15.06.2015

Osobowa komunikacja



Osobowa komunikacja

Początkiem osobowej komunikacji jest słowo. Jednak osobowe spotkanie nie może się ograniczać do komunikacji słownej. Kresem i spełnieniem osobowej komunikacji jest miłość jako czyn dobra. A więc spełnieniem osobowej komunikacji jest komunia, czyli wspólnota osobowa (communio personarum). Osobowe spotkanie dwóch osób rozpoczyna się od słownej komunikacji a kończy się na miłosnej komunii. Na tym polega związek dwojga osób – mężczyzny i kobiety.

Jeśli początkiem komunikacji jest słowo, to można powiedzieć, że chodzi w tym przypadku o fundamentalne słowo Bubera. Według niego człowiek nawiązuje relacje osobowe dzięki komunikacji słownej. Pojmował on tę komunikację w kategoriach relacji Ja-Ty. Spotkanie Ja-Ty stanowi dla Bubera bezpośredni wyraz nawiązywania relacji, które dotyczą zarówno człowieka, jak i Boga. Tym słowem, które stanowi wyraz komunikacji osobowej, jest słowo dialogu: Ja kocham Cię oraz Ty kochasz mnie.

Buber wskazywał na relację jako coś, co dzieje się pomiędzy, ale nie potrafił jeszcze rozpoznać jej osobowego charakteru. Dopiero późniejsi komentatorzy mówili już wprost o relacjach osobowych. Te relacje najlepiej przedstawił i zdefiniował prof. Gogacz. Związał on te relacje z własnościami osobowymi istnienia (czyli własnościami transcendentalnymi) – prawdą, dobrem i realnością (właściwie powinno być piękno). Wymienia trzy relacje osobowe: wiara, miłość i nadzieja.

Początkiem osobowej komunikacji jest słowo. Jednak jej spełnieniem i  kresem jest miłość jako czyn dobra. Ten rodzaj komunikacji jako osobowy dialog pierwszy odkrył Buber. Opisywał spotkanie jako relację przebiegająca pomiędzy dwoma osobami Ja – Ty. Według Bubera należy posłużyć się tutaj fundamentalnymi słowami „Ja-Ty”. Uważał, że gdy wypowiadamy te fundamentalne słowa, wtedy nawiązujemy i dostrzegamy relację osobową, czyli coś, co dzieje się i dokonuje pomiędzy dwoma osobami. Posłużenie się słowami „Ja-Ty” jest zawsze dialogiem dwóch osób. Mówimy bowiem: Kocham Cię = Ja kocham Ciebie oraz  Ty kochasz mnie; Ja wierzę Tobie oraz Ty wierzysz mi. Dziś już dodamy za Gogaczem, że ten dialog przybiera postać relacji wiary, miłości i nadziei (Ja oczekuję na Ciebie – Ty czekasz na mnie). W ten sposób nawiązują się relacje osobowe, które stanowią podstawę wspólnoty jako osobowej komunii.

Osobowa komunikacja stanowi szczególny sposób łączności między ludźmi. Z jednej strony wykracza poza poznanie zmysłowe i kontakt fizyczny, ale z drugiej strony jest obecna w naszym codziennym życiu. To dowodzi, że osobowa komunikacja nie jest związana z praktycznym poznaniem i działaniem w świecie. Musi posiadać swoje źródło gdzieś głębiej w człowieku. Oczywiście dostrzegamy, że taka komunikacja posiada swój wymiar duchowy. To znaczy, że przejawia się w aktywności naszych władz duchowych. Dlatego powiemy, że nasza ludzka komunikacja dokonuje się poprzez słowo i czyn, a także dzięki przeżyciom uczuciowym.

