działająca osoba.

Osoba działa bowiem mocą prawdy i mocą dobra. Osoba działa na mocy prawdy i dobra. Osoba staje się w ten sposób fundamentem naszego działania osobowego. Osoba staje się jednocześnie fundamentem naszego działania moralnego. Tylko dzięki doświadczeniu osobowej prawdy i osobowego dobra możemy w pełni podejmować działanie moralne. Bez tego kontaktu z prawdą i dobrem nasza moralność będzie niedoskonała (niepełna i ułomna), gdyż będzie jedynie dowolnym wyborem dobra i zła.

Ale o tym wszystkim nie poinformuje nas doświadczenie zmysłowe, ani szczegółowa wiedza naukowa. Do osobowej podmiotowości, do poziomu istnienia może dotrzeć wyłącznie filozofia w wersji metafizycznej. To jest na dzisiaj zadaniem metafizyki i to jest właśnie miejsce spotkania filozofii z wiarą i Bożym Objawieniem, o czym mówił Papież.

Człowiek jest z natury filozofem




Jan Paweł II powiedział: Człowiek jest z natury filozofem. Ale chyba z tej lepszej strony swojej natury. Z tej gorszej strony człowiek jest po prostu oszustem. Albo więc wychowamy w sobie filozofa, albo staniemy się oszustami. Aby stać się filozofem człowiek potrzebuje prawdy, po prostu prawdy. Potrzebujemy prawdy, abyśmy mogli poznawać prawdę o człowieku. Jeśli nie zdobędziemy prawdy, to będziemy jedynie oszustami. Bez przyjęcia i posiadania prawdy człowiek może stać się tylko oszustem. Będzie oszukiwał wszystkich dookoła, nawet sam siebie.

Prawda objawia się w naszym umyśle w postaci słowa prawdy. Albo więc mamy słowo prawdy i możemy się nim kierować, albo go nie mamy. Jeśli jesteśmy pozbawieni słowa prawdy, to stać nas jedynie na kłamstwo. Gdy brak nam prawdy, wtedy zaczynamy kłamać. Wówczas kłamstwo staje się dla nas czymś własnym i oczywistym. Człowiek żyjący w swoim własnym kłamstwie może uważać się za szczęśliwego. Ale jego szczęściem będzie kłamstwo.

Człowiek jest albo filozofem, albo oszustem. Tertium non datur. Tu nie ma złotego środka. Człowiek ma zdolność przyjmowania prawdy (capacitas veritatis). Człowiek może przyjąć prawdę od Boga. Jak dawniej głoszono, człowiek jest capax Dei. Ale samo przyjęcie leży całkowicie w naszych rękach. Dlatego człowiek musi się otworzyć. Papież wołał: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Przecież to właśnie jest nasze otwarcie się na prawdę. Na tę Bożą Prawdę, jaką jest Chrystus.

Czym jest takie otwarcie? Jak człowiek może się otworzyć na prawdę? Na czym ma polegać to otwarcie? Co powinniśmy właściwie otworzyć? Jakie drzwi mamy otworzyć i gdzie?

Nasze zmysły są drzwiami otwartymi na zewnątrz. Zmysły są otwarte na kontakt ze światem zewnętrznym. Ale zmysły nie otwierają nas na prawdę. One otwierają nas na faktyczne właściwości rzeczy materialnych. Trzeba zatem otworzyć jakieś inne drzwi. Drzwi wewnętrzne. Musimy się otworzyć na własności istnienia, a nie na cielesne właściwości materii.

Co jednak pozwoli nam doświadczyć tych własności istnieniowych, które mają charakter transcendentalny? Świat działa na nasze zmysły swoimi właściwościami cielesnymi. Ale tak samo działa na nas istnienie (esse) swoimi własnościami transcendentalnymi. Musimy jednak otworzyć nasz umysł i serce na takie oddziaływanie. Jak możemy otworzyć rozum oraz wolę, a nawet uczucia na osobowe własności istnienia?

Rozum musi się otworzyć na akt kontemplacji. Wola musi się otworzyć na akt sumienia. Wreszcie uczuciowość musi się otworzyć na akt upodobania. Powiemy, że właśnie w ten sposób człowiek otwiera się na aktywność własności transcendentalnych istnienia. Kontemplacja jest efektem aktywności osobowej prawdy. Sumienie jest z kolei skutkiem aktywności osobowego dobra. Natomiast upodobanie jest wywołane aktywnością osobowego piękna, które przejawia się w ludzkim życiu.

