3.04.2019

Wokół problemu wolności /7

Człowiekowi proponuje się dzisiaj wolność w zamian za zbawienie. Powszechnie namawia się człowieka do wolności. Królują w tym media. Właściwie mamy już coś więcej, ponieważ ludzie chcą już realizować swoją wolność.


Jeśli zapytamy studentów, czy chcecie wolności, to chórem odpowiedzą – Chcemy!!! No to zapytajmy ich, czym jest wolność?

Wolność to swoboda działania.

Wolność to możliwość robienia tego, co się chce.

Wolność to rozwój własnych możliwości.

Wolność to swoboda podróżowania i zamieszkania tam, gdzie się chce.

Wolność to możliwość dowolnego wyboru.


Z tego, co powiedziano, wynika, że w związku z wolnością mamy swobodną możliwość działania oraz jakieś własne chcenie lub wybór. Trzeba zatem postawić dalsze pytanie, czy wolność jest przyczyną naszego chcenia i działania, czy może jest tylko motywacją (jakimś uzasadnieniem) wyboru różnych możliwych działań. Zapytamy wprost, czy wolność napędza nasze działanie, czy tylko zwraca je w tę lub inną stronę pokazując różne możliwości działania? Co więc jest potrzebne człowiekowi do działania – czy sama możliwość działania, czy jakaś moc sprawcza napędzająca to działanie?

Otóż wolność nie daje nam żadnej mocy. Wolność jest pozbawiona mocy. To, co uważamy za wolność jest tylko możliwością, która nie niesie ze sobą żadnej mocy sprawczej. To jest nieokreślona możliwość działania. Możliwość nie jest mocą, dlatego wolność nie posiada żadnej mocy. A zatem człowiek działa nie z powodu wolności, lecz z racji posiadanej mocy sprawczej.

Źródłem i przyczyną działania nie jest jakaś potencja (czyli możność) lecz akt i aktywność (które posiadają moc sprawczą). Działamy na zasadzie aktywnej mocy. Zapytacie z pewnością teraz, co w człowieku jest źródłem aktywności? Realistyczna filozofia odpowiada, że tym źródłem jest istnienie, czyli nasza ludzka egzystencja. Człowiek działa z racji posiadanej podmiotowości istnienia (egzystencji), a nie z racji posiadanej natury czy istoty (esencji).

Oznacza to, że ludzka natura (istota) nie jest ostatecznym albo raczej pierwszym podmiotem działania. Natura ma swoją przyczynę działania gdzieś znacznie głębiej, w tym co zarazem ją urealnia, co nadaje jej jakąś postać realności, chociaż pomniejszonej. Można wiec przyjąć, że ludzka natura (dusza i ciało) jest tylko podmiotem wykonawczym. Natomiast podmiotem sprawczym jest istnienie (suppositum essendi).

Takie postawienie sprawy zmienia całkowicie rozumienie człowieka. Filozofia powszechnie utożsamiała człowieka z jego naturą, czyli z duszą i ciałem. Stąd moc sprawczą przypisywano duszy. Dusza miała ożywiać ciało, ale wtedy byłaby jedynie zasadą ożywczą. A co z duchowymi działaniami człowieka? Tutaj mamy do czynienia z dwoma propozycjami. Platon postulował teorię anamnezy, zaś Arystoteles aktywne oddziaływanie rzeczywistości.

Kiedy Kartezjusz uznał duszę za substancję myślącą (res cogitans), to konsekwentnie trzeba było przyjąć, że ludzkim działaniem rządzi myślenie. Ale przecież myślenie również nie dysponuje mocą sprawczą, bo wszystko, co pomyślimy, musielibyśmy od razu wykonać, ale tak nie jest. Myślenie nie jest w stanie poruszyć działania człowieka. Możemy wymyślać różne rzeczy i możliwości działania, lecz sama aktywność płynie skądinąd. Tak więc myśląca dusza (myślenie zawarte w duszy) nie prowadzi do działania, gdyż nie zdoła nam zapewnić duchowej aktywności.

