15.05.2023

Antropologia mężczyzny i kobiety w nauczaniu Jana Pawła II /rozdz. 3.2

3. 2. List do rodzin Gratissimam sane

Punktem wyjścia rozważań Papieża jest oczywiście odwołanie się do biblijnego opisu stworzenia. Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. (Rdz 1, 26). Stwórca jak gdyby wchodzi w siebie przed stworzeniem człowieka, szukając wzoru i natchnienia w tajemnicy swojego Bytu, która poniekąd już tutaj objawia się jako Boskie „My”. Z tej tajemnicy Bóg wyprowadza stwórczo ludzką istotę. (n. 6) Dalej Papież pisze: Słowa Księgi Rodzaju zawierają prawdę o człowieku, której odpowiada najszerzej rozumiane doświadczenie ludzkości: człowiek jako mężczyzna i kobieta „od początku” – całe życie ludzkiej zbiorowości – wspólnoty, społeczności i społeczeństwa noszą znamię tej pierwotnej dwoistości. Stanowi o niej męskość i kobiecość poszczególnych osób, a każda wspólnota czy społeczność czerpie z tej dwoistości swą szczególną charakterystykę i szczególne bogactwo we wzajemnym dopełnianiu się osób. Zapis Księgi Rodzaju dotyczący dzieła stworzenia zdaje się mówić o tym nade wszystko, gdy stwierdza: „mężczyzną i kobietą stworzył ich” (por. Rdz 1, 27) Jest to również pierwsze stwierdzenie jednakowej godności obojga: oboje na równi są osobami. Osobowa konstytucja oraz osobowa godność jest „od początku” wyznacznikiem dobra wspólnego ludzkości w różnych wymiarach i zakresach. Do tego dobra wspólnego wnoszą oboje: mężczyzna i kobieta, właściwy sobie wkład. Dzięki temu dobro wspólne ludzi posiada u samych podstaw charakter komunijny i komplementarny zarazem”. (tamże)

W przytoczonych wypowiedziach pierwszą sprawą jest oczywiście stworzenie kobiety i mężczyzny przez Boga. Jednocześnie mamy wyraźne wskazanie na osobowy charakter obojga. Oboje na równi są osobami. Papież odwołuje się także do osobowej godności kobiety i mężczyzny.

W dalszej części znajdujemy ważne sformułowanie: Tylko osoby zdolne są do bytowania  „in communione”. Rodzina bierze początek z takiej małżeńskiej wspólnoty, którą Sobór Watykański II określa jako  „przymierze”. W tym przymierzu mężczyzna i kobieta  „wzajemnie się sobie oddają i przyjmują”. (n. 7) Dalej znajdujemy następujące stwierdzenie: Mężczyzna opuszcza ojca i matkę, aby złączyć się ze swą żoną (por. Rdz 2,24) – słowa powyższe wyrażają świadomy i wolny wybór, który daje początek przymierzu małżeńskiemu /.../ Nie można w sposób prawidłowy pojmować tego wzajemnego wyboru, jeśli się nie ma przed oczyma pełnej prawdy o istocie rozumnej i wolnej, jaką jest każda osoba ludzka. (n. 8) W przytoczonym tekście pojawia się jasna charakterystyka ludzkiej osoby, której przysługuje świadomy i wolny wybór.

Papież odwołuje się oczywiście do tekstu konstytucji soborowej Gaudium et spes i dalej pisze: To znamienne sformułowanie pozwala nam naprzód potwierdzić to, co stanowi o wewnętrznej tożsamości każdej ludzkiej osoby, każdego mężczyzny i każdej kobiety. Tożsamość ta – to zdolność do życia w prawdzie i miłości; więcej nawet – to potrzeba prawdy i miłości jako wyrazu życia osobowego. Tego rodzaju potrzeba prawdy i miłości otwiera człowieka równocześnie na Boga oraz na wszystko, co istnieje – otwiera go w sposób szczególny na drugiego człowieka, otwiera go ku życiu  „w komunii”. Otwiera mężczyznę i kobietę w stronę małżeństwa i rodziny. (n. 8)

Papież naucza: Zarówno mężczyzną jak i kobietą jest człowiek poprzez ciało. Równocześnie te dwa somatycznie zróżnicowane podmioty uczestniczą na równi w zdolności życia „w prawdzie i miłości”. Zdolność ta, natury duchowej, odzwierciedla osobową konstytucję człowieka. Odzwierciedla ją wespół z ciałem. Przez to mężczyzna i kobieta są predysponowani do ukształtowania  „komunii osób”. Kiedy łączą się z sobą w małżeństwie jako  „jedno ciało”, to zjednoczenie obojga winno równocześnie stanowić jedność  „w prawdzie i miłości”. Wtedy posiada ono dojrzałość właściwą ludzkim osobom – stworzonym na obraz i podobieństwo Boga. (tamże) Dlatego Papież stwierdza: Rodzina bierze początek w miłości mężczyzny i kobiety /.../ Odpowiada ona najbardziej intymnej istocie obojga: mężczyzny i kobiety. Odpowiada ich autentycznej osobowej godności. (n. 8) Dalej Papież pisze: Nowa ludzka istota jest – tak jak oni sami – powołana do istnienia osobowego, jest powołana do życia  „w prawdzie i miłości”. Powołanie zaś otwiera się nie tylko na całą doczesność. Otwiera się ono na wieczność w Bogu. (n. 9)