Słowo dotyczy naszego poznania rozumowego lub intelektualnego. Ale od razu powstaje pytanie, czy słowo jest efektem doświadczenia zmysłowego oraz dalszej aktywności samego rozumu (intelektu)? Krótko mówiąc, czy słowo jest pojęciem poznawczym? Otóż nie jest. Nie wolno i nie można utożsamiać słowa z pojęciem, chociaż już scholastycy nazywali pojęcie verbum mentis. Co więcej, mówili o słowie wewnętrznym (pomyślanym) i słowie zewnętrznym (wypowiadanym). To niestety doprowadziło później do utożsamienia wiedzy z językiem, gdyż traktowano język jako faktyczny magazyn wiedzy o świecie. Jednak język nie stanowi poznania rzeczywistości, a jest jedynie obrazem naszego myślenia. Język zawiera zasady gramatyczne wyznaczające poprawności wypowiedzi językowej (mówienia) oraz posługuje się zasadami logicznymi, które określają samą poprawność myślenia. Można to sformułować w ten sposób, że myślimy logicznie, a mówimy gramatycznie. Jednak ani logika, ani gramatyka nie ujmują istoty słowa, ponieważ samo słowo nie jest ani logiczne, ani gramatyczne. Słowo jest dialogiczne, jak powiedziałby Buber, co znaczy, że słowo służy do porozumiewania się i dialogu. To ponownie pokazuje nam, że słowo oraz mowa jako komunikacja słowna mają swoje źródło znacznie głębiej niż w ludzkim rozumie.

Słowo jest bezpośrednio związane z własnością transcendentalną prawdy. Słowo pochodzi od prawdy. Słowo jest przez nią przyczynowane. Słowo jest zatem aktem lub aktywnością prawdy. Dlatego mówimy, że słowo niesie ze sobą prawdę. Słowo przynosi nam prawdę. Stąd nazywamy je słowem prawdy. Słowo prawdy pojawia się i funkcjonuje w naszym umyśle. Ale słowo nie jest przedmiotem lub działaniem umysłu (rozumu). Rozum dysponuje jedynie myśleniem. Natomiast słowo jest przypisane do poznania intelektualnego jako zdolności przenikania i ujmowania rzeczy w ich wewnętrznym wyposażeniu i w ich wewnętrznych zasadach bytowych.

Słowo zostaje przyjęte w umyśle. Dzięki przyjęciu słowa, które powstaje jako aktywność prawdy, nasz umysł staje się (na powrót) intelektem, czyli umysłem posiadającym prawdę jako zasadę poznawania realności. To właśnie słowo przynosi nam prawdę. Przynosi ono prawdę do naszego umysłu, dlatego wówczas nasze myślenie może nabrać zupełnie nowego charakteru, czyli będzie zdolne głosić prawdę. Posiadanie słowa pozwala nam głosić prawdę o rzeczywistości, a więc o człowieku i o Bogu.

Wbrew temu, co sądził Bacon, poznanie zmysłowe nie daje nam dotarcia do prawdy. Zmysły kontaktują nas z rzeczywistością, ale jedynie na poziomie właściwości cielesnych. To nie znaczy, że docieramy do prawdy. Jesteśmy dzięki temu zdolni określić pewne cechy lub parametry rzeczy cielesnych (np. możemy je bardzo dokładnie zmierzyć lub zważyć), ale to nie przesądza o tym, że poznajemy w ten sposób prawdę.

Jedynie słowo daje nam kontakt z prawdą jako realną własnością bytu. Słowo pochodzi bowiem od prawdy i jest duchowo-poznawczym obrazem prawdy, który może się pojawić w umyśle. Dzięki temu powiemy, że staje się dla nas dostępna sama prawda. Prawda uobecnia się w słowie. Parafrazując Levinasa można stwierdzić, że prawda jest obecna w swoim uobecnianiu, czyli w słowie. Prawda zawiera się w słowie, zatem przyjęcie słowa (słowa prawdy) jest przyjęciem samej prawdy. Dlatego prawda staje się w ten sposób dla naszego umysłu mocą i zasadą poznawczą. To, co w myśli neoplatońskiej funkcjonowało pod postacią pojęć – intelligentia oraz intellegere (jako zdolność oglądu wewnętrznego, a zarazem moc poznawcza).

