08.07.2018

Na czym budować wspólnotę polityczną?

Oglądałem ostatnio jedno z wystąpień Ziemkiewicza. Padła tam słuszna teza, że nie da się zbudować wspólnoty politycznej na wartościach. Postanowiłem rozwinąć ten temat.

Wartości są tylko naszym myśleniem, dlatego bywają całkowicie dowolne, czyli zawsze możemy pomyśleć i przedstawić przeciwstawne wartości. Taką walką wartości są chociażby wojny ideologiczne różnych przywódców państwowych lub partyjnych. Takie przepychanie się wartościami ideologicznymi nie prowadzi do niczego pozytywnego. Dzisiaj mamy odwoływanie się do wartości europejskich, ale nich ktoś mi powie, o co właściwie chodzi.

Jeżeli więc odrzucimy wartości, które są tylko myśleniem o czymś dla nas ważnym, to co nam pozostanie? Otóż wtedy pozostaje realne działanie. Trzeba pozwolić ludziom działać, co w naturalny sposób doprowadzi do różnych form współpracy i współdziałania. Dlatego wspólnotę polityczną należy budować na współdziałaniu. Taką tezę postawił Korab-Karpowicz w swoich traktatach politycznych (zob. Harm. Społ., s.57-65).

Co jest konieczne i niezbędne do takiego współdziałania? Z pewnością potrzebna jest wolność i swoboda działania. Jednak w wymiarze społecznym ta wolność działania powinna być podporządkowana prawu. Tworzone i stanowione prawo musi zarazem strzec wolności działania, jak i określać, czy nawet ograniczać zakres tej wolności. Prawo zawsze kierowało się zasadą sprawiedliwości – oddać każdemu to, co mu się należy. Jeżeli ktoś działa i pracuje uczciwie, to jest oczywiste, że należą mu się efekty i owoce tej pracy. Każdy człowiek pracuje najpierw dla siebie i swoich bliskich, czyli dla swojej rodziny. Prawo musi zatem strzec dorobku  i dobrobytu rodziny. Dalej idą wspólnoty lokalne i regionalne (wsie, gminy i miasta). One również muszą działać w zakresie sprawiedliwego prawa, czyli powinny dysponować tym, co wypracują ich mieszkańcy. Mamy wreszcie szeroką wspólnotę narodową. Dopiero ta szeroka wspólnota jest zdolna do stworzenia własnej państwowości. Z istnieniem państwa jest związany ustrój polityczny i konstytucja (Zasadnicza Ustawa Prawna), która określa taki ustrój.

Prawo powinno zabraniać jedynie działań niesprawiedliwych (np. oszustwa i zbrodnie), natomiast nie może ingerować w konkretne działania pojedynczych obywateli. Otóż niewłaściwe postępowanie pojedynczych ludzi powinno być potępiane i odrzucane przez lokalną wspólnotę sąsiadów. Chodzi tutaj o opinię społeczną. Opinia publiczna odgrywała zawsze ważną rolę społeczną. Dlatego trzeba przywrócić taką rangę opinii publicznej. Taką rangę mogłyby na nowo odzyskać media społecznościowe. Media nie mogą być źródłem manipulacji opinią publiczną, lecz powinny być ostają praworządnej opinii publicznej.

Realne współdziałanie ma to do siebie, że współpracują ze sobą konkretni ludzie (Kowalski z Malinowskim albo Adamiak z Żyburtowiczem). Tylko w takich realnych działaniach możemy osiągnąć rzeczywiste skutki i efekty. Jak się okazuje, wszelkie debaty medialne na temat wartości do niczego nie prowadzą, bo nie ma tam prawdziwej współpracy, lecz jedynie dowolna wymiana poglądów (przedstawianie swoich pomysłów). Rzeczywista współpraca dokonuje się w gospodarstwach rolnych i domowych, przy budowie domów, dróg i mostów, w zakładach przemysłowych i przetwórczych. Dziś możemy obserwować ogromną przepaść między realnym współdziałaniem a politycznymi pomysłami. Trzeba z tym skończyć.

Polityk jako działacz społeczny nie może być kimś, kto myśli za innych i wymyśla, jak oni powinni żyć. To musi być ktoś, kto rzeczywiście działa i współdziała z obywatelami dla załatwienia ich realnych potrzeb, dla poprawy warunków życia, dla rozwoju danego regionu, miasta lub wsi. Działacz ma działać razem z ludźmi dla załatwienia ich żywotnych interesów. Polityk to nie jest funkcja organizacyjna czy partyjna. Dzisiaj mamy przerost wszelkiego rodzaju organizacji i instytucji publicznych, które są finansowane przez podatników lub sponsorów, lecz niewiele robią.