Na podstawie zacytowanych tekstów możemy wydobyć najważniejszą charakterystykę ludzkiej osoby. Jest to zdolność do życia w prawdzie i miłości. Ta zdolność określa wewnętrzną tożsamość każdej osoby ludzkiej. Papież mówi, że potrzeba prawdy i miłości otwiera człowieka na drugiego człowieka. Jest to chyba najważniejsza charakterystyka życia osobowego człowieka. Można wprost powiedzieć, że osobowe życie człowieka – zarówno mężczyzny jak i kobiety – polega na zdolności do życia w prawdzie i miłości. Jest to fundament życia osobowego, a zarazem fundament i podstawa życia wspólnotowego, czyli rodziny. Ta zdolność predysponuje obojga do stworzenia komunii osób. Wydaje się, że Papież ujął w ten sposób samą istotę ludzkiej osoby. Osoby, którą na równi jest mężczyzna i kobieta.

Papież odkrywa w Liście do rodzin nowy aspekt powołania człowieka jako osoby. Osobowe życie człowieka polega na zdolności do życia w prawdzie i miłości. W tym znaczeniu prawda i miłość stają się najważniejszymi elementami życia osobowego. Można powiedzieć, że osoba żyje dla prawdy i miłości oraz w prawdzie i miłości.

Takie rozumienie osoby i wspólnoty osobowej ma swoje konsekwencje w tym, co Papież nazywa genealogią osoby. Poprzez małżeńską komunię osób mężczyzna i kobieta dają początek rodzinie. Z rodziną zaś wiąże się genealogia każdego człowieka: genealogia osoby. Ludzkie rodzicielstwo zakorzenione jest w biologii, równocześnie zaś przewyższa ją. (n. 9) Gdy z małżeńskiej jedności dwojga rodzi się nowy człowiek, to przynosi on z sobą na świat szczególny obraz i podobieństwo Boga samego: w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby. (tamże) Do samej genealogii osoby stworzonej na obraz i podobieństwo Boga należy to, że uczestnicząc w Życiu Bożym, bytuje ona „dla siebie samej”. (n. 9) Genealogia osoby jest naprzód związana z wiecznością Boga, a potem dopiero z momentem ludzkiego rodzicielstwa. Już w samym poczęciu człowiek jest powołany do wieczności w Bogu. (tamże) Na koniec w swoich stwierdzeniach Papież idzie jeszcze dalej: W genealogię osoby wpisana jest genealogia rodziny. (n. 11)

W tym określeniu „genealogia osoby” Papież dotyka ważnego momentu, w którym stwórcze działanie Boga spotyka się z rodzicielskim darem życia. Człowiek rodzi się z woli Boga, ale równocześnie rodzi się jako osoba, która bytuje „dla siebie samej”. Dlatego genealogia osoby pozostaje dla nas tak wielką tajemnicą. Papież powie dalej, że Bóg daje człowieka jemu samemu. Doda też, że człowiek jest stworzony przez Boga „dla niego samego”. Wszystko to pokazuje nam, że człowiek jest darem samego Boga. Jest więc darem Miłości.

Człowiek jest – jak stwierdza Sobór – „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego” (Gaudium et spes, 24). Geneza człowieka – to nie tylko prawa biologii, to równocześnie stwórcza wola Boga. Należy ona do genealogii każdego z synów i córek ludzkich rodzin. Bóg „chciał” człowieka od początku – i Bóg go „chce” w każdym ludzkim poczęciu i narodzeniu. Bóg „chce” człowieka jako istoty do siebie podobnej, jako osoby. Człowiek ten – każdy człowiek – jest stworzony przez Boga „dla niego samego”. /.../ W osobową konstytucję każdego i wszystkich wpisana jest wola Boga, który chce, aby człowiek posiadał celowość jemu tylko właściwą. Bóg daje człowieka jemu samemu, dając go zarazem rodzinie i społeczeństwu. (n. 9) „Ten człowiek” – to w każdym przypadku osoba zasługująca na afirmację ze względu na swą ludzką godność. Godność właściwa osobie wyznacza jego miejsce wśród ludzi, przede wszystkim wyznacza jego miejsce w rodzinie. Rodzina jest bowiem – bardziej niż jakakolwiek inna społeczność – środowiskiem, w którym człowiek może bytować „dla niego samego” poprzez bezinteresowny dar z samego siebie. (n. 11)