Słowo stanowi więc moc poznawczą, która pozwala przeniknąć do wnętrza bytu i ująć jego wewnętrzne wyposażenie (poznać wewnętrzne zasady). Dlatego to właśnie słowo pozwala nam poznać osobową prawdę człowieka (a także Boga, jeśli chodzi o Słowo Boże). Bez posłużenia się słowem prawdy nie będziemy w stanie przeniknąć i dotrzeć do osoby człowieka. Będziemy co najwyżej oglądali go z zewnątrz lub z boku, będziemy go mogli zmierzyć i zważyć, wziąć pod lupę lub pod spektrometr. To znaczy, że będziemy wiedzieli o człowieku tyle, ile wiedzą szczegółowe nauki przyrodnicze. To z pewnością wystarcza medycynie człowieka, ale nie może wystarczyć filozofii człowieka.

Filozofia pyta wprost o osobę człowieka i problemy fizjologiczne organizmu jej nie obchodzą. Filozofia zamierza poznać najgłębsze podstawy człowieka, jego fundament (jakby kamień węgielny), na którym wszystko się opiera i stoi. Bez tego fundamentu nie zdołamy stworzyć silnej konstrukcji wewnętrznej struktury bytu ludzkiego, gdyż w pewnym momencie wszystko może się zawalić, tak jak u Kartezjusza, dla którego takim kamieniem węgielnym miało być cogito, które uchodziło i – co więcej – nadal uchodzi za coś niepodważalnego. Ale okazało się, że propozycja Kartezjusza to tylko domek z kart, gdyż na koniec wszystko się zawaliło pod naciskiem problemu połączenia duszy i ciała.

Dlatego filozofia człowieka musi znaleźć nowy fundament. Takim fundamentem może być osoba jako podmiotowość istnienia. Jest to trwały fundament realności, gdyż stanowi go samo osobowe istnienie. Zarazem jest to fundament, na którym można oprzeć problematykę duszy i ciała, a nie zawieszać ją w całkowitej próżni.

Trzeba zatem rozpocząć od tego, że człowiek jest osobą. Dopiero dalej możemy dodać, że człowiek jest wcieloną osobą. To pozwala nam stopniowo budować wewnętrzną konstrukcję i strukturę ludzkiego bytu. Powiemy więc, że to osoba przyczynuje naszą duchowość, a dzięki temu razem z życiem określa ludzką cielesność. Postawa wyprostowana człowieka jest raczej skutkiem poczucia jego godności osobowej, a nie tego, że jako małpa zszedł z drzewa na ziemię.