Człowiek jest aktywnym bytem. Jest działającym podmiotem. Człowiek jest osobą, która stanowi podmiot istnienia i działania, jak to ujmował Wojtyła. Człowiek działa więc jako osoba. Podstawą wszelkiej naszej działalności jest aktywność osoby. Otóż liberalna polityka (demokracja liberalna) stworzyła przekonanie, że podstawą działalności człowieka jest wolność. Jednak wolność jest tylko możliwością działania, dlatego nie może być realną zasadą działania. Taką zasadą musi być odpowiednia moc sprawcza, która zapoczątkuje działanie. Z samej możliwości działania jeszcze nic nie wynika, czyli działanie nie może brać swojego początku z możliwości i wolności. Do działania konieczna jest odpowiednia siła napędowa (moc sprawcza).

Korab-Karpowicz zwraca uwagę na dwa aspekty współdziałania (s.58). Jest to różnorodność zdolności i umiejętności, różnorodność postaw i charakterów oraz uzupełnianie się wzajemne tych różnorodnych cech. Współdziałanie stanowi więc dopełnianie się różnorodnych możliwości działania. Współdziałanie zostaje jakby wypełnione różnorodnością cech i charakterów. Różne ludzkie cechy i charaktery znajdują tam dopełnienie i realizacje we wspólnym działaniu. Znajdują swój kierunek i cel, czyli odpowiedni kres działania. Jednostronne działanie może być wypaczone, może prowadzić na manowce, może nie dotrzeć do celu. Współdziałanie zawsze znajduje swój cel i kierunek, ponieważ działając wspólnie łatwiej jest naprawić popełnione błędy.

Właśnie wspólne działanie razem jest najlepsze i najskuteczniejsze. Działanie zawsze przekracza nasze myślenie i nasze poglądy. Działanie nie kieruje się wartościami, lecz realnością. W działaniu nie sprawdzają się ideologiczne wartości, chyba że będziemy działali w sposób pozorny, czyli będziemy tylko wiele mówili o działaniu (patrz polityka). W działaniu sprawdza się realność i wymogi realności. Niestety różne instytucje często pozorują swoją działalność, gdyż brak im odniesienia do rzeczywistości. Wszelkie instytucje są przecież tylko ludzkim pomysłem. Realnego działania człowiek może się nauczyć we wspólnocie osobowej, czyli w rodzinie. Tutaj wszelkie kłamstwa i oszustwa prowadzą od razu do rozpadu wspólnoty rodzinnej.

Współdziałanie nie polega na jakimś wartościowaniu, nie polega też na poszukiwaniu wartości. Współdziałanie dotyczy realności i przebiega w ramach realności. Mówiąc wprost – jest coś do zrobienia. Jest określony cel działania i trzeba podjąć odpowiednie działania, żeby osiągnąć ten cel (np. zagospodarować jakiś teren, wyprodukować żywność, zbudować dom albo całe miasto). Do tego potrzebna jest dobra robota (trzeba zatem sięgnąć do Kotarbińskiego).

Na czym polega dobre działanie? Musimy wiedzieć, co chcemy osiągnąć, ale to powinna być wiedza praktyczna a nie myślenie o wartościach. Ta praktyczna wiedza rodzi się w trakcie działania. Jest to umiejętność działania, a nie wiedza pojęciowa. Niestety już Sokrates popełnił ten błąd, że uznał, iż zasadą działania człowieka (i jego siłą napędową) jest wiedza (wiedza pojęciowa). Wszyscy myśliciele (tzw. „posiadacze wiedzy” – sofiści i gnostycy) dają się złapać na ten haczyk, a potem wmawiają ludziom, że oni wiedzą lepiej. Najlepiej ich nie słuchać. Każdy, kto umie działać (czyli coś robić) zdaje sobie sprawę, że wiedza (albo nawet teoria naukowa) stoi gdzieś daleko z boku. Okazuje się bowiem, że można stworzyć nawet wiedzę o kiwaniu palcem, a przynajmniej można napisać na ten temat pracę magisterską. Tylko co z tego, kiwanie będzie tylko kiwaniem.