Człowiek jest osobą. Osoba bytuje dla siebie samej. Według Papieża potwierdza to stwórcza rola Boga. Człowiek jest stworzony przez Boga dla niego samego. Ale to nie znaczy, że człowiek może bytować w samotności. Wprost przeciwnie osoba bytuje „dla drugiej osoby”, gdyż osoba jest powołana do miłości. Miłość sprawia, że człowiek urzeczywistnia siebie przez bezinteresowny dar z siebie. Miłość bowiem jest dawaniem i przyjmowaniem. Według Papieża człowiek urzeczywistnia się poprzez bezinteresowny dar z siebie. Na tym właśnie polega osobowe bytowanie. Osoba jest darem Boga i bytuje na sposób daru. Dlatego osoba jest otwarta na inne osoby. Potrzeba prawdy i miłości otwiera człowieka w sposób szczególny na drugiego człowieka. A ponieważ dla Papieża osobami są na równi mężczyzna i kobieta, to znaczy, że osoba mężczyzny jest otwarta na osobę kobiety i odwrotnie. A to prowadzi z kolei do bytowania wspólnotowego, bytowania „w komunii” (in communione). Dlatego łączność mężczyzny i kobiety może utworzyć osobową wspólnotę.

Przytoczymy jeszcze parę wypowiedzi, które pokazują nam człowieka jako dobro wspólne. Papież wyraźnie określa człowieka jako dobro wspólne. Pisze: Człowiek jest dobrem wspólnym każdej ludzkiej społeczności. /.../ Jest to ten człowiek, o którym powiedział św. Ireneusz, iż jest „chwałą Bożą”: „Gloria Dei vivens homo”, co czasem tłumaczy się: „chwałą Bożą jest, aby człowiek żył”. Rzec można, iż mamy tutaj do czynienia z najbardziej transcendentną definicją człowieka. Chwała Boża jest dobrem wspólnym wszystkiego, co istnieje; jest dobrem wspólnym rodzaju ludzkiego. (n. 11) Człowiek jest dobrem wspólnym. Jest dobrem wspólnym rodziny i ludzkości, poszczególnych społeczności oraz społeczeństw: /.../ dobrem wspólnym rodziny jest w sposób najbardziej konkretny, jedyny i niepowtarzalny: nie tylko jako człowiek, jako jednostka w ludzkiej wielości, lecz jako „ten człowiek”. (tamże) Dobro wspólne rodziny urzeczywistnia się w nowo narodzonym. Tak, jak dobro wspólne małżeństwa urzeczywistnia się poprzez miłość oblubieńczą, która gotowa jest dawać i przyjmować nowe życie – tak dobro wspólne rodziny urzeczywistnia się przez tę samą oblubieńczą miłość spełnioną w nowo narodzonym. (tamże) Nowy człowiek od chwili poczęcia, a potem urodzenia, przeznaczony jest do tego, ażeby w pełni wyraziło się jego człowieczeństwo – ażeby się ono „urzeczywistniło”. (n. 9) Te stwierdzenia mają ważne znaczenie dla koncepcji społecznej. Dla Papieża człowiek jako osoba stanowi centrum społeczeństwa i życia społecznego. Życie społeczne powinno być nastawione na człowieka i jego osobowy rozwój. Dlatego stwierdza on, że dobro wspólne rodziny (ale również całego społeczeństwa) urzeczywistnia się w nowo narodzonym dziecku. Dobrem wspólnym jest więc człowiek umiłowany w rodzinie, gdyż rodzina stanowi wspólnotę życia i miłości.

Papież ukazuje nam również najdoskonalszy wymiar życia społecznego, który nazywa cywilizacją miłości. Powiada: Miłość jest prawdziwa wówczas, gdy tworzy dobro osób i wspólnot, gdy tym dobrem obdarowuje drugich. Tylko zaś człowiek, który umie wymagać od siebie samego w imię miłości, może także wymagać miłości od drugich. Bo miłość jest wymagająca. /.../ Trzeba, ażeby ludzie współcześni taką wymagającą miłość odkrywali u podstaw rodziny. (n. 14) I zaraz dodaje: Hymn o miłości z Pierwszego Listu do Koryntian pozostaje wielką kartą cywilizacji miłości. Chodzi w nim nie tylko o poszczególne przejawy (zarówno egoizmu, jak altruizmu), ale przede wszystkim o zaakceptowanie definicji człowieka jako osoby, która „urzeczywistnia się” przez bezinteresowny dar z siebie samej. Dar jest – oczywiście – darem dla drugiego, „dla innych”: jest to najważniejszy wymiar cywilizacji miłości. (tamże) To miłość właśnie sprawia, że człowiek urzeczywistnia siebie przez bezinteresowny dar z siebie. Miłość bowiem jest dawaniem i przyjmowaniem. Nie można jej kupować ani sprzedawać. Można się nią tylko wzajemnie obdarowywać. (n.11) Cywilizacja miłości odwołuje się do najbardziej osobowego aktu ludzkiego, jakim jest dar miłości. Ale jednocześnie wymaga zaakceptowania definicji człowieka jako osoby. Na tym polega istota wszystkich problemów społecznych współczesnego świata. Brak w nim definicji człowieka jako osoby. O zmianę tego podejścia do człowieka dopomina się całe nauczanie Jana Pawła II.