6.06.2015

Problem polityczny



Obecny problem polityczny polega na niedającej się pogodzić rozbieżności celów rozwoju społecznego i osobowego. Współczesna polityka podsuwa nam i propaguje rozwój ekonomiczny (który jest mierzony we wzroście procentowym PKB). Taki wzrost dotyczy wyłącznie firm i przedsiębiorstw działających w obrębie państwa. Niestety ten wzrost nie dotyka poszczególnych ludzi. To znaczy, że taki rozwój nie dotyczy konkretnego człowieka. Człowiek pragnie bowiem się rozwijać w znacznie szerszym zakresie niż tylko ekonomicznym (czyli konsumpcyjnym). Rozwój ekonomiczny sprzyja co najwyżej wzrostowi konsumpcji oraz stawia przed człowiekiem nowe możliwości rozwoju zawodowego. Ale należy pamiętać, że rozwój zawodowy popycha jednocześnie człowieka do udziału w jakiejś niezrozumiałej machinie ekonomicznej. Ponieważ w ten sposób człowiek staje się trybikiem w globalnej machinie zysku. Gdzieś w tym wszystkim zatraca się zupełnie ludzka osoba, a co za tym idzie również osobowość człowieka.
Powstaje więc pytanie, czy warto oddać własną osobę na pastwę rozwoju ekonomicznego. Dzisiaj namawia się ludzi do przedsiębiorczości i zakładania własnych firm. Ale czy to na pewno służy rozwojowi człowieka, czy tylko wmontowuje go w totalny układ ekonomiczny, żeby państwu przynosił podatki? Czy człowiek pozostaje jeszcze w tym układzie celem, czy staje się już środkiem do celu (przecież nawet nie wiadomo, jaki będzie tutaj cel i koniec)?
Dzisiaj człowiek – każdy człowiek – musi się zastanowić, czy podąża właściwą drogą – drogą właściwą dla siebie samego? Albowiem tworzenie i budowa własnej osobowości zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Żadne instytucje, ani firmy i przedsiębiorstwa nie załatwią tego za nas. Tam możemy się stać co najwyżej sprawnym pracownikiem lub sprawiedliwym przełożonym, ale to nie sprawi tego, że zostaniemy wynagrodzeni osobowością. Człowiek musi się zwrócić do swojej własnej osoby i nawiązać relacje osobowe z innymi ludźmi, żeby poczuć wewnętrznie, na czym polega tworzenie i rozwijanie własnej osobowości. Osobowość człowieka musi posiadać osobowe fundamenty, a nie odwoływać się do zmiennych funkcji zawodowych, gdyż nawet najlepszy rozwój zawodowy nie zaowocuje osiągnięciem rozwoju osobowego.
Dlaczego mamy dzisiaj taki upadek autorytetów? Ponieważ odrzucono w życiu społecznym potrzebę realizacji ludzkiej osobowości. Otóż w życiu społecznym tylko silna i bogata osobowość może stać się prawdziwym autorytetem. Osiągnięcia i tytuły zawodowe jeszcze o niczym nie świadczą, a dziś wprost przeciwnie świadczą o zdobywaniu zwykłej przeciętności. W demokracji wszyscy są równi, dlatego dba się jedynie o przeciętność. Na straży przeciętności stoi tutaj wychwalana poprawność polityczna. Hołdowanie takiej poprawności świadczy już o całkowitym wyzbyciu się osobowości na rzecz służby wymyślonym ideałom ludzkości. Jeśli ktoś wierzy nadal w ideały ludzkości, to znaczy, że pozbył się własnej osoby i osobowości. Jest jedynie kalką globalnego myślenia Mistrzów Degeneracji. Trzeba stworzyć dziś Generację Moralną, która rozwaliłaby narzuconą przemoc tych totalnych układów.
Do tego wystarczy nasza ludzka zdolność wyboru. Wystarczy wybrać prawość zamiast poprawności. Wystarczy wybrać prawdę, dobro i piękno człowieka, a nie ideały ludzkości. Wiemy doskonale, że ideał równości można osiągnąć jedynie poprzez propagowanie przeciętności. Na takiej równości wyrosła współczesna popkultura. Nie potrzeba dziś oficjalnych elit, gdyż wszyscy razem tworzymy dostępną powszechnie przeciętność. Czy zdajemy sobie sprawę, że przecież ktoś tam zawsze steruje i manipuluje tą równością-przeciętnością. Dziś doskonale widać, że działalność nakierowana na postęp ludzkości traci jakikolwiek osobowy charakter, gdyż staje się bezdusznym mechanizmem. Człowiek nie jest maszyną, jak głosiła ideologia Oświecenia. Dlatego należy wierzyć, że człowiek chce się wyrwać z tego zaklętego kręgu totalnego układu (z tego matrixa). Chociażby na polu ekonomii widać wyraźnie, że „niewidzialna ręka rynku” A. Smitha stała się po prostu ręką ekonomicznych i politycznych szulerów, którzy rozdają dziś karty.
Propagowany rozwój ekonomiczny w żaden sposób nie odpowiada ludzkiej chęci rozwoju. Człowiek jako osoba został powołany do tworzenia życia wspólnotowego. Dlatego celem człowieka jest stworzenie i rozwijanie swojej najbliższej wspólnoty, czyli rodziny. Tylko w kręgu rodzinnym człowiek zdobywa poczucie rozwoju własnej osobowości. Bo to oznacza, że człowiek pragnie żyć dla innych osób, a nie dla firm lub instytucji. To pokazuje, że dla człowieka najważniejsze są relacje osobowe, a nie układy i zależności polityczne lub zawodowe.