Wszystko to razem oznacza, że powinniśmy się odwrócić, choćby na moment lub na jakiś czas, od informacji zmysłowych (od wrażeń i wyobrażeń). Co więcej, powinniśmy w jakiś sposób oczyścić władze duchowe z uzależnienia od zmysłów i tym samym przygotować je na przyjęcie czegoś nowego. Duchowość chrześcijańska nazywa to nawróceniem i rachunkiem sumienia, gdy człowiek dokonuje oceny swojego postępowania, odrzucając wszelkie złe myśli i grzeszne uczynki. Filozofia (etyka) powiedziałaby, że należy się pozbyć wszystkiego, co nie jest w nas osobowe. Trzeba porzucić używanie przeróżnych rzeczy. Trzeba odrzucić różne doznania przyjemności i przykrości. Trzeba natomiast „spojrzeć głęboko w oczy” swojej własnej osobie. Poszukać tego, co osobowe w naszym życiu i postępowaniu. Należy odrzucić wszystko, co zasłania osobę i przeszkadza w doświadczeniu jej samej i jej własności. Musimy więc odrzucić wiedzę budowaną na doświadczeniu zmysłowym. Musimy porzucić wybory woli oparte na tym zmysłowym poznaniu. Powinniśmy oczyścić swoje władze duchowe z wszelkiej zależności od zmysłów. Trzeba przywrócić tym władzom ich stan duchowy (duchową intelektualność), czyli zdolność doświadczania tego, co osobowe, i dzięki temu umożliwić doświadczanie samej osoby.

Dopiero wtedy będą mogły zadziałać w nas i ujawnić się własności osobowe. A dzięki temu doświadczymy wprost samej osoby (swojej własnej podmiotowości lub podmiotowości innych ludzi). Dopiero wtedy osiągniemy właściwy poziom życia osobowego. W tym względzie zarówno chrześcijaństwo, jak też filozofia (etyka) są jak najbardziej radykalne. Religia i wiara powiadają, że nie można służyć dwóm panom – Bogu i mamonie. Filozofia z kolei naucza, że nie możemy osiągnąć osobowej godności poprzez nagromadzenie wszelkich dóbr materialnych, sławy i zaszczytów. Religia uczy, że nie osiągniemy życia osobowego, czyli życia wiecznego, posługując się dobrami tego świata. Musimy wznieść się do Osobowego Boga, gdyż tylko dzięki łasce przyjętej od Niego będziemy w stanie odrodzić i odnowić swoje życie osobowe. Bóg jest Osobą, co więcej – On jest Wspólnotą Osób, czyli Trójcą Świętą. Dlatego z Bogiem możemy się spotkać jedynie jako osoby. Dopiero takie spotkanie przyniesie naszej cielesności radykalna zmianę, czyli zmartwychwstanie.

Całą prawdę posiada tylko Bóg, czyli Chrystus. On jest Prawdą, Drogą i Życiem. Zatem to od Niego możemy otrzymać prawdę. A to znaczy, że musimy przyjąć Słowo Boże. Przyjęcie Słowa Bożego jest zarazem przyjęciem Prawdy. Bo tylko Słowo Boże jest pełnią Prawdy. Właśnie taka prawda może nas wyzwolić z okowów zmysłowości, z naszego uzależnienia od zmysłów. Nasza natura jest uzależniona od doświadczenia zmysłowego. Rozum próbuje wznieść się ponad zmysłowe informacje. Dokonuje abstrakcji, czyli może odkrywać matematykę, geometrię i muzykę. Ale nawet te abstrakcje służą jedynie do poznania i używania tego, co cielesne. To z pewnością nie jest duchowy ogląd (intelligere) tego, co osobowe. Żeby przeniknąć ducha osoby rozum musi się stać intelektem (intellectus). To przecież intelekt posiada słowo i dlatego jest nazywany logosem. Sam rozum jest tylko ratio.