Na zakończenie jeszcze raz zacytujmy Papieża: Osoba objawia się przez wolność w prawdzie. Nie można rozumieć wolności jako swobody czynienia czegokolwiek. Wolność oznacza nie tylko dar z siebie, ale oznacza też wewnętrzną dyscyplinę daru. W pojęciu daru wpisana jest nie tylko dowolna inicjatywa podmiotu, ale też wymiar powinności. To wszystko zostaje z kolei urzeczywistnione w „komunii osób”. (n. 14)

Antropologia mężczyzny i kobiety w nauczaniu Jana Pawła II /podsumowanie

Papieska antropologia jest na wskroś personalistyczna. Człowiek jest pojmowany zawsze jako osoba. To jest pierwsza i podstawowa teza antropologiczna. Człowiek jest osobą od samego początku aż do końca (od poczęcia aż do naturalnej śmierci). Natomiast Papież idzie dalej – ten konkretny człowiek jest mężczyzną albo kobietą. A to już pokazuje nam, że zarówno mężczyzna jak kobieta są osobami. Człowiek jest osobą, w równej mierze mężczyzna i kobieta. Oboje są od początku osobami. Jest to niezwykle ważne i doniosłe stwierdzenie. Nie znajdziemy tego w żadnej wcześniejszej antropologii.

Papieska antropologia jest personalistyczna, gdyż jest antropologią mężczyzny i kobiety. Dla Papieża to właśnie mężczyzna i kobieta w swoim konkretnym i cielesnym bytowaniu stanowią osoby ludzkie. Osobą jest więc konkretny jednostkowy człowiek, a nie jakiś człowiek pojmowany ogólnie. Jest to antropologia przedstawiająca konkretną żywą osobę, tak jak istnieje ona w naszym widzialnym świecie. W jednym miejscu Papież mówi nawet o odrębnych wcieleniach mężczyzny i kobiety. (por. Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, s. 33) Można powiedzieć, że papieskie rozważania dotyczą żywego i realnego człowieka w jego jednostkowości. Tę konkretną jednostkowość dostrzega on w mężczyźnie oraz kobiecie.

Papieska antropologia jest personalistyczna, gdyż odkrywa On i ukazuje wszystkie najważniejsze zasady osobowego działania człowieka. Pierwszą i główną zasadą jest miłość. Papież mówi po prostu o miłości, ale z Jego wypowiedzi od razu widać, że chodzi o najgłębsze rozumienie miłości – o miłość osobową. (Autor nazywa ją również miłością oblubieńczą). Taka miłość jest darem. Papieska antropologia jest personalistyczna, gdyż pokazuje nam osobową miłość, jaka może zaistnieć tylko pomiędzy mężczyzną i kobietą.

Papież definiuje miłość jako dar. Miłość jest bezinteresownym darem. Autor jest świadomy, że bezinteresowny dar jest urzeczywistnieniem i spełnieniem osoby. Tylko osobę stać na bezinteresowność miłości. Tylko osobę stać na bezinteresowny dar z samej siebie. Papież powie, że tylko osoba może miłować i tylko osoba może być miłowana. (List Mulieris dignitatem 29) Ontyczny związek miłości z osobą Papież odkrywa w osobie kobiety (w tej biblijnej „niewieście”). Miłość jest powinnością ontyczną i etyczną osoby. Osoba powinna być miłowana, bowiem tylko miłość odpowiada temu, kim jest osoba. (tamże)

Nikt we współczesnej kulturze nie przedstawił kobiety lepiej i głębiej niż Jan Paweł II. Pokazał On wszystkim – kobietom i mężczyznom –  że kobieta jest tą, w której porządek miłości znajduje pierwsze zakorzenienie w stworzonym świecie osób (List Mulieris dignitatem 29). Stwierdza, że to kobieta objawia nam, że miłość jest powinnością ontyczną i etyczną osoby. Gdy spotykamy kobietę, wtedy od razu dostrzegamy, że osoba powinna być miłowana, bowiem tylko miłość odpowiada temu, kim jest osoba. (por. tamże) Według Papieża Maryja objawia nam jeszcze coś więcej – że Bóg jest Miłością.

Ta osobowa miłość jest podstawą i zasadą łączności mężczyzny i kobiety. Miłość jest zasadą wspólnoty, najpierw małżeńskiej, a później rodzinnej. Osoba jest powołana do miłości. A to znaczy, że jest również powołana do osobowej wspólnoty (czyli do komunii). Osoba mężczyzny i osoba kobiety są powołane do tworzenia wspólnoty małżeńskiej. Dlatego Papież chce nam pokazać, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety, ponieważ małżeństwo ma być wspólnotą osobowej miłości (miłości oblubieńczej).