3.06.2015

Problem państwa doskonałego



Problem państwa doskonałego, który od początku nurtował filozofów, zdaje się być pomysłem czysto ludzkim (pomysłem ludzkiego myślenia). Niemniej filozofowie starali się uzasadnić te swoje pomysły poprzez odwoływanie się do faktycznego poznania ludzkiej natury. Tak było w przypadku Platona, tak samo działo się także później.
Czyżby jednak poznanie ludzkiej natury nie było dostateczną podstawą do stworzenia doskonałego państwa (czyli doskonałej instytucji społecznej)? Czego więc tutaj zabrakło i czego ciągle brakuje? Być może szwankuje po prostu poznanie samej natury człowieka. Przecież bardzo łatwo można wziąć za taką naturę cokolwiek ważnego lub istotnego – choćby wolność lub myślenie człowieka. Dlaczego tak trudno jest poznać pełną naturę człowieka? Może należałoby sięgnąć jeszcze głębiej – aż do samej osoby ludzkiej. Niestety w tym względzie filozofia miała i nadal ma poważny problem ze zrozumieniem człowieka jako osoby. A bez właściwego rozumienia osoby nie ma co marzyć o powstaniu doskonałego społeczeństwa i doskonałego państwa.
Od lat już głoszę tezę, że życie społeczne rodzi się na gruncie wspólnoty osobowej, czyli rodziny, aby zataczać z kolei coraz szersze kręgi wspólnot lokalnych (wspólnoty rodzin), aż po szeroką wspólnotę narodową (wspólnotę wspólnot). Bez tych realnych fundamentów życie społeczne może się stać co najwyżej dowolnym pomysłem człowieka. Właśnie takie pomysły przedstawiają nam różne ideologie polityczne (od rewolucyjnego komunizmy poprzez umiarkowany socjalizm aż po liberalną demokrację). Można powiedzieć, że społeczność ludzka przetestowała już wszystkie te pomysły, ale w prawdziwej rzeczywistości nie sprawdziły się one, gdyż są to jedynie propozycje oparte na ludzkim myśleniu. Otóż myślenie okazuje się najbardziej zawodne wobec realiów.
Wydaje się, że trzeba sięgnąć do personalistycznych podstaw społeczeństwa, a wtedy być może znajdziemy odpowiedni punkt zaczepienia lub oparcia. Czym jest ludzka osoba? Odwołując się do Wojtyły możemy powiedzieć, że osoba jest podmiotowością istnienia, czyli stanowi samo źródło i centrum realności człowieka. Osoba jest w człowieku tym, co trwałe i niezmienne, tym, co niepodważalne. Według mnie osoba jest również tym, co w człowieku jest doskonałe. To właśnie dzięki tej trwałej podmiotowości sprawczej ludzka natura może się stawać i rozwijać, zmieniać i doskonalić. Człowiek zdobywa wciąż nową wiedzę, człowiek osiąga także coraz lepsze wyniki sportowe. Ale okazuje się, że ten ciągły rozwój natury przeszkadza nam w odkrywaniu stałych punktów odniesienia. Filozofom wydaje się dzisiaj, że człowiek tylko się staje, ciągle na nowo się staje. A przecież powinniśmy się zwrócić do osobowej stałości i tożsamości człowieka. Jeżeli chcemy coś zbudować, to trzeba to robić na trwałych podstawach a nie na ruchomych piaskach.