Powstaje jednak pytanie, czy można tu na ziemi żyć w pełni osobowo? Przecież zostaliśmy stworzeni jako osoby, dlatego powinniśmy żyć i działać jako osoby. Ale czy mamy potrzebną do tego siłę? Sami z siebie na pewno nie. Możemy jednak otrzymać potrzebną moc w postaci łaski. Jest to oczywiście pomoc nadprzyrodzona, która wykracza poza naszą naturę. Ale bez niej nie zdołamy osiągnąć osobowej doskonałości. A więc nasza obecna natura (natura po upadku, jak powie religia) nie pozwala nam na życie osobowe. Na przykład nie możemy się dzięki niej spotkać z Bogiem.

Gdyby dziś ludzki świat odrzucił to, co nadprzyrodzone, jako do niczego nie potrzebne, gdyby świat odrzucił Boga, to byłby to koniec człowieka. Człowiek nie może żyć osobowo bez Boga. A przecież powinniśmy zrozumieć, że człowiek może żyć i istnieć tylko jako osoba. Bez Boga nie ma nadziei na życie wieczne jako życie osobowe.

Na co dzień nasze władze duchowe są zależne od zmysłów. Żyjemy przecież w świecie materialnym, o którym informują nas zmysły. Dla codziennych czynności potrzebujemy poznania zmysłowego. Jako byty cielesne (żywe organizmy) nie moglibyśmy bez tego funkcjonować. Musimy się odżywiać, spać i ubierać się. W związku z tym traktuje się często człowieka jak zwierzę (nawet gdy nazwiemy go animal rationale lub homo sapiens). Ale człowiek nie jest zwierzęciem. Człowiek jest wcieloną osobą. W nim najważniejsza jest osoba, a nie zwierzęcość (żywy organizm).

Osoby nie poznamy poprzez zmysły. Osoba przekracza wszelką cielesność i duchowość. Osoba stanowi podmiotowość istnienia. Może należałoby powiedzieć, że osoba współstanowi podmiotowość istnienia wraz z życiem (vivere). Inaczej mówiąc, ludzkie istnienie współtworzy podmiotowość osoby oraz podmiotowość życia. Osoba przyczynuje w człowieku wyposażenie duchowe, czyli władze duszy. Natomiast życie (vivere – jako moc ożywcza) sprawia i przyczynuje wyposażenie cielesne organizmu. To egzystencjalne życie ożywia materię powołując do życia cielesność (narządy i władze cielesne).

Zmysły służą do działania naszemu cielesnemu organizmowi, zaś władze duchowe powinny służyć osobie człowieka. Ale to znaczy, że muszą być otwarte na własności osobowe. Jeżeli władze duchowe zostaną poddane panowaniu zmysłów, to w ogóle nie można mówić o życiu osobowym. W takim przypadku osoba i jej własności nie mogą działać i nie mogą się w ogóle ujawnić. Powiemy wówczas, że osoba jakby zanika, gdyż w żaden sposób nie może się ujawnić w życiu człowieka. Człowiek pozbawiony działania osobowego staje się po prostu zwierzęciem. I co z tego, że będzie to zwierzę rozumne. To jeszcze gorzej, ponieważ taki człowiek wykorzystuje swoją rozumność w służbie cielesności i jej przyjemności. Rozumność służąca ciału staje się bezwolna i kłamliwa. Po prostu staje się obrzydliwym oszustem. Rozumność bardzo łatwo potrafi nas okłamywać i oszukiwać. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wydaje nam się, że najważniejsze to kierować się rozumem, nie pytając, jaki on jest.

Rozum pozbawiony prawdy staje się kłamcą i oszustem. Ale taki rozum nie będzie chciał ujawnić swojej natury – kłamliwej natury. Rozum, który odszedł od prawdy, potrafi kłamać jak z nut. Wcale nie musi się wysilać. Jak udowodnić, że nasze myślenie kłamie? To nie jest wcale takie oczywiste, ponieważ jeśli odwołamy się do samego rozumu i jego myślenia, to nie sposób wykazać mu kłamstwa, gdyż rozum będzie stale zaprzeczał. Pozostając na gruncie samego myślenia okazuje się, że prawdziwością staje się zgodność myślenia z samym myśleniem (jasnym i wyraźnym, tak jak chciał Kartezjusz). To, co jesteśmy w stanie pomyśleć w sposób jasny i wyraźny, uważane jest od razu za prawdę.