W zamyśle Bożym małżeństwo miało być komunią osób. Dzisiaj taką komunią małżeństwo staje się dzięki łasce jako sakrament. Dlatego małżeństwo nie może pozostawać jedynie instytucją prawno-społeczną. Małżeństwo nie jest ludzkim pomysłem albo ludzkim tworem i nie może być do tego sprowadzane. Małżeństwo powinno być wspólnotą osób, które dzięki osobowej miłości stać na urzeczywistnienie się poprzez bezinteresowny dar z samych siebie. Małżeństwo powstaje jako wspólnota z Bogiem, jakby Boża Komunia. Papież powiada: Komunia miłości pomiędzy Bogiem i ludźmi /.../ znajduje swój wymowny wyraz w przymierzu oblubieńczym zawartym pomiędzy mężczyzną i kobietą. (FC 12)

Papież pisze: Duch święty /.../ użycza małżonkom chrześcijańskim daru komunii miłości. /.../Ta komunia miłości jest darem łaski Chrystusowej. (FC 19) Małżeństwo musi być komunią miłości, aby mogło się stać wspólnotą życia i miłości – czyli rodziną. Małżeństwo musi być komunią osób, aby było w stanie dawać nowe życie i zrodzić nową osobę. Papież naucza, że /.../ miłość małżeńska /.../ uzdalnia ich do największego oddania, dzięki któremu stają się współpracownikami Boga, udzielając daru życia nowej osobie ludzkiej. (FC 14) Małżeństwo ma się rozwijać w kierunku rodziny. Powinno stworzyć pełną i wieloosobową wspólnotę ludzką, jaką jest rodzina.

Papieska antropologia jest personalistyczna. Ale możemy powiedzieć jeszcze więcej, że ta antropologia jest wspólnotowa albo nawet komunijna. To znaczy, że osoba stworzona „dla niej samej”, bytuje jednocześnie dla innych osób. Osoba istnieje dla wspólnoty. W „jedności dwojga” mężczyzna i kobieta są od „początku” /.../ wezwani do tego, aby bytować wzajemnie „jedno dla drugiego”. (List Mulieris dignitatem, 7) Tak jak Bóg istnieje w Trójcy Osób, a więc dla Trójcy Osób, tak człowiek istnieje dla wspólnoty rodzinnej. Osobowa wspólnota powstaje dzięki miłości. Jeżeli więc, jak naucza Papież, osoba jest powołana do miłości, to zarazem znaczy to, że jest powołana do wspólnoty osobowej (z ludźmi albo z Bogiem).

Jeżeli spojrzymy na tę sprawę całkiem konkretnie, to zobaczymy, że konkretny człowiek jako mężczyzna i jako kobieta są powołani do wzajemnej łączności i do związku. A to prowadzi nas do odkrycia konkretnej osobowej wspólnoty, którą jest rodzina. Do założenia rodziny są więc powołane konkretne osoby mężczyzny i kobiety. A skoro osoby są świadome i wolne, to zapoczątkowanie rodziny powstaje w wyniku przysięgi małżeńskiej, czyli zawarcia małżeństwa. Dlatego małżeństwo w życiu kobiety i mężczyzny pełni rolę zapoczątkowania wspólnoty rodzinnej. Można w związku z tym powiedzieć, że małżeństwo ma określony cel i zadanie. Celem małżeństwa jest powstanie i założenie rodziny, czyli narodziny nowego człowieka.

Małżeństwo nie jest więc dowolnym związkiem ludzkim, ale jest to świadoma i wolna decyzja dwojga osób, aby założyć rodzinę jako wspólnotę osób (wspólnota to co najmniej trzy osoby). Zatem według papieża Jana Pawła II małżeństwo ma charakter osobowy (postać aktu osobowego) i dzieje się pomiędzy dwoma osobami, które są w stanie utworzyć wspólnotę osób (czyli zrodzić dziecko). Wspólnotą osobową jest rodzina. Rodzina, która powstaje dzięki zawarciu małżeństwa oraz dalszej prokreacji. Jako wspólnota osób rodzina powstaje w wyniku zrodzenia nowego człowieka (czyli dziecka). Wspólnota osobowa nie jest więc w żadnym stopniu tworem instytucjonalnym (czyli prawnym). Ona jest tworem łaski, czyli rzeczywistością nadprzyrodzoną. Dlatego też małżeństwa nie wolno traktować jako tworu kulturowego (tworu społeczno-prawnego).