Działanie trzeba podjąć lub przedsięwziąć. Do tego potrzebna jest chęć działania poruszona odpowiednią siłą woli (mocą sprawczą). Dlatego wszelkie działanie będzie powiązane z podmiotowością sprawczą człowieka, działającym podmiotem, jakim jest ludzka osoba. Oczywiście osoba działa poprzez ludzką naturę, która jest jednak tylko podmiotem wykonawczym. Przy współdziałaniu pojawia się dodatkowy warunek. Współdziałanie trzeba także uzgodnić. Tutaj konieczna jest chęć i zgoda na wspólne działanie. Podjęcie wspólnego działania, żeby się udało, wymaga uzgodnienia i zharmonizowania. Stąd współdziałanie charakteryzuje się obopólną zgodą i harmonią. (zob. Korab-Karpowicz, s.59-60).

Zgodna współpraca nie musi być oparta na wartościach, lecz na przyjęciu realnego celu (wspólnego dobra lub interesu). Poznając realność celu i działania ludzie chętnie zgodzą się na współpracę. Człowiek zawsze kieruje się realnym dobrem, dobro jest bowiem cechą realności, natomiast wartości są tylko cechą naszego myślenia. To myślenie tworzy przecież wartości stawiając jedne rzeczy ponad innymi. A ponieważ myślenie powstało z negacji realności, zatem jest w stanie wymyślać sprzeczne i przeciwstawne wartości. Dzisiaj proponuje się ludziom wyłącznie wartości, a nie realne dobra. Na przykład preferuje się wychowanie do wartości. Społecznie jest to zgubne, gdyż człowiek wierzy tylko w swoje własne wartości, co jest prostą drogą do wszelkiego typu idealizmu i dalej ideologii.

Należy wychowywać ludzi do godności. Do osobowej godności, która obejmuje realne własności ludzkiej osoby, czyli prawdę, dobro i piękno. Tak samo zgubne jest wychowywanie człowieka do wolności, gdyż jest to stawianie go tylko wobec możliwości działania. A skąd ma on brać siłę napędzającą działanie? Tutaj konieczny jest silny charakter (jako wyposażenie natury, czyli władz duchowych), który budujemy na aktach osobowych kontemplacji i sumienia. O wolności można sobie sporo pogadać, lecz z wolności nie da się nic zrobić. Do prawdziwej i realnej roboty konieczna jest moc sprawcza – aktywność osoby ludzkiej.

Człowiek działa celowo. Potrafi wyznaczyć i określić cel swojego działania. Jest to jakiś pomysł, ale to nie jest wiedza (teoria). To jest raczej jakaś wizja lub wyobrażenie. Pracuje wtedy nasza wyobraźnia, dzięki czemu możemy wyobrazić sobie, czyli obejrzeć, zamierzony cel (kres działania). Możemy zaplanować odpowiednie działania, lecz same działania wykraczają już poza te plany, gdyż przebiegają w sferze realności, a nie możliwości myślenia. Dlatego człowiek nie jest w stanie zaplanować swojego życia we wszystkich szczegółach, a kiedy coś sobie planujemy, to wówczas nie dotyczy to realności.

Filozofia nowożytna przekonywała nas wytrwale, że w swoim działaniu człowiek kieruje się myśleniem. Zapomniano, że człowiek zawsze kierował się realnością. Przecież nikt nie nakarmi się myśleniem o jedzeniu, dlatego sięgamy po realny chleb czy mięso. Człowiek zdawał sobie sprawę, że żyje w realności i potrzebuje realności. Co więcej, o tę realność ludzie walczyli między sobą. Dzisiaj próbuje się odebrać człowiekowi jego realność i zepchnąć go w świat możliwości. Proponuje mu się wolność zamiast realności i niestety ludzie się na to nabierają.

