6.03.2012

Teoria liberalizmu

Uważa się wolność za główny wyróżnik człowieczeństwa. Ale sam problem dotyczy umiejscowienia wolności w strukturze ludzkiego bytu. Czym jest wolność? Jak funkcjonuje i gdzie występuje? Na te pytania stara się odpowiedzieć filozofia człowieka, czyli antropologia.

Filozofia rozpoczęła rozważania o człowieku od identyfikacji ludzkiego rozumu (umysłu). Jednocześnie te rozważania Sokratesa dokonały absolutyzacji władzy. Rozum stał się dla niego jedyną zdolnością duchową człowieka. Ale szybko dostrzeżono, że rozum wraz ze swoim myśleniem jest związany z koniecznością. Wiedza jako efekt działalności rozumowej i poznawczej miała być ogólna i konieczna. Wszystko to razem znaczyło, że ludzki rozum pracuje na zasadzie konieczności. Matematyka jako doskonałe działanie rozumu jest przecież wiedzą konieczną. W samym rozumie nie ma zatem miejsca na wolność.

Dlatego Arystoteles uznał, że człowiek musi posiadać jeszcze inną władzę, czyli wolę jako władzę i zdolność chcenia i wyboru. Później filozofia idąc tym tropem przypisała wolność woli. Dużą zasługę w rozpracowaniu tego zagadnienia mieli teologowie chrześcijańscy, którzy wprowadzili termin „wolnej woli” (liberum arbitium – właściwie wolna decyzja lub wolny wybór).

Tak więc rozum miałby narzucać człowiekowi konieczność (konieczność myślenia), zaś wola miałaby zapewniać wolność (wolność działania). Nowożytni myśliciele ujmowali ten problem w kategoriach determinizmu i indeterminizmu ludzkiego działania. Najczęściej opowiadano się za jednym z tych obu stanowisk. Ale neotomiści postulowali możliwość rozwiązania pośredniego. U nas Woroniecki określał to stanowisko mianem autodeterminizmu. Znaczyło to, że w człowieku krzyżują się działania rozumu i woli, czyli konieczność rozumu przenika się z wolnością woli, co daje w efekcie stanowisko pośrednie w postaci autodeterminizmu albo samostanowienia (jak pisał Wojtyła). Człowiek sam dla siebie określa i wyznacza zasady postępowania. Wszystko dzieje się na zasadzie własnego postanowienia. Jeśli człowiek działa świadomie i dobrowolnie, to sam decyduje o sobie i swoim działaniu, i w pełni nad nim panuje. Wojtyła ujął to zagadnienie w formułę samostanowienia, gdyż jego zdaniem, człowiek sam stanowi o sobie, sam decyduje o swoim działaniu i życiu.

Natomiast ci filozofowie, którzy wywyższali rozum, byli zmuszeniu przyznać, że człowiek działa z konieczności. Najlepiej widać to na przykładzie Spinozy, który jasno sformułował stanowisko determinizmu. Z kolei Kant stanowienie o sobie człowieka oddał w ręce rozumu. Jego zdaniem, to rozum ze swoim prawem miał decydować o ludzkim postępowaniu (działaniu moralnym), zaś wola została całkowicie podporządkowana rozumowi jako posłuszny wykonawca. Rozum jest przeznaczony do tworzenia powszechnego prawa. U Kanta jego prawny uniwersalizm miał zastąpić bezwzględną konieczność. Skoro rozum tworzy powszechne prawo, a człowiek kieruje się rozumem, to powszechność prawa powinna zastąpić konieczność. Kant chciał na powrót ustanowić panowanie rozumu, ale już nie przy udziale konieczności lecz powszechności (przy udziale prawa). Natomiast działanie woli miałoby polegać na zatwierdzeniu powszechnego prawa. Jest to dość ryzykowne rozwiązanie, gdyż zakłada, że konkretny, pojedynczy człowiek kieruje się tylko ogólnymi i powszechnymi zasadami. Przecież z doświadczenia i historii wiemy, że każdy kieruje się własnymi poglądami i nie da się wypracować jednego ogólnego stanowiska. Dlatego demokracja przy ustalaniu rozstrzygnięć prawnych odwołuje się go głosu większości. Dzisiaj najlepiej widać, że nie ma powszechnych rozwiązań lub ogólnych ustaleń. Tworzenie prawa nie polega na poszukiwaniu ogólnych teorii.