Jak to się dzieje, że człowiek jest bytem aktywnym, ze jest działającym podmiotem? Otóż operari sequitur esse – tę łacińską formułę często przywoływał Wojtyła. To oznacza, że przyczyny ludzkiej aktywności należy szukać na poziomie istnienia (egzystencji) a nie samej istoty (esencji). Metafizycznie istnienie jest aktem (actus essendi), jak to wykazał Tomasz z Akwinu. Jako akt, chociaż ograniczony przez możność istotową (modus essendi), istnienie ma odpowiednią moc i siłę sprawczą, chociaż znowu ograniczoną do naszego ludzkiego sposobu działania (modus agendi). Ludzkie istnienie (egzystencja) jest sprawcą naszego ludzkiego działania, zarówno duchowego, jak i cielesnego.

Postaram się pokazać, jak to przebiega. Podstawą działania musi być realność a nie tylko jakaś możliwość (wolność). Podstawą działania jest realna moc sprawcza. Jest to moc zdolna do działania. Człowiek posiada taką moc, którą otrzymał od Boga w akcie stwórczym. Według Tomasza Bóg jest pełnym i doskonałym Aktem Istnienia. Posiada więc doskonałą moc sprawczą, którą teologia nazywa Boską Wszechmocą, co oznacza, że ma On moc do stwarzania innych bytów już ograniczonych i pomniejszonych, lecz realnych, bo posiadają one stworzony akt istnienia (esse creatum).

Ludzkie istnienie zawiera podmiotowość osobową oraz podmiotowość ożywczą lub życiodajną. Każdą z nich charakteryzują odpowiednie własności istnieniowe, zwane własnościami transcendentalnymi, ponieważ przekraczają one kategorialny porządek istotowy (czyli ludzką naturę). Podmiot osobowy cechują własności osobowe prawdy, dobra i piękna, jak ustalił Gogacz. Podmiot życiodajny (życie egzystencjalne)cechują własności nieosobowe jedności, różności i ruchu.

Aktywność osobowa jest związana ze sprawczą mocą własności osobowych, natomiast aktywność życiodajna (tzw. funkcjonowanie organizmu żywego) jest związana ze sprawczą mocą własności ożywczych. Oba podmioty istnienia sprawiają więc różne akty, które oddziałują na porządek istotowy, czyli na duszę i ciało. Dopiero dzięki przyjęciu aktów egzystencjalnych nasza natura może stać się podmiotem wykonawczym. Dzięki otrzymanej mocy aktów egzystencjalnych natura przechodzi do działania, które określamy jako działania człowieka.

Jeśli zatem zaproponujemy człowiekowi wolność działania, to oznacza to, że chcemy mu zabrać i zniszczyć aktywność egzystencjalną. To tak, jak byśmy chcieli pozbawić człowieka jego aktów osobowych i mocy ożywczej. Czy można sobie wyobrazić człowieka zredukowanego do roli samej natury jako podmiotu wykonawczego? Otóż okazuje się, że według postmodernistycznej propagandy można a nawet trzeba to zrobić. Ideolodzy posthumanizmu wierzą, że skoro człowiek jest myślącą substancją, a właściwie rzeczą, to można i trzeba wymyślić go niejako na nowo. Wystarczy, że człowiek zmieni swoje myślenie, czyli zaneguje i porzuci realność. Realność osoby i osobowości oraz realność egzystencjalnego życia (faktycznie życia nadprzyrodzonego).

Niestety właśnie do tego sprowadza się podsuwana człowiekowi wolność rozumiana przede wszystkim jako niezależność od Stwórcy. Odrzucając Boskie Stwarzanie próbuje się stwarzać człowieka od nowa. Jednak tego typu pomysły albo wymysły nie mają żadnej mocy sprawczej. Ale mogą zniszczyć to, co naprawdę realne. O co więc chodzi? Otóż chodzi o uzależnienie człowieka od swobodnego myślenia. To nie jest jednak pomysł i myślenie samego człowieka. My nie zdajemy sobie sprawy, że naszym myśleniem może sterować ktoś inny. Kto? Jakiś doskonały Umysł Myślący. I nie jest to Bóg.