Papieska antropologia jest personalistyczna w najgłębszym sensie. Człowiek jest dla Niego zawsze osobą. Papież analizuje najważniejsze przejawy osobowego życia i działania człowieka. Mówi o miłości oblubieńczej małżonków – o miłości kobiety i mężczyzny. Mówiąc o miłości wskazuje na jej bezinteresowność. Miłość jest darem. Ma postać bezinteresownego daru i dlatego jest miłością osobową. Miłość jest całkowitym wzajemnym oddaniem. Miłość wszystko daje i ofiarowuje, niczego nie zabiera. Miłość jest potwierdzeniem i afirmacją godności człowieka – jego osobowej godności. Miłość zawsze daje człowiekowi godność i nigdy jej nie zabiera. Miłość nie może być poniżeniem człowieka. Papież najchętniej odwołuje się do Pawłowego Hymnu o miłości (1 Kor 13-15).

Miłość oblubieńcza małżonków jest właśnie miłością osobową. To znaczy, że w takiej miłości człowiek jako osoba poszukuje dobra drugiej osoby, a nie swojego dobra (dobra dla siebie). Osobowa miłość dotyczy więc dobra osobowego (bonum honestum), a nie różnych postaci dobra – przyjemności (bonum delectabile) lub pożytku czy korzyści (bonum utile). Papież w swoich wypowiedziach nieustannie krytykuje hedonizm i utylitaryzm.

W Liście do Rodzin Papież wprowadził nową kategorię antropologiczną. Mówi tam o zdolności do życia w prawdzie i miłości. Jest to zdolność, która określa wewnętrzną tożsamość osoby ludzkiej. A to znaczy, że według niego prawda i miłość wyznaczają osobowe życie człowieka. Osoba ludzka powinna być otwarta i nastawiona na prawdę i na miłość. Życie w prawdzie i miłości stanowi bowiem realną aktywność i doskonałość osoby. O ile miłość określa charakter wolitywny człowieka, o tyle prawda odnosi się do porządku poznawczego. Patrząc na to z perspektywy osobowej powiemy, że nasze poznanie potrzebuje osobowej prawdy.

Skoro nasze chcenie przybiera osobowy charakter pod postacią miłości, to także poznanie powinno mieć wymiar osobowy. Odnosi się wówczas do osobowej prawdy. U Papieża rozważania tego poznawczego zaangażowania się człowieka po stronie prawdy dotyczą na ogół relacji do Słowa Bożego. W przyjęciu Słowa Bożego widzi on poznawcze osiągnięcie prawdy. Człowiek ze swej natury poszukuje prawdy. W encyklice Fides et ratio Papież pisał, że człowiek jest z natury filozofem. (zob. ...) Ale człowiek nie może poszukiwać prawdy w nieskończoność. Jako osoba człowiek musi przyjąć i uznać prawdę, aby wypełniło się jego poznanie. Dlatego najprostszą drogą do zdobycia prawdy jest przyjęcie Słowa Bożego.

Można powiedzieć, że potwierdzeniem tego postulatu jest właśnie personalistyczna antropologia Papieża. Doskonale widać, że odczytuje on wiedzę o człowieku ze słów Pisma Świętego. A ta wiedza ma nie tylko postać teologii czy religii, ale stanowi pełną wiedzę o człowieku – również metafizyczną i etyczną. Teza, że zarówno mężczyzna jak i kobieta jest osobą (oboje w równym stopniu są osobami), wykracza daleko poza teologię i stanowi głęboka prawdę antropologiczną.

Nie można zrozumieć człowieka, jeśli pominie się ujęcie personalistyczne. W swoich rozważaniach Papież zawsze rozpoczyna od „początku”, od stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boże, co interpretuje jako stworzenie osoby. Zatem Bóg stwarza osoby ludzkie – mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Z jednej strony widzimy, że Bóg stworzył osobę dla niej samej. Osoba istnieje sama w sobie i sama dla siebie. Papież nieustannie przypomina, że człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, którego Bóg chciał dla niego samego. (Gaudiium et spes, 24) Ale ujmując osobę jako mężczyznę i kobietę Papież odkrywa także, iż Bóg stworzył osobę dla drugiej osoby. Stworzył kobietę dla mężczyzny, zaś mężczyznę dla kobiety. Bóg stworzył ich dla siebie nawzajem. A to znaczy, że stworzył ich i powołał  – mężczyznę i kobietę – do wspólnoty, do wzajemnej komunii. Dla Papieża jest to komunia miłości, o której tak pięknie pisał w Liście do rodzin oraz w adhortacji Familiaris consortio.

Według Jana Pawła II człowiek jest powołany do komunii miłości, a zatem jest powołany zarazem do miłości, jak i do komunii, czyli do wspólnoty opartej na osobowej miłości. Ale takie powołanie nie dotyczy samej ludzkiej natury. Jest to przede wszystkim powołanie osoby, gdyż osoba wykracza poza naturę i przekracza ją. Osoba jako podmiotowość istnienia przyczynuje możność istotową, czyli naturę. Akt istnienia ma moc sprawczą, dlatego podmiotowość istnienia jest sprawcza. Natomiast podmiotowość istotowa jako natura jest tylko wykonawcza. Gdy jednak natura zechce przejąć rolę podmiotowości sprawczej, wtedy zaczyna „przyczynować” jedynie złe działania. Dlatego mówimy, że sprawcą zła jest człowiek, zaś Bóg zawsze sprawia dobro.