25.06.2018

Ideologia nie zbawi człowieka



Żadna ideologia nie zbawi człowieka. Ideologia jest tylko ludzkim pomysłem. Jest naszym myśleniem o szczęściu człowieka. Ale myślenie nie zna realności człowieka, ponieważ ono tworzy dowolne możliwości działania, jednak nie potrafi stworzyć tego, co realne.
Człowiek jest realną osobą i zbawić go może tylko przyczyna realności. Człowieka może zbawić nawiązanie realnych relacji z Bogiem. To muszą być relacje osobowe. Tylko Bóg posiada bowiem odpowiednią moc sprawczą (teologia nazywa ją łaską), która jest w stanie udoskonalić i przemienić nasze człowieczeństwo. Otóż teologia podpowiada nam, żebyśmy się modlili do Świętych Pańskich o pomoc i wstawiennictwo u Boga, ponieważ Święci pozostają w stałej łączności z Osobami Boskimi.
Ideologia obiecuje ludziom szczęśliwość na ziemi, jeżeli będą działać według jej pomysłów. Ideologia jest tylko ludzkim pomysłem, lecz jest to pomysł, który nie uwzględnia osobowej realności człowieka. Ideologia jest takim pomysłem, który próbuje sterować i rządzić ludźmi przy pomocy myślenia. Ideologom wydaje się, że ich myślenie jest czymś najdoskonalszym, a zatem wszyscy powinni zgodzić się na nie i uznać je za coś doskonałego, co sprawi, że ludzkie życie również stanie się doskonałe. Co ciekawe, dzisiaj nawet nauka stała się ideologią, gdyż nie jest w stanie dotrzeć do realności człowieka i poznać ją. Dlatego wszelkie naukowe postulaty dotyczące człowieka są właściwie zwykłymi pomysłami naszego myślenia. Nauki o człowieku przybierają postać ideologii.
Jedyną wiedzą, która rzeczywiście dotyczy realności człowieka, jest metafizyka. Metafizyka była tradycyjnie podstawową dziedziną filozofii, która stawiała sobie za zadanie dotarcie do realności człowieka i zbadanie tej realności w dostępny człowiekowi sposób, czyli przy pomocy rozumu. Można się zgodzić, że metafizyka (filozofia pierwsza) rozwijała się stopniowo ale systematycznie. Jednak nawet metafizyka człowieka poprzestała na dualistycznym obrazie ludzkiej realności w postaci teorii duszy i ciała. Dopiero wizja teologiczna (oparta na objawieniu) popchnęła rozważania filozoficzne na nowe tory. Stało się tak z powodu przyznania człowiekowi podmiotowości osobowej. Osoba ludzka będzie pojmowana jako nowe źródło realności, z którym odtąd będzie się zmagać metafizyka.
Problem rozwiązał Tomasz z Akwinu, który stwierdził, że źródłem realności człowieka jest akt istnienia. To pozwoliło jego następcom (należy tutaj wymienić Wojtyłę) przyjąć, że osoba jest w człowieku podmiotem istnienia i działania. Oznacza to, że osoba ludzka stanowi szczególną podmiotowość istnienia wyposażoną we własności transcendentalne prawdy, dobra i piękna. Te własności posiadają charakter osobowy i przyczynują naszą duchowość, czyli są odpowiedzialne za jej powstanie.
Dopiero poznanie osoby jako podmiotowości istnienia (a także poznanie życia w postaci mocy ożywczej jako takiej samej podmiotowości, która ożywia i doskonali naszą cielesność) pozwala zrozumieć pochodzenie człowieka i jego powołanie. Możemy wtedy poznać i określić cel naszego osobowego życia i powołania, czyli zbawienie człowieka. Osoba jest bowiem w człowieku czymś doskonałym i wiecznym, dlatego została przeznaczona do szczęścia wiecznego. Niestety, tego nie jest w stanie zagwarantować nam żadna ideologia, gdyż ideologia nie ma takiej mocy sprawczej jak Bóg i nigdy tego nie osiągnie. Ideologia może co najwyżej zawładnąć naszym myśleniem, dlatego posiada zdolności uwodzicielskie. U nas mówiło się o heglowskim ukąszeniu. Ta heglowska ideologia jako filozofia myślenia narobiła wiele złego w XX wieku. Stała bowiem zarówno u podstaw marksistowskiego komunizmu, jak i u podstaw hitlerowskiego nazizmu.

12.05.2018

Jeżeli rozważamy cokolwiek na temat człowieka



Jeżeli rozważamy cokolwiek na temat człowieka, to musimy mieć zawsze przed sobą najważniejszą prawdę, że człowiek jest przede wszystkim osobą. Nie ma sensu prowadzić rozważań o człowieku z innej perspektywy, gdyż to zawiedzie nas zawsze na manowce zgubnych możliwości. Nie da się sprowadzić człowieka do poziomu tworzywa materialistycznego, czy nawet bytu czysto przyrodniczego. Wiadomo przecież, ze u człowieka pojawia się nagle myślenie (myślenie abstrakcyjne), które w żaden sposób nie zależy od przemian cielesności.