Otóż stanowisko autodeterminizmu lub samostanowienia oddaje decyzję o działaniu w ręce pojedynczego człowieka. To znaczy, że człowiek decyduje sam o sobie, ale powinien posiadać wszystkie potrzebne do tego informacje. Trzeba teraz zapytać, na czym polega postanowienie jako stanowienie o sobie. Wiadomo, że niezbędny jest tutaj udział obu zdolności, zarówno rozumu jak i woli. Mamy więc dwa różne działania, które muszą się spotkać i scalić, muszą się jakoś przeniknąć i połączyć, aby na koniec dać jeden wspólny efekt – działanie. Trzeba więc z elementów rozumu i woli stworzyć lub zbudować jednolite działanie, działanie, które byłoby oparte na poznaniu rozumu i chceniu woli. Woroniecki uważa, że do tego potrzebny jest namysł rozumu oraz wybór woli. Może skutek namysłu oraz skutek wyboru.

Jak możemy połączyć akty rozumu i akty woli? Trzeba chyba przyznać, że takie połączenie lub scalenie może się dokonać na jakimś wyższym poziomie. A więc nie w samych władzach, ale gdzieś u ich źródeł, czyli w samej przyczynie tych władz. Rozum jest przyczynowany przez prawdę (słowo prawdy), zaś wola przez dobro (czyn dobra). Prawda i dobro stanowią własności transcendentalne istnienia. Są one zarazem własnościami osobowymi, gdyż niosą ze sobą szczególną moc i aktywność duchową. Można więc śmiało powiedzieć za scholastykami, że nasze działanie ma źródło w istnieniu (w akcie istnienia). Wojtyła przypominał, że operari sequitur esse.

Otóż działania rozumu i woli mogą się spotkać i połączyć, gdy oba realizują swoje własności istnieniowe prawdy i dobra. To właśnie dzięki prawdzie i dobru mogą się łączyć akty rozumu (jako słowo prawdy) i akty woli (jako czyn dobra). Możemy do tego jeszcze dodać przeżycie piękna. To nie działania władz się łączą, lecz jakby ich cele i przedmioty (ich spełnienia). W ten sposób słowo (verbum veritatis) łączy się z czynem (actus bonitatis), a dalej z przeżyciem (affectus pulcheritatis). Wówczas nasze działanie staje się aktywnością istnienia. Osiąga wtedy moc własności istnienia, a dzięki temu zdobywa pełnię realności. Dzięki temu człowiek może przekroczyć doczesność i realizować życie wieczne, czyli na powrót osiągnąć nieśmiertelność. To stanowi spełnienie osobowej wolności, która powinna być mocą, a nie tylko możnością lub możliwością.

Niestety w filozofii utożsamia się najczęściej wolność z możliwością swobodnego działania. Wynika to stąd, że starano się odróżnić wolność od konieczności i przeciwstawić je sobie. W świecie przyrody koniecznością nazywano jeden określony sposób działania. Dlatego popularne było stwierdzenie, że natura działa z konieczności, gdyż zauważono, że u roślin i zwierząt natura działa w pewien określony sposób (ryby pływają, a ptaki latają). Natomiast działanie człowieka wyróżnia się na tym tle wprost nieograniczoną swobodą i różnorodnością. To znaczy, że człowiek nie działa z konieczności natury, ale jego rozumność umożliwia mu różnorodność działania. Już Plotyn twierdził, że umysł jest przyczyną różności. Dlatego natura umysłu lub rozumu stwarza różnorodne możliwości działania. Uważano więc, że wolność człowieka polega na tych nieograniczonych możliwościach zróżnicowania tego, co jest zawarte w umyśle.

Ale skąd się wzięły takie możliwości? Przede wszystkim zawdzięczamy je myśleniu. Pomyśleć możemy o wszystkim – o tym, co istnieje oraz o tym, co nie istnieje. Możemy coś przyjąć lub zanegować. Możemy wszystko przyjąć lub wszystko zanegować. Myślenie posiada wprost nieograniczone możliwości. A zatem wnioskowano, że to myślenie otwiera przed nami bramy wolności. Ale to nie wszystko. Za myśleniem podąża nasza zdolność wyboru. Przecież wybieramy także najróżniejsze rzeczy.