Wokół problemu wolności /8

Wolność i odpowiedzialność 


Namawianie i zachęcanie człowieka do wolności jest poważnym zagrożeniem dla jego osobowego człowieczeństwa. Wolność nie może być zasadą ludzkiego działania, ponieważ nie niesie ze sobą żadnej realności (nie ma realnej mocy sprawczej). Wolność w działaniu jest tylko zwykłą dowolnością, która odrywa nas od realności i popycha w sferę możliwości. W umyśle wolność działania przejawia się jako dowolność i swoboda myślenia, co prowadzi do wymyślania niestworzonych rzeczy. W naszej woli dowolność działania przejawia się jako możliwość wyboru, czyli wolność decydowania o sobie wbrew realności i naturze. Z kolei w uczuciowości wolność objawia się zupełną swobodą przeżywania, co prowadzi do uzależnienia się od różnych rzeczy lub doznań. Możemy stwierdzić, że w naszym ludzkim działaniu wolność nie wspiera naszej realności, lecz wprost przeciwnie okrada nas z tego, co w człowieku jest naprawdę realne.

Otóż wolności działania należy przeciwstawić odpowiedzialność. Odpowiedzialne działanie odpowiada za realne potrzeby człowieka. A są to potrzeby i wymogi życia osobowego. Człowiek jest bowiem przede wszystkim osobą i dlatego powinien działać jako osoba. Działania człowieka nie mogą być dowolne, bo wtedy może się łatwo zdarzyć, że będziemy działali wbrew własnej osobowej realności. Podmiotowość osobowa domaga się działań osobowych, które zawsze są moralne i odpowiedzialne.

Człowiek jest bytem aktywnym. Jest działającym podmiotem. Stąd sam człowiek jako aktywny podmiot jest sprawcą swoich czynów, a tym samym staje się za te czyny odpowiedzialny. Ni wolno zatem pozbywać się odpowiedzialności w imię wolności działania.

Człowiek jest osobą, a więc tym działającym podmiotem (takim centrum aktywności) jest osoba. Człowiek został stworzony jako osoba, dlatego żyje i działa jako osoba. Nie sposób więc uniknąć tych własności i wymogów osobowej aktywności. Można powiedzieć, że to osoba domaga się w człowieku czynów moralnych i odpowiedzialnych. Czyny moralne określają nasz stosunek do innych ludzi jako osób. Człowiek żyje bowiem najpierw wśród ludzi. Jako osoba człowiek jest powołany do życia wspólnego. Pierwszym środowiskiem człowieka jest wspólnota osobowa. Życie wspólnotowe jest oparte na działaniach moralnych. Nie da się stworzyć wspólnoty osobowej (przede wszystkim rodziny) bez moralności i religijności.

Zatem odpowiedzialne działanie człowieka jest działaniem moralnym bądź religijnym. Jeśli tego zabraknie, to nie można uznać człowieka za kogoś odpowiedzialnego. Odpowiedzialnego za swoje życie oraz życie związanych z nim osób. Odpowiedzialność dotyczy bowiem wprost ludzkiej osoby. To właśnie za osobę jestem odpowiedzialny przede wszystkim. Najpierw za swoją własną osobę, a dalej za osoby ze mną związane lub spotkane.

Dlatego również w życiu społecznym odpowiedzialność musi górować nad wolnością. Dzisiaj wszyscy domagają się wolności – jakiejś politycznej wolności, ale taka wolność prowadzi do głoszenia dowolnych poglądów, które często stoją w sprzeczności z realnością człowieka. Próbuje się wymyślać zupełnie od nowa jakieś teorie człowieka. Okłamuje się go, że jest myśleniem lub wolnością albo że jest robotem lub robolem, a zupełnie pomija się fakt, że człowiek jest osobą. Bo trzeba by przyznać, że jest osobą stworzoną przez Boga.

