24.10.2018

Moje uwagi na temat wiary 7



Wiara nie jest euforią emocjonalną

Wiara nie jest chwilową euforią emocjonalną. Wiara jest trwałym uznaniem realności. Chodzi przede wszystkim o uznanie istnienia Boga. Ale wiara jest nam potrzebna także do afirmacji człowieka, ponieważ to dzięki wierze uznajemy i akceptujemy osobową realność człowieka.
Otóż własnej natury doświadczamy w poznaniu zmysłowym i umysłowym. O naturze człowieka uczyła nas filozofia starożytna i nowożytna. Jednak takie przyrodzone poznanie naszego rozumu nie zdołało sięgnąć głębiej aż do samej osoby człowieka. Dopiero wiara chrześcijańska osiągnęła poznanie tego, co osobowe. Uznała ona istnienie Osobowego Boga (Trójca Osób Boskich), a tym samym przyjęła stworzenie człowieka jako osoby (na obraz i podobieństwo Boże). Jednak współczesna filozofia nie potrafi sobie poradzić z tym problemem. Nie ma pełnej koncepcji osoby. Najciekawsze pomysły w tym zakresie znajdziemy u K. Wojtyły i innych personalistów. W swoich filozoficznych rozważaniach staramy się rozwinąć myśl Wojtyły podpierając się dalszymi pomysłami (Gogacza i Stępnia).

Moje uwagi na temat wiary 8



Wiara w siebie


Wiara w siebie jest najważniejszą akceptacją i afirmacją własnej osoby. To nie może być jedynie pozytywne myślenie o sobie samym. Bo samo myślenie niewiele zmienia i nic nie wnosi. Myślenie nie dotyczy i nie dotyka bowiem realności, stąd nasze myślenie o realności jest całkowicie dowolne. Realności dotyczy tylko wiara.

Wiara w siebie jest oparta na doświadczeniu osobowej realności człowieka. Wiara stanowi bowiem uznanie tego, co naprawdę realne. Dlatego właśnie wiara dotyczy naszej osoby, bo osoba jest samym centrum realności człowieka. Wiara w siebie nie powinna dotyczyć myślenia, ani własnych poglądów, gdyż ani myślenie, ani poglądy nie zasługują na uznanie i szacunek. Natomiast na szacunek zasługuje sama osoba człowieka, w tym przypadku własna osoba.


Wiara w siebie nie bierze się zatem z pozytywnego myślenia o sobie, bo to nic nie daje. Taka wiara musi być oparta na osobowym doświadczeniu własnej realności. Jest to doświadczenie aktywności osoby. Aktywności, która wypływa od osoby w postaci aktów kontemplacji, sumienia i upodobania. Ta osobowa aktywność ożywia naszą duchowość zaszczepiając we władzach duszy odpowiednie sprawności moralne – wiarę, miłość i nadzieję. Stąd właśnie pochodzi nasza wiara w siebie, czyli wiara we własną osobę.


Jeżeli brakuje nam osobowego doświadczenia, to nasza duchowość zamienia się w myślącą świadomość. Jednak świadomościowe życie, czyli przebywanie we własnej świadomości, nie pozwala nam na doświadczenie osoby. Trzeba wyjść poza świadomość. Pozostając w matni świadomości nie dotrzemy nigdy do własnej realności, lecz będziemy próbowali stworzyć sobie jakiś własny obraz lub wizerunek. Na tym najczęściej polegają artystyczne kreacje albo uczestnictwo w różnych subkulturach. Utożsamiamy się wtedy z jakimiś poznanymi i znanymi postawami i zachowaniami. Niestety stajemy się najczęściej karykaturą tych wzorców i idoli. Co ciekawe, tacy bezosobowi osobnicy traktują całkiem poważnie te przejawy naśladownictwa jako własną osobowość. I będą bronić tej swojej niby-osobowości za wszelką cenę, traktując uwagi o swoim wyglądzie jako zamach na własną tożsamość. Okazuje się, ze bardzo łatwo jest się wyrzec swojej osoby na rzecz naśladowczej osobowości.

22.10.2018

Europa stworzyła teorię człowieka myślącego



Nowożytna Europa stworzyła teorię człowieka myślącego. W filozofii przekłada się to na potraktowanie człowieka jako świadomości. Niestety taka wizja człowieka jako świadomości doprowadziła do porzucenia osoby, a co za tym idzie – osobowości człowieka. Człowiek utracił osobowość, gdyż stał się jedynie myślącym podmiotem, albo raczej takim cielesnym pojemnikiem na myślenie. Nie da się zbudować ani stworzyć osobowości człowieka na podstawie myślącej świadomości. Myślenie nie jest w stanie stworzyć niczego realnego. Żadne myślenie nie stworzy rzeczywistej osobowości człowieka, co najwyżej może wymyślać różne wizerunki i kreacje (visage & image).
To dlatego Europa porzuciła osobowość człowieka na rzecz tworzenia różnych instytucji. Politycy europejscy (właśnie ci bez osobowości) uwierzyli w moc sprawczą największych instytucji. Zapomniano, że prawdziwą moc sprawczą (społeczną i polityczną) mają wielkie osobowości ludzkie, a nie instytucje. To marksiści uczyli nas, że istnieje coś takiego jak zbiorowa świadomość, a nawet więcej – zbiorowa mądrość Partii. Partia nie jest w stanie wyhodować własnej osobowości. Osobowości rodzą się na uboczu. Geniusze są rozsiani po jakichś obrzeżach instytucji państwa, mieszkają gdzieś w zakamarkach niezależności ludzkiej.
Zbiorowa mądrość okazała się kompletną bzdurą. Instytucjonalna zbiorowość nigdy nie osiągnie mądrości. Spytacie pewnie dlaczego? Ponieważ mądrość nie jest sumowaniem wiedzy poszczególnych członków zbiorowości. Niestety wiedza dodawana albo nawet pomnażana nie tworzy mądrości. Nawet jeśli powstałaby zbiorowa świadomość, to i tak nie stworzymy zbiorowej mądrości. Zbiorowa świadomość może osiągnąć co najwyżej poziom przeciętności (tej przeciętnej równości głoszonej przez demokratyczne państwo). Instytucje polityczne jak walec wyrównują wszystko dookoła i niszczą to, co wyrasta ponad przeciętność.
Albo Europa porzuci mrzonki o nowożytnej (właściwie oświeceniowej) wizji człowieka jako myślącego rozumu, albo zbuduje potężne instytucje, które pochłoną całą osobistą aktywność człowieka skazując go na rolę trybika w tej wymyślonej machinie politycznej. Nic nie zniszczy tak łatwo życia społecznego, jak wszechogarniające instytucje polityczne. Najlepszym przykładem jest ONZ, która wyzbyła się całkowicie mocy sprawczej. Struktura instytucjonalna służy najlepiej sama sobie. Człowiek bardzo szybko przestaje się tutaj liczyć. A już człowiek z silną osobowością jest traktowany jako zagrożenie dla instytucji politycznych.