Chcenie woli zmierza do dobra. Scholastycy twierdzili, że wola chce dobra z konieczności. Jednak wola może również wybierać. Chce i pragnie dobra jako celu, ale wybiera środki do niego wiodące. Jeżeli celem jest realne dobro, to chcenie dobra obejmuje zarazem wybór środków. Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy celem staje się pozorne dobro (to, co tylko nam się wydaje), ponieważ do pozornego dobra można odnieść i zastosować wszystkie dostępne środki. Dlatego w tym układzie wachlarz wyboru staje się nieograniczony. Najlepiej widać to na przykładzie ideologii politycznej. Jeżeli celem będzie wymyślona budowa komunizmu, to w tym dążeniu do pozornego celu można zastosować dowolne środki (za Stalina to były zbrodnie, a teraz w Chinach mamy wolnorynkową gospodarkę).

Otóż realność zawęża pole działania, natomiast pozorność (w postaci ideologii) rozszerza to pole w nieskończoność. Gdy mamy realny cel, wtedy musimy posłużyć się realnym działaniem. Ale jeśli ten cel jest nierealny, to mogą do niego prowadzić najróżniejsze działania (na ogół także pozorne). Działania polityczne sprowadzają się najczęściej do sfery pozorów. Polityka uwielbia pozory, gdyż pozwala to dowolnie zmieniać sposoby działania, chociaż zawsze głosimy, że zmierzamy do naszego wymyślonego celu.

Dlatego należy stwierdzić, że podstawą wolności politycznej jest pozorność myślenia (bo myślenie nigdy nie osiągnie prawdy, skoro zostało zrodzone z jej negacji) oraz dowolność wyboru (która w polityce jest określana mianem wyboru mniejszego zła, ponieważ wybór odnosi się do zła, skoro powstał z odrzucenia afirmacji dobra). Polityczny liberalizm jest więc jakąś duchową paranoją, której powinniśmy przeciwstawić metanoję i paideję.

Teoria myślącego umysłu

Od początku tworzenia wiedzy zdawano sobie sprawę, że człowieka wyróżnia coś szczególnego – jego umysł albo rozum. Arystoteles definiował człowieka jako rozumne zwierzę (z łacińska animal rationale). Zachwycano się rozumnością człowieka jako czymś wyjątkowym w świecie przyrody. Jednocześnie odnoszono nasz rozum do jakiegoś pierwotnego umysłu, który najczęściej przypisywano Bogu.

Takie podejście narzucało filozofom poszukiwanie dla człowieka dobra w zakresie jego zdolności umysłowych. Dla Sokratesa dobrem i szczęściem człowieka stała się wiedza. Dla Platona była to mądrość osiągana jedynie w świecie idealnym, dla Arystotelesa z kolei była to już tylko roztropność zdobywana przez człowieka w trudzie i znoju moralnym ziemskiego życia. To wszystko stanowiło wyposażenie ludzkiego rozumu, który tak fascynował filozofów.

Trochę inaczej zaczęto pojmować ludzkie zdolności umysłowe, gdy do głosu doszło chrześcijaństwo, które nie odrzuciło rozumu, ale wskazało na nowe elementy umysłowości człowieka. Rozum ludzki został obdarzony wiarą i stał się rozumem wierzącym. To oczywiście wywołało wielowiekowe dyskusje o wyższości wiary nad rozumem lub odwrotnie rozumu nad wiarą.

Wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jednak nieopatrznie dokonano oddzielenia wiary i rozumu, zamiast odróżnić wiarę i myślenie w ramach jednego umysłu. Toteż w dobie nowożytnej sprawa nabrała nowego rozpędu, ponieważ Kartezjusz uczynił myślenie (cogito) aksjomatem filozofii. Dzięki temu myślenie zawładnęło człowiekiem zupełnie. Człowiek został uznany za substancję myślącą, czyli został sprowadzony do myślącego umysłu.

Niestety był to zasadniczy krok w stronę odrzucenia i zanegowania rzeczywistości, co później zrealizowali Hume i Kant. U Hegla z kolei myśl stała się już Absolutem, który objawia się w ludzkiej kulturze. Angielskim empirystom (Baconowi i Locke’owi) wydawało się, że ich pomysły staną się ratunkiem przed wszechwładzą rozumu. Ale to były tylko płonne nadzieje. Otóż empiryzm nie odrzucił wcale rozumu, a jedynie poddał go doświadczeniu zmysłowemu. Empiryści słusznie zdali sobie sprawę, że nasz umysł potrzebuje do myślenia jakiejś pożywki. Nie sposób myśleć o niczym. Trzeba więc pomyśleć o tym, co podsuwają nam wrażenia zmysłowe. Dlatego empiryzm wskazywał prawidłowo, że myślenie umysłu (już u Kartezjusza oderwane od realności z powodu wątpienia) musi się karmić danymi zmysłowymi.