Odpowiedzialność stoi na straży działania osobowego. Ona czuwa nad tym, żebyśmy odnosili się do drugiego człowieka z poszanowaniem jego osoby. Odpowiedzialność powoduje, że szanujemy każdego człowieka jako osobę. Przecież to właśnie osoba jest w człowieku godna afirmacji i najwyższego szacunku. Ludzka osoba charakteryzuje się godnością, czyli tu na ziemi najwyższą wartością. Osobie człowieka należy się uznanie godności. Tak więc w swoim postępowaniu odpowiadamy za poszanowanie godności osobowej człowieka.

Wojtyła swoją książkę zatytułował – Miłość i odpowiedzialność. Nie mówi więc o wolności w działaniu człowieka (np. wolnej miłości), lecz o odpowiedzialnym działaniu z miłością. Osobie należy się bowiem miłość. Miłość jest najlepszym odniesieniem do osoby człowieka, gdyż dla Wojtyły miłość jest pełną afirmacją. Afirmacją poprzez realne działanie. To właśnie do osoby odnosimy się z wiarą, miłością i nadzieją, bo takie jest nasze osobowe działanie. Wiara, nadzieja i miłość są to cnoty osobowe, które swoje źródło mają głęboko w osobowej podmiotowości istnienia (suppositum essendi). Ten podmiot istnienia stanowi ludzka osoba.

Odpowiedzialnym działaniem jest więc wiara, nadzieja i miłość skierowane do drugiej osoby. Takie osobowe działania mają miejsce w trakcie spotkania osoby mężczyzny z osobą kobiety, co staje się początkiem związku małżeńskiego. Małżeństwo jako początek wspólnoty rodzinnej jest przede wszystkim czymś osobowym. Jest to osobowy związek oparty na relacjach osobowych. Jest to zapoczątkowanie wspólnoty, czyli rodziny. Małżeństwo nie może być jakąś realizacją dowolnej seksualności (przeżywaniem podniecenia seksualnego). Małżeństwo jest potwierdzeniem nawiązania relacji osobowych, dlatego posiada rangę sakramentu. Małżeństwo jest wyrazem godności człowieka, osobowej godności człowieka jako powołanie do życia rodzinnego. Małżeństwo nie stanowi więc instytucji publicznej ustanowionej przez prawo. To nie prawo ustanawia małżeństwo lecz osobowe relacje wiary i miłości, które mają odniesienie do życia religijnego, sięgają zaś samej egzystencji człowieka.

Człowiek jest odpowiedzialny za swoją godność. Nikt nie chce być poniżany. Dlaczego więc chcemy poniżać siebie samych w imię jakiejś wymyślonej i nieokreślonej wolności. Wolność sama w sobie jest bezsilna i bezpłodna. Nie jest w stanie zrodzić niczego dobrego czy pięknego. Wolność jest możliwością i dlatego nie ma realnej mocy. A jednak człowiek nieprzeparcie pragnie być wolnym. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ tak naprawdę samodzielnie działa właśnie człowiek wolny. Ale wolny człowiek działa mocą aktywnego podmiotu osobowego, a nie z racji nieokreślonej możliwości. Już dawno temu – w średniowieczu – uważano, że wolny jest ten, kto jest faktycznym sprawcą swoich czynów. Mówiono o człowieku, że jest panem i władcą swoich działań, ponieważ to on sam działa jakąś wewnętrzną mocą, lecz to nie jest wolność.