Może więc trzeba zastosować zasadę realizmu. W tym wypadku prawda byłaby zgodnością naszego myślenia z rzeczywistością. Ale skoro uznano, że to zmysły kontaktują nas z rzeczywistością, to trzeba się odwołać do zmysłów. Jednak zmysły ograniczają rzeczywistość do tego, co cielesne, gdyż dzięki nim poznajemy ciała lub fakty (albo cielesne fakty). Stąd myślenie należy utożsamić lub uzgodnić z cielesnymi faktami. W ten sposób w ujęciach empirycznych prawdziwość myślenia miała nam zapewnić faktyczność poznania zmysłowego. Dlatego prawdziwe staje się tylko to, co widziałem i dotykałem. Prawda zostaje sprowadzona do doświadczenia zmysłowego. Ale przecież taka prawda nie obejmuje zupełnie osoby człowieka, czyli tego, co w nim najważniejsze i co stanowi samo sedno jego realności. To zamyka nam również drogę do Boga, którego nikt nigdy nie widział, jak pisze św. Jan Ewangelista.

Z powodu poznania zmysłowego człowiek zostaje zamknięty w świecie faktów cielesnych. Nie ma wówczas możliwości odkrycia swojej duchowości. Dlatego ucieka najczęściej w spirytyzm lub magię. Człowiek bowiem czuje, że nie powinien ograniczać się do świata materialnego. I doskonale zdaje sobie sprawę, że miłość nie jest żadną chemią, zaś technika nie jest w stanie udoskonalić człowieka moralnie.

Dzisiaj trzeba mieć niezmiernie dużo odwagi, żeby wykrzyczeć w twarz całemu światu, że nauki przyrodnicze i cała ta technika mogą jedynie usprawniać nasze życie codzienne, ale ani na włos nie poprawiają i nie polepszają samego człowieka. Taką odwagę miał Jan Paweł II. Człowiek doskonali się moralnie, jeżeli rozwija swoje życie osobowe. A to dokonuje się za sprawą realizacji  i osiągania osobowej prawdy, osobowego dobra i osobowego piękna. Tylko prawda, dobro i piękno dają nam doskonałość duchową, czyli udoskonalają nasze działania, gdy staną się wyposażeniem naszych władz duchowych. Dlatego człowiek powinien żyć słowem prawdy (wiarą), czynem dobra (miłością) oraz przeżyciem piękna, czyli upodobaniem życia (jako nadzieją).

Rozum, który przyjął prawdę (osobową prawdę), staje się na powrót intelektem, który posiada zdolność oglądu i poznania tego, co osobowe. Nasz rozum może się kierować jedynie poznaniem zmysłowym, dlatego ma długą drogę do poznania rzeczywistości. Dopiero intelekt, jakim człowiek dysponował na początku i do którego może powrócić dzięki łasce, jest zdolny oglądać bezpośrednio rzeczywistość osobową, czyli egzystencjalne źródło realności. Intelekt ma dostęp do własności osobowych, to znaczy do istnieniowych własności transcendentalnych – prawdy, dobra i piękna. Dzięki temu może nastąpić realne spotkanie osobowe. Spotkanie osoby z osobą. Spotkanie twarzą w twarz.

Jeżeli człowiek nie pozna pełnej prawdy o sobie samym, to pozostanie jedynie oszustem. Taki człowiek będzie oszukiwał sam siebie i wszystkich innych dookoła. To dlatego w życiu społecznym jest tyle zła, niesprawiedliwości i przemocy. Politycy rwą się do władzy, ale nikt z nich nie dba o realną prawdę o człowieku, o rodzinie, o moralności, o Bogu. Dlatego w polityce wszystkie błędy i oszustwa ujawniają się ze dwojoną siłą. Wszyscy się tego boimy, ale nic nie robimy, żeby temu zapobiec. Papież wołał: nie lękajcie się!

Możemy powiedzieć, że dziś prawda o człowieku jest dostępna. Trzeba ją tylko wydobyć na światło dzienne. Trzeba ją ujawnić i rozreklamować. Ale to by przeszkadzało wszystkim oszustom, którzy żyją ze swego kłamstwa. Przecież oszust i kłamca nie będzie chciał pokazać swojego charakteru. Będzie się maskował i ściemniał, jak mówi młodzież.