Co więcej, okazało się, że te zmysłowe fakty postrzegane w doświadczeniu da się uporządkować za pomocą czystej myśli – czyli matematyki. Newtonowska fizyka pokazała, że doświadczalne fakty (to, że jabłko spada na ziemię) można opisać przy pomocy matematycznych wzorów. To wydawało się genialne. Kant był zachwycony taką fizyką, dlatego uznał, że poznajemy tylko zjawiska (fakty doświadczalne), a sama rzeczywistość (Ding an sich) jest niepoznawalna. Dlatego metafizyka stała się dla niego kwestią wiary a nie rozumu. Wszystko to razem dało podstawy do rozwinięcia nauk przyrodniczych, które objęły tron wiedzy naukowej i zaczęły nam królować od czasów pozytywizmu.

Dzisiaj ludzki umysł został sprowadzony na zasadzie redukcji do naturalnego rozwoju organizmu ludzkiego. Myślenie jest przypisane bezpośrednio mózgowi (nie wiadomo dlaczego?), gdyż według fizjologii człowiek nie może się obejść bez mózgu. Dalej wykazuje się, że mózg rozwinął się w procesie ewolucji jako narząd potrzebny ssakom. A zatem myślenie ma stanowić naturalny proces ludzkiego organizmu. Zapomina się kompletnie, że ewolucja przebiega bardzo powoli, zaś człowiek ze swoją zdolnością myślenia rozwija się w sposób odkrywczy (na zasadzie olśnienia – eureka!), czyli momentalnie. Tak więc samo myślenie człowieka staje się zaprzeczeniem jakiejkolwiek ewolucji, gdyż jest po  prostu rewolucją (gwałtowna zmiana na lepsze – definicja z czasów komunistycznych).

Zostawmy na razie problem, skąd się wzięło u człowieka myślenie. Jest ono na pewno czymś, co przysługuje człowiekowi. Myślenie jest jakimś szczególnym narzędziem, które służy człowiekowi do opanowania świata przyrody. Jeżeli człowiek poznaje rzeczywistość i rozumie ją, to zdobywa wiedzę o tej rzeczywistości. Ta wiedza powinna służyć do kontaktu ze światem i umiejętnego (w sensie technicznym od gr. techne) korzystania z dobrodziejstw otaczającej nas rzeczywistości. Ale poza takim rozumiejącym poznaniem człowiek zaczął myśleć i wymyślać, jakby tu użyć tego, co jest dostępne w rzeczywistości, w zupełnie inny i nowy sposób. Przecież trzeba było to wymyślić, że można układać kamień na kamieniu i w ten sposób zbudować dla siebie schronienie czy mieszkanie.

Właśnie myślenie pozwoliło człowiekowi rozwinąć kulturę i cywilizację. To dzięki myśleniu człowiek stał się twórcą i odkrywcą. Myślenie pozwoliło nam na podbój świata przyrody, ale jednocześnie skazało nas na niszczenie tej przyrody. Musimy pamiętać, że myślenie stanowi odrzucenie i negację realnej rzeczywistości. Przecież odrzucenie tego, co jest, daje asumpt do postępu. To myślenie jest matką postępu, gdyż jest odkrywcze. Ale okazuje się, że myślenie do spółki z postępem (rozumianym pozytywistycznie) potrafi przynieść człowiekowi zagładę. Już Arystoteles twierdził, że mały błąd popełniony na początku (dodajmy: naszego myślenia) staje się wielki na końcu (całego projektu). Doświadczamy tego na własnej skórze. Weźmy chociażby produkcję plastyków i dzisiejsze problemy z tymi plastykowymi śmieciami.

Człowiek zachwyca się swoim myśleniem. Pragnie nieustannie myśleć i coś wymyślać. Ale do tej pory nie zdaje sobie zupełnie sprawy, czym dla niego jest myślenie. Nie wiemy, że jeśli całkowicie poddamy się myśleniu, to zginiemy. Już dzisiaj giniemy pod zwałami przeróżnych myśli i pomysłów szerzących się w internecie. Ten nawał informacji potrafi zapchać najtęższe umysły. Każdy chce zabłysnąć własnym zdaniem lub pomysłem. Mam swoje zdanie, więc już jestem ktoś. Nawet nie wiemy, ile realności i tożsamości pozbywamy się i tracimy z powodu takiego myślenia. Myślący umysł, czyli świadomość, nie jest człowiekiem. Człowiek jest przede wszystkim osobą. Myślenie chce nam przesłonić własną osobę, gdyż odrzuca realność. Aby dotrzeć do własnej osoby musimy się wznieść ponad myślenie i otworzyć na  prawdę realności. Dopiero prawda wyzwoli nas od myślenia. Przyjęcie i uznanie prawdy nie jest bowiem myśleniem, lecz wiarą. Potrzebna jest nam wiara w człowieka, bo tylko dzięki temu dotrzemy do jego pełnej realności.