Otóż tym sprawczym centrum naszej ludzkiej aktywności jest podmiotowość istnienia, czyli osoba oraz życie. Osoba i życie stanowią dwa aktywne podmioty egzystencjalne, które swoją moc czerpią z własności transcendentalnych, jakie posiada istnienie (egzystencja). Bez tej egzystencjalnej aktywności trudno sobie wyobrazić nasze ludzkie życie. Aktywność osoby zarządza naszą duchowością, natomiast aktywność życia (ożywcza moc – vitalitas) zarządza naszą cielesnością (organizmem cielesnym). Wspólny fundament egzystencjalny (podmiotowość istnienia) sprawia, że człowieka możemy określić jako osobę uduchowioną i ucieleśnioną.
Naszym duchowym działaniem zarządza więc osoba ze swoją aktywnością. Stąd cel ludzkiego życia określa i wyznacza osobowa aktywność, a nie jakaś nieokreślona wolność. Jeżeli bowiem opowiadamy się po stronie wolności, to znaczy, ze negujemy osobową aktywność. A to wiedzie nas do tego, że musimy odrzucić własną osobę i jej niezbywalną godność. Musimy zanegować własną realność, ponieważ wolność będzie się domagała wykroczenia poza realność. Trawestując Kierkegaarda, wolność to skok w otchłań możliwości, ale możliwością jest to, co wykracza poza realność. Dlatego nowa ideologia każe człowiekowi przekroczyć i zanegować samego siebie, żeby poczuć się naprawdę wolnym.

Wokół problemu wolności /9

Wolność albo prawda


Dlaczego ludzie tak łatwo porzucili prawdę? To pytanie nie dawało mi ostatnio spokoju. I wreszcie przyszło proste olśnienie. Stało się tak dlatego, że zaproponowano im świetny zamiennik – czyli wolność. Pamiętamy ewangeliczną tezę, że prawda was wyzwoli. Poszukiwanie i odkrywanie prawdy jest żmudne i czasochłonne. Dawniej filozofowie nieustannie pytali i rozważali, czym jest prawda? Jednak te filozoficzne koncepcje nie zadowalały ludzi w ich codziennym mozole. Po cóż więc męczyć się z ulotną prawdą, która jakoby miała nas wyzwolić. Przecież można osiągnąć wyzwolenie od razu dzięki wolności.

Dlatego powszechnie ogłoszono, że to wolność wyzwoli człowieka. Co więcej, takie stwierdzenie wydawało się oczywiste, wprost niepodważalne, nieprzygotowanym ludziom (zwłaszcza studentom w 1968 roku). Pragnąc i realizując wolność stajemy się przecież wolni, czyli zostajemy wyzwoleni. Stąd ideolodzy zaproponowali ludziom wolność zamiast prawdy i dobra. Wolność słowa zamiast słowa prawdy, wolność działania zamiast czynu dobra oraz dowolność przeżywania zamiast przeżycia piękna.

Ludzie się na to nabrali i złapali jak objawienie, ponieważ takie podejście jest łatwe i proste oraz daje samozadowolenie. Prawdy mogę nie poznać, dobra mogę nie zdobyć, ale wolność jest zawsze do osiągnięcia na wyciągnięcie ręki, gdyż bez względu na to, co będę robił, czy zrobię coś dobrego, czy zrobię coś złego, zawsze mogę stwierdzić, że działam w sposób wolny, że jestem wolny. Przecież w wolności liczy się tylko wolny wybór (wolność decyzji) a nie treść postępowania. Toteż człowiek może zawsze stwierdzić, że jest wolny, nawet jeśli będzie kłamał albo czynił zło.

To właśnie na tej zasadzie wolność wyparła dziś prawdę oraz dobro i piękno. Człowiek uznał, że wolność nareszcie go wyzwoliła. Nie dostrzega jednak, że wolność wyzwoliła go od prawdy, dobra i piękna. Wolność jest tylko samą możliwością a nie realnością, dlatego odrzuca lub pomija główne własności realności, zwłaszcza realności człowieka.

Człowiek pozbawiony prawdy, dobra i piękna jest już odrealniony, gdyż traci podstawy swojego istnienia. Taki człowiek staje się jedynie bytem możliwym, zjawiskiem możliwym do pomyślenia, czymś pozornym. Dookoła siebie widzimy już zwykłych pozorantów. Dlatego musimy zdawać sobie sprawę, że wolność wyzwala nas, czyli okrada, z realności. Proponowana wolność okrada człowieka z osobowej realności istnienia. A wówczas stajemy się tylko marą człowieka.