Dlaczego ludzie wolą żyć w niewoli kłamstwa i grzechu? Przecież prawda może nas wyzwolić. Może nas w prosty sposób uwolnić od kłamstwa. Czyżby kłamstwo było tak głęboko wpisane w naszą naturę? Ale to znaczy, że kłamstwo musi być wpisane w duchowość człowieka, gdyż trudno jest okłamać własne ciało. Ciało ma swoje potrzeby, jeśli chce jeść, to nie można go nakarmić marzeniami.

Najczęściej ludzie domagają się chleba i wolności. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj! Ale nie samym chlebem żyje człowiek. Pan Jezus powiedział, że prawda nas wyzwoli, lecz my ludzie nie potrafimy się tym zadowolić. Wciąż poszukujemy wolności na własną rękę i na własną miarę. Co więcej, chcemy stworzyć wolność dla siebie samych, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób tylko popadamy w niewolę zmysłów lub swoich pomysłów.

Dlaczego człowiekowi tak trudno jest przyjąć prawdę o sobie samym? Grecy wzywali: Poznaj samego siebie. To z pewnością nie jest łatwe. Sokrates przypłacił to życiem. Dużo łatwiej jest wymyślać przeróżne kłamstwa (czy choćby dowolne poglądy). Prawda wymaga pokory. Trzeba pokory ducha, żeby przyjąć i uznać prawdę. Uznać prawdę to znaczy upokorzyć swój umysł. Upokorzyć pychę myślenia. Cogito egro sum. Myślę więc jestem – to jest pycha ludzkiej świadomości. Pycha kłamliwego rozumu człowieka, który dąży do swojej absolutyzacji. Levinas mówił, że ludzka świadomość się wyabsolutnia, czyli że chce się stać czymś absolutnym. Pragnie absolutnego panowania. Pragnie wszystko zawłaszczyć dla siebie, jakby wymyślić od nowa. Ale to znaczy, że chce absolutnego kłamstwa, które zanegowałoby całą rzeczywistość z Bogiem na czele.

Kłamstwo jest zaprzeczeniem rzeczywistości, gdyż jest negacją prawdy. Prawdą jest wszystko, co realne. Prawdą jest człowiek w swojej osobie. Prawdą jest Bóg w trzech Osobach. Jeśli odrzucimy prawdę, to odrzucimy i Boga i człowieka. Jeżeli chcemy odrzucić człowieka, to nie mamy po co żyć. A gdy znika cel ostateczny, pojawia się relatywizm. Gdy odrzucamy ten cel, czyli zbawienie, pozostaje nam tylko bawienie się, czyli zabawa. Dziś ludzkie życie traktuje się jako dobrą zabawę. Trzeba umieć się bawić, wszystko inne przestaje się liczyć.

Ale człowiek nie jest nieustannym imprezowiczem. Nawet najlepsza zabawa nadużywana codziennie może się znudzić. Zabawa nic nie daje człowiekowi, a może wszystko zabrać. Zabawa w niczym człowieka nie rozwija. Co najwyżej mami go muzyką, alkoholem lub narkotykami, seksem. Zabawa niszczy naszą osobowość, wprost wyżyma ją jak zwykłą szmatę. Jeżeli człowiek straci swoją osobę i osobowość, to stanie się bezwolnym narzędziem w rękach polityków i menadżerów. Stanie się narzędziem, które można użyć, zużyć i wyrzucić. I cześć.

Proszę Was, strzeżcie swojej osoby. Jesteście osobami i to jest coś najcenniejszego, co posiadacie. Waszą realnością i Waszym istnieniem jest Wasza osoba. Osoba, która może żyć i rozwijać się tylko w środowisku osobowym. Osoba powinna żyć wśród osób. Wszystko inne nie jest w stanie zadowolić osoby. Zarówno przyroda, jak i kultura to dla osoby za mało. Osoba musi żyć wśród kochających osób. Osoba musi oddychać miłością i wiarą. Musi żywić się nadzieją. Osoba może żyć i rozwijać się jedynie we wspólnocie miłości, czyli w rodzinie.