Myślący umysł nie potrafi poznać lub zrozumieć rzeczywistości w całej jej rozciągłości. On pojmuje jednostronnie to, co pokazują zmysły, czyli zjawiskową stronę rzeczywistości. Takie ograniczone poznanie sprawdza się jedynie w zakresie codziennej praktyki. Doskonale wiemy, jak posłużyć się tym, co nas otacza i jest dla nas dostępne pod ręką. Wiemy, co możemy zrobić ze światem zewnętrznym. Ale czy wiemy, co zrobić ze swoim wnętrzem?

Nasze myślenie nie sprawdza się wobec człowieka, gdyż człowieka nie można wykreować lub stworzyć na nowo. Człowiek stanowi bowiem samo sedno realności. Jest egzystencjalnym podmiotem. To znaczy, że jest osobą, która stanowi podmiot istnienia (osobowego istnienia). Nie można zatem traktować człowieka jako empirycznego faktu, czyli jako jakiegoś zjawiska lub wydarzenia. Człowiek jest sednem i istotą realności. Jest tym, co najbardziej realne i rzeczywiste.

Człowiek nie żyje w świecie zjawisk i pozorów, tak jak nie żyje w świecie mody, chociaż może się zachwycać pokazami mody. Człowiek żyje w osobowej rzeczywistości. Jest osobą i powinien żyć jako osoba osobowo. A pierwszym osobowym środowiskiem jest dla człowieka rodzina, która stanowi wspólnotę osobową. Dlatego człowiek żyje przede wszystkim w rodzinie i dla rodziny, gdyż tylko w rodzinie może w pełni rozwinąć skrzydła swej realności osobowej. To właśnie w rodzinie (a nie w państwie lub w pracy zawodowej) stać człowieka na miłość, wiarę i nadzieję. Tylko w rodzinie człowiek może czuć się bezpiecznie, gdyż tam jest zabezpieczona jego prawdziwa realność, czyli osobowa godność.

Człowiek musi więc powrócić do własnej realności i godności. Może tego dokonać dzięki wierze w siebie. Możemy odzyskać godność właśnie dzięki wierze, czyli pełnemu uznaniu swojej realności. Ludzki umysł potrzebuje wiary w człowieka (także wiary w Boga, który stworzył człowieka). Bo tylko wiara pozwoli nam zaakceptować ludzką rzeczywistość.

Dzisiejsza demokracja porzuciła wiarę w człowieka. Odrzuciła wiarę w to, co realne, zachwycając się widzialnymi pozorami. Postawiono na wiedzę przyrodniczą o człowieku. Dlatego humanistyka pozbyła się poszukiwania tego, co w człowieku realne, zajmując się wyłącznie zewnętrznymi zachowaniami człowieka. W ten sposób tworzy się pozorny obraz człowieka wykorzystywany w polityce, który służy jedynie do posługiwania się człowiekiem, a nie do jego poznania i rozumienia. Dzisiaj nie rozumiemy już człowieka i co gorsza nie chcemy wcale go rozumieć. Jest to tragedia współczesnej demokracji.

Bez zrozumienia człowieka nie zdołamy zbudować demokracji, gdyż będzie to jedynie pozorny ustrój. Pozorna demokracja posługuje się dziś tolerancją dla różnych ideologicznych pomysłów, bo straciła kontakt z realnością. Tak naprawdę jesteśmy tylko widmami lub niewolnikami pozornej demokracji.

Człowiek powinien się domagać ujawnienia swojej osobowej realności. Zapytajmy ludzi, czy ktoś chciałby tak żyć na niby, na aby aby, byle jak, jak w piosence. Otóż okazuje się, że w tym świecie fantastycznych pozorów zginął nam zupełnie realny człowiek ze swoją godnością. Dlaczego gdzieś przepadła ludzka osoba? Co się stało?