Bóg jest sprawcą osoby stanowiącej podmiotowość istnienia. Osoba, gdy sama działa, zawsze działa dobrze. Osobowe czyny zawsze będą etyczne, natomiast natura może postąpić nieetycznie (niemoralnie). Błędy i złe przyzwyczajenia pochodzą zawsze od natury, ale to nie znaczy, że człowiek w zakresie natury ma postępować niemoralnie. Właśnie na tej podstawie de Sade usprawiedliwiał zbrodnie twierdząc, że pochodzą z natury, a zatem są dla człowieka czymś naturalnym (zgodnym z jego naturą).

Natura powinna działać pod wpływem osoby. Gdy jednak zabraknie sprawczej podmiotowości osoby, wtedy natura zaczyna błądzić, gdyż nie wie, co ma robić – czy wybierać dobro, czy zło. Dlatego raz wybiera dobro, a innym razem zło. Teologia poucza nas, że natura potrzebuje łaski. Właśnie łaska ożywia osobę, a właściwie uaktywnia ją. Dzięki temu natura otrzymuje od osoby jasne wskazanie w postaci słowa prawdy, czynu dobra i przeżycia piękna. Otrzymawszy takie wsparcie władze naturalne mogą prawidłowo działać, czyli postępować moralnie i religijnie, gdyż będą działać pod wpływem aktów osobowych.

Bez łaski i wsparcia osoby natura pozostaje grzeszna. Jeśli natura będzie chciała oderwać się od osoby, wówczas może zupełnie zniszczyć człowieka, popadając w różne nałogi i uzależnienia. To prowadzi do dramatu człowieka. Człowieka nie może więc uratować sama natura. Człowieka może uratować jedynie osoba obdarzona łaską Bożą. Osoba ludzka musi się otworzyć na Boga. Musi doznać łączności z Bogiem. Musi przyjąć Bożą łaskę. Wtedy zapala się w niej iskierka (iskierka zbawienia). Tak jak zapala się lampa. Musi być podłączona do prądu, żeby mogła się zapalić. Bez łączności z Bogiem osoba nie zdoła się uaktywnić. A wówczas natura pozostanie dialektyczna w swoim działaniu. Człowiek będzie tylko człowiekiem (czyli rozumnym zwierzęciem) i będzie nieustannie błądził. Przeto aby człowiek mógł trafić do celu, potrzebuje Boskiego wsparcia. Bóg daje łaskę, ale człowiek musi ją przyjąć. Musi się otworzyć i przygotować na przyjęcie łaski.

Człowiek musi przyjąć Boże Słowo, czyli Prawdę. Człowiek musi przyjąć Bożą Miłość, czyli Dobro. Ale człowiek musi również przyjąć radość i nadzieję, czyli Życie (upodobanie życia). Dopiero wtedy władze naturalne mogą zacząć działać w sposób doskonały, czyli właściwy moralnie. Wówczas rozum będzie w stanie zaakceptować osobową prawdę kogoś drugiego. Wola będzie afirmować osobowe dobro innej osoby. Stanie się więc zdolna do osobowej miłości (miłości oblubieńczej). Wreszcie uczucia będą mogły podjąć fascynację życiem, ale już tym życiem osobowym, które jest związane z pięknem. Można powiedzieć, że w takim stanie człowiek będzie żył pełnią osobowego życia. A to znaczy, że jego osoba zostanie w pełni urzeczywistniona poprzez naturę. Albo mówiąc inaczej – natura osiągnie zjednoczenie z osobą i zacznie działać w sposób osobowy. Taki człowiek osiąga świętość jako stan pełnej doskonałości. Tego właśnie możemy się uczyć od Świętych. Tego uczymy się przede wszystkim od papieża Jana Pawła II.

9.05.2023

Od myślącego umysłu do świadomości człowieka

Skąd w filozofii europejskiej biorą się problemy z rozumieniem człowieka? Można ogólnie stwierdzić, że biorą się one z podążania tropem myślenia idealistycznego. Zaczyna się to już od wielkich filozofów-myślicieli greckich. Sokrates analizując życie i działanie człowieka uznał, że najważniejsza w tym wypadku jest wiedza (wiedza a nie realistyczne poznanie). Jego zdaniem, człowiek jest rozumny i rozumny człowiek powinien działać na podstawie wiedzy. Dla Sokratesa wiedza sprowadzała się do umiejętności zdefiniowania spraw lub właściwości przypisywanych człowiekowi. Tak pojmowana wiedza obracała się wokół kwestii definiowania pojęć, czyli dotyczyła ludzkiego myślenia. Wydaje się, że samo definiowanie pojęć jest u niego związane z poznaniem (może nawet poznaniem realistycznym).