Ludzka osoba jest powołana do życia wspólnotowego. Trzeba od razu zaznaczyć, że tylko osoby mogą tworzyć to, co nazywamy wspólnotą. Wspólnota osobowa stanowi bowiem łączność na poziomie istnienia, a dopiero potem pojawiają się skutki na poziomie działania (współdziałania). Łączność na poziomie istnienia zapewniają wspólnocie relacje osobowe odkryte przez Gogacza. Są to relacje przebiegające pomiędzy transcendentalnymi własnościami osobowymi zawartymi w podmiotowości istnienia. Dawniej własności transcendentalne przypisywano całym bytom ze względu na to, że są realnymi bytami (czyli w gruncie rzeczy ze względu na istotę). Gogacz uznał, że są to własności aktu istnienia, z których jedne mają charakter osobowy a inne bezosobowy, czyli są związane z podmiotowością i mocą sprawczą życia (vivere).
Relacje osobowe stanowią szczególną łączność, która wyprzedza wszelkie poznanie i działanie. Taka łączność na zasadzie relacji osobowych tworzy właśnie wspólnotę osobową. Można więc i trzeba przyjąć, że wspólnota osobowa (jaką jest rodzina) powstaje niezależnie od naszego myślenia i naszej wiedzy. Małżeństwo i rodzina nie są pomysłem człowieka, tak jak życie stadne nie jest pomysłem zwierząt. Mamy tutaj do czynienia z łącznością sięgającą do samych fundamentów egzystencji (osobowej lub posiadającej tylko życie).
Osoba ludzka stworzona jako mężczyzna i kobieta posiada poza-naturalne (czyli nadprzyrodzone) dążenie do nawiązywania relacji osobowych i tworzenia wspólnoty osobowej, która daje początek działalności społecznej – czyli współdziałaniu dla zapewnienia trwałości życia społecznego kolejnych pokoleń ludzi. Wspólnota rodzinna jest pierwszą szkołą mądrego i sprawiedliwego współżycia i współdziałania. Te zasady życia społecznego (politycznego) zostały sformułowane na podstawie wielowiekowej obserwacji życia rodzinnego. Nie sposób bowiem wyprowadzić je z samej analizy ludzkiej natury, ponieważ nasza rozumność nie prowadzi w prosty sposób do osiągania mądrości i sprawiedliwości, a nawet wypacza te zasady w stronę głupoty i niesprawiedliwości. Obserwując ludzkie działania w ramach ustroju demokratycznego na polu politycznym i zawodowym trudno dojść do przekonania, jak powinien postępować człowiek w tym zakresie. Możemy bowiem obserwować najróżniejsze działania – dobre i złe. Dlatego sama ludzka natura ze swoją rozumnością nie może być elementem rozstrzygającym o moralnym działaniu człowieka. Stąd nowożytni filozofowie spierali się co do tego, czy natura człowieka jest dobra, czy zła. Toteż jedni stawiali na represyjność instytucji państwa wobec ludzkiej natury (bo jest zła), inni zaś postulowali swobodę działania ludzkiej natury (bo jest dobra).
Tylko więzi ponadnaturalne (nadprzyrodzone) pozwalają człowiekowi żyć i działać moralnie na polu społecznym. Moralność powstaje bowiem na bazie aktywności osobowej, a nie na podstawie współdziałania w życiu społeczno-instytucjonalnym. Dlatego należy stwierdzić, że człowiek może się nauczyć moralności i postepowania moralnego jedynie w rodzinie, a nie w życiu publicznym i zawodowym. Wszelka działalność instytucjonalna i organizacyjna („zarządzanie zasobami ludzkimi”) powoduje bowiem utratę i destrukcję postaw moralnych, gdyż jest ukierunkowana na cele pozaosobowe, dzięki czemu nie dotyczy personalistycznego rozwoju człowieka. Stąd też u Wojtyły norma personalistyczna odnosi się do osoby człowieka i jego życia rodzinnego. Nie da się takiej postawy zastosować w życiu zinstytucjonalizowanym czy zawodowym. Podnoszone przez polityków hasła miłości lub godności są jedynie wyborczą kiełbasą, która nic nie kosztuje. Musimy zdawać sobie sprawę, że tylko rodzina potrafi wychować moralnego człowieka. Tego nie zrobi za nią ani szkoła, ani państwo i prawo.