Dzisiaj zbrodnią polityczną przeciwko ludzkości jest świadome odrzucenie lub zapomnienie o realności człowieka, o jego osobowej godności (podkreślam: osobowej). Politycy obruszają się, jeśli ktoś powie o nich, że są idiotami. Za to można zostać skazanym przez sąd. Ale kiedy swoich obywateli traktują jak stado idiotów, to wszystko jest w porządku. Politycy odnoszą się do ludzi jak do podwładnych, gdyż uważają, że otrzymali od nich władzę. Otóż nie wolno traktować żadnej osoby jako kogoś podwładnego, bo osoba jest mądrym i wolnym podmiotem działania. Każdy jest podmiotem istnienia i działania. A to znaczy, że jest w swoim życiu wolny i rozumny. Tylko w osobie ludzkiej tkwi źródło wszelkich praw, zarówno moralnych jak obywatelskich, czyli osobowa godność.

Godność ludzka nie jest żadną wartością wymyśloną przez demokrację. Godność stanowi sedno realności człowieka, gdyż tworzą ją własności istnienia – prawda, dobro i piękno. Nie ma w człowieku niczego bardziej realnego.

Dodatek  Jeśli człowiek pozostanie przy swoim myśleniu, to będzie mógł poszukiwać jedynie wiedzy o świecie. Będzie skazany na posługiwanie się danymi zmysłowymi, co w efekcie może dać wyłącznie wiedzę przyrodniczą (szczegółową). Niestety okazuje się, że nawet humanistykę można przekształcić w wiedzę przyrodniczą. Można się obawiać, że nauki o człowieku, takie jak filozofia i teologia, znikną kiedyś zupełnie. Cóż więc zostanie? Chyba tylko jakąś pozorna wiedza empiryczna.

Myślenie nie może nam dać poznania prawdy. Dlatego mamy przeróżne teorie myślenia o człowieku. Czasami bardzo ciekawe. Jednak nawet zebrane one wszystkie razem nie dają nam prawdy o człowieku. Prawdę o człowieku czerpiemy ze słowa, które rodzi w nas wiarę. Dlaczego nasz umysł broni się przed wiarą?

Otóż działa on jako umysł myślący. Myślenie (cogito) przeciwstawia się wierze (credo). Dlatego myślenie nie chce dopuścić do przyjęcia wiary, gdyż wiara prowadzi do podporządkowania sobie myślenia. Myślenie samo w sobie jest kuszące i pyszne. Ono chce przede wszystkim panowania. Myślenie pragnie wszystkim zawładnąć i wszystko sobie podporządkować. Myślenie chce dla siebie władzy absolutnej. Jak o świadomości mówił Levinas – myślenie się wyabsolutnia. Chce wszystko ogarnąć i wszystkim zawładnąć. Chce się stać Absolutem. To właśnie myślenie stworzyło określenie Boga jako Absolutu, mając chyba siebie na myśli.

Myślenie pozwala człowiekowi panować nad światem. Człowiek ma pragnienie wszystko zdobywać i podbijać. Na tym właśnie polega ów ciągły podbój nowych ziem i krajów. Człowiek zawsze odkrywał nowe ziemie i starał się je opanować. Myślenie pragnie opanować całą przyrodę i podporządkować ją sobie. Co więcej, myślenie świetnie się do tego nadaje.

Jeśli spojrzymy na współczesne miasta (zwłaszcza duże metropolie), to zachwycają nas swoim rozmachem i wspaniałymi rozwiązaniami technicznymi. Mówimy przecież, że technika czyni cuda. Uważamy nawet, że to wszystko jest niezbędne dla postępu cywilizacyjnego. Z pewnością możemy powiedzieć, że nasze myślenie zmieniło świat. Jednak musimy pamiętać, że bierze się to z egoizmu i pychy myślenia, a nie z jego doskonałości.

Mamy za sobą rewolucję przemysłową oraz rewolucję informatyczną. Dzisiaj cały rozwój został sprowadzony do postępu technologicznego. Czy jednak dzięki temu dokonuje się równoległy rozwój człowieka? Można mieć poważne wątpliwości. Myślenie rozwija tylko siebie. Rozwija się samo w sobie. Wydaje się, że człowiek więcej wie, gdyż więcej wymyślił. Ale taka wiedza jest tak samo złudna jak myślenie. Jeśli się głębiej zastanowić, to okaże się, że rozwój myślenia nie rozwija człowieka duchowo (czyli moralnie i religijnie). Prawdziwym osobowym i duchowym rozwojem człowieka jest wiara i miłość. Tego uczy nas Kościół. Ale życia osobowego nie da się rozwinąć w pracy zawodowej, ani dzięki oglądaniu mediów.