Z kolei Platon uwierzył swojemu Mistrzowi w sprawie znaczenia dla człowieka posiadanej wiedzy. Ale poszedł znacznie dalej i wysunął pogląd, że taka wiedza (wiedza ogólna i konieczna) pochodzi z jakiegoś świata idealnego, gdzie przebywał wcześniej człowiek (w postaci duszy). Wbrew Platonowi Arystoteles poszedł tropem realizmu. A więc odwoływał się do realistycznego poznania człowieka i dlatego zawdzięczamy mu wiele ważnych rozstrzygnięć antropologicznych. Dla niego poznanie człowieka dotyczyło ujęcia istotowej realności, czyli ludzkiej natury. Ponadto dał on podwaliny pod realistyczną koncepcję struktury ontycznej bytów (realnych bytów). Niemniej odwoływał się również do myślenia i to w przypadku przyczyny rzeczywistości (tej naszej ziemskiej rzeczywistości). Uznał, że taką przyczynę stanowi Czysta Forma, czyli Myślący Umysł (umysł myślący sam siebie), co będzie miało dalekosiężne następstwa.

Tutaj możemy już przejść do Plotyna, który stwierdził, że na szczycie rzeczywistości stoi jakaś super doskonałość, którą określił nazwą Jedno. Lecz opierają się na ustaleniach poprzedników przyjął, że z tego Jednego wypływa dalej Umysł-Intelekt, czyli jakaś intencjonalna (jak byśmy dziś powiedzieli) rzeczywistość (intencjonalna świadomość obejmująca świat pojęciowy Platona połączony z samomyślącym się umysłem Arystotelesa).

Czym to wszystko poskutkowało? Otóż gdy pojawiło się chrześcijaństwo ze swoją wizją Boga (Boga Osobowego), zaczęto przedstawiać i interpretować boskie działanie na podstawie dostępnych ujęć filozoficznych. I chociaż z racji ustaleń teologicznych zawartych w wyznaniach wiary Credo niczego takiego nie było, to niestety rozważania lub opinie poszły w kierunku pojmowania Boga jako tego, kto pomyślał i potem stworzył nasz świat. Ta sprawa została nagłośniona w czasach nowożytnych już po wystąpieniu Kartezjusza z jego reklamową tezą -- cogito ergo sum. Stwierdzono więc, że skoro Bóg istnieje, to na pewno myśli, bo już o kimś takim mówił Arystoteles.

Natomiast w przypadku człowieka traktowano myślenie jako coś najdoskonalszego, co stanowi prawdziwy obraz Boga. To wywołało zupełne pominięcie i całkowity zanik potrzeby realistycznego poznania człowieka, skoro poznanie uważano za coś wątpliwego, co należy poddać krytyce (vide Kant i późniejszy kantyzm). Ostatecznie doprowadziło to do uznania człowieka za myślącą świadomość, czyli podmiotowość myślenia jako napęd naszego działania. W związku z tym zanegowano egzystencjalną realność człowieka, a jego naturę uznano za coś samodzielnego i niezależnego. Nie pomogło wskazywanie Kierkegaarda na ludzką egzystencję, ani ambitne nawoływania egzystencjalnego tomizmu. Człowiek w europejskiej filozofii został sprowadzony do myślenia i w nim zamknięty.

A przecież myślenie nie jest realną doskonałością człowieka. Myślenie pojawiło się u człowieka na zasadzie negacji realności i realistycznego poznania. Dowodem na to są rozważania i poglądy Kartezjusza i Kanta. Potem Hegel uczynił z myślenia (z dialektyki myślenia) ostateczną zasadę rzeczywistości (ale jemu chodziło raczej o historyczne dokonania twórczości kulturowej). Myślenie ze swoimi twórczymi możliwościami sprawdza się w kulturze i technice, ale zupełnie się nie sprawdza w pojmowaniu rzeczywistości, gdyż myślenie nie jest poznaniem. 

Zwekslowanie rozważań o człowieku na tory myślenia i myślącej świadomości jest zupełnym pominięciem egzystencjalnej realności człowieka, czyli jego podmiotowości osobowej i życiowej. W takiej sytuacji człowiek staje się takim domorosłym demonkiem kreującym dla siebie dowolne możliwości intencjonalne. Człowiek może bowiem pomyśleć o sobie dowolne rzeczy, sprawy czy obrazy (zjawiska i fakty), ale to niczego nie zmienia w jego realności. Możemy opowiadać o sobie niestworzone historie, lecz to nie tworzy niczego realnego. Mówiąc wprost: -- człowiek nie stanie się swoim myśleniem, a jego myślenie nie będzie nim samym. Myślenie nie stanie się człowiekiem. Musimy wiedzieć i pamiętać, że rozwój i stawanie się realną osobowością zależy od naszej egzystencjalnej aktywności (od osobowych aktów kontemplacji, sumienia i upodobania). Bez egzystencjalnej aktywności pozostaniemy jedynie polem możliwości, czyli myślącą świadomością.