Państwo (doskonałe lub nie) nie powinno się kierować myśleniem lub wolnością człowieka, bo ani pierwsze, ani druga nie przesądzają o tożsamości człowieka. Tożsamość człowieka polega na jego osobowej egzystencji (czyli osobowej podmiotowości istnienia). A swoją osobową tożsamość i egzystencję człowiek otrzymał wprost od Boga. Toteż swoją tożsamość człowiek może odkrywać dzięki łączności z Bogiem. Po to właśnie otrzymaliśmy od Boga dar łaski, która ożywia naszą osobę i pozwala doskonalić ludzką naturę w kierunku wymagań osobowych, a nie zawodowych. Otrzymana łaska nie pozwala oderwać się naturze od osobowego centrum dowodzenia. Gdy bowiem natura zaczyna działać na własną rękę, wtedy rządy nad człowiekiem przejmuje myślenie rozumu i wolność wyboru (wolność woli). Niestety okazuje się, że te napędy działania ludzkiej natury są w stanie doprowadzić człowieka do upadku albo wepchnąć go w kanał postępu technicznego, który prowadzi nas donikąd, czyli w otchłań kosmosu.
Ale to jest realizacja jakiegoś diabolicznego planu zniszczenia człowieka w imię postępu ludzkości. Ludzkość stała się takim pustym symbolem człowieczeństwa. Każdy człowiek jest zawsze osobą, natomiast ludzkość jest już całkiem bezosobowa, a może nawet antyosobowa. Ludzkość jest więc diabolem człowieka a nie jego symbolem, ponieważ nie symbolizuje żadnej realności człowieka. W człowieku i dla człowieka w pełni realna jest tylko osoba. Wszystko inne posiada już cechę częściowego niebytu (me ontos me onta neoplatończyków). Okazuje się jednak, że można żyć w świecie niebytu, czyli w świecie pomyślanych możliwości. Dzisiaj ludzie próbują żyć w wirtualnym świecie, a co z tego wyniknie jeszcze nie wiadomo. Raczej nic dobrego.
Nie da się sterować ani manipulować realnym człowiekiem, czyli ludzką osobą. Jeżeli władza polityczna zamierza rządzić sterując ludźmi, to musi im odebrać osobową tożsamość i osobową godność, musi pozbawić ich osobowości i siły ducha. Władza musiałaby narzucić ludziom świadomość ograniczenia i zniewolenia. Musiałaby im wmówić, że wolność dotyczy jedynie możliwości wybory coraz to lepszych produktów i usług. Musiałaby narzucić ludziom świadomość strachu i niebezpieczeństw. Musiałaby narzucić świadomość możliwości rozwoju jedynie w zakresie zawodowym, a nie moralnym i religijnym. Musiałaby narzucić ludziom świadomość myślenia a nie poznania prawdy, świadomość wolności wyboru a nie samostanowienia o sobie. Zobaczmy, co dzisiaj się dzieje. Chyba sprawdzają się te diaboliczne pomysły.
Tylko nasza ludzka osoba i tworzona na podstawie osobowej aktywności osobowość są w stanie przeciwstawić się takim ideologicznym manipulacjom. Człowiek musi przeciwstawić władzy swoją własną tożsamość.