Prawdziwy osobowy rozwój człowieka dokonuje się w rodzinie. To jest podstawowe środowisko człowieka. Natomiast we współczesnym społeczeństwie rodzina przeżywa kryzys. W obecnej polityce rodzina została sprowadzona do jakiegoś przeżytku ograniczającego postęp społeczny i ekonomiczny. Wszystko dziś zmierza do zanegowania zasadniczej roli rodziny w społeczeństwie. Zadziwiające jest, że politykom się zdaje, iż można i trzeba stworzyć społeczeństwo bez rodziny. Przecież wystarczy, żebyśmy pracowali i byli posłuszni władzy. Państwu potrzeba dziś dobrych płatników podatkowych. Państwu nie potrzeba doskonałych osób prowadzących życie osobowe.

Najgorsze jest to, że myślący umysł wspiera i wywołuje chęć panowania. Myślenie łączy się bezpośrednio z chęcią panowania (czyli wolą mocy, jak nazywał ją Nietzsche). Ta chęć panowania rodzi się z absolutyzacji myślenia. To właśnie Nietzsche chciał doprowadzić myślenie do absolutu. Jeżeli myślenie uzna siebie za absolut, to w woli zaowocuje to chęcią panowania. Absolutne myślenie chce po prostu panować nad wszystkim, czyli chce rządzić rzeczywistością. Myślenie nie lubi rzeczywistości, gdyż ona się jemu nie poddaje. Rzeczywistość jest niezależna od myślenia i to jest dla niego nie do zniesienia. Dlatego myślenie dąży do podporządkowania sobie rzeczywistości. Stwarza wszelkie pozory, że rzeczywistość jest od niego zależna. Myślenie nie może znieść podległości czemukolwiek, dlatego tak usilnie zabiega o wolność i niezależność. Myślenie zdąża prostą drogą do wolności myślenia.

Jednak wolność myślenia staje się zgubą człowieka, który jest przecież realnym bytem, a nie czymś pomyślanym. Jednak filozofia myślenia próbuje nas przekonać, że człowiek jest myśleniem lub że jest wolnością. Kartezjusz chciał nas przekonać, że myślenie jest realnością. Cogito ergo sum. Później nauka zdefiniowała człowieka jako homo sapiens – człowieka myślącego. To pokazuje, że wychodząc od stwierdzenia cogito ergo sum, dojdziemy do definicji człowieka myślącego (homo sapiens). Czy ktoś zaprotestował przeciwko temu? Nikt z naukowców tego nie zanegował! Trzeba jak najszybciej to zrobić.

Teoria autonomicznego prawa

Teorię autonomicznego prawa sformułował Kant. Dla niego prawo miało być powszechną zasadą postępowania. Prawo, a właściwie jego ustanowienie, zawsze przypisywano rozumowi. To rozum ustanawia prawa dotyczące człowieka. Według Kanta rozum powinien postanowić prawo sam z siebie, czyli autonomicznie.

Autonomia zawsze oznaczała zasady postępowania wyznaczane przez działający podmiot. Autonomiczność prawa postuluje, że prawo jest stanowione przez samego człowieka, a konkretnie przez jego rozum. Dlatego prawo (stanowienie prawa) jest uznawane za działalność rozumową. Sami Grecy uważali swoich prawodawców za najważniejszych mędrców (tak Ateńczycy nazywali Solona).

Dlatego określano prawo jako szczególnego rodzaju wiedzę. Miała to być wiedza o postępowaniu człowieka i o zasadach rządzących tym postępowaniem. Dlatego prawo było zawsze bardzo blisko związane z moralnością. Uważano, że prawo powinno kierować się sprawiedliwością, która została zaliczona do cnót głównych (nazwanych później kardynalnymi).

To właśnie w prawie rzymskim zdefiniowano sprawiedliwość. Znamy tą definicję z Kodeksu Justyniana. Odwoływali się do niej wszyscy późniejsi filozofowie (zwłaszcza scholastycy). Ale takie podejście nie wskazywało na autonomię prawa, gdyż było to odwołanie się do wiedzy antropologicznej (wiedzy filozoficznej o człowieku). Przy definicji sprawiedliwości chodzi bowiem o zapoznanie się z realnością człowieka i ludzkiego działania. Definicja nie bierze się z samego rozumu, lecz jest oparta na tym, co rzeczywiste. Jest to wyraźne odwołanie się do wiedzy filozoficznej. Rozum nie tworzy definicji sam z siebie, lecz jest weryfikowany przez samą realność ludzkiego bytu. Rozum nie bierze definicji sprawiedliwości „z głowy”, ale poznaje i rozważa całą sytuację człowieka – ludzką rzeczywistość. W ten sposób rozum znajduje dla siebie punkt odniesienia i zaczepienia. Dzięki temu rozum może służyć człowiekowi i jego realności. Gdy jednak rozum oderwie się od rzeczywistości i oprze się na swoim własnym myśleniu, wtedy będzie się starał stworzyć coś niezależnego od tej rzeczywistości.