Myślenie nie jest i nie może być funkcją mózgu, jak chcieliby nam wmówić naukowi ignoranci. Otóż wzrost mózgu dowodzi właśnie czegoś przeciwnego. Trzeba przyjąć, że to ludzki mózg rozwinął się i umocnił pod wpływem myślenia. Również rozwój i tworzenie narzędzi jest efektem myślenia i racjonalizacji działań z tym związanych, a nie odwrotnie. Zatem ludzkiego działania nie wolno uzależniać jedynie od czynników i warunków zewnętrznych. Człowiek dysponuje bowiem wewnętrzną siłą rozwojową, która płynie z jego osobowego istnienia (subiectum essendi).

Człowiek jest aktywnym podmiotem działającym. Jest rzeczywistym sprawcą swoich działań i nie wolno negować jego egzystencjalnej mocy sprawczej. Bo inaczej sprowadzimy wszystko do behawiorystycznego schematu bodziec-reakcja, który pozbawia człowieka wolności działania.

Problemem pozostaje pytanie, gdzie narodził się człowiek myślący (homo sapiens)? Czy stało się to na początku w Afryce, skąd ludzie wywędrowali po świecie, czy może nastąpiło to już w czasie wędrówki  gdzieś po drodze? Kiedy człowiek pomyślał coś po raz pierwszy (50 tys. lat temu, czy może 10 tys.)?  Jeżeli człowiek wyruszył z Afryki na podbój świata, to można by przypuszczać, że dokonał tego właśnie pod wpływem myślenia. Może pomyślał sobie, że tu się nie da żyć, więc może trzeba spróbować gdzie indziej, bo tam może być lepiej. A to stwierdzenie, że „gdzieś może być lepiej”, jest już efektem myślenia.

Nawet najlepsze przystosowanie się do jakichś warunków zewnętrznych nie wymaga bowiem myślenia – takiego myślenia o przyszłości (albo na przyszłość), jakie symbolizuje Prometeusz (prometein). Dla zwykłego przystosowania się wystarczy poznanie panujących warunków oraz pamięć o tym, jak żyło się dawniej (epimetein). Prometeusz byłby nauczycielem przyszłego rozwoju techniki (rozwoju naukowego i technologicznego). Epimeteusz natomiast byłby przedstawicielem życia zgodnego z przyrodą, a nie panowania nad nią dzięki technice. Na początku przyroda panowała jeszcze nad człowiekiem. W Europie kimś takim byli Neandertalczycy. Jednak starożytni Grecy wielbili już Prometeusza.

Można przyjąć, że te dwa sposoby podejścia do życia występują w całej historii człowieka. Są okresy, gdy ludzie poszukują różnych zmian, aby polepszyć swoje życie, i zachwycają się tymi zmianami, ale są też okresy, gdy ludzie trwają przy dawnych zwyczajach i sposobach działania, a do tego są zadowoleni z tego stanu rzeczy i nie potrzebują żadnych szybkich zmian. Dziś mamy czas, gdy pędzimy przed siebie gdzieś w nieznane, tak naprawdę nie wiadomo dokąd. Najchętniej polecielibyśmy w otchłań kosmosu, ale trzeba wiedzieć, że to tylko nasze myślenie skazuje nas na zagładę. Człowieka może uratować tylko poznanie realności własnej oraz zaakceptowanie realności, w której żyje, co powinno owocować sensowną ochroną środowiska osobowego (społecznego) oraz ochroną środowiska przyrodniczego (potrzebnego do życia).

Postęp technologiczny nie służy doskonałości samego człowieka. Zdobywanie wciąż nowych urządzeń technicznych nie wpływa na moralną doskonałość człowieka. Doskonałość moralna może płynąć jedynie z wnętrza człowieka, czyli z podmiotowości osoby ludzkiej. To tam zawarte są nasze duchowe skarby. To tak kryje się moc sprawcza osoby i jej osobowej aktywności (kontemplacja, sumienie i upodobanie), która doskonali naszą naturę. Same zdolności naturalne nie zdołają osiągnąć poziomu osobowego. Władze duchowe pozostawione same sobie tworzą tylko dowolne możliwości działania, czyli właśnie to, co popycha nas do poszukiwania nowych rozwiązań technicznych. Dlatego dzisiaj ludzie wyżywają się w pracy zawodowej zapominając o swoim osobowym powołaniu do życia moralnego i religijnego. Taka perspektywa rozwoju społecznego nie wróży nam niczego dobrego.

Akacja kwitnie