Otóż Kant wymyślił, że rozum w swej funkcji prawodawczej powinien być całkowicie niezależny i autonomiczny. Nie może ulegać żadnym naciskom z zewnątrz. Ma się rządzić sam (sam w sobie i sam dla siebie). Cóż jednak może taki niezależny rozum? Czy można całkowicie uniezależnić działanie rozumu, w tym także tworzenie prawa, od jakichkolwiek wpływów z zewnątrz? Czy rozum ma wszystko wymyślać sam? Przecież to jakiś absurd. Człowiek nie może wszystkiego wymyślać, bo nie jest bogiem.

Człowiek żyje w realnym świecie. Jest realnym bytem. Jest prawdziwą osobą. To wszystko trzeba poznać, żeby móc o człowieku cokolwiek powiedzieć. Należy poznać człowieka w nim samym, żeby określić zasady jego postępowania. Człowiek nie może działać na oślep. On działa celowo na podstawie rozumu i powinnościowo na podstawie woli. Te sposoby działania są więc wyznaczone przez realne wyposażenie duchowe (przez realność ludzkiej natury). Dlatego rozum nie może zabiegać o niezależność i autonomię, czyli o wolność myślenia, ale musi się oprzeć na realności i do niej odnieść. Rozum musi poznać realne byty, aby dowiedzieć się, jak one działają. Jeżeli rozum chciałby tylko wymyślać, jak ma działać człowiek, to bardzo łatwo może zbłądzić. Błądzić jest rzeczą ludzką, lecz nie może to być zasada postępowania. Jeśli wiedza rozumu nie będzie oparta na realności, to nie będzie żadną wiedzą, a jedynie marzeniem. Na marzeniach nie da się zbudować moralności (zasad moralnych). Moralność musi być oparta na realności ludzkiej natury.

Autonomia rozumu doprowadziła Kanta do czystego formalizmu, który zarzucał mu Scheler. Należy więc przyjąć, że z autonomicznego rozumu nie da się wycisnąć niczego więcej. Takie stanowisko spowodowało zawężenie prawa do czystej formy. Prawo zostało pozbawione swej treści, czyli sprawiedliwości. Stało się jedynie beztreściową maksymą opartą na powszechnej zgodzie rozumu, a właściwie na postulowanej zgodności wszystkich ludzkich umysłów. Kant założył bowiem, że taka zgodność jest w ogóle możliwa. Gdyby w tym względzie zechciał się odwołać do doświadczenia, wówczas stwierdziłby, że taka powszechna zgoda jest niemożliwa.

Formuła imperatywu kategorycznego wydaje się na pierwszy rzut oka oczywista, podobnie jak Kartezjańskie cogito ergo sum, jednak przy dalszej analizie okazuje się, że pod tą formułkę można podstawić dowolną treść, która będzie wobec człowieka pozytywna lub negatywna. Prawem powszechnym może bowiem być zarówno sprawiedliwość i miłość, jak i zbrodnia i nienawiść. Znamy niestety różne zbrodnicze reżimy (od Hitlera i Stalina do Kim Ir Sena i Pol Pota). Historia najlepiej nam pokazuje, jak niebezpiecznie jest zdawać się na postulaty autonomicznego rozumu, gdyż potrafi on wymyślić najgorsze rzeczy.

Ludzki rozum musi posiadać swoją miarę, która reguluje jego poczynania. Bez wewnętrznego regulatora rozum bardzo szybko schodzi na manowce, próbując uzasadnić wszystko swoim niezależnym myśleniem. Samo myślenie nie zaprowadzi nas nigdy do prawdy jako właściwego celu. Jakiej regulacji potrzebuje rozum? Tym regulatorem może być wyłącznie prawda, która uobecnia się w rozumie w postaci słowa prawdy. Rozum potrzebuje więc autonomicznej prawdy, gdyż to prawda jest niezależna od myślenia. Natomiast rozum powinien być uzależniony od prawdy. Jeśli rozum odrzuci prawdę, wówczas zamyka się w kręgu własnego myślenia i nie zdoła się stamtąd